Tajemnica Pająka Ósmy rozdział

- Wychodzę! – krzyknął Sebastian, zamykając za sobą drzwi. Nieco zdziwiona tym Alicja wyjrzała z kuchni, gdzie kończyła zmywać po kolacji, do której udało im się usiąść wspólnie po dość długim czasie. Miała nadzieję, że resztę wieczoru też spędzą wspólnie, ale los najwyraźniej chciał inaczej. Spojrzała na zegarek. Było już po dwudziestej pierwszej. Co o tej porze zmusiło Sebastiana do wyjścia? Przecież nie miał dziś dyżuru, a jego telefon też milczał... Co więc się stało?!
Ze zdenerwowania nie mogła długo zasnąć, lecz kiedy w końcu jej się to udało, jej męża w domu wciąż nie było. A rano, gdy wstała do pracy, też już go nie było! Wściekła, musiała odwieźć dzieci do przedszkola i szkoły, przez co spóźniła się do pracy. Na szczęście Jacek zaniechał wrzeszczenia na nią, widząc jej gradową minę.
- Cześć – przywitał się z nią dość pogodnie niczego nieświadomy Michał.
- Zjeżdżaj! – warknęła, siadając na swoim miejscu.
- Ohoho!... Coś dzisiaj nie w sosie...
- Powiedziałam, żebyś zjeżdżał! – syknęła, zabierając się za spisywanie zaległych raportów z przesłuchania Łosina i „Slinky’ego”.
- Stało się coś, żeś taka zła? – nie dawał za wygraną, nie zrażony jej postawą.
- Sambor! Życie ci dziś niemiłe? Mam kupę zaległej roboty, może dałbyś mi spokój i zajął się czymś konstruktywnym, co?
- Właśnie miałem cię poinformować, że stary zamknął sprawę tamtej dwójki – powiedział ostro. – I chciałem zapytać, co dalej, skoro prokurator uniewinnił tego kretyna... Ale skoro jesteś dziś taka miła, to nie będę się wychylać!
- Obraź się jeszcze jak małe dziecko najlepiej!
- Nie obrażam, ale też nie przynoszę do pracy swoich prywatnych problemów! – ryknął na nią mocno już rozsierdzony jej postawą. – Myślałem, że jesteś profesjonalistka, ale widzę, że się pomyliłem!
- Zapominasz się, Sambor! Jestem wyższa stopniem!
- I co z tego, skoro zachowujesz się jak rozkapryszona gówniara?
- Dosyć! – ryknął na nich Jacek, zjawiając się w drzwiach ich pokoju. – Co wam odpierdala? Drzecie tak mordy, że słychać was na końcu korytarza!
- Bo jedzie po mnie, jakby w ogóle miała o co – syknął Michał, opierając się tyłkiem o blat biurka. Jacek spojrzał na niego krótko, a potem przeniósł wzrok na Alicję.
- Co jest?
- Nic!
- Przecież widzę...
- A ja ci mówię, że nic. Teraz tyś się na mnie uwziął?!
- Nie tym tonem! – ostrzegł ją. – Lubię cię, Janowska, ale uspokój się, albo dopieprzę ci naganę. Może wtedy przysiądziesz sobie na tyłku?
- Przepraszam, szefie – bąknęła.
- Teraz lepiej... No więc? Chodzi o Sebastiana? O to, że nie odwiózł dzieci?
- Mniej więcej...
- To o co, bo nie bardzo łapię...
- Jakby cię twoja żona zdradzała, wcale się z tym nie kryjąc, też chodziłbyś wkurwiony!
- Sebastian cię zdradza? – zapytał zaskoczony Michał.
- Nie twój interes! – odcięła się ostro.
- Ala! To ostatnie ostrzeżenie! Albo się uspokoisz, albo idziesz na przymusowy urlop... Bezpłatny!
- Już jestem spokojna, szefie...
- Gratuluję rozsądku... A teraz gadaj! Skąd wiesz, że cię zdradza? Przyłapałaś go?
- W tym rzecz, że nie, ale jestem prawie pewna, że chodzi o inną kobietę.
- Nie przesadzasz?
- Nie!
- A co takiego zrobił? Znalazłaś jakiś prezent, którego ci nie dał? Zaczął się odchudzać? – zainteresował się Jacek.
- Zniknął nagle wczoraj po kolacji. Powiedział tylko, że wychodzi, nie wziął ani telefonu, ani swojej teczki, więc o nagły wypadek w szpitalu raczej nie mogło chodzić... A jak wstałam, znów go nie było. Tyle że zabrał ze sobą telefon, ale ma go wyłączony, bo próbowałam się do tego kretyna dodzwonić. Bez skutku...
- Może ma coś ważnego w szpitalu i nie chce, żeby mu ktokolwiek przeszkadzał? Tak czasami bywa...
- Nie, to nie to! Jestem pewna, że on kogoś ma!
- Dać mu ogon? – podpowiedział dobrodusznie Jacek.
- Nie, dzięki... Poradzę sobie sama.

Po tygodniu dostała już niemal nerwicy z powodu ciągłych zniknięć swojego męża i to w najróżniejszych porach dnia i nocy. Raz nawet, gdy dzieci czekały na niego po zajęciach. Alicja była wściekła i zrozpaczona.
Dwa tygodnie później.
Wszedł cicho do mieszkania, starając się nie narobić hałasu. W końcu było już grubo po północy i wszyscy spali. A przynajmniej taką miał nadzieję...
Ostrożnie pchnął drzwi sypialni i wślizgnął się do pokoju. Zaczął rozpinać spodnie, gdy z ciemności napłynął cichy, zły w wyrazie głos:
- Gdzie byłeś?
Zamarł i zirytował się natychmiast. Dlaczego jeszcze nie spała? Nie zdążył się jednak odezwać, bo rozbłysło światło nocnej lampki wycelowanej prosto w niego.
- Gdzie byłeś? – zapytała ponownie. Jej głos był lodowato zimny. Dokładnie taki, jakiego nie znosił. Opanował się jednak i zmełł w zębach przekleństwo i powiedział spokojnie:
- Prowadzisz przesłuchanie, czy jak? Zgaś to światło i chodźmy spać...
- Zdajesz sobie sprawę, że jest już po północy, a ty nawet nie raczyłeś napisać mi głupiego SMS-a, że zostajesz na dłużej?
- Przepraszam, kochanie – wyplątał się wreszcie ze spodni i podszedł do niej. – telefon mi padł, a nie miałem przy sobie ładowarki... Na dodatek ktoś nam pobił jednego z pacjentów i prowadzimy wewnętrzne śledztwo – pocałował ją czule.
- Zawołajcie policję, wtedy nie będziesz musiał siedzieć tak dugo w pracy – prychnęła.
- Kochanie, dobrze wiesz, że to nie takie proste... Do większości pacjentów trzeba podchodzić z głową, bo jeśli zamkną się w swoim świecie, już ich z nich nie wyciągniesz...
- My też mamy psychologów, Sebastian – przypomniała mu cierpko.
- I na pewno są znakomici w swoim fachu, lecz nie możemy posyłać do naszych podopiecznych coraz to nowych ludzi, bo oni ufają tylko nielicznym, Alu... Przecież to wiesz... Tłumaczyłem ci już kiedyś.
- Nie próbuj na mnie tych swoich psychologicznych sztuczek, Sebastian! – warknęła, gasząc lampkę. W pokoju natychmiast zapadła ciemność. Uśmiechnął się pod nosem i wpełzł pod kołdrę. Przytulił Alę mocno, ale wyplątała się z jego objęć. Zły przyciągnął ją do siebie i warknął:
- Tu jest twoje miejsce, jako mojej żony!
Odpowiedziała mu mocnym ciosem z łokcia w żebra.
- Zostaw mnie w spokoju, dziwkarzu!
Złapał jej ręce i przygwoździł ją do łóżka.
- Posłuchaj mnie uważnie – syknął przez zęby. – Moja cierpliwość ma swoje granice, więc się uspokój!
- Puść mnie, chyba że chcesz mieć policję na karku!
- Już ją mam! – prychnął i puścił ją wreszcie.
- Więc może zacznij się wreszcie spokojnie zachowywać, co?
- Bo co mi zrobisz? Kompletnie nic! A ja mogę za to sprawić, że z łatwością wylądujesz na moim oddziale!
Słysząc jego słowa, zbladła gwałtownie, czego i tak nie mógł dostrzec.
- Nie ośmielisz się! – syknęła.
- A chcesz się przekonać? – złapał ją mocno za podbródek. Zaprzeczyła delikatnym ruchem głowy. – Więc przestań mi wreszcie truć dupę, jasne? Będę wracać do domu o tej, o której mi się podoba i tobie nic do tego! A teraz idź już spać. Ja się muszę napić...
Zamknęła oczy, starając się nie rozpłakać i zaczęła myśleć. O swoim małżeństwie, o pracy, która często zabierała jej całe dnie. O tym, czy przy boku Sebastiana potrafi być jeszcze szczęśliwa... Czy on w ogóle jeszcze ją kocha... Nie śmiała go jednak o to zapytać.

Do pracy znów dojechała w podłym nastroju, ale pomna ostrzeżenia, jakie dał jej Pawełczyk, była cicha i „Bezwonna”, co w końcu niezmiernie zainteresowało Michała.
- Co się dzieje? – zapytał w końcu łagodnym tonem.
- Nic – odparła natychmiast, ślęcząc nad zeznaniami i starając się znaleźć jakiś nowy trop, cokolwiek, co udało im się do tej pory pominąć.
- No przecież widzę – zirytował się. – Coś nie tak w domu?
- Wszystko nie tak – warknęła. – Daj mi spokój, naprawdę nie chcę o tym rozmawiać...
Kiwnął tylko niecierpliwie głową i nie odezwał się już ani słowem, nie chcąc jej dodatkowo denerwować. Przez ten czas, który razem spędzili, nauczył się, że Alicja zła, to Alicja niebezpieczna. A on nie miał zamiaru się niepotrzebnie narażać. Nie był żadnym cholernym kamikadze...

Pół godziny później do ich pokoju zajrzał dyżurny z kubkiem w dłoni.
- Zbierajcie się, dostaliśmy zgłoszenie o znalezionym ciele w rynsztoku nieopodal rzeki.
Alicja westchnęła i sięgnęła po kurtkę.
- Czemu wzywają akurat nas? – zapytał Michał, też się zbierając.
- Podobno chłopcy mają tam informacje istotne dla waszego śledztwa – wyjaśnił dyżurny enigmatycznie i poszedł robić sobie kolejną kawę.
Na miejscu okazało się, że znalezione ciało było już w częściowym rozkładzie, poza tym znajdowało się w ściekach, więc śmierdziało nieziemsko. Smród zaatakował ich natychmiast, gdy tylko wysiedli z auta.
- O ja pierdole – mruknęła, zatykając sobie usta i nos ręką.
- Ym... Idę popytać chłopaków, o co tu chodzi – mruknął, starając się oddychać płytko, by nie zwrócić śniadania, które podchodziło mu coraz bardziej do gardła.
- Ok... – przeszła pod policyjną taśmą odgradzającą miejsce zbrodni i kucnęła obok Marty. – Cześć... Wiemy już coś?
- Facet zginął od ciosu w głowę jakimś kulistym przedmiotem jakiś tydzień temu... Tyle wiem na chwilę obecną... Reszty dowiesz się, jak skończę sekcję zwłok, która biorąc pod uwagę rozkład ciała, do najprzyjemniejszych nie będzie należeć...
- Ja i tak ci się dziwię, że ty tak potrafisz...
- Jestem prawie jak lekarz – zachichotała, ściągając lateksowe rękawiczki. – Tylko że ja operacje przeprowadzam na ciut innych pacjentach.
- I nie masz po tym koszmarów?
- Kwestia przyzwyczajenia...

556 czyt.
100%203
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 1789 słów i 10065 znaków.

3 komentarze

 
  • Duygu

    Duygu · 1 wrz 0:37

    Znowu nieciekawa akcja w małżeństwie. Alicja na to nie zasługuje. Tak naprawdę nie ma w nikim wsparcia- albo na nią krzyczą, albo są wścibscy. :( Świetna część

  • Minik

    Minik · 7 stycznia · 193143528

    To Sebastian zabija

  • AnonimS

    AnonimS · 6 stycznia

    No wreszcie się  doczekałem.  Odcinek przejściowy,  otwarta wojna w domu.  W pracy też nieciekawie.  Pozdrawiam