Tajemnica Pająka Trzynasty rozdział

- Zjeżdżaj! – warknęła Alicja, wychodząc szybko z komendy.
- Nie mam zamiaru. Alicja, na miłość boską, opanuj się, do cholery! – syknął.
- Nie boję się go!
- Ale ja się boję o ciebie, zrozum to wreszcie – jęknął, łapiąc ją za rękę. Spojrzała na niego zaskoczona.
- Dorwę go pierwsza – wyszeptała.
- Mam taką nadzieję, ale do tej pory bądź rozsądna, błagam cię! Nie mogę cię stracić. Ani ja, ani twoje dzieci – powiedział cicho, patrząc jej stanowczo w oczy. – Pamiętaj o nich, proszę.
- Nie zapominam...
- No to wspaniale. A teraz chodź, odwiozę cię do domu. Musisz odpocząć.
- Nie chcę wracać – zaprotestowała. – Tu w gruncie rzeczy jestem bezpieczniejsza. Wątpię, by tu po mnie przyszedł... Poza tym zajmę myśli czymś bardziej konstruktywnym.
Westchnął, myśląc, że Sarah Connor też miała być bezpieczna na komisariacie wśród setki policjantów...
- No dobra. To do roboty.

Pawełczyka już nie było w ich pokoju, więc na spokojnie zasiedli do dalszej pracy. Alicja z niesmakiem zagłębiła się w wiadomości o pająku użytym do pierwszego morderstwa. Michał starał się wyszperać cokolwiek o zmasowanych atakach pająków na człowieka.
- Że też wcześniej na to kompletnie na to nie wpadłam! No co za idiotka ze mnie! – jakiś czas później dokonała konstruktywnego samokrytycyzmu. Michał spojrzał na nią ciekawie.
- To znaczy, że co? – zainteresował się.
- To znaczy, że to bydle, którego jad zabił nasze pierwsze ofiary, występuje tylko w trzech miejscach w Polsce – mruknęła, sięgając po telefon. – Oczywiście legalnie.
- Sklepy? – podchwycił natychmiast.
- Dokładnie – mruknęła.
Piętnaście minut później wiedziała już, że ktoś bestialsko „zaopiekował się” dwoma największymi przedstawicielami owego gatunku, zamieszkującymi sobie dotąd spokojnie teraria w sklepie zoologicznym w Poznaniu, pozbawiając je całego jadu, jak również i życia.
- No to już wiemy, skąd to paskudztwo do nas dotarło – westchnęła po zakończonej rozmowie, robiąc sobie kawę.
- Opowiesz?
Streściła mu rozmowę ze wciąż rozżartym właścicielem sklepu.
- I powiedz mi, po co komu takie robactwo w domu? – jęknął, kręcąc głową.
- Najpewniej do jakiejś popieprzonej hodowli. Zauważ jedno, że nawet właściciel jest zaskoczony tak długim działaniem tej toksyny...
- No tak, to raczej nie jest normalne – westchnął. – No ale z tego wynika, że facet jest niezwykle obeznany w pajęczakach, doskonale wie, jak się z nimi obchodzić, no i przemieszcza się bez żadnego problemu.
- Wiesz, biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości transportu oraz fakt, że nigdy wcześniej nigdzie nie został ujawniony jego wizerunek, to akurat nie jest coś nadzwyczajnego... Męczy mnie natomiast coś zupełnie innego.
- Co?
- Dlaczego akurat ten pająk? Czemu nie wybrał innego? Choćby czarną wdowę. Przecież jej jad też jest cholernie niebezpieczny, a zdobyć ją łatwiej, niż tamto cholerstwo. I zauważ, że facet musiał mieć czas, by dotrzeć do Poznania, poobserwować sklep, by mieć pewność, że właściciel się tam jakoś nie zjawi, a także spuścić jad z pająków, co zapewne łatwe nie jest, biorąc pod uwagę, jak te cholery małe są...
- Sądzisz więc, że?...
- Że on doskonale znał swoje ofiary. Być może nawet się z nimi przyjaźnił. Nie mogę rozgryźć jedynie, dlaczego je zabił. Cóż takiego mu zrobili? Przecież z tego, co udało nam się ustalić, jedynym półświatkiem, w jakim uczestniczyli, to imprezy w klubie Slinky’iego.
- Może na przykład nakrył ich na zdradzie jakiejś? – podpowiedział niezbyt pewnie.
- Nieee... Wątpię... To zdecydowanie musiało być coś głębszego.

Tydzień później.
- Jedźcie nad Wisłę, macie nowy trop – powiedział Pawełczyk, wchodząc niespodziewanie do pokoju swoich podwładnych.
- Nowe zabójstwo? – zainteresował się Michał.
- Nie. Od tamtych listów kompletna cisza, co mnie cieszy... Ale spokojnie, i tak go znajdziemy. A tam znaleziono coś ciekawego, co najpewniej przyda wam się w śledztwie.
Michał natychmiast zaczął się zbierać, Ala jednak siedziała na swoim krześle, jak przymurowana.
- No co jest? – syknął Jacek. – Nie słyszałaś?
- Słyszałam – odparła natychmiast ze stoickim spokojem. – Ale szef mnie przecież uziemił, mam siedzieć za biurkiem – powiedziała niewinnie, oglądając sobie uważnie paznokcie. Michał prychnął dziwnie, starając się zdusić w sobie gwałtowny atak śmiechu, a Jacek przeklął pod nosem.
- Ja cię kiedyś własnoręcznie zamorduję i dostanę za to jeszcze medal – syknął, patrząc na nią wściekły. – Cofam uziemienie. Pracujecie nadal razem. Zapierdalać mi nad tę Wisłę!
- Już jedziemy – powiedziała pogodnie Alicja, wstając energicznie ze swojego miejsca. Chwilę później w ciszy jechali już na miejsce podane im przez dyspozytora.
- Myślisz, że facet znów się zadekował, jak te dziesięć lat temu? – zapytał w końcu, skupiony na drodze.
- Nawet jeśli, to przysięgam, że znajdę go i wykopię z każdej nory, w której się zakopie i poderżnę mu gardło! – warknęła. – Nikt nie będzie grozić moim dzieciom!
- Uuuu, zacznę się ciebie bać, maleńka – zachichotał, parkując niedługo później. – A po cholerę tu straż pożarna?
- A tego to się zaraz dowiemy – mruknęła, wysiadając i przechodząc za policyjną taśmę i kierując się w stronę zwijających swój sprzęt strażaków. Michał zahaczył o chłopaków z prewencji.
Kilka minut później ciut skołowani wsiedli do samochodu. Przez chwilę panowała między nimi kompletna cisza.
- Spalone akta... – stęknęła jakby jeszcze nieco w szoku.
- Taaak... Z Warszawy. Na cholerę tutaj? I to znów z Komendy Głównej...
- Zobaczymy, co uda się odzyskać chłopakom...

Kilka dni później.
- Niewiele tego – powiedziała zawiedziona, patrząc na dwie niezbyt grube teczki.
- To miłego czytania – zaśmiał się Michał szyderczo, zabierając się za pierwszą teczkę.
- Tjaaa...

- Czyli, co? I znów nas udupią, jak wcześniej? – zirytował się Michał, patrząc wściekle na stojącego przed nim Jacka.
- Uspokój się i pomyśl choć chwilę!
- Wewnętrzny – mruknęła Alicja z ustami przy kubku kawy.
- Chcecie zawiadomić wewnętrznych? Dopieprzą się do nas! – Michał zaczął panikować.
- Uspokój się! – syknął Jacek. – Nam nic nie zrobią. To nie nasze akta, nie my chcieliśmy zatuszować łapówki.
- Wiecie jednak, co mnie zastanawia? – wtrąciła się Ala.
- No co?
- Po kiego oni to wszystko notowali? Przecież nikt nigdy by się nie zorientował, że brali...

416 czyt.
100%83
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 1150 słów i 6762 znaków.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 30 paź 10:19

    Czeka, czeka ...czy sìę doczekam.? Pozdtrawiam

  • Duygu

    Duygu · 16 września

    Trzymasz poziom. Świetna część    Czekam na next.

  • AnonimS

    AnonimS · 16 września

    Czekał i się doczekał . Akcja nabiera tempa. Co prawda oni powoli wiążą kolejne fakty ale zobaczr co dalej. Pozdrawiam