Tajemnica Pająka Piętnasty rozdział

Tajemnica Pająka Piętnasty rozdziałBardzo was wszystkich przepraszam, że niestety po raz kolejny tak długo mnie tu nie było, ale praca po 12 godzin nie sprzyja pisaniu opowiadań, a w wolne dni albo padam na pysk, albo jeżdżę i rozwożę zaproszenia ślubne... No, ale jestem i mam nadzieję, że choć trochę się wam spodoba kolejny rozdział


- Co? - zatchnęło go. - Jak to w ciąży? Ze mną?
- Nie mam pojęcia — wyznała szczerze.
- Jak to nie wiesz? - jęknął. - Ala...
- Zjeżdżaj! - syknęła rozeźlona. - Sądzisz, że tylko ty masz monopol na sypianie ze mną? Ojcem równie dobrze może być Sebastian.
- No, ale... Co, jeśli to ja?
- To Sebastian pewnie mnie zabije, jeśli prawda wyjdzie na jaw...
- Kurwa!
- Tak, też się strasznie cieszę — wyszeptała zgryźliwym tonem.
- A powiem ci, że ja owszem — mruknął stanowczo.
- Michał! Pojebało cię? Ja mam męża!
- Który cię nie szanuje i z którym przecież możesz się rozwieść...
- Spieprzaj — warknęła, ruszając w stronę radiowozu.
- Ala, do jasnej cholery! Poczekaj! - złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. - Kocham cię, maleńka. I nigdy cię nie zostawię, wiesz? A w ogóle to byłaś u lekarza? Jak się czujesz?
- Skołowana i przerażona — wyszeptała, wtulona w jego bluzę. - U lekarza byłam, powiedział, że to czwarty tydzień. No i męczą mnie poranne mdłości.
- Oh, biedactwo ty moje — pocałował ją czule w głowę. - Nie powinnaś teraz pracować.
- Mowy nie ma! Nie będziesz mną dyrygować!
- Jezu, Ala, aleś ty uparta — warknął. - Ale pomyśl o dziecku.
- Póki co właśnie staram się o nim nie myśleć — jęknęła.
- Ciiii, spokojnie, wszystko będzie dobrze, obiecuję ci to.
- Tak, a właściwie to, co zrobisz, geniuszu? Nikt nie może się dowiedzieć o tym, że mieliśmy jakikolwiek romans — mruknęła.
- Zdaje się, że nadal go mamy — zauważył spokojnie. Westchnęła ciężko, wyglądając w tej chwili tak bardzo bezbronnie. Objął ją jeszcze mocniej. - Posłuchaj, jeśli to faktycznie moje dziecko, to obiecuję, że będę najlepszym ojcem na świecie, nawet na odległość, tylko pozwól mi się sobą opiekować.
- Póki co, to i tak muszę o wszystkim poinformować Jacka. Musi wiedzieć o całej sytuacji... No i Sebastiana...
- Myślisz, że będzie robić jakieś problemy? - zapytał, mając na myśli ich dowódcę.
- Wątpię, pod tym względem jest super dowódcą. Ale chcę być z nim szczera.
- Cieszę się, że zdecydowałaś się mi o tym powiedzieć. No i że nie poszłaś na żaden idiotyczny zabieg.
- Weź! Tego nigdy bym nie zrobiła. A teraz, proszę cię, przestań się wreszcie szczerzyć i jedźmy już.

- Co? - Jacek wyglądał przez chwilę, jakby dostał gumowym młotkiem bardzo mocno w głowę. No i podobnie się czuł. Tego w życiu się nie spodziewał! - Że jak?
Alicja westchnęła, patrząc na niego stanowczo. - Jestem w ciąży — powtórzyła cierpliwie.
- O ja pierdolę... Z kim?
- Jacek! - syknęła. - Nie obrażaj mnie
! Oczywiście, że z Sebastianem!
- No tak... No tak... Wybacz, po prostu mnie zaskoczyłaś...
- Nie tylko ciebie — westchnęła. - Powiedz mi, co teraz?
- To samo, co wcześniej. Siądziesz za biurkiem z pełnym wglądem w akta — wyjaśnił spokojnie. - A potem pójdziesz na urlop.
- Michał dostanie nowego partnera? - zaciekawiła się szczerze.
- Tak, będziecie współpracować w trójkę. Pasuje?
- Jasne, tylko błagam, daj nam kogoś rozgarniętego, co? I spokojnego. Jeden narwaniec w zespole już mi wystarczy.
- Masz to u mnie. Teraz będziemy o ciebie dbać... A Michałowi mówiłaś już o swojej sytuacji?
- Owszem. Zauważył, że jestem zdenerwowana i sam się dopytał o szczegóły — zełgała gładko.
- No dobrze... Ale teraz już nie masz się czym denerwować, więc spokojnie. Sebastian pewnie się cieszy, co?
- Jeszcze nic nie wie — westchnęła.
- Jak to? Nie powiedziałaś mu?
- Właściwie nie miałam kiedy, ciągle ma dyżur.
- Nie układa się wam?
- Jest poprawnie. Nie kłócimy się.
- To dobrze... Bo wiesz... gdybyś potrzebowała jakiejś pomocy...
- Dzięki, ale jest ok.

Wieczorem, tuż po kąpieli wtuliła się czule w męża, który czytał jakąś książkę medyczną.
- Naszło cię na czułości? - mruknął, nie odrywając wzroku od tekstu, ale obejmując ją czule.
- Nie, chciałam z tobą porozmawiać.
- A o czym?
- O nas.
- Ala... - westchnął, odkładając książkę na kołdrę, lecz przerwała mu, kładąc dłoń na jego ustach.
- Błagam, daj mi powiedzieć, to co chcę, bez wszczynania jakichś idiotycznych awantur, bo nie mam na to ani najmniejszej ochoty, ani już tym bardziej sił.
Zamrugał mocno zaskoczony i przytaknął w milczeniu.
- Kocham cię, Sebastian, pomimo twojego ciężkiego charakteru i tego, że nie zawsze byłeś dla mnie miły i łagodny — wyszeptała, patrząc mu w oczy. - Ale jesteśmy małżeństwem, rodziną i bynajmniej nie mam zamiaru tego zmieniać. Nie mniej jednak musisz wiedzieć.
- Ale o czym? - zapytał, szczerze zaskoczony. - Alu, co się dzieje?
- Jestem w ciąży — wyszeptała, spuszczając wzrok.
- Co?!
- Ja... Wybacz, nie planowaliśmy tego przecież...
- To fakt, ale... Jesteś pewna?
- Tak, byłam u lekarza. Powiedział, że to czwarty tydzień.
- Więc... Znów zostanę ojcem? - uśmiechnął się łagodnie.
- Nie jesteś zły? - spojrzała na niego kompletnie zaskoczona.
- A dlaczego miałbym być? Skarbie, wiem, że nie byłem idealnym mężem, ale obiecuję ci, że teraz to się zmieni... Przepraszam...



- Jaja sobie ze mnie robisz? Ucieszył się? - Michał wyglądał na wstrząśniętego, gdy powiedziała mu o tym następnego dnia w drodze do pracy.
- No naprawdę. Nie żartuję. Powiedział mi jeszcze później, że sam chciał mi to zaproponować.
- W to akurat nie wierzę — mruknął.
- Nie znasz go.
- CO wcale nie przeszkadza mi go nie lubić...
- Uprzedziłeś się do niego tylko dlatego, że jest moim mężem — zauważyła nie bez racji.
Prychnął tylko pod nosem wściekły i zaparkował pod komendą z piskiem opon.



- Czeeekaj... Jak to w ciąży?! - zdumiał się Robert, z którym spotkała się kilka tygodni później, najnormalniejszym przypadkiem w sklepie.
- Mógłbyś się tak nie drzeć, idioto? - ofuknęła go. - Normalnie, dokładnie tak, jak zachodzi się w ciążę.
- No, ale... Nie prowadzisz chyba dalej śledztwa w sprawie Pająka? - zapytał przerażonym szeptem.
- Oczywiście, że prowadzę — odparła twardo.
- Ala, na Miłość Boską, mówiłem ci przecież, żebyś odpuściła!
- Spokojnie, jestem przecież ostrożna.
- Ala, ten człowiek jest maksymalnie niebezpieczny! Nie zauważyłaś tego jeszcze? Wykończył pół warszawskiej mafii za jednym zamachem! Cholera, wiesz, w jakim niebezpieczeństwie możesz być? Ala, pomyśl o tym maleństwie, błagam cię!
- I tak siedzę za biurkiem. A głupimi anonimami bynajmniej mnie nie przestraszy...
- Jakie anonimy? - prawie dostał zawału. - Alka!
- No dostałam i na tym się skończyło.
- Ja pierdolę! - warknął. - I ty mówisz to tak spokojnie? - zirytował się, łapiąc ją mocno za ramiona. Syknęła z bólu.
- Puść!
- Chyba śnisz! - prychnął. - Idziemy do mnie, musimy poważnie porozmawiać.
- Nigdzie nie idę, cokolwiek się zapominasz! - warknęła, wyrywając mu rękę z uścisku.
- Błagam cię, nie utrudniaj, no! - jęknął błagalnie. - Godzina i odwiozę cię, gdzie tylko będziesz chciała, ale naprawdę musimy porozmawiać...
- No dobra — mruknęła niechętnie, wychodząc z nim ze sklepu i idąc obok do jego auta. - Daję ci godzinę.
- Dziękuję — powiedział, całując ją w dłoń.

Parę minut później nieco w szoku wpatrywała się w ich wspólne zdjęcie z licealnych czasów, które wisiało u niego nad łóżkiem.
- Ty tak serio? - zapytała w końcu, ruchem głowy wskazując zdjęcie. Przytaknął cicho. - Więc dlaczego wtedy uciekłeś, do cholery?
- Wybacz, musiałem... Nie byłabyś ze mną bezpieczna — mruknął.
- A skąd wiesz? - zapytała, wciąż wpatrując się w to zdjęcie.
- Bo wpadłem w poważne kłopoty — wyjaśnił niechętnie. - Pewnie i tak byś wtedy odeszła. Tak było lepiej.
- Ta? - syknęła. - Ciekawe dla kogo? Wiesz, jak długo miałam idiotyczną nadzieję, że może jednak wrócisz? Rok! Pieprzony rok czekałam, aż raczysz się znów zjawić!
- Alu... Przepraszam. Wtedy naprawdę nie było innego wyjścia. Nigdy jednak o tobie nie zapomniałem.
- Ta, ciekawe co mi po tym teraz... Dobra, gadaj to, co chciałeś i spływam. Ja naprawdę nie mam całego dnia na pogaduszki z tobą.
- Jasne... Ala... Jeśli Pająk przysłał ci list z pogróżkami, to znaczy, że musiałaś bardzo go wkurzyć, rozumiesz? To, że jeszcze żyjesz, to najpewniej jego chora gra, facet się bawi, dając ci złudną nadzieję, że jest gdzieś daleko, a tak naprawdę zatacza wokół ciebie coraz mniejsze kręci. On jest niczym wilk, wytrwały i bardzo podstępny. Zaatakuje cię, gdy będziesz sądzić, że jesteś bezpieczna, że o tobie zapomniał.
- Chyba że złapię go wcześniej.
Pokręcił przecząco głową.
- Bardzo wątpię, by ci się to udało, Alu. Błagam cię, odpuść.
- Dobrze wiesz, że nie mogę. Robert, naprawdę nie mogę, no...
- Wiem... Niestety pamiętam, jak uparta jesteś... Tylko że nie chcę stać nad twoim grobem po prostu.
- I nigdy nie będziesz stać, obiecuję — spróbowała się uśmiechnąć, ale raczej z marnym skutkiem.
Przytulił ją mocno i westchnął.
- Odpuść, myszko — wyszeptał jej we włosy tak czule, jak robił to jeszcze w liceum...



Cztery miesiące później.
- Ja otworzę — mruknął Sebastian, szykując się do pracy i ruszył do drzwi. Ala uśmiechnęła się leciutko. - O, cześć — powiedział, widząc na progu Michała. - Coś się stało?
- Kolejna sprawa — warknął Sambor, rozwścieczony do czerwoności. - Mogę pogadać z Alą?
- Jasne, wchodź...
- Hej — powiedział, wchodząc do pokoju, gdzie jego partnerka malowała sobie właśnie paznokcie, na wpół leżąc. - Mamy kolejne morderstwo.
- Cholera — jęknęła, podnosząc się lekko. - Opowiesz?
- Jasne — usiadł obok.
- To ja już lecę i nie przeszkadzam wam — powiedział natychmiast Sebastian, całując ją czule na pożegnanie. - Nie przemęczaj się, proszę...
- Oczywiście, kochanie — uśmiechnęła się lekko, patrząc za nim. Michał siedział nieruchomo, a wyraz twarzy miał taki, jakby zbierało mu się na wymioty. - No? Powiesz, coś więcej, czy mam się domyślać? - zapytała go, gdy tylko umilkł w oddali samochód jej męża. Michał natomiast zamiast przejść do sprawozdania, wziął ją natychmiast w czułe objęcia, całując namiętnie i gładząc opiekuńczo po brzuszku. Nie musiał długo czekać na odpowiedź z jej strony. Wkrótce przyciągnęła go blisko do siebie, opierając się o niego brzuchem i mrucząc mu w usta niczym rasowa kotka.
- Tęskniłem za tobą — wychrypiał.
- Wiesz, że muszę leżeć — jęknęła. Szczerze mówiąc, najchętniej też dalej by pracowała, bo przecież nie czuła się wcale tak źle, ale skoro mus, to mus. Nic nie mogła na to poradzić.
- Wiem, kochanie. Twoje zdrowie jest najważniejsze...
- No a teraz do rzeczy. Przyszedłeś tu tylko po to, żeby mnie całować, czy faktycznie mamy kolejne morderstwo? - zapytała.
- Morderstwa nie ma... Mamy zamknąć sprawę Pająka — wyjaśnił ponuro.
- Co? Ktoś tu zwariował? Dlaczego?
- Najpewniej tak — westchnął. - Psia jego jucha! No przecież byśmy go w końcu złapali! Pewnie nawet niedługo...
- Ale od kogo dostaliśmy ten rozkaz? - zainteresowała się.
- Oficjalne pismo przyszło do nas poleconym od komendanta głównego, ale słyszałem, że to była decyzja z samej góry.
- Rząd? - zapytała z niedowierzaniem.
- Na to wygląda... Lub ktoś bardzo blisko rządu... Kurwa, przecież teraz to już nie mamy najmniejszych szans...
- Jasna cholera — skwitowała to krótko, patrząc tępo w okno.

268 czyt.
100%83
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 2233 słów i 12051 znaków, zaktualizowała 7 gru 2019.

3 komentarze

 
  • Duygu

    Duygu · 9 gru 2019

    Gratuluję rozdawania zaproszeń i życzę szczęścia       

    Bardzo dobra i ciekawa część. Porobiło się, oj, porobiło... Ciekawe, jak to wszystko się dalej potoczy. Oby Ala była bezpieczna i ten chory człowiek nie zrobił jej krzywdy. Świetnie napisane, jak zawsze    
    PS: brakiem czasu się nie przejmuj. Są rzeczy ważne i ważniejsze    Prawdziwi fani zawsze będą cierpliwie czekać.

  • shakadap

    shakadap · 8 gru 2019

    Dzięki. Brawo. Dobra robota.
    Powodzenia z zaproszeniami, u mnie i tak jedna ciotka się obraziła bo nie tak dostała jak by chciała.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AnonimS

    AnonimS · 6 gru 2019

    Wierny czytelnik pozdrawia . Bardzo ciekawy odcinek , jak i cala seria.  Pozdrawiam