Szukałem cię cz.9

Kacper chodził niespokojnie po wielkim pomieszczeniu, w którym miał przyjąć gości. Teoretycznie wszystko było przygotowane: posiłek, pokoje, kąpiel. W praktyce każdy był zajęty dopieszczaniem najmniejszych szczegółów, byle tylko przypodobać się Miguelowi i sprawić, by czuł się, jak u siebie. W całym zamku było może dziesięciu ludzi na krzyż. Reszta wiernych sług wyjechała wspomóc króla Santiago w wojnie z wrogim narodem. W rezultacie, sojusznik nie był gotowy na ostrzał swojego zamku, dlatego zaspokojenie potrzeb przybyłych dostojników na dłuższy czas było niemożliwe. Król Kacper znał księcia Miguela z opowieści jego rodziców. Wiedział, że był ciągle zestresowanym, bojącym się o swoje życie, mężczyzną. Chciał go uspokoić choć na chwilę jednak wiedział, że Oktawiusz prędzej, czy później najedzie na jego zamek w poszukiwaniu jedynego następcy króla Santiago. To był powód, dla którego władca sprzymierzonego państwa, nie mógł spać przez ostatni tydzień. Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał wyznać okropną prawdę i kazać im uciekać dalej.
-Wasza miłość- przyszedł jeden z dwóch znajdujących się w zamku, strażników- wszyscy już skorzystali z kąpieli i są gotowi do rozmowy z tobą, panie.
    Kacper westchnął ciężko, głaszcząc gęstą, brązową brodę. Podrapał się po łysinie, uspokajając szalejące myśli. Kochał Miguela i chciał mu pomóc jednak oddał wszystkich swoich ludzi, by zatrzymywali atak odwiecznego wroga. Wiedział, że dostojny gość nie może zostać tu długo. Uspokajał nerwy głębokimi oddechami.  
-Niech książę nie czeka, wpuść ich- wypowiedział na jednym wdechu, bawiąc się drogimi pierścieniami umieszczonymi na jego silnych, męskich dłoniach. Sługa wpuścił syna Santiago do środka komnaty. Za nim weszli Tatiana i kilku wojskowych.  
-Kacprze- trzydziestolatek przytulił przyjaciela z uśmiechem na twarzy- tak się cieszę, że już jestem.
-Ja również, królewiczu- westchnął król, przyglądając się mu uważnie.- Wyrosłeś. Nie widzieliśmy się ponad dziesięć lat.  
-Wielka szkoda, mam ci dużo do opowiedzenia. Teraz jednak będziemy mieli na to czas- na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech. Kacper poczuł silne ukłucie w sercu. Widział ogromną radość w oczach rozmówcy, którą będzie musiał zaraz zabić. Im szybciej, tym lepiej…  
-Wasza miłość…
-Nie lubię, gdy tak do mnie mówisz- uśmiech nie znikał z jego twarzy.
-Mam do ciebie szacunek, dlatego też…- wbił wzrok w podłogę, po chwili ponownie patrząc z bólem w sercu na księcia- muszę wam coś powiedzieć.  
-Co takiego?
-Nie… nie możecie… zostać tu zbyt długo. Przenocujecie dziś, zjecie coś, wypoczniecie i jutro rano wyruszycie. Mój zamek jest opustoszały. Oddałem całe swoje wojsko twemu ojcu. Wszystkie sługi, medycy wyjechali, by pomóc wam na polu bitwy. Nie jesteś tu bezpieczny. Ci ludzie, którzy pomogli wam przedostać się przez bagna, też już dostali rozkaz, by przelać krew za ciebie.  
-Kacprze…- wydusił przerażony, nie wierząc w to, co słyszał.  
-Musicie uciekać. Tu jest tylko śmierć.  
-Ale…
-Dla mnie już nie ma szans- położył mu dłoń na ramieniu.- Jeśli Bóg da ci przeżyć, zjednoczysz nasze królestwa po śmierci twego ojca i zaopiekujesz się mymi ziemiami. Umrę bezpotomnie. W tobie nasza nadzieja… Dlatego nie kłóć się ze mną. Oktawiusz przybędzie tu za kilka dni. Obiecałem twemu ojcu, że nic ci się nie stanie, więc… nie ma innej drogi niż ucieczka.  
    Miguel wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Nie po to uciekał tyle czasu, by znów stchórzyć i ponownie umierać z wyczerpania. Kolejna droga w tych warunkach, z nożem na gardle, ze świadomością, że Kacper będzie czekać tu na śmierć, była męką dla przerażonego księcia. Chciał zabrać go ze sobą. Czułby się pewniej, miałby przy sobie kogoś, komu ufał, za kim tęsknił, kto był mu, jak brat… Jego słowa bezlitośnie rozdzierały mu serce na drobne kawałeczki. Miał nadzieję, że to był tylko największy koszmar życia… Przetarł oczy i spojrzał na jego śniadą, zmęczoną od wrażeń i rozmyśleń, twarz. Widział, że nie było mu łatwo. To utwierdziło go w przekonaniu, jak bardzo go kochał. Duża łza spłynęła po policzku księcia. Szybko ją otarł, nie chcąc okazywać słabości. Nie teraz. Nie w czasie nadchodzącej apokalipsy… Radość kłóciła się z rozpaczą. Szczęście uleciało z życia dwudziestosześcioletniego króla, chcąc zostawić go sam na sam z upiorem w czarnych szatach, trzymającym kosę… Oddech śmierci przyprowadził tu całą wyprawę, chcąc zapanować nad sytuacją i wciągnąć ich wszystkich na zawsze do piekielnej gry nad przepaścią kończącego się czasu. Życie uchodziło z żyjącego człowieka…
-Królu, ty nie możesz… Nie pozwalam ci tu zostać!- wrzasnął zrezygnowany, chcąc ukazać swoją rozpacz i zrezygnowanie.- On… zamorduje cię z zimną krwią!…
-Nic mu nie powiem- szepnął monarcha, wyobrażając sobie swój koniec.- Będę milczał. Możesz być spokojny.
-Tu chodzi o ciebie.
-Powiedziałem ci, byś się o mnie nie martwił.
-Jesteś młody. Tyś moim bratem... Za wcześnie na twoją śmierć.  
-Książę…
-Nie umrzesz z ręki tego barbarzyńcy! Nie zasługujesz na taką śmierć!- Miguel zalewał się łzami.- Ile jeszcze?... Gdybym uciekł dawno temu, nie mielibyśmy, o czym rozmawiać! Nie byłoby tego całego zamieszania! Mam dość!
-Wasza miłość…- Tatiana postanowiła opanować napiętą sytuację- król ma rację. Nie możemy tu zostać.  
-On pojedzie z nami!- trzydziestolatek szarpnął dziewczyną z całej siły.- Z nami, rozumiesz?! Nie pozwolę mu tu umrzeć! Będę go miał na sumieniu do końca życia!
-To był rozkaz twego ojca- wyznał Kacper, patrząc na to całe zamieszanie. Miguel przeniósł zmęczone spojrzenie na władcę. Zmierzył go surowym wzrokiem.
-Jak śmiesz?...- załkał, nerwowo łapiąc powietrze.- Ojciec kazał ci tu umrzeć w męczarniach?! Mój ojciec?!
-To dla twego dobra. Nie będę uciekał przed sprawiedliwością. Pragnę tej śmierci…
-Zakazuję ci tak mówić!- gwałtownie puścił słabe ciało Tatiany. Zbliżył się do króla, oddychając ciężko.- Dlaczego masz jej pragnąć?
-Nie miałem łatwego dzieciństwa… Nie wiesz, kim jestem… Mój ojciec… mnie nie chciał.- wydukał, czując łzy spływające po policzkach.- Książę, oni tak manipulują ludzi, że każdy zdradziłby się, nawet o tym nie wiedząc… Chcę tego uniknąć, uratować się, skończyć tę mękę…- otarł mokre policzki.- Podstępne lisy…- syknął przez zaciśnięte zęby. Spojrzał Miguelowi w oczy. Królewicz analizował jego chaotyczne wypowiedzi, chcąc zrozumieć ich sens. Nie widział go. Był zaślepiony miłością do tego człowieka, który wolał umrzeć niż zdradzić go na torturach, które czekały go wraz z przybyciem Oktawiusza.  
-Myślisz, że będzie mu się chciało przedzierać przez te bagna?- spytał oszołomiony.
-To nieważne. Jego celem jesteś ty. Twoja śmierć- tylko to się liczy- Tatiana nie owijała w bawełnę.  
-Wiecie, jak macie jechać?- Kacper zwrócił się do szesnastolatki.
-Tak, wytłumaczono nam wszystko.
-Posilcie się, resztę weźcie ze sobą, by nie czuć głodu przez następne dni wędrówki. Rozumiem, że kierujecie się do opuszczonego zamku?
-Tak, to nasz plan awaryjny…- westchnęła.- Nie ma innej drogi.
-Miejmy nadzieję, że tam was nie znajdą- król usiadł przy stole. Pozostali ludzie dołączyli do niego i zaspokoili głód oraz pragnienie.  
    Robiło się późno, więc wszyscy rozeszli się do przygotowanych specjalnie dla nich, komnat. Miguel nie mógł zasnąć. Ilekroć próbował oddać się w ramiona Morfeusza, tylekroć budził się z krzykiem, zlany potem, mając koszmary nieporównywalnie gorsze od życzeń Kacpra. Jego „uciekaj, zostaw mnie tu, ratuj siebie. Nie przejmuj się mną, pragnę tej śmierci” było niczym wobec wiszącego na ścianie portretu okrutnego Oktawiusza. Książę zaobserwował, że wisiały one na każdym kroku, nawet w łaźni. Dotarło do niego, jak bardzo ten człowiek szantażował ludzi, nie dawał im żyć i chciał zrobić z siebie wiecznie panującego boga.  
    Król kochał ciemność i czerń. Na wszystkich portretach nosił czarne, bogato zdobione szaty. Patrzył z góry na obserwujących go ludzi, dzierżąc w dłoni berło. Miał mroczną koronę ozdobioną różnorakimi kamieniami szlachetnymi i poważny wyraz twarzy… To wszystko tak do siebie pasowało, że było aż śmieszne i nie do uwierzenia. Psychopata, dla którego liczyła się tylko wojna, śmierć, zemsta i piękne kobiety. Ponoć nie miał litości nawet dla swych trzech synów. Katował ich, zamykał w więzieniach, głodował… Bezwzględna szkoła życia. Zniszczenie egzystencji. Nie potrafił nad sobą panować. Uwielbiał, gdy ludzie błagali go o litość i śmierć. Uznawał to za swój… sukces. Na dziedzińcach odbywało się kilkadziesiąt egzekucji każdego dnia. Ludzie nie mieli prawa do sądu i wytłumaczenia, często ginęli niewinni, nawet dzieci za rzekomą kradzież chleba. Miguel nasłuchał się tych historii. Często rozmawiano o tym na ważnych zebraniach, zatem doskonale znał zimne oblicze tego potwora. Miał więc prawo bać się o swoje życie. Chciał walczyć o Kacpra. Słysząc jego słowa, wątpił w to, że kiedykolwiek słyszał o okrucieństwie Oktawiusza. Naprawdę? Król idzie w pełni świadomy na tak wielką mękę?... To głupota? Nie, to miłość i obietnica…      
-I co tak patrzysz?- Miguel usiadł na łóżku, wpatrując się w mrożący krew w żyłach portret wiszący na ścianie naprzeciwko.- Czego jeszcze chcesz? Mało ci?- nie otrzymywał odpowiedzi. Wciąż tylko ten jeden drwiący uśmiech i ciemne oczy patrzące na niego z wyższością. Książę głośno przełknął ślinę, przypominając sobie koszmary wybudzające go ze snu.- Nie zabijesz Kacpra… Mnie też nie. Po moim trupie.
-Książę?...- Tatiana po cichu otworzyła drzwi małego pokoju. Miguel prawie dostał zawału, widząc ją w drzwiach.- Z kim rozmawiasz?
-Sam ze sobą- przeniósł wzrok na świeżo wypraną pościel.- A ty, co tu robisz?
-Stoję na czatach.  
-To już nie ma mężczyzn?- zakpił z towarzyszy.- Odpocznij- rzucił, padając na łóżko. Resztę nocy spał spokojnie.  
    Obudzili się, gdy zaczynało świtać. Zgodnie z prośbą króla, zabrali ze sobą jedzenie i wodę. Szybko umyli wypoczęte, gotowe na dalszą podróż, ciała i ubrali się w czyste ubrania. Zabrali wszystkie swoje rzeczy, by nie pozostawić po sobie żadnego śladu. Każdy był przerażony, widząc portrety Oktawiusza. Nie chcieli go spotkać twarzą w twarz, dlatego spieszyli się z wyjazdem w dalszą drogę.  
-Pojedź…- prosił Miguel.- Wszystko się odmieni. Nie będziesz już sam, jak palec.
-Dziękuję- Kacper uśmiechnął się szczerze.- Zawsze miałeś dobre serce. Już ci wszystko wyjaśniłem. Jedźcie bezpiecznie i wróćcie zdrowi do stolicy. Tylko tego chcę.
-Te portrety- wskazał na ogromne obrazy wiszące na ścianach- nie uchronią cię przed morderstwem.
-Wiem…- głośno przełknął ślinę.- On nas szantażował.
- I mimo to nadal chcesz tu zostać?
-Taki był rozkaz i takie są moje chęci.
-Mój ojciec nie chce twojej śmierci. Nie wierzę w to.  
-Dobrze, książę… Umówiliśmy się tak. Kazał mi zostać, przeczytawszy moje listy. Pierwotny plan był taki, bym jechał z tobą jednak… ja nie chcę dłużej tego ciągnąć.
-Dlaczego ojciec mi o tym nie powiedział?... Jechałem tu z nadzieją na spokój.
-Nie chciał, byś się martwił. Poza tym, Oktawiusz wcale nie jest taki głupi, na jakiego wygląda i wie, gdzie cię szukać. Podły pies… wywęszy wszystko. Dlatego bądź ostrożny i zaufaj swoim ludziom.
-Kacprze…
-Niech was Bóg prowadzi- przytulił go mocno, szlochając cicho.  
-To wszystko tylko po to, bym ja żył…- Miguel wybuchł niepohamowanym płaczem. Zacisnął dłonie na jego koszuli. Trudno było pożegnać się z przyjacielem… na zawsze. Kacper to złoty człowiek, który zawsze służył mu pomocą. Będąc księciem, spędzał z nim dużo czasu, opowiadając fascynujące historie, ćwicząc walkę na miecze, zwierzając się z ciężkich chwil… Nie potrzeba było dużo czasu, by go pokochać. Nigdy nie powiedział złego słowa i zawsze zależało mu bardziej na drugiej osobie, niż na samym sobie.  
-Byś aż żył, książę. Aż. W tej wojnie wszyscy zginą za ciebie i nawet proch po nich nie pozostanie…

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i dramaty, użyła 2219 słów i 12735 znaków, zaktualizowała 7 sie 2019.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • agnes1709

    No w końcu znalazł się czas, żeby nadrobić. Kacpra nie rozumiem, tak mu śpieszno do piachu? Coś mi tu śmierdzi:woot2:

  • Duygu

    @agnes1709 Cieszę się, że nadrobiłaś  :)  Wiesz, Kacper ma słabą psychikę, jest bojaźliwy, zastraszony. Więcej na ten temat będzie w kolejnej części :) Dziękuję za przeczytanie i komentarz  :przytul:

  • agnes1709

    @Duygu To tym bardziej powinien wiać:D

  • Duygu

    @agnes1709 I tutaj widzisz, jaka jest siła szantażu. Widać jakim "ekspertem" jest Oktawiusz. Spójrz: nawet, gdyby Kacper uciekł z nimi, ma świadomość, że ten potwór i tak szuka księcia. To byłby ostatni punkt wyprawy, wymarzony odpoczynek po wielu dniach poszukiwań i gonitwy, a więc Oktawiusz "zabawiłby się" z tymi wszystkimi ludźmi, torturując ich dniami i nocami. Ta wizja jest przerażająca. Kacper to tchórz i pragnie szybkiej śmierci. Być może ma nadzieję, że nie chcąc tracić czasu, wróg zabije go w najprostszy sposób i  
    czym prędzej pojedzie po następcę tronu. Tam odbyłoby się istne piekło na ziemi... Wbrew pozorom, Kacper to cwaniaczek  ;)

  • AlexAthame

    Świetna część. Czyżby Oktawian był synem Kacpra? Tak mi przyszło... Wiele serca i głębi w tym odcinku.  <3

  • Duygu

    @AlexAthame Dziękuję  :rotfl:  Oh, nie... Na szczęście, nie  :lol2:

  • AlexAthame

    @Duygu Ok. Wszyscy się czasem mylą. Nawet ja :smiech2:

  • Duygu

    @AlexAthame Oczywiście ;)

  • Somebody

    Standardowo dobra część, która rozbudza apetyt na więcej  :bravo:

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję  :przytul:  Kolejna część niebawem  ;)

  • kaszmir

    Witam
    Bardzo smutna i poruszająca część. Miguel usłyszał wiele cierpkich słów o swoim ojcu, ale nie wierzy w to. Kacper jego przyjaciel niestety musi pozostać w zamku i pewnie zginie z rąk Oktawiusza. Tatiana bardzo odpowiedzialna i oddana dla sprawy.

    Pozdrawiam :)

  • Duygu

    @kaszmir Witam

    Tak, taka właśnie mi wyszła... Tak z serca. Miguel jest zszokowany, to prawda. Mnie samej jest szkoda Kacpra :(  Tatiana sobie radzi w nowej sytuacji.  

    Dziękuję i pozdrawiam  :przytul: