Tajemnica Pająka Siedemnasty rozdział

Tajemnica Pająka Siedemnasty rozdział- Michał, na Miłość Boską, powiedz, jak to się w ogóle stało, do cholery?! - jęknął Jacek, starając się mówić spokojnie, choć głos nieco mu drżał.
- Wyjdzie z tego? - chrypnął Sambor, przeczesując włosy dłonią brudną od krwi Alicji.
- Lekarze na pewno zrobią wszystko, żeby tak było.
- Ona nie może zginąć! - jęknął Michał.
- Nie zginie, a ty się wreszcie opamiętaj i gadaj, co tu się wydarzyło? Strzelaliście do niego? Dlatego odpowiedział?
- Nie... Alicja biegła pierwsza, dostała takiego powera, że ledwo mogłem za nią nadążyć, pewnie by go dorwała, gdyby był, choć ciut bliżej... Krzyknęła, żeby się zatrzymał. Po chwili to zrobił, ale tylko po to, by do niej strzelić... Nie sądziliśmy, że może mieć ze sobą broń, cholera...
- Kiedy strzelał, widziałeś jego twarz?
- Nie, był za daleko. No i tam nie ma latarni... Pieprzony skurwiel!
- Dobra, uspokój się i jedź do domu, ogarnij się. Facet się już nie wymknie, pójdzie za nim list gończy, złapiemy go — powiedział Jacek spokojnie.
- Muszę jechać do Ali! - Michał ruszył stanowczo w stronę samochodu, ale Jacek zatrzymał go niemal w miejscu.
- Najpierw się przebierz, potem złóż raport, dopiero potem do szpitala. Ja teraz jadę do jej męża... Ale do jutra mam cię nie widzieć przy jej łóżku, jasne?

Dwa dni później.

- Jej stan jest stabilny, dlatego myślę, że nie ma żądnego zagrożenia przed wybudzeniem jej — powiedział ordynator OIOM-u, na którym leżała po operacji, patrząc poważnie na stojących naprzeciw niego Sebastiana i Pawełczyka. Michał warował na korytarzu, niemal odchodząc od zmysłów.
- Doktorze, jak szybko będzie mogła wrócić do służby?
- Nie wcześniej niż za pół roku, aczkolwiek o tym zadecydują jej wyniki badań.
- Oczywiście...

- Hej — mruknął Michał, wchodząc wieczorem tego samego dnia do jej sali. - Jak się czujesz?
- Jak wyrżnięta szmata...
- Tak podejrzewam... czemu nie założyłaś kamizelki?
- A w ogóle mieliśmy na to czas? - syknęła. - Nie miałam pojęcia, że ten pojeb będzie uzbrojony... Jak stąd wyjdę i go dorwę, to z jaj zostanie mu miazga!
- Hej, żabko, spokojnie...
- Ciiiicho!
- Wybacz, po prostu... Umierałem tu ze strachu o ciebie.
- Wiem, zdaje się, że nie ty jeden...
- No właśnie, a ten palant gdzie?
- Michał! - warknęła. - Mógłbyś?
- Tak... Już siedzę cicho.

- Jak się czujesz, skarbie? - powiedział Sebastian czule, siadając wieczorem przy jej łóżku i delikatnie gładząc ją po włosach. Widać było, że najprawdopodobniej nie sypiał ostatnio.
- Nadal jak worek flaków — wyszeptała, nawet nie otwierając oczu. Nie miała na to siły.
- Boli cię coś?
- Teraz już nie, ale szprycują mnie morfiną, czy czymś — ostrożnie wzruszyła ramionami. - Cieszę się, że tu ze mną jesteś.
- Obiecałem ci coś, prawda? Nigdy nie odejdę, pamiętaj o tym.
- Pamiętam — uśmiechnęła się blado.

Trzy dni później.

- Mówiłem, no! Ostrzegałem cię! Ale nie, ty jak zawsze musisz być tak cholernie uparta, Alka! - warknął, patrząc na nią niespokojnie.
- Oh, zjeżdżaj, "Slinky"! - wycedziła przez zęby. - A w ogóle, to kto ci powiedział, że tu jestem?
- Krasnoludki... - mruknął niechętnie. - A prawda jest taka, że całe miasto huczy o tym postrzale... Ludzie zaczynają spekulować.
- Na temat czego?
- Tego, czemu właściwie darował ci życie... Ala, cholera jasna, nie chcę być złym prorokiem, ale doskonale wiesz tak samo, jak ja, że on kiedyś wróci... - Robert wyglądał na naprawdę zmartwionego całą tą sytuacją.
- Wiem... Wiem, co wtedy może się stać... Błagam, Alu, odpuść. Dla własnego dobra.
- Jeśli to zrobię, poniosę osobistą klęskę...
- Jeśli cię zabije, to też. Ala... Nie bądź aż tak uparta, no — jęknął. - Choć już nic nas nie łączy, nie mogę cię stracić, maleńka... Proszę, przemyśl to.
- Dobrze... Przemyślę.

- A ten tu czego chciał? - zapytał Michał, wchodząc do sali i oglądając się nieprzyjaźnie na Roberta, który właśnie stamtąd wyszedł.
- Dowiedział się o moim postrzale. Namawiał mnie, żebym odpuściła...
- Tak? No proszę. Więc nie jest jednak takim dupkiem, za jakiego go miałem...
- Ty każdego mojego faceta masz za dupka — zauważyła.
- Nie moja wina, że wiążesz się z takimi imbecylami...
- Przeginasz...
- Ale to prawda! Twój były to gangster, a obecny...
- Nie waż się obrażać Sebastiana! - przerwała mu ostro.
- Odgrywasz się teraz na mnie, za chuj wie co?
- Mógłbyś dać sobie na wstrzymanie? Ledwo żyję, przeszłam cholernie trudną operację, już właściwie jedną nogą byłam na tamtym świecie, a ty masz do mnie jakieś idiotyczne pretensje o mojego męża, który się o mnie martwi... Nie rozumiem cię, Michał... Co ci się stało?
- Po prostu... Wolałbym, żebyś już na zawsze była ze mną. To aż takie dziwne?
- Nie, ale zupełnie nie ma miejscu... Michał, zrozum wreszcie, że ja mimo wszystko Sebastiana nadal kocham, mam z nim dzieci i nie odejdę od niego...
- Gdybyś go kochała, nie wskoczyłabyś mi do łóżka — syknął.
- Wyjdź stąd...
- Co?
- Wynoś się! - jęknęła, a po jej policzkach spłynęły łzy. - Nie chcę cię tu widzieć, rozumiesz?
- Ala, ja...
- WYNOŚ SIĘ! - ryknęła.

Dwa miesiące później.

- Możemy porozmawiać, proszę? - zapytał cicho, przysiadając na jej łóżku.
- Czego chcesz? - zapytała, nie patrząc nawet na niego, tylko wciąż starając się czytać książkę.
- Przyszedłem cię przeprosić... Zachowałem się wtedy jak totalny idiota...
- To fakt.
- Wybaczysz mi? - wyszeptał, delikatnie łapiąc ją za dłoń i całując ją w nią czule. Zabrała ją szybko z jego uścisku.
- Nie wiem... Całkiem sporo czasu zabrało ci przyznanie się do błędu.
- Wiem... Wiem, że jestem debilem, ale jednocześnie kocham cię i nie chciałbym cię tracić... Brakuje mi ciebie, maleńka.
- Oczywiście, ale nawet nie pomyślałeś o tym, jak bardzo mnie ranisz, prawda? Tak, mój mąż nie jest idealny, ale ty też nie. Ani ja... Dlaczego więc tak bardzo chcesz nas skłócić?
- Nie chcę... Nie przemyślałem tego... Ala... Ostatnio naprawdę dużo myślałem i doszedłem do wniosku, że poproszę starego o przeniesienie. Może nawet do innego miasta. Nie będę ci już więcej rozpieprzać życia. Zasługujesz na coś innego, niż jestem w stanie ci dać — chrypnął, spuszczając wzrok.
- I co? Odejdziesz?
- Zdaje się, że to najlepsze wyjście...
- Faktycznie, jesteś wielkim idiotą... Zostań, Michał, nie powiedziałam przecież, że ci nie wybaczę. Ale daj mi jeszcze trochę czasu...

Pół roku później.

- Ala! Ala! Ala! - jej koledzy i koleżanki z wydziału głośno skandowali jej imię, otaczając ją. Przed nimi stał ogromny tort.
- A to właściwie po co? - zapytała Pawełczyka, uśmiechając się zadowolona.
- A to żeby osłodzić ci powrót do pracy -zachichotał, przytulając ją tak po koleżeńsku. - Wróciłaś w wielkim stylu.
- Przecież nic nie zrobiłam — zauważyła zaskoczona.
- Po prostu jesteś — wyszczerzyła się Marta.
- Aaaa. No ok. Tooo... Kroimy tort? - zachichotała, biorąc do ręki nóż.

- No dobra, to opowiesz mi, co tu się działo przez te miesiące, gdy mnie nie było? Jacek zabronił mi pytać, gdy byłam na zwolnieniu, a jestem w cholerę ciekawa — powiedziała jakiś czas później, odstawiając talerzyk na biurko i przysiadając delikatnie tuż obok.
- Cóż... Pająk najwyraźniej nawiał.
- Jak to? Co to znaczy?
- Podobno we Włoszech były niemal identyczne przypadki morderstw, jak u nas — wyjaśnił, zajadając swój kawałek. Trzeci tak dla jasności.
- I co? Złapali go?
- Ala... W bajki wierzysz? Facet jest jak duch. Wątpię, by kiedykolwiek to się komuś udało.
- Więc co? To koniec?
- Na to wygląda... Ale wiesz, mnie to wcale nie przeszkadza. Wreszcie będzie choć trochę spokoju.





Od razu mówię, to nie jest koniec ;)

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminał, użyła 1504 słów i 8051 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    Takie trójkąty są bardzo niebezpieczne i męczące.  Pytanie czy można kochać więcej niz jedną osobę jednoczesnie ?

  • Duygu

    Dobrze, że Ala przeżyła. Michał w gorącej wodzie kąpany. Jest im coraz trudniej to wszystko ukrywać, udawać... Trochę się tego obawiam  :boje:  Ciekawe, co wymyślisz dalej ;)  Cieszę się, że to nie koniec!  :danss:   :D