Happyendów nie ma: rozdział dwudziesty

-Wyprowadzam się- Leo wychodzi do salonu, gdzie ja i Kimberly malujemy paznokcie.  

Kim patrzy na niego zaskoczona, bo Leo nie powiedział jej jeszcze o dziecku. Wiem, że bardzo denerwuje się i nie umie jej tego powiedzieć, ale moim zdaniem im szybciej to zrobi, tym lepiej.  

Chłopak siada na ziemi, koło naszych stóp i patrzy na siostrę psimi oczami. Kimberly poprawia się na sofie, robiąc minę, która mówi: "czekam na wyjaśnienia i to w tym momencie".

-Alice jest w ciąży- mówi, jakby to miało jej cokolwiek wytłumaczyć.  

-I co to ma z tobą wspólnego?- dziewczyna próbuje udawać spokojną, ale widzę jak zaciska szczękę, nie chcąc na niego nakrzyczeć.  

-Jestem ojcem- jego ton jest spokojny, ale jego zaciśnięte dłoń zdradzają jego zdenerwowanie. Widocznie boi się reakcji siostry, która jest dla niego najbliższą osobą.

-Świetny żart, Leo- przewraca oczami i wraca do malowania paznokci.  

-Ale ja nie żartuje, kiedy mnie nie było, to właśnie u niej mieszkałem. Nie piłem, nie ćpałem, to ona mnie uspokajała- uśmiechnął się na to wspomnienie, a mnie ścisnęło w żołądku. To nie zazdrość, tłumaczę sobie i chwytam Leo za rękę, żeby go uspokoić.  

-I z tego uspokajania wyszło dziecko, tak?

Leo milczy. Kim jest wyraźnie zła, a on nie wie jak ją uspokoić. Postanawiam ruszyć mu na ratunek i opowiadam to co on mi wcześniej powiedział najdokładniej jak pamiętam. Jednak to nie pomaga, dziewczyna wkurza się, że to ja pierwsza dowiedziałam się o wszystkim. Wzdycham ciężko, bo naprawdę nie mam pojęcia co mogę jej powiedzieć, że Leo bał się jej realcji? Przecież to taka śmieszna wymówka.  

-Dobra, skończ- przerywa mi zdenerwowanym tonem i wstaje z kanapy. Patrzy na nas z góry wzrokiem, który mógłby wystarczyć najodważbiejszego, nigdy jej takiej nie widziałam, więc nie wiem co mam robić.- Kiedy się wynosiszm- pyta brata, a on wyjąkuje, że za tydzień.  

-Kim- zwraca się do niej, kiedy dziewczyna chce już wyjść z salonu.- Nie bądź zła.  

-Nie martw się tak, przejdzie mi- wzrusza ramionami i wychodzi.

Leo opada na plecy i chwilę leży na dywanie nieruchomo. Palce ma wplątane w już przydługawe włosy i wygląda tak jakby zaraz miał wybuchnąć. Próbuję mu wytłumaczyć, że Kimberly tylko się o niego martwi i będzie go wspierać cokowiek zrobi, tak samo jak ja. Leo dziękuje mi, ale mówi, że musi pobyć trochę sam.

-Jak coś to jestem u Natana, możesz dzwonić- mówię i wychodzę z domu.

Nie chce tam na razie przybywać, a i tak robi się późno, więc powinnam wracać do "domu". Nadal w końcu mieszkam u Natana, choć przez ostatnie parę dni nocowałam u Kim. Teraz jednak, kiedy jest na nas zła jak nigdy dotąd, wolę zejść jej z drogi chociaż na chwilę.  

Przyjaciel wita mnie w domu z otwartymi ramionami, żartując, że jest dla mnie tylko darmowym noclegiem. Przez jego uwagę robi mi się niesamowicie głupio, bo faktycznie może to tak wyglądać, choć to oczywiście nie prawda. Kocham Natana jak brata i nie mogłaby go nigdy wykorzystać w tak okropny sposób.  

Siadamy na dużej sofie, a Natan włącza telewizor. Jego rodziców znów nie ma w domu, więc możemy urządzić sobie maraton filmowy z Johnym Deepem.

-Gdybym był gejem to bym go brał- uśmiecha się, a ja kiwam głową, choć osobiście wolę Orlado Blooma. Zaczynam się o to kłócić z przyjacielem, który nie widzi uroku osobistego tego aktora, który był moim pierwszym idolem. "Piraci z Karaibów" oglądałam głównie dla niego.  

-Dobra, mała, pora spać- uśmiecha się do mnie i wstaje z kanapy, żeby podać mi rękę. Chwytam ją i sama podnoszę się na równe nogi.

Dopiero kiedy leżę w łóżku Natana w mojej ukochanej piżamie, czuję jak oczy same mi się zamykają. Przyjaciel delikatnie całuje mnie w policzek, a wychodząc szepcze ciche: "Dobranoc, wariatko". Uśmiecham się na jego głupią uwagę, ale nie odpiwiadam.

Rano pada deszcz, a Natam siadając do stołu wzdycha przeciągle.   

-Nienawidzę takiej pogody, wyprowadzmy się do Włoszech.

-Odpada, mam na pieńku z włoskimi mężczyznami- uśmiecham się, a on patrzy na mnie badawczo.

-A to dlaczego?

-Podczas jednego z moich wyjazdów grupka Włochów była zbyt nagrętna, że tak to ujmę.

-Może dlatego, że jesteś za śliczna?

-Zamknij się- biję go w ramię i wstaje od stołu. Muszę się jeszcze ubrać, a za pół godziny powinnam wychodzić do pracy. Na razie jest tylko asystentką jednego z czterech głównych redaktorów, ale i tak nie chcę się spóźnić. W końcu pierwsze wrażenie jest najważniejsze.  

Idę do "swojego" pokoju, żeby zobaczyć co mam w szafie. Tak naprawdę trzymam tu tylko ubrania, bo łóżko Natana jest tysiąc razy lepsze, więc mu je zajęłam.  

Z szyflady wyciągam białą, dość luźną koszulę, którą miałam na maturze i z ulgą zauważam, że nadal pasuje idealnie.  

-Załóż do tego ołówkową spódnicę, wysokie szpilki, a awans bedziesz mieć zapewniony- w drzwiach pokoju staje Natan, a ja wystawiam mu środkowego palca.

-Wyjdź.

-Zmuś mnie- uśmiecha się, siadając na łóżku.- Masz rację, moje jest wygodniejsze.

Ignoruje chłopaka i zaczynam szukać czarnych spodni, które kupiłam, kiedy jeszcze pracowałam jako kelnerka. Zauważam, że Natan patrzy mi się na tyłek, przez co wzdycham przeciągle. Nieważne, że to mój przyajciel i tak jest facetem, więc będzie się tak zachowywać.  

Przechodząc obok niego szepczę ciche: "typowo", a potem idę do łazienki, żeby umyć zęby po śniadaniu i chociaż  rozczesać włosy.

-Jak zaraz nie wyjdziemy to się spóźnisz pierwszego dnia, a to nie dobrze. Rusz tą seksowną dupę kobieto i złaź na dół- słyszę rozbawiony głos Natana, więc wybiegam z łazienki i wpdam do salnu jak szalona.

-Odwieziesz mnie?- przechylam głowę, a włosy wpadają mi do oczu. Chłopak zaczyna się śmiać i podchodzi do mnie, żeby poprawić moje niesforne kosmyki.

-Co ty byś bez mnie, dziecinko, zrobiła?

-Doprwady, nie mam pojęcia- śmieję się i zakładam czerwone szpilki.

***

Moje biuro znajduje się na piętnastym piętrze i dzięki Bogu dla moich stóp, jadę na nie dużą, przeszkoloną windą razem z dwoma innymi pracownikami, którzy zdają się nie zauważać mojego istnienia. Wychodząc mówię ciche: "pa", przez co patrzą na mnie dziwnym spojrzeniem, ale szybko wracają do rozmowy.

Szybko znajduję moje biuro, które jest raczej małym pokoikiem z biurkiem, telefonem stacjonarnym, komputerem i szafką na segregatory z różnymi papierami. Jedna ściana jest całkowicie przeszkolona, ale szybko zasłaniam ją roletą. Po drugiej stronie pomieszczenia jest jeszcze fotel i bojelr z ciepłą oraz zimną wodą.  

Siadam za biurkiem, wzdychająć z ulgą. Nigdy więcej szpilek do pracy.
Włączam komputer i czekam na mojego przełożonego, który miał mnie wezwać do siebie o dziewiątej, a jest już  dziesięć po.

Zamykam oczy, wsłuchując się w ciszę, kiedy zaczyna dzwonić telefon, a ja podskakuję na fotelu i szybko odbieram.

-Pani Izabella?- głos po drugiej stronie należy do młodego mężczyzny, jest niski, ale melodyjny.

-Tak- odpowiadam cicho, przelykając ślinę, nagle zdenerwowanie pierwszym dniem pracy bierze górę i nie mogę powiedzieć nic więcej.  

-Proszę do mojego biura, jest tuż obok pani- wydaje polecenie i rozłącza się. Jak na razie mój nowy szef wydaje się surowy, szorstki i bezuczciwy. Typowy pracownik wielkiej korporacji.  

Wychodzę z biura zestresowana, jeszcze bardziej niż parę minut temu. Skręcam w lewo do najbliższych drzwi w korytarzu i pukam na tyle głośno, żeby mój przełożony mógł mnie usłyszeć.  

-Otwarte, możesz wchodzić.

Naciskam klamkę i pcham drzwi do przodu, a te otwierają się z łatwością, nie to co moje, które skrzypią przy najmniejszym poruszeniu.

Biuro mojego szefa jest dużo większe od tego w którym ja pracuję. Ściana za wielkim, drewnianym biurkiem jest szkalna jak u mnie, ale nie zasłonęta. Na blacie zamiast dużego, stacjonarnego komputera leży laptop i  telefon podbny do tego w moim biurze. Po obu stronach biurka są wygodne fotele, a pod jedną z ścian kilka szafek na książki, segregaorty i teczki z dokumemtami. W rogu zamiast bojlera stoi lodówka i ekspres do kawy.

Sam szef jest faktycznie młody. I przystojny. Jestem ciekwa jak tak szybko zdobył taką posadę. Zapewne znajomości.  

Stoi opary o fotel i przygląda mi się prawie czarntmi oczami. Nie pozostaję mu dłużna, także skanuję wzrokiem jego postawną sylwetkę, szerokie ramiona. Jest wysoki, ma ładne kości policzkowe oraz lśniące, bląd włosy. Pełne wargi wykrzywia na coś na kształt uśmiechu, więc rekompensuje się tym samym

-Siadaj proszę, nie zajmę ci dużo czasu, obiecuję- śmieje się, ale brzmi to bardzo nienaturlanie, jakby nie był przyzwyczajony do robienia tego.- Zakres twoich obowiązków jest duży, nie ukrywam, a ja będę wymagać dużo. Załatwiasz wszystkie papierkowe sprawy, starasz się o kontakty, pilnujesz moich finansów, a czasami nawet pomagasz mi z artykułami. Jasne?

-Oczywiście- kiwam głową, choć  tak naprawdę nie spodziewałam się od razu tak ciężkiej i odpowiedzialnej pracy. Omaiwamy jeszcze kilka, mniej istotnych kwetsii, a później odsyła do pracy.

Siedzie przy biurku i nie mogę zmusić się do uruchomienia komputera. Szef kazał mi sprawdzić na którym miejscu w rankingu jest "nasza" gazeta i poczytać komemtarze na jej temat. Tym zajmuje się aż do lunchu, który zjadam sama w biurowej kuchni. Jest tu jeszcze kilka osób oprócz mnie, ale albo są zbyt zajęci innym towarzystwem, albo przeglądaniem różnych papierów. Pracoholicy.

Wracając do swojego biura zastanwiam się czy kiedykowiek zaklimatuzuje się w tym miejscu. Wzdycham, nalewając sobie wody z bojlera i siadam przy biurku, żeby napisać raport z tych informacji, które udało mi się zdobyć. Nie mam większych problemów z pisaniem, zawsze byłam z tego całkiem niezła, a nawet to lubiłam. Gotowe dwie strony maszynopisu wysyłam do przełożonego, zdając sobie sprawę, że nawet nie wiem jak ma na imie.

Z biura wychodzę około 16, uśmiechając się do Matta, jedynej osoby, która mnie nie ignoruje. Naprawdę nie wierzę, że jest gejem. Dlaczego oni zawsze muszą być przystojni?!

-Hej, mała!- krzyczy, a ja patrzę po dużym holu i recepcji, czy to było na pewno do mnie. Wskazuję na siebie palcem, a on kiwa głową rozbawiony.  Podchodzę do niego, lekko kuśtykając, bo stopy już odmówiły mi posłuszeństwa przez buty.

-Cześć, Matt, nie widziałam cię rano- uśmiecham się, opierając o blat kontuaru przy którym siedzi.  

-Dziś pracuję na popołudniową zmianę, ktoś musi- wzrusza ramionami, jakby to była najgorsza rzecz na świecie.- Jak tam pierwszy dzień?  

-Nie miałam dużo pracy, ale za to ludzie tu są jacyś dziwni- krzywię się, doprowadzając go tym samym do nagłego napadu śmiechu.  

-Oh, kochana- zaczyna, a ja już wiem na sto procent, że Kim się nie myliła. Matt jest na sto procent gejem.- Jesteś po prostu nowa. Musisz poznać ludzi.

-Jakby to było takie proste.

-Dla tak ładnej kobiety jak ty powinno. Ludzie tu są dość puści, uwierz mi- murga do mnie.- Ale jak chcesz to po prostu przyjdź dziś o 22 do "JazzClub", będzie tam dużo osób z naszej korpo.

-Mógłbyś wysłać mi dokładny adres smsem? Bardzo chętnie przyjdę- wyciągam komórkę, którą w tym samym momencie zaczyna dzwonić. To Natan z pretensjami, że czeka od dziesięciu minut po budynkiem, a mnie jeszcze nie ma. Trochę speszona wymieniam się numerami z Mattem i wybiegam na zatłoczoną ulicę  Londynu.

Wchodzę do samochodu przyjaciela, uśmiechając się do niego słodko. Pyta mnie jak tam pierwszy dzień w pracy, a ja opiwiadam mu wszystko z takimi szczegółami, że zczyna się śmiać i prości bym przestała. W odpowiedzi mówię mu o moi wieczornym spotkaniu.

-Odwieść cię?

-Właśnie na to liczyłam- cieszę się jak dziecko i opieram głowę o chłodną szybę. Dopiero teraz zauważam, że nie jedziemy w stronę domu, ale raczej do centrum.

-Gdzie mnie zabierasz?

-Muszę jechać na chwilę do galerii. Ostatino mam coraz mniej podkoszulków i bluz, wiesz coś może  na ten temat?

-Chciałam ci je tylko uprać- robię obrażoną minę i krzyżuje ręce na piersi. Natan szturcha mnie lekko, żebym się nie obrażała.

-Ej, ja tylko żartowałem. Idę kupić garnkiak- robi niezadowoloną minę. - Mój kuzyn zaprosił mnie na ślub i to z osobą towarzyszącą- westchnął jalby to była  najgorsza rzecz pod słońcem.

-I co w tym złego?  

-Jeśli się dowie, że nie mam nawet dziewczyny to będzie ciągle ze mnie kpił. Taki to tyk człowieka.  

-W takim razie pójdę z tobą i będę udawać twoją dziewczynę- uśmiecham się do niego, choć sama nie jestem pewna tego pomysłu.  

No hejo. Kolejny rozdział tym razem bez kilku miesięcznej przerwy. Naprawdę chcę skończyć to opowiadanie i to w najlepszym stylu. Dziękuję wszystkim, którzy to przeczytają❤

                    Przesłodzone

Przeslodzone

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2377 słów i 13212 znaków.

1 komentarz

 
  • Malawasaczka03

    Cudo! <3 Nat musi być z Izką :))

  • Przeslodzone

    @Malawasaczka03 dziękuję bardzo