
– W klubie... – pisnęła.
– Adres! – warknął Michał. Jakoś nie miał ochoty na powtórkę z rozrywki u Slinky’ego. Robert działał mu na nerwy. Był wszystkim, czym porządny glina gardził, a do tego – był częścią przeszłości Alicji, która najwyraźniej wciąż krwawiła.
Michał westchnął ciężko. Wiedział, że nie ucieknie od tego spotkania. Gdyby Alicja została z tym Robertem, pewnie nigdy nie wpadłaby w ręce Sebastiana. Z dwojga złego nie wiedział, który z tych nadętych palantów był gorszy.
Slinky powitał ich z tym samym, leniwym uśmiechem, który Alicja miała ochotę mu zetrzeć z twarzy raz na zawsze.
– Coś często się widujemy, skarbie. Cóż nowego?
Alicja rzuciła na blat zdjęcia. Sawiccy, Łosin, dziewczyna.
– Widziałeś ich tutaj?
Robert zerknął na fotografię prokuratora.
– Tej baby nie widziałem – mruknął o Amandzie. – Ale ta dwójka? Bywali często. Mała była nachalna, kleiła się do klientów, a moi goście to nie jest towarzystwo dla tanich kurewek. Łosin zaczął o nią zabiegać, jej się spodobało. Starszy pan z portfelem, klasyka gatunku. Barman powie wam więcej.
– Robią nas, jak chcą, Michał – syknęła Alicja, gdy wracali do samochodu. – Jedyne, co mamy, to sprzedaż alkoholu nieletniej. Tym to Łosin może się co najwyżej podetrzeć.
– Może ten "Pająk" to naprawdę duch? – Michał zmarszczył brwi. – Dlaczego ujawnił się po dziesięciu latach? Jeśli w Warszawie uszło mu to na sucho, po co ryzykować teraz?
– Może dokańcza dawne interesy? – Alicja patrzyła przed siebie. – Albo wrócił, by odebrać długi. Ale Sawiccy byli za młodzi na stare układy. Coś tu śmierdzi, Michał. I nie jest to tylko zapach starych akt.
Przez kolejne trzy dni dociskali przemytników. Nic. Wszyscy przysięgali na wszystko, co święte, że nie sprowadzili do kraju ani jednego Sicariusa. Ale w ich oczach widzieli to samo, co u Slinky’ego: czysty, pierwotny strach.
– Boją się go – mruknął Michał, gdy siedzieli w radiowozie po kolejnym bezowocnym przesłuchaniu. – Może to ten twój Robert? Może on się odkuwa?
– Robert? – Alicja parsknęła śmiechem, choć był w nim cień goryczy. – On się boi pająków bardziej niż więzienia. Jego matka tłukła je kapciem na sam widok.
– Czy ty... ty nadal coś do niego czujesz? – zapytał Michał, patrząc na nią z ukosa.
Alicja zamarła. W radiowozie nagle zabrakło powietrza.
– Chyba się zapominasz, Sambor! Mam męża, mam dzieci. Robert mnie wystawił dziesięć lat temu. Jeśli jeszcze raz zainsynuujesz coś takiego, wystąpię o nowego partnera, a tobie wystawię opinię, po której nie znajdziesz roboty nawet jako cieć! Wyrażam się jasno?!
Michał tylko skinął głową. Wiedział, że trafił w czuły punkt. Agresja Alicji była najlepszym dowodem na to, że Robert nie jest dla niej tylko starym znajomym z liceum.
Następnego ranka telefon Michała zawibrował na nocnym stoliku. „Mamy telefon doktor Łosin! Przyjeżdżaj!”.
Pół godziny później był na komendzie. Alicja, z kubkiem kawy w ręku, wyglądała na bardziej ożywioną niż przez ostatnie dni.
– Telefon był zalany i niemal zmiażdżony, ale technicy wycisnęli z niego soki – powiedziała, gdy tylko usiadł. – Amanda dzwoniła przed śmiercią do kilkunastu osób. Sami lekarze. Poza jednym numerem...
– Na kartę? – domyślił się Michał.
– Nieaktywny. Ktoś go kupił tylko na tę jedną rozmowę.
Zanim zdążyli przeanalizować listę połączeń, do pokoju wpadł technik z daktyloskopii. Wyglądał, jakby przebiegł maraton.
– Mamy to! Odciski z obudowy telefonu! – rzucił teczkę na biurko.
Michał pierwszy otworzył dokumentację. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie mężczyzny o surowych rysach i nazwisko, które nic im wcześniej nie mówiło.
– Bartos... – przeczytał na głos.
Alicja odstawiła kawę tak gwałtownie, że płyn chlapnął na stół.
– Zbieraj się, Michał. Mamy nazwisko. Mamy mordercę.
2 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Duygu
O, wow! Co tu się dzieje! Co za akcja! Może w końcu kogoś złapią!
AnonimS
No wreszcie.... coraz ciekawiej. Kto bedzie tym specjalistą od pająków oto jest pytanie. Pozdrawiam
elenawest
@AnonimS oj to jest wielkie pytanie, a bedzie zaskoczenie 😋 obiecuje, no i dziekuje 😁