Tajemnica Pająka Rozdział 2

Tajemnica Pająka Rozdział 2Cisza w pokoju przesłuchań była gęsta jak smoła. Sambor siedział nad raportem, a dźwięk jego długopisu uderzającego o blat brzmiał jak odliczanie zapalnika.

– Pani powiedziała, że nie musi się pani spieszyć, tak?! – Michał stracił cierpliwość. Rąbnął pięścią w stół, aż przeskoczył na nim plastikowy kubek z zimną kawą.
Alicja nawet nie mrugnęła. Siedziała wyprostowana, patrząc w monitor z furią, którą potrafiła przekuć w lodowaty spokój.
– To wyrobi w tobie nawyk, Sambor – rzuciła, nie odrywając wzroku od ekranu. – W tym wydziale albo piszesz szybko, albo toniesz. A ja nie mam zamiaru cię holować.

Pół godziny później Michał rzucił długopisem.
– Nie potrafię ubrać tego syfu w odpowiednie słowa. Moja polonistka mówiła, że powinienem wypełniać tylko druki przelewu.
Alicja westchnęła i w końcu na niego spojrzała. Wyglądał na autentycznie zażenowanego, co w zestawieniu z jego posturą i tą irytująco drogą kurtką tworzyło obraz, którego nie potrafiła jeszcze rozgryźć.
– Dawaj to – wyciągnęła dłoń.

Czytała w milczeniu. Sambor wbijał wzrok w jej twarz, jakby szukał tam wyroku. Lewa brew Alicji uniosła się nieznacznie.
– Jesteś chorobliwie dokładny – oceniła, kładąc kartki na biurku. – To rzadkie u "świeżaków". Za dużo ozdobników, zdania długie jak tasiemce, ale merytorycznie... Jacek nie będzie miał się do czego przyczepić. Chociaż pewnie spróbuje.
Złożyła zamaszysty podpis.
– Dlaczego miałby mnie udupiać? – zapytał Michał, dopisując swoje nazwisko.
– Bo sypiasz z jego siostrą, Michał. W policji to gorsze niż niedopełnienie obowiązków. Nie dawaj mu powodów, a przeżyjesz.

Wyszła z komendy późno, czując każdy kręg w kręgosłupie. Jacek zatrzymał ją jeszcze na korytarzu, próbując ugrać coś swoją "matczyną opiekuńczością" i zaproszeniem za miasto, ale zbyła go krótkim syknięciem. Był jak pająk, który próbuje naprawić zerwaną sieć.

W domu czekał na nią Sebastian.
Gdy tylko zamknęła drzwi, poczuła jego dłonie. Przygwoździł ją do ściany w przedpokoju, całując zachłannie, jakby chciał z niej wyssać cały dzień spędzony w komendzie. Pachniał szpitalem, środkiem dezynfekującym i czymś jeszcze... czymś duszny.

– Jak było na dyżurze? – zapytała, próbując złapać oddech, gdy w końcu ją puścił.
– Teraz jest wspaniale – mruknął, prowadząc ją w stronę sofy. – W szpitalu... trzech pacjentów wpadło w furię. Agresja, panika, totalny chaos.
– Nic ci nie jest?
– Nie. Ale musieliśmy izolować oddział psychiatryczny. Jeden pielęgniarz oberwał.

Sebastian położył jej nogi na swoich kolanach i zaczął rozpinać guziki jej koszuli. Jego ruchy były pewne, niemal kliniczne.
– Dostałam nowego partnera – powiedziała Alicja, chcąc na chwilę przerwać tę duszna atmosferę. – Żółtodziób. Jacek go gnoi, bo chłopak jest bogaty i ma układy.
– To masz ciekawie – Sebastian zaśmiał się, ale jego oczy pozostały martwe. Pochylił się nad jej dekoltem.
– Sebastian, przestań... jestem zmęczona – jęknęła, próbując go odsunąć.
– Ali, daj spokój. Chcę się tylko odprężyć. Należy mi się po takim dniu, prawda?

Jego uścisk na jej udzie stał się o ułamek sekundy za mocny. Alicja zamarła. Pamiętała tamten jeden raz, kiedy powiedziała "nie" zbyt stanowczo. Wtedy też uśmiechał się tak samo. Poddała się, zamykając oczy i licząc pęknięcia na suficie.

Następnego ranka w samochodzie pachniało furią Alicji. Michał wsiadł pod swoim blokiem, czując napięcie bijące od partnerki na kilometr.
– Co pani taka nie w sosie?
– Milcz, Sambor. Czytaj to.

Rzuciła mu na kolana raport od Marty. Michał zaczął czytać, a jego oczy robiły się coraz szersze.
– Zostali otruci? Przed strzałem?
– Tak. Marta siedziała nad tym całą noc.
– „We włosach znaleziono ślady polietylenu foliowego”... – Michał zmarszczył brwi, a potem nagle poderwał głowę. – Mieli worki na głowach? Dusili ich, podczas gdy trucizna już działała?
– Dokładnie. Ktoś bawił się w Boga, Michał. Chciał, żeby widzieli śmierć, ale nie mogli się poruszyć.
Alicja zaparkowała pod komendą z piskiem opon.
– Czy mamy już pełną toksykologię? – zapytał Michał, a w jego głosie nie było już nieśmiałości. Był instynkt łowcy. – Bo jeśli to ten środek, o którym myślę...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminał, użyła 766 słów i 4529 znaków, zaktualizowała 3 mar o 10:13.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Duygu

    Ten nowy pracownik jest trochę żałosny i zabawny jednocześnie. Coraz ciekawiej się robi. :)

    29 sie 2019

  • Użytkownik elenawest

    @Duygu zakończenie które jeszcze przed nami cie w takim razie zaskoczy :-D

    29 sie 2019

  • Użytkownik AnonimS

    Coraz lepiej. Pozdrawiam

    10 wrz 2018

  • Użytkownik elenawest

    @AnonimS postaram się, by kolejne rozdziały były jeszcze lepsze ;-) no i dzięki :-)

    10 wrz 2018