Tajemnica Pająka Siódmy rozdział

- Witam szanownych komisarzy – powiedział beztrosko. – W czym mogę pomóc?
- Wstawaj! – powiedziała ostro. – Jesteś zatrzymany pod zarzutem zabójstwa doktor Łosin. Pójdziesz grzecznie, czy najpierw mamy cię trochę sponiewierać?
- I lepiej, żeby twoi ludzie nie próbowali żadnych sztuczek! – ostrzegł Michał, kładąc dłoń na kaburze pistoletu.
Spojrzał na nich krótko i powiedział:
- Żartujecie, prawda? Nigdy nikogo bym nie zabił!
- Pójdziesz dobrowolnie? – warknęła, wyjmując kajdanki.
- Z nimi mam ciut inne skojarzenia – mruknął, odwracając się do niej tyłem.
- Lepiej uważaj na to, co mówisz, „Slinky” – syknęła, skuwając go i prowadząc do wyjścia. Jego ludzie natychmiast zareagowali, widząc szefa skutego.
- Każ im się grzecznie odsunąć albo i ich wpakujemy do pierdla – warknął Michał.
- Zjeżdżajcie! – mruknął Robert do potężnych ochroniarzy. – No już!
Mężczyźni rozstąpili się niechętnie, przepuszczając policjantów.

- Skoro twierdzisz, że nie zabiłeś doktor Łosin, to może z łaski swojej powiesz mi, co twoje odciski palców robią na jej telefonie, który znaleźliśmy nad zatoką? – zapytał miarę spokojnie Michał, jakiś czas później przesłuchując zatrzymanego alfonsa. Alicja przysłuchiwała się ich rozmowie z korytarzyka oddzielającego dwa pokoje przesłuchań. Nie wierzyła zbytnio w winę starego przyjaciela, ale jak na razie dowody przeciw niemu były niezbite. Należało jednak wydusić z niego, dlaczego w ogóle to zrobił i było to zadanie Michała. Nie należało jednak do najłatwiejszych, bo od godziny „Slinky” szedł w zaparte. Nie zamordował tej kobiety i koniec!
- Powtarzam po raz ostatni! Miałem ten telefon w ręce, fakt, ale nigdzie w pobliżu nie było żadnego ciała! Podniosłem go, bo zaskoczyło mnie, że tak dobry sprzęt leży porzucony na piachu, ale nie mam nic wspólnego z zabójstwem tej babki! Nawet jej nie znam! Czemu miałbym ją zabijać?
- Ty mi powiedz… Może po prostu masz jakąś awersję do kobiet?...
- I dlatego wiązałbym się z Alicją w liceum i oświadczałbym się jej, tak?
- Potem zwiałeś, więc może po prostu doszedłeś do wniosku, że twoje zaburzenie lepiej pokazać gdzieś indziej… W innym kraju na przykład?
- Jakie zaburzenie, do cholery? – zirytował się „Slinky”.
- Może wstydziłeś się swojej orientacji i dlatego otaczałeś się kobietami?
- Nie mam krzywej orientacji, ale zaraz twoja może się zmienić, jeśli wsadzę ci ten długopis w tyłek! – syknął przez zęby rozwścieczony Robert.
- Siadaj! – huknął na niego Michał, choć zatrzymany nawet nie miał zamiaru się podnosić. – Gadaj! Czemu zabiłeś doktor Łosin?!
- Lecz się, człowieku… Powtarzam ci po raz ostatni… To nie ja!
- Michał, chodź tu na chwilę – powiedziała w końcu Alicja, zaglądając do pokoju. Robert posłał jej spojrzenie typu „Błagam, weź ode mnie tego pajaca”, natomiast Michał warknął coś tylko pod nosem i wyszedł, trzaskając drzwiami.
- Co? – zapytał natychmiast buńczucznie. – Sądzisz pewnie oczywiście, że to nie on, tak? Przecież mamy jego odciski palców!
- Po pierwsze! Podnieś na mnie głos raz jeszcze, a wystawię ci taką opinię z naszej współpracy, że nie zatrudnią cię nawet jako zwykłego ciecia! – ostrzegła jadowicie. – A teraz tak. Jest oskarżony, ale dopóki nie udowodnimy mu winy, nic więcej poza zatrzymaniem go nie możemy zrobić. Znam go, jest niebywale uparty, więc będzie szedł w zaparte. Oskarżenie oczywiście i tak napiszemy i damy prokuraturze. Zobaczymy, co oni na to…
- Jasne – odparł, starając się za wszelką cenę opanować i wyszedł na korytarz. – Maciek, zabierz go stąd!
Wściekły wrócił do ich pokoju i usiadł przy biurku. Alicja dołączyła do niego po chwili.
- Już? Skończyłeś tę popisówę? – obrzuciła go krytycznym spojrzeniem. – Michał, policjant śledczy musi być opanowany, a ty odkąd tam wszedłeś, miałeś ochotę go zabić!
- Dobra, pieprzyć to… - syknął, przecierając twarz dłońmi. – A co z pierwszym zabójstwem? Tego się nie da kompletnie z niczym powiązać? Para nie miała dzieci, żadnej żyjącej rodziny, nikogo, kto by się o nich martwił… Morderca dokładnie wiedział, kogo zabić, tylko na miłość boską, dlaczego?!
- Tego, jak dobrze wiesz, też niestety nie wiem… Jeśli faktycznie zrobił to ten „Pająk”, o którym tak wszyscy mówią, to facet mądrze wybiera… Pójdę do starego…
- O, cześć, Alicja… Co cię do mnie sprowadza? – zapytał Jacek z miłym uśmiechem, rozsiadając się wygodniej na swoim krześle.
- Dość paląca sprawa. I ważna… Słuchaj, co robimy z tą pierwszą sprawą? Tam nic do niczego nie pasuje… Nie mamy żadnego punktu zaczepienia oprócz dwóch trupów i pieprzonego jadu pająka, o którym w Polsce, a przynajmniej w naszym regionie nikt nie słyszał…
- Wiem – westchnął. – Rozmawiałem z naczelnikiem policji. Powiedział, że jeśli do tygodnia nie znajdziecie winnego, to sprawa zostanie zamknięta jako nierozwiązana.
- Więc mamy się poddać, tak?
- A czy ja coś takiego powiedziałem? Oczywiście, że nie, ale naczelnik niestety ma w tym przypadku rację… Nie możemy marnować czasu na szukanie igły w stogu siana, gdy mamy inne sprawy na głowie… A teraz tak… Przysłuchiwałem się temu przesłuchaniu Bartona… Wy naprawdę byliście kiedyś parą?
- W liceum… Ale parszywie mnie wystawił do wiatru i był zniknął w siną dal na ponad dziesięć lat. Spotkałam go przypadkiem i Bóg mi świadkiem, że miałam ochotę udusić go za tamto rozczarowanie… A bo co?
- Ale ty już nie?...
- Jeśli zapytasz mnie, czy nadal go kocham, to ci wepchnę to pióro wieczne tam, gdzie słońce nie dochodzi, jasne? – warknęła.
- Ale ty wiesz, że grozisz przełożonemu? – zapytał z uśmiechem.
- A ty wiesz, że jesteś palantem? – odcięła się, kręcąc głową z politowaniem.
- Boże, kobieto, jak ty mnie pociągasz!
- Wal się! – odwróciła się i wyszła z jego gabinetu. Że też musiał ją tak wkurwiać! Odetchnęła głębiej i wróciła do Sambora.
- I co? – zainteresował się, gdy weszła.
- Jajco… Albo do końca tygodnia złapiemy mordercę tamtej dwójki, albo naczelnik zamyka sprawę – powiedziała, siadając na swoim miejscu. – Kurwicy dostanę! – dała upust swoim emocjom.
- Powiedz mężowi, żeby cię przeleciał, to ci ulży – podpowiedział grzecznie.
- Nie przeginaj, Sambor!
- Próbuję tylko pomóc…
- Wal się…
- Oh, jakaś ty uprzejma!
- Nie należę do uprzejmych ludzi, Sambor… Powinieneś już to sam zauważyć… - prychnęła i oparła głowę na dłoni i zamyśliła się.
- Naprawdę używaliście wtedy kajdanek? – zapytał ją po jakimś czasie kompletnej ciszy.
Spojrzała na niego jak na karalucha.
- No serio? To ci teraz zaprząta myśli? Czy z moim byłym i na szczęście niedoszłym, używałam kajdanek w czasie łóżkowych ekscesów? – zapytała cicho.
- Jak ładnie powiedziane… Łóżkowe ekscesy… No weź… Facet wygląda mi na takiego, co lubi na ostro.
- Ale ja nie!
- Dlatego się zdziwiłem, gdy wspomniał o „bransoletkach”… Ty raczej jesteś tą bierną stroną w łóżku, prawda?
- Możesz się ode mnie odpieprzyć? Co to, kurwa, jest? Program pozwierzajmy się sobie? – warknęła poirytowana.
- Ala…
- Michał! – huknęła na niego. – Nie mam pojęcia, w co ty, do cholery, grasz, ale daj sobie spokój, jasne? Dla twojej informacji, zboczeńcu, nigdy nie używam kajdanek w łóżku, bo coś takiego po prostu mnie nie kręci… A z Robertem nigdy się nie pieprzyłam!
- Coś ty taka zła? – zapytał spokojnie, lekko przekrzywiając głowę. – Ktoś ci nadepnął na odcisk?
- Tak! Ty tymi swoimi głupimi insynuacjami! Dajże ty mi święty spokój, co?
- A czy ja coś mówię? Pytam po prostu…
- To nie pytaj, bo nie mam ochoty na żadne pieprzone zwierzenia, jasne? Jeśli to wszystko, to jadę do domu. Mam serdecznie dość dzisiejszego dnia!

583 czyt.
100%152
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 1423 słów i 8145 znaków.

2 komentarze

 
  • Duygu

    Duygu · 30 sierpnia

    Alicja coraz bardziej mi imponuje. Ma odwagę powiedzieć to, co myśli i się tego nie boi. A szef mnie wkurza. Mógłby się od niej odczepić!    Michał nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać  

  • AnonimS

    AnonimS · 16 gru 2018

    Bardzo dobry kawałek. " Policjanty" są w czarnej dupie.  Pozdrawiam