Tajemnica Pająka Dziesiąty rozdział

Nieco rozzłoszczona Alicja wyszła z klubu Roberta i ruszyła do swojego zaparkowanego nieopodal samochodu. Wsiadła i zamyśliła się nad słowami dawnego przyjaciela. Co to wszystko miało znaczyć? Dlaczego tak bardzo ją ostrzegał przed Pająkiem? Czyżby go znał? A może po prostu z nim współpracował?
Jeszcze bardziej rozzłoszczona swoimi myślami i niesprawdzonymi domysłami ruszyła ponownie do klubu i z groźną miną weszła do gabinetu „Slinky’ego”.
- Gadaj! – warknęła. – Dlaczego tak bardzo mnie chronisz? – właściwie to miała zamiar zadać kompletnie inne pytanie, ale to wydarło się z jej ust, zanim zdążyła na dobre pomyśleć. Robert westchnął i wskazał jej sofę. Usiadła i wbiła w niego natarczywe spojrzenie.
- Alicja... – westchnął. – Weszłaś na bardzo grząski grunt. Zadzierasz z kimś, kto nie zawaha się zabić cię z uśmiechem na ustach – powiedział miękko, siadając obok niej.
- Wiem to, każdy seryjny morderca jest niebezpieczny, ale uwierz mi, że umiem sobie radzić. Nie rozumiem tylko dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, żeby mnie chronić? Czemu? Przecież nic nas nie łączy!
- Może i nie, ale naprawdę... Alu... Jeszcze chwila a Pająk zorientuje się, że go tropisz, a wtedy nie będzie co zbierać...
- Znasz go? – zapytała znienacka, patrząc na niego poważnie. Pokręcił tylko przecząco głową.
- Jedynie ze słyszenia. Podejrzewam, że większość takich jak ja o nim słyszała.
- Więc nie robisz z nim żadnych interesów?
- Alu, z Pająkiem nie robi się interesów. W świecie, w którym się obracam, chodzą różne plotki o tym człowieku i powiem ci szczerze, że nie chciałbym mu stanąć na drodze. Facet jest nieobliczalny. Sama na pewno doskonale wiesz, do czego jest zdolny, tak? Prowadzisz te śledztwa, więc... Po prostu się o ciebie martwię...
Spojrzała na niego krótko.
- Niepotrzebnie — odparła spokojnie.
- Dlaczego? – spojrzał na nią poważnie.
- Bo, jak mówię, umiem sobie radzić! – zdenerwowała się nieco.
- Obiecaj mi po prostu, że jeśli zauważysz coś niepokojącego w swoim otoczeniu, natychmiast przerwiesz to śledztwo! Błagam cię.
Westchnęła ciężko i spojrzała w okno.
- Postaram się.

Tydzień później.
Alicja weszła do pokoju śledczych po krótkiej, acz treściwej rozmowie z Pawełczykiem. Michał spojrzał na nią krótko, skupiony głównie na obelżywym przemawianiu do swojego komputera, który tego dnia miał jakieś „muchy w nosie” i cały czas się mu zawieszał.
- No żesz kurwa mać! – ryknął Sambor, uderzając z irytacją pięścią w obudowę komputera.
- Znów się zawiesił? – Ala usiadła na swoim fotelu.
- A nie widać?! – warknął rozwścieczony.
- Widać to, że próbujesz rozwalić służbowy sprzęt... Słuchaj, dostaliśmy pozwolenie na wyjazd do Warszawy – powiedziała spokojnie.
- Naprawdę? – mruknął, resetując sprzęt po raz n-ty. – I kiedy tam jedziemy?
- Jutro z samego rana. Mamy na to półtora dnia. Pawełczyk mówi, że zarezerwowali już nam dwa pokoje w hotelu robotniczym.
- A to super, więc leć do lekarza i zaszczep się na wszelki wypadek! – zaśmiał się sarkastycznie, siadając prosto na krześle. – Mam, kurwa, dość na dzisiaj. Idziemy do domu?
- Jasne... Oślepłam od patrzenia w monitor...

Alicja zamrugała, gdy nieco oślepiło ją światło odbite od gwałtownie otwartych szklanych drzwi. Już od dobrej godziny czekali, aż ktoś się nimi wreszcie zainteresuje. Ich wyjazd do stolicy zapowiadał się coraz ciekawiej.
- Coś chyba mają nas w dupie – szepnął Michał, nachylając się do niej konspiracyjnie i zerkając wymownie na zegarek. Czas uciekał im coraz bardziej...
- Tak, widać, że nie ucieszyli się na nasz widok, Zupełnie jakby niektórzy tutaj brali nas za Wydział Wewnętrzny czy coś – odparła równie cicho, obserwując zabieganych policjantów. Zanim jednak Michał zdołał jej na to odpowiedzieć, podszedł do nich komendant główny, z którym tego dnia zaraz po przyjeździe mieli już styczność i który nie zrobił na nich dobrego wrażenia.
- Wyszukaliśmy już dla was odpowiednie akta, o które prosiliście, więc jeśli państwo chcą, to zapraszam – powiedział przymilnie. Ruszyli za nim, rozglądając się ciekawie po komendzie. Duża część pracujących tam funkcjonariuszy przyglądała się im z niezbyt dobrze ukrywaną niechęcią. Michał oczywiście również to dostrzegł, lecz swoimi spostrzeżeniami postanowił się podzielić, gdy już zostaną sami z aktami. Przeliczył się jednak. Nie zostali. Komendant wprowadził ich do jakiegoś pustego gabinetu, gdzie na dwóch biurkach piętrzyły się pudła z teczkami akt. W kącie pomieszczenia czekał na nich inny funkcjonariusz, który miał ich pilnować. Partnerzy spojrzeli na siebie wymownie i rozpoczęli metodyczne przeglądanie teczek, rozpoczynając od tych najstarszych. Szybko jednak się zorientowali, że duża część akt została utajniona. Proszenie komendanta o pełen dostęp i nawet telefon w tej sprawie do Pawełczyka, jego interwencja u swojego przełożonego i kolejny telefon z gdańskiej komendy do Warszawy nic nie dały. Dowiedzieli się jedynie, że dostali taki dostęp i na inny nie mają, co liczyć.
Jedyny fakt, który mógł im pomóc w śledztwie, było spostrzeżenie, że podejrzany mógł mieć jakieś metr osiemdziesiąt wzrostu.
- To już coś – mruknął zmęczony Michał po kilku godzinach czytania papierów. Odchylił się w krześle, czerwonymi oczami spoglądając na własne notatki.
- A tak, bo to faktycznie wiele nam daje! – warknęła poirytowana faktem, że ewidentnie coś tu przed nimi ukrywają. – Dokończymy jutro? – zapytała, wyrywając kartkę z notesu i wsuwając ją między czytane akta, by później łatwiej odnaleźć odpowiedni fragment.
- Jasne... Padam na pysk – jęknął, podnosząc się.
- Powiadomię komendanta, że jeszcze nie skończyliście – mruknął pilnujący ich policjant i wyszedł.
- Patrz – szepnął do niej Michał konspiracyjnie. – A sądziłem, że facet nie gada sam z siebie.
Alicja zachichotała i potarła kark.
- Marzę o kąpieli i porządnym masażu – jęknęła.
- Masaż umiem robić – uśmiechnął się lekko. – Mogę ci zrobić po koleżeńsku.
- Zastanowię się, ale dziękuję za propozycję.
- Nie ma sprawy.
- Komendant prosi was do siebie – powiedział mężczyzna, zjawiając się w drzwiach.
Dwie minuty później usiedli w gabinecie komendanta.
- Mój człowiek poinformował mnie, że nie skończyliście państwo jeszcze – powiedział, patrząc na nich poważnie.
- Owszem. Zgromadziliście tyle materiału, że jesteśmy dopiero w połowie... Mniej więcej. Sądzę, że skończymy jutro, najpóźniej za dwa dni – wyjaśniła Ala.
- Szybciej się nie da?
- Może i by się dało, gdybyście udzielili nam wszystkich potrzebnych informacji. Teraz połowy musimy się domyślać – warknął Michał.
Komendant zmrużył niebezpiecznie oczy.
- Co nie zmienia faktu, że jesteśmy niezmiernie wdzięczni za udostępnienie nam tych akt – powiedziała szybko Ala, chcąc zatuszować wrażenie po słowach Michała i jego samego kopiąc w kostkę dyskretnie. – Postaramy się pracować szybciej.
- To dobrze. Daję wam jeszcze jeden dzień na przejrzenie naszych materiałów, a potem bardzo proszę, wracajcie do siebie.
- Oczywiście. To my już nie przeszkadzamy. – Alicja skłoniła głowę i patrząc wymownie na Michała, dała im hasło do odwrotu.
Już w hotelowym foyer, czy raczej jakimś marnym à la przedpokoju, bo przecież mieli nocować w hotelu pracowniczym, a nie Sheratonie, Michał dał upust swoim negatywnym emocjom.
- Kurwa jego jebana mać! – wrzasnął. – Co za dupek pierdolony! Przecież on nas wyrzucił!
- Łał, teraz się zorientowałeś! – prychnęła zła i zmęczona. – Obraziłeś go i całe szczęście, że mamy jeszcze ten jeden dzień na przeglądanie papierów.
- Facet nas robi zasadniczo w chuja i wcale się z tym, kurwa, nie kryje!
- A zauważyłeś, geniuszu, że to my jesteśmy gośćmi na jego terenie? Poza tym to komendant główny! Nic mu nie zrobisz – mruknęła, otwierając drzwi do swojego pokoju.
- Pozostaje jeszcze Wydział Wewnętrzny – podpowiedział, opierając się barkiem o futrynę drzwi, ale nie wchodząc do środka.
- Właź, nie wygłupiaj się... Tak, Wewnętrzny, który w czasie prowadzenia swojego śledztwa zabezpieczy również potrzebne nam papiery i wtedy już naprawdę się do nich nie dobierzemy! Najlepiej więc siedzieć cicho i udawać, że nic się nie widzi...
- I co, ma nas tak olewać i robić w wała?
- Tak! Jakbyś się nie zorientował jeszcze, tak wygląda hierarchia policji. Im wyżej jesteś, tym masz większą władzę. Jak wszędzie z resztą. Pogódź się z tym.
Westchnął ciężko i usiadł na jej łóżku.
- Więc nie możemy z tym nic zrobić, tak? – jęknął.
- Tak... Nie możemy – powiedziała, masując sobie kark.
- Chodź, zrobię ci ten masaż – zaoferował się. Spojrzała na niego krytycznie. – No weź! Przecież nie zrobię ci krzywdy!
- Ostrzegam cię jednak, że umiem się bronić! – syknęła jeszcze i usiadła na łóżku. Uśmiechnął się tylko pod nosem i zaczął delikatnie masować jej kark i szyję.
- Lepiej? – mruknął, czując jak puszcza jej napięcie mięśni.
- O tak – wyszeptała, zadowolona z uczucia odprężenia. – Skąd ty to umiesz?
- Czytałem kiedyś dużo o masażu relaksacyjnym, a potem zacząłem ćwiczyć na swojej partnerce – wyjaśnił, przesuwając dłonie bardziej na jej ramiona i masując je ciut mocniej. – Teoretycznie powinnaś się położyć, bo efekt jest wtedy najlepszy.
Westchnęła i położyła się na brzuchu.
- Zdejmij bluzkę — poprosił jeszcze.

Piętnaście minut później jęknęła głośno z bólu, gdy Michałowi udało się znaleźć newralgiczny punkt na jej ciele, przez który często cierpiała. Zbitek spiętych mięśni doprowadzał ją często do męczących migren.
- Powinieneś być masażystą – zaśmiała się, gdy już skończył. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Kiedyś nawet o tym myślałem, ale w końcu zdecydowałem się na policję... Chcesz piwo? Mogę skoczyć do sklepu.
- Bardzo chętnie. Ty idź, a ja w tym czasie wskoczę pod prycznic.
- To będę za jakieś pół godzinki.

Wrócił jednak dopiero po prawie godzinie, odświeżony i wypachniony, w czystym ubraniu i pożądną reklamówką zakupów.
- Rany boskie! Chcez mnie upić? – zapytała, widząc dwa ośmiopaki, jakieś orzeszki, chipsy, wszystko i jeszcze trochę.
- A skad! – zaśmiał się. – Ale do piwa zagrycha jest dobra... A ja jestem tak wściekły, że sam mam ochotę się upić.
- To pij – machnęła ręką, postanawiając sobie, ze najwyżej jutro pójdzie sama na komendę, jeśli jej partner nie będzie w stanie. I żaden Pająk jej nie zastraszy! Będzie twarda i wsadzi skurwiela za kratki na długie lata!

Godzinę później opróżniła drugą puszkę.
- I jak układa ci się z mężem? – zapytał, bawiąc się oderwaną zawleczką.
- Już lepiej. Już wiem, czemu tak znikał, no i zrobił się delikatniejszy – uśmiechnęła się leciutko.
- W łóżku? – chciał wiedzieć.
- Też – przytaknęła.
- Czyli już cię nie krzywdzi swoim zachowaniem – stwierdził jakby z ulgą.
- A co? Interesuje cię to?
- Wiesz... Pracujemy razem już jakiś czas i szczerze mówiąc, dużo lepiej nam to idzie, kiedy jesteś zadowolona.
- Oooo, no proszę, czyżbyś się mnie bał? – zaśmiała się w sposób nieco frywolny.
- Nie – pokręcił głową. – Nie jesteś taka straszna, za jaką chciałabyś najwyraźniej uchodzić. Jesteś twarda i dużo osiągnęłaś własną determinacją i pracą i to szanuję.
- Dziękuję, Michał – odparła szczerze. – Już nie pamiętam, kiedy ktoś mnie tak dowartościował i pochwalił.
- Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnął się i pocałował ją w dłoń.
- A tobie jak się układa z narzeczoną? – otworzyła sobie kolejną puszkę.
- A w porządku, choć przez nawał pracy nie mam dla niej aż tak dużo czasu, z czego zdaje się po cichu cieszy się Pawełczyk.
Nadal się do ciebie nie przekonał? – zainteresowała się.
- Niestety – westchnął. – I chyba już nigdy to nie nastąpi. Staram się, robię wszystko, żeby mnie docenił, ale mam takie wrażenie, że on sądzi, że jestem dwulicowym łajdakiem i mam panienkę na boku. I zapewne byłby całkowicie zachwycony, gdybym tę drugą zaciążył.
- A masz kogoś?
- Zwariowałaś? – obruszył się.
- Pytam, bo może Jacek ma jakieś prawdziwe podejrzenia.
- Daj spokój, nie jestem taką świnią!
- Ok...
- Wątpisz? – warknął.
- Michał. Właśnie zachowujesz się tak, że można mieć wątpliwości co do twojej wierności. Posłuchaj, młody, Jacek będzie próbował robić ci różne przykrości, więc nie dawaj mu do tego żadnych pretekstów, a w końcu się uspokoi.
- Wy chyba jesteście dość blisko, co? – zerknął na nią.
- Kumplujemy się od jakiegoś czasu i to wszystko.
- Widziałem, jak czasami na ciebie patrzy... – rzucił niedbale w przestrzeń.
- Coś ty powiedział? – syknęła, spinając się natychmiast.
- Daj spokój – machnął lekceważąco ręką. – Nic mi do tego, czy Pawełczyk cię obraca, czy nie.
- Wyjdź!
- Ala, naprawdę mnie to nie interesuje. Spokojnie, nie wydam cię...
- Spierdalaj! Insynuujesz coś, za co możesz porządnie oberwać! Dla twojej zasranej wiadomości nie mam żadnego pieprzonego romansu z Pawełczykiem! Jasne?!
- Tak, tak jasne.
- Nooo... Dobra, nie rób już takiej miny wystraszonego chomika. Nie pogryzę cię przecież.
- A to dziękuję. Raczej trudno byłoby mi wytłumaczyć się w domu z tych śladów.
- No naprawdę, bardzo śmieszne! – prychnęła.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! – wyszczerzył się.
Zmrużyła oczy, patrząc na niego uważnie, po czym rzuciła w niego poduszką. Zdziwił się nieco, ale zgrabnie ją odrzucił.
- Chcesz się bić? – zapytał nieco zaczepnie?
- A to zależy, jak dobry jesteś w tym sporcie – wzięła poduszkę do ręki i zaczęła się nią niewinnie bawić.
- Jestem w tym mistrzem!
- A to się jeszcze okaże – uśmiechnęła się kpiąco.
- Oj, żebyś się nie zdziwiła!
Zażarta walka na poduszki rozgorzała już w chwilę później. Obydwoje walczyli do upadłego. Na policzki Alicji wystąpiły mocne rumieńce, a oddech nieco przyspieszył.
W końcu jednak wyraźniej przegrywający w ów starciu Michał pociągnął Alicję na łóżko, opierając się dłońmi po bokach jej głowy.
- I co teraz, pani komisarz? – wydyszał, patrząc na nią z uśmiechem.
- Zdaje się, że przegrałam... Ale tylko dlatego, że nie grałeś fair!
- Ja zawsze gram fair – uśmiechnął się jeszcze szerzej, patrząc jej w oczy.
- Naprawdę? – wyszeptała.
- Oczywiście – pochylił się i pocałował ją delikatnie.

461 czyt.
100%122
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 2634 słów i 15087 znaków, zaktualizowała 15 mar o 19:06.

2 komentarze

 
  • Duygu

    Duygu · 1 wrz 1:06

    CO TU SIĘ DZIEJE?!          OMG! Tego się nie spodziewałam! Lecę dalej!  

  • AnonimS

    AnonimS · 16 marca

    Dokąd ich ta bitwa poduszkowa..zaprowadzi? Pozdrawiam