
– Oczywiście. Alicja to moja żona – odparł Sebastian, poprawiając okulary. W jego głosie nie było czułości. Była czysta, kliniczna informacja.
– Michale, to mój mąż, doktor Sebastian Janowski. Sebastianie, to mój nowy partner, starszy sierżant Michał Sambor.
Sebastian zmierzył Michała wzrokiem, jakby oceniał stan jego tkanki mięśniowej, po czym skinął głową z wyższością ordynatora przyjmującego studenta na praktyki.
– Możesz mi powiedzieć, co ty tu robisz? – Alicja starała się, by jej głos nie drżał.
– Konferencja lekarska, Alu. Mówiłem ci o niej tydzień temu. Widocznie twoje trupy zajmują ci już całą pamięć operacyjną.
Alicja poczuła pieczenie pod powiekami.
– Wybacz, mamy tu kolejną zbrodnię. Musimy przesłuchać uczestników sympozjum.
– Powodzenia – rzucił Sebastian, ruszając w stronę budynku AWFiS. Nawet się nie obejrzał.
Przesłuchania lekarzy były jałowe jak sterylna gaza. Wszyscy mieli alibi – w czasie morderstwa trwał wykład inauguracyjny. Brakowało tylko ofiary, Amandy Łosin. Kamery zarejestrowały ją godzinę przed śmiercią. Rozmawiała z kimś przez telefon, wychodząc w stronę lasu. Napastnik musiał być duchem – ominął każdy martwy punkt monitoringu, jakby sam go montował.
- Skurczybyk wiedział, gdzie patrzeć, a gdzie nie – mruknął Michał, gdy wsiadali do samochodu. – I telefonu nie ma. Musiał go zabrać. Alicja? Wszystko gra?
Alicja zacisnęła dłonie na kierownicy tak mocno, że kłykcie jej pobielały.
– Jedziemy do Łosina. Ja mówię, ty milczysz. To drapieżnik, Michał. Wyczuje twój brak doświadczenia i przemieli cię na drobne.
Willa prokuratora Łosina ociekała pieniędzmi i złym gustem. Patryk Łosin otworzył im w samych bokserkach, z twarzą wykrzywioną wściekłością.
– Czego chcecie? Nie przyjmuję interesantów!
Gdy dowiedział się o śmierci żony, jego reakcja była podręcznikowym przykładem histerii agresywnej.
– Moja żona żyje! Nie dotkniecie jej ciała! – wrzeszczał, wymachując rękami.
Atmosfera pękła, gdy na schodach pojawiła się ona. Szesnastoletnia dziewczyna w przezroczystym szlafroku, zaspana i przerażona.
– Patryk, co to za krzyki? – zapytała cieniutkim głosem.
Michał i Alicja wymienili jedno spojrzenie. Wszystko stało się jasne. Prokurator, sypiający z "galerianką", podczas gdy jego żona umierała w męczarniach oblepiona pająkami.
– Ubieraj się, młoda. Jedziesz z nami – rzucił Michał, nie kryjąc obrzydzenia.
– Nigdzie nie idzie! – ryczał Łosin. – Nie macie podstaw!
– Na czterdzieści osiem każdego, prokuratorze – ucięła Alicja. – Skuć go, Michał. Niech sąsiedzi zobaczą, jak wygląda sprawiedliwość w bokserkach.
Przesłuchanie na komendzie było drogą przez mękę. Łosin, już ubrany i opanowany, próbował grać kartą arachnofobii.
– Boję się pająków! Mam na to papiery! Jak mógłbym ją tym zabić? – wołał, choć Alicja widziała w jego oczach tylko zimną kalkulację.
Jego kochanka dała mu alibi. Byli razem. Cały czas.
W korytarzu między pokojami przesłuchań Michał oparł się o ścianę, patrząc na Alicję z troską, która zaczynała ją drażnić.
– I co? Wyciągnęłaś coś?
– Nic. Mają wzajemne alibi. Łosin twierdzi, że kochał żonę, a sypianie z dzieckiem to tylko "brak monogamii".
Michał milczał chwilę, po czym zapytał cicho:
– Jak długo jesteś po ślubie, Alicja?
– Dziesięć lat. Co to ma do rzeczy?
– To, że dzisiaj na parkingu... zbladłaś na widok Sebastiana. On traktuje cię jak element wyposażenia domu, a ty się go boisz. Widziałem to.
Alicja wybuchła. Ta nagła agresja była jej jedyną tarczą.
– Nie znasz nas! Sebastian jest ordynatorem, jest zapracowany! Mamy dom, mamy dzieci...
– Masz dzieci? – Michał uniósł brwi. – Wybacz, ale wasza relacja... bije od niej chłodem. Jesteś piękną kobietą, Alicja. Zasługujesz na kogoś, kto nie będzie cię mroził spojrzeniem.
– Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele, "świeżaku"! – warknęła, odwracając się na pięcie.
Wieczorem w domu cisza była jeszcze głośniejsza niż zwykle. Sebastian leżał w łóżku, czytając jakąś opasłą księgę o neurochirurgii. Nawet nie uniósł wzroku, gdy weszła.
– Sebastian? Pamiętasz naszą przysięgę? – zapytała, siadając na brzegu materaca.
– Oczywiście. Dlaczego pytasz? – Kartka zaszeleściła. Kolejny rozdział.
– Bo mam wrażenie, że mnie nie szanujesz. Że dzieci cię nudzą, a ja jestem tylko tłem dla twojej kariery.
Sebastian odłożył książkę powoli, z namaszczeniem. Zanim zdążyła zareagować, jego dłoń wystrzeliła do przodu, chwytając ją brutalnie za podbródek. Ścisnął tak mocno, że syknęła z bólu. Przyciągnął jej twarz do swojej, tak blisko, że czuła zapach jego miętowej pasty do zębów.
– Dałem ci wszystko, Alicjo – syknął, a jego oczy były jak dwa kawałki lodu. – Dom, dzieci, o które tak skamlałaś, pieniądze. Jeśli ci tak źle, droga wolna. Możesz się wynieść z mojego domu choćby teraz. Tylko pamiętaj... dzieci zostają ze mną. Rozumiesz?
Puścił ją gwałtownie. Alicja otarła twarz, czując pieczenie tam, gdzie wbijały się jego palce.
– Rozumiem. Wybacz – szepnęła, kuląc się po swojej stronie łóżka.
Sebastian wrócił do lektury, jakby nic się nie stało. Alicja zamknęła oczy, a w ciemności pod powiekami widziała tylko pająki. Setki pająków tkających sieć, z której nie było już ucieczki.
3 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Duygu
Czy wydałaś książkę? Chętnie bym kupiła. Jak nie kolekcjonuję książek, tak miałabym z chęcią na półce Twoje teksty.
Szkoda mi Alicji. Nie ma łatwego małżeństwa, ale z drugiej strony, podoba mi się coś takiego w opowiadaniach. Ta część to była istna petarda! Kompletnie nie spodziewałam się takich scen! Niesamowite!
elenawest
@Duygu nie, nie wydałam, za drogi interes niestety :-P ale dziekuje ze tak mowisz ;-)
emeryt
Autorko, może, a właściwie chyba sporo mężów traktujących swoje partnerki jak niewolnice, ale mnie to nie podoba się. Lecz poza tym odcinek bardzo dobry. Pozdrowienia.
elenawest
@emeryt no cóż, coś takiego nie musi się wszystkim podobać i zapewniam, że jeszcze paru osobom się nie spodoba :-P
AnonimS
Wreszcie...
bardzo dobry odcinek. Co do ordynatora krótko trzyma tą policjantkę ...tak jak lubię :P pozdrawiam AnonimS