Tajemnica Pająka Szósty rozdział

- Gdzie poznałaś prokuratora Łosina? - zapytał Michał, przesłuchując ponownie młodą "galeroankę".
- W klubie — pisnęła przestraszona postawą starszego od niej postawnego policjanta.
- Domyślam się — warknął. - Gdzie? Adres!
- Nie pamiętam adresu! W centrum miasta, przy starówce. Prowadzi to taki wytatuowany i łysy facet...
Michał westchnął ciężko. Jakoś nie miał ochoty ponownie odwiedzać "Slinky'ego". Facet go wkurzał. Swoim wyglądem, zachowaniem i tym, że tak potraktował kiedyś Alicję. Michał nie miał wątpliwości. Gdyby jego partnerka została z tym Robertem, nigdy nie spotkałaby Sebastiana. Kolejny nadęty palant...
- Dobrze, sprawdzimy — mruknął. - Masz jednak świadomość, że za składanie fałszywych zeznań, grozi odpowiedzialność karna do trzech lat pozbawienia wolności?
- Ja nie kłamię! - miauknęła płaczliwie. Kiwnął jej niedbale głową i dołączył do Alicji w drugim pokoju.
- Krąg nam się zawęża — powiedział, stając naprzeciw niej.
- Wiele na to wskazuje, choć ta mała może coś kręcić... Nie mniej jednak trzeba tam jechać. Zbieraj się...

- Coś często się dzisiaj widujemy – powiedział przymilnie Robert. – I cóż nowego was do mnie sprowadza?
- Kilka szczegółów, o które musimy cię zapytać – odparła Alicja. – Widziałeś tu kogoś z tej trójki? – podała mu niedbale zdjęcia dwójki zatrzymanych i zamordowanej.
- Tej napewno nie – mruknął, bez wahania odkładając na bok zdjęcie Łosin. – Ale ta dwójka bywała tu często. Sprawiali trochę problemów. Zwłaszcza ta mała.
- Dlaczego? – zainteresował się Michał, robiąc notatki.
- Bo kleiła się nachalnie do kogo popadnie, a moi goście to elegancka klientela... Przychodzą z własnymi panienkami i nie potrzebują tanich kurewek...
- Nigdy nie zorientowaliście się, że nie jest pełnoletnia? – zapytała Alicja z lekką naganą.
- Sprawdzanie wieku naszych gości raczej nie jest mile postrzegane... Poza tym one wszystkie wyglądają teraz tak młodo...
- I sądzisz, że ja się dam na to nabrać? – zapytała cierpko.
- Pani komisarz...
- Aspirant! – warknęła. – Aspirant, „Slinky”!
- No przecież mówię... Dziewczyna przychodziła tu przez jakiś czas z jednym facetem, potem poznała tego tu – popukał palcem w zdjęcie prokuratora – i przychodzili już razem... tyle że to on do niej pierwszy wystartował, a jej najwyraźniej się spodobało, że starszy facet o nią zabiega... Ale jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, zapytajcie barmana... Jest już na sali...

- No i co? – zapytał Michał jakiś czas potem, gdy wracali na komendę.
- Naprawdę chcesz, żebym ci odpowiedziała? – była wściekła. – Robią nas, jak chcą, a jedyne czym możemy dopowiedzieć, to oskarżenie sprzedaży alkoholu nieletnim. A tym to mogą się podetrzeć... Łosin ewidentcnie bywał tu z tą cizią, ale nie wiemy nic więcej. Wygląda na to, że jeśli pani małżonka się o wszystkim dowiedziała, to albo od kogoś innego, albo...po prostu w inny sposób... Cholera! A nawet jeszcze nie znaleźliśmy sprawców pierwszego morderstwa!
- Może w tamtej sprawie powinniśmy jechać do Krakowa? – podpowiedział nieśmiało.
- Wątpię... Oboje zostali zamordowani tutaj, to robili część interesów, jak wiemy, więc przypuszczam, że ich morderca jest też tutaj...
- I sądzisz, że ich morderca, to ten sam człowiek, co zabił Łosin?
- A ty nie? Zauważ, że w obydwu przypadkach sprawca posługuje się jadem pająka. Właściwie już to daje nam pewność, że to ta sama osoba, bo nigdzie nie podawaliśmy do publicznej wiadomości, jak zginęła tamta para, więc osoby postronne powinniśmy odrzucić w przedbiegach... Tylko, co ich łączyło?...
- Może to przypadek?
- Nie sądzę. Świadkowie opowiadali o „Pająku”. To wszystko musi mieć jakiś związek... Chciałabym tylko wiedzieć, jaki...
- Dowiedzmy się więc tego!
Kiwnęła głową i zamyśliła się. Minę miała o tyle niewyraźną, że zainteresowało to w końcu jej partnera.
- Dzieje się coś? – zapytał, zwalniając nieco.
- Nie, wszystko w porządku – uśmiechnęła się niedbale. – Po prostu staram się sobie to wszystko poukładać w całość i tyle. Tylko że cały czas coś mi tu nie gra.
- Co takiego?
- Mianowicie dlaczego po tylu latach „Pająk”, o ile to faktycznie on, znów się ujawnił? Przecież skoro nie został ujęty w Warszawie, raczej powinno zależeć mu na tym, by już nikt o nim nie usłyszał. A on działa w tej chwili wręcz odwrotnie!
- Może po prostu znudziło mu się życie przykładnego obywatela? Może chciał znów zabłysnąć...
- Być może – zgodziła się, patrząc w przednią szybę. – Tylko skąd możemy wiedzieć, że faktycznie do tej pory się przykładnie prowadził? Skoro wtedy szukała go policja z całego kraju, na jego miejscu bym się stąd wyniosła i przeczekała tę nagonkę. Podejrzewam, że miał tu swoich ludzi, którzy informowali go o wszystkim...
- Sądzisz więc, że teraz wrócił? I dokańcza dawne interesy?
- To mogłoby mieć sens, gdyby nie to, że tamta dwójka była za młoda, by uczestniczyć w jego wcześniejszej działalności... Według ich akt wtedy musieliby mieć po 15 lat, a wątpię, by taki ganguś współpracował z małolatami...
- Ganguś? – podchwycił natychmiast.
- Tak mi się powiedziało, aczkolwiek przypuszczam, że nie działał sam...
- A nie...nie myślisz, że ta dwójka mogła pochodzić z jakiegoś nielegalnego przerzutu? Może go rozpoznali i dlatego ich zamordował?...
- Nie, oboje pochodzą z Polski, sprawdziliśmy to dokładnie... Podrzuć mnie do domu. Pomyślę na spokojnie u siebie...

Trzy dni później.
- Więc twierdzisz, że nie przemycałeś żadnych pająków, tak?
- No jak babcię kocham! Żadnego pająka! – przysiągł pierwszy z przesłuchiwanych przemytników. – Pani komisarz musi mi uwierzyć!
Alicja westchnęła tylko w odpowiedzi. Już nie miała siły poprawiania tych idiotów i tłumaczenia im, że posiada inny stopień w policji...
- Zabierzcie go i zabezpieczcie te zwierzęta! – warknął Michał do towarzyszących im policjantów z prewencji.
Podobne rozmowy przeprowadzili jeszcze tego dnia czterokrotnie. Nikt nie przyznał się ani do sprowadzenia do kraju tak niebezpiecznego pająka, ani do tej zastraszającej liczby pozostałych zwierzaków. Ale ewidentnie wszyscy czegoś się bali.
- Jak sądzisz? Chodzi o tego „Pająka”? – zapytał w końcu Sambor wciąż rozzłoszczony bezowocnym śledztwem. Jego frustrację potęgował fakt, że musieli niestety wypuścić z aresztu Łosina z braku obitnie obciążających go dowodów. A on mocno się po nich przejechał...
- Tego nie wiem, ale jakieś dziwne przeczucie podpowiada mi, że faktycznie może tak być... Cała piątka ewidentnie czegoś się bała i musimy dowiedzieć się, czego! Bo przecież raczej niemożliwe jest, by ów „Pająk” dowiedział się, że go poszukujemy... Chyba że mamy w ekipie jakiegoś szpicla!
- No ale dlaczego akurat musimy mieć zdrajcę? Przecież rozmawialiśmy z wieloma osobami... Ktoś mógł się przez przypadek gdzieś komuś wygadać no i poszło to dalej... A być może osobiście rozmawialiśmy z prawdziwym mordercą?!
- A co, są teraz mordercy nieprawdziwi? – zaśmiała się. – Kogo masz na myśli?
Spojrzał na nią przepraszająco i powiedział cicho:
- Tego alfonsa...
- Roberta? – zdziwiła się i pokręciła głową. – Posłuchaj mnie, wiem, że to może źle wyglądać, ale znam go i wiem, że nigdy jakoś specjalnie nie interesował się nigdy pająkami, by teraz używać ich jako narzędzie zbrodni...
- Nie specjalnie? – podchwycił natychmiast, patrząc na nią poważnie.
- Boże! Czepiasz się głupich słówek. O pająkach wiedział tyle, co każdy z nas. Ze szkoły! A przypominam, że swego czasu bywałam u niego często i nie zauważyłam tam żadnych książek o hodowli pajęczaków czy terrariów z tym świństwem... Poza tym jego mama i tak by mu na to nie pozwoliła...
- Dlaczego?
- Bo na widok pająka z zasady wydawała pisk o wysokiej częstotliwości i tłukła zwierzaka tym, co akurat miała pod ręką. Nie ma szans...
- Więc może teraz się odkuwa?
- Wątpię... Nie, wybacz, Michał, ale nie podzielę twojej opinii, że to on jest naszym mordercą...
- Czy...czy ty aby czegoś jeszcze do niego nie czujesz? – zapytał, patrząc na nią z ukosa. Zdenerwowała się natychmiast.
- Chyba się zapominasz, Sambor! Po pierwsze mam męża, którego kocham i dwójkę wspaniałych dzieci, a po drugie to Robert mnie wtedy perfidnie wystawił, więc jeśli sądzisz, że po czymś takim i po dziesięciu latach niewidzenia go, mogłabym jeszcze czuć cokolwiek do niego, to się grubo mylisz! I ostrzegam! Spróbuj raz jeszcze coś takiego zainsynuować, a wystąpię do Pawełczyka z prośbą o nowego partnera, jako że ty się na niego nie nadajesz i wystawię ci taką opinię, że nawet jako cieć nie znajdziesz roboty! Wyrażam się jasno?!
- Tak...


Nazajutrz rano.
„Znaleźliśmy telefon doktor Łosin! Technicy już nad nim pracują! Przyjeżdżaj natychmiast na komendę!” – Michał przeczytał SMS-a od Alicji i wstał powoli, by nie obudzić ukochanej. Był w cholerę niewyspany, bo jego pani miała chcicę i kochali się kilka razy w nocy. Pół godziny później był już na komendzie. Alicja powitała go rozentuzjazmowana i z kubkiem kawy w ręce.
- Aleś wesoła! I do tego tak raaaaano! – ziewnął potężnie, siadając na swoim miejscu.
- A ty może się nie cieszysz? Wreszcie będziemy mogli ruszyć naprzód! Ten telefon to cud!
- O ile uda się coś z niego wydobyć... Jak w ogóle go dostaliśmy? – zainteresował się, starając się do końca obudzić.
- Przez zupełny przypadek... Cały czas monitorowaliśmy czy gdzieś się nie pojawi. Pojawił, nad ranem... Chłopaki tam pojechali i znaleźli go na brzegu zalewu... Kiwnął tylko głową, bo nie był w stanie jeszcze rozmawiać.
Wreszcie po prawie dwóch godzinach oczekiwania dostali raport techników.
- Telefon był zalany i niemal zmiażdżony, chłopcy się nad nim męczyli, ale w końcu coś wiemy – powiedział Michał, który jako pierwszy dorwał się do dokumentów. – Doktor Łosin dzwoniła przed śmiercią do kilkunastu osób, wszystkie poza jedną, to lekarze. Podejrzewam, że przed tym sympozjum coś jeszcze konsultowała...
- A ta jedna osoba?
- Nie wiemy, kto to. Telefon na kartę... Nieaktywny
- Trzeba więc będzie pojeździć po tych ludziach i popytać... Oh! Jak ja nie cierpię takich spraw! Nic nie wiemy i miotami się tylko jak dzieci we mgle!
- Spokojnie, coś w końcu musi się wyjaśnić... – mruknął.
Tego dnia mieli najwyraźniej jednak niebywałe szczęście, bo już w kilka minut później do ich pokoju wcwałował kolega od daktyloskopii.
- Mamy odciski – powiedział na przydechu. – I wiemy kogo – łupnął w biurko Michała teczką. Młody policjant zerknął na pierwszą stronę.
- Bartos – przeczytał w myślach i spojrzał na zdjęcie. – Zbieraj się. Mamy mordercę!

449 czyt.
100%82
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 1948 słów i 11225 znaków.

2 komentarze

 
  • Duygu

    Duygu · 30 sie 13:56

    O, wow! Co tu się dzieje! Co za akcja! Może w końcu kogoś złapią!

  • AnonimS

    AnonimS · 12 lis 2018

    No wreszcie.... coraz ciekawiej. Kto bedzie tym specjalistą od pająków oto jest pytanie. Pozdrawiam