Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 15

– Też ci to objawił?
W każdej innej sytuacji bym to skwitowała śmiechem. Sprawę wiary i Boga traktowałam poważnie i nie było mi do śmiechu.
– Uwierzyłam ci, ale bardzo szybko potrzebowałam potwierdzenia. – kontynuowała – Nie sądziłam, że to tak proste. Teraz wiem, że się uda. Będą ze sobą! Będę miała znowu rodzinę. Dziękuję – spojrzała na sufit.
Wtuliła się we mnie i chyba już zapomniała o buziaku. Usiadłyśmy przy biurku i zaczęłam jej objaśniać.
Czyżby problemy w domu wpływały na całość pracy jej mózgu i nawet afektowały koncentracje i zdolność zapamiętywania? Pewnie tak. W każdym razie zaczęła łapać. Czułam się szczęśliwa, a przecież to nie była moja zasługa.
Reszta wieczoru upłynęła nam miło. Rodzice zaprosili nas na kolację. Chyba dostrzegli różnicę w jej zachowaniu, ale nie dali tego poznać po sobie. Przed samym snem, kiedy już leżałyśmy w łóżkach, pomyślałam o Abhisie. Chciałam go zobaczyć, ale przypomniałam sobie, że sama skomplikowałam wszystko, dlatego nie mogłam. Zamiast niego postanowiłam zobaczyć początek wszystkich problemów. Dumnego anioła. Umiałam już sama korzystać z moich, darowanych mi mocy. W łóżku został mój awatar. Miałam pewność, że Beatrice śpi, a rodzice także za niedługo zasną i z pewnością nie będą mnie niepokoić. Zgodnie z tym, o czym mówił Abhis, wiedziałam, że i tak czas nie płynie. Czekałam na Lucyfera. Znalazłam się w mojej dorosłej postaci. Przybył natychmiast.
– Witaj – powiedział, ukrywając zadowolenia.
– Nie kazałeś na siebie czekać, to dobrze.
– Abhis będzie zły, że go wystawiasz.
– Nie wiem, czy rozumiesz, ale on nie będzie zły. Być może będzie cierpiał. Teraz jesteśmy my i nie spotkałam się z tobą, by mówić o nim. Wiem, że słuchałeś. Bez urazy, nie wiem, czy rozumiesz. Spotykam cię, bo daję ci szansę zdobyć moje serce. Jeżeli interesuje cię tylko moje ciało, to zapomnij. Nie jestem Ewą. Nie będę cię rozliczać z twoich poczynań. Jestem tu tylko z własnego wyboru. Znasz moje zasady. Masz wolną rękę.
Wyglądał na zaskoczonego.
– Tylko ciało? Xsandu, tak nisko mnie oceniasz? – zamyślił się i popatrzył na mnie – Nie będziesz pytać, dlaczego zrobiłem bunt w Niebie?
– Czy to ma się jakoś do tego, że na mnie zwróciłeś uwagę w specjalny sposób?
– Nie, raczej nie. Myślałem tylko...
– Skoro myślałeś... Miejmy to za sobą. Wiem, że jesteś piękny wizualnie, ale … miałam o tym nie mówić.
Zamknęłam się natychmiast. Moja pomyłka. Chciałam powiedzieć, że wygląd nie wpłynie na moje wybory. 
– Interesuje mnie, co ty zrobisz. Co powiesz, jak będziesz miał o mnie staranie. Pewnie ciężko ci obiecać, żeby być uczciwym?
– Jestem zmuszony używać forteli. Mam rację, ale On mnie nie słucha. To ja zostałem odtrącony. Miałem rację, ale nikt mnie nie chciał słuchać. Na szczęście poparła mnie trzecia część zastępów niebieskich, ale co z tego. Wygraliśmy? Nie. Reszta z nami walczyła, zostaliśmy pokonani, a ja zostałem strącony ze swoimi aniołami. Większość z nich jest tu i tam, wszędzie i nie jest zbyt szczęśliwa.
– Za błędy się płaci, Lucyferze. To sprawa między tobą a Bogiem. Jak widzisz, nie wysunęłam listy zażaleń, co zrobiłeś. Powiedziałeś mi, że jesteś mną zainteresowany. Przyszedłeś jako drugi. Z pewnością słyszałeś moje słowa, że gdybyś ty był pierwszy, on miałby również szanse. Jestem sprawiedliwa, prawda?
– Tak, prawdę mówiąc jestem zaskoczony, a wierz mi, trudno mnie zaskoczyć.
No, wierzyć to mu raczej nie zamierzałam. W końcu coś niecoś wiedziałam o Lucku. W głębi mojego serca zastanawiałam się, czy przypadkiem nie daje mu szans z litości. Obwarowałam go większymi obostrzeniami niż Bóg lud Izraela, kiedy ten, został wyprowadzony przez Mojżesza z Egiptu. Tak, troszkę mi go było żal. Nie chciałam myśleć o Abhisie. Nie chciałam myśleć, co przeżywa. Czułam poprzednio, że się radował w środku na myśl, że mi pokaże swój ogród, kolekcje strojów dla mnie. Cholera! Dla tej jednej rzeczy mogłabym się w nim zakochać na amen, a zamiast tego próbowałam wydobyć uczucie z serca anioł zrzuconego z niebios. Chyba miał serce, bo jeżeli nie, to ciężko mu będzie mnie pokochać. Zaraz! Chwila! O co mi chodziło? O to czy on mnie pokocha, czy ja jego? Zaczynałam czuć, że grunt pod moimi nogami staje się bardziej lepki, a jeżeli był to lód, to z pewnością stawał się cieńszy. Jeżeli chodziło o wygląd, to obaj byli w top klasie. Żaden śmiertelnik nie mógł się im równać. No może Daniel. To też nie było w porządku. Wciąż musiałam pamiętać, ze to mój tata. Tak, ojczym, ale dla mnie był ojcem. Koniec, kropka.  
– Myślisz o czymś Xsandu – wyrwał mnie z rozmyślań.
– Tak, jestem osobą myślącą. Nie masz dojścia do moich myśli.
– Niestety – zrobił minę niewiniątka.
– Nie niestety, tylko ciesz się z tego powodu, bo gdybyś miał, to i tak bym ci zabroniła.
– Trochę wiele tych reguł.
Spojrzałam na niego łagodniej. No, odbieranie odczuć, to miał chyba opanowane do perfekcji. Dostrzegłam lekki strach na jego cudnym licu. Czyli wiedział, że skoro patrzę łagodnie, to nie należy się spodziewać niczego dobrego.
– Chcesz powiedzieć, że ci się coś nie podoba? Czy ja mówiłam, że oddam ci się jak owieczka?
– Owieczką to nie jesteś. Nie rozumiem, w jaki sposób mój konstruktor cię wybrał.
Ciężko ci przechodzi przez usta imię Boga?  
– Nie mamy dobrej relacji.
– Ja mam świetną. Mieliśmy o tym nie rozmawiać, ale skoro sugerujesz. Mógłbyś się zmienić, może by ci wybaczył.
– Bóg nie ma racji. To ja ją mam – jego kości szczęk zaczęły się delikatnie poruszać.
Umiał prawie doskonale maskować uczucia złości 
– Relaks, Lucuś. Możemy o tym nie rozmawiać? W porządku? Chcesz mnie gdzieś zabrać?
Od razu zobaczyłam radość w jego cudnych źrenicach. No może to nie była dokładnie radość, ale wyglądało, że coś powiedziałam po jego myśli.
– Z tego co rozumiem, masz wyjątkowe możliwości, nadane przez wiadomo kogo. Niestety Trzeciego nieba nie mogę ci pokazać. Jak wiesz, wywalili mnie stamtąd na amen.
– Pewnie za niewinność – niepotrzebnie zażartowałam.
Zrobił taką minę, jakbym odkryła coś z głębi jego jestestwa. On nie załapał! Niesłychane!
– Nawet nie wiem, czy czytałaś Słowo. – skwitował tylko tak moją wypowiedź.
– Tak trochę, a co?
Napisano tam, że uniosłem się pychą i za to zostałem zrzucony. Tak naprawdę chciałem trochę przebudować okolicę tronu. Nie rozumiem Boga. Kain zrobił taki piękny ołtarz, ale nie On wolał ten niecudaczny twór Abla. Rzucił zwłoki baranka na zwykłą skałę. Ohyda! Kain się starał. Dobierał najlepsze kwiaty, owoce i jarzyny. Też bym się wkurzył na jego miejscu. Nie dość, że mój Kain się zdenerwował z tego powodu, to tamten go zaczął pouczać o krwi.  
– Twój Kain?
Znowu zrobił minę niewiniątka.  
– Nie planowałem tego. Ta kobieta, którą potem nazwali Ewą, była naprawdę zainteresowana tym, co mówiłem. Żebyś ty w połowie taka była.
– Lucuś. Za chwile dostaniesz żółtą kartkę. Miałam nie wspominać, ale Abhis nie miał wcześniej nikogo. O ile się nie mylę, kiedy podobno nic nie zrobiłeś Ewie, przybrałeś potem postać kobiety i chciałeś uwieść Adama. *
– Skąd wiesz o tym – zrobił wrażenie wystraszonego.
– Różne rzeczy się słyszy.
– To było w ramach pracy. Sądzisz, że mi łatwo jak muszę wszystkich próbować sprowadzić na złą drogę? Nawet Joszuę.
– Masz na myśli Jezusa?– W waszym języku tak go nazywacie. Zrobiłem to tylko, by wypełnić Pismo.
– Lucuś, ze mną możesz być szczery. To pismo było proroctwem. Bóg wiedział, że tak zrobisz, a nie odwrotnie.
– Jakkolwiek, musiałem sprawdzić. Facet był dziwny. Nie wiadomo skąd wszystko wiedział. Uciszał burze, rozmnażał chleb. Pouczał uczonych w Pismie, kiedy zaledwie skończył dwanaście lat. Dał się zabić, mimo, że odradzałem, a potem nie wiadomo jak zmartwychwstał. Dziwne.
– Czyli robiłeś to, co musiałeś.
– Xsandu, droga. Może nie wszystko łapiesz. Ja mam rację, tylko nie mam odpowiedniej siły, by to udowodnić.
– O, czyli jak byśmy hipotetycznie byli razem, to ja nie będę miała nic do powiedzenia? Ty będziesz panem i władcą, a ja przy garach. I co więcej?
– Ależ to jakieś nieporozumienie. To, że mam rację, niczego nie zmieni w naszej relacji. Chciałaś gdzieś pojechać, prawda. A ja tylko wspomniałem, że nie możemy przenieść się do trzeciego nieba. Poza tym nie jest tam tak atrakcyjnie jak sądzisz. Jest jeszcze wiele pięknych miejsc poza tamtym do odwiedzania.
Wyczułam, że nie do końca tak myśli. Próbowałam nie wnikać, co mu chodzi w tej pięknej główce. Widziałam, że jest pociągający, ale nie zapominałam nawet na chwilkę, kim jest naprawdę.  
– Ja lubię Ziemię. Co odnośnie twojego poruszania się po Ziemi?
– Nie ma żadnych z tym problemów. Możemy udać się, gdziekolwiek chcesz. W tłum albo odludzie. Na środku Sahary cię ochłodzę, a na Antarktydzie sprawie, że będzie ci ciepło.
– Miło z twojej strony – posłałam mu miły uśmiech.
Nie chciałam wspominać, że Abhis zaproponował mi to samo
Czy Lucek nie wiedział, że mam identyczne własności jak on? Nie miało na mnie wpływu, gdzie się znajdowałam. Nie próbowałam zrozumieć tego zjawiska, ale z powodzeniem mogłam być w kosmosie i nie czuć zimna lub w centrum Słońca i nie czuć gorąca.  
Wyglądał, jakby się rozglądał, ale robił to tak, bym nie dostrzegła.
– Oczekujesz kogoś? – zapytałam słodko.
– Jesteśmy już długo razem, Abhis nie przyjdzie?
– Na razie jesteśmy razem. Chciałbyś, żeby przybył?
– Skąd znowu! Tylko nie za bardzo rozumiem to wszystko, a naprawdę nie często mi się to zdarza.
– Nie zaprzątaj sobie tym głowy.
Spojrzał na mnie inaczej. Chyba próbował mnie zahipnotyzować wzrokiem, ale pogroziłam mu palcem i natychmiast przestał.
– Czyli będziemy już razem? – bardzo dokładnie artykułował słowa.
– Jak długo, to zależy od ciebie – odrzekłam prosto, ale on naprawdę nie był głupi.
– Jeżeli zdobędę twoje serce?
Postanowiłam być z nim szczera. Musiałam. Miałam nadzieję, że Abhis nie słucha, ale nie wiedziałam, czy tak jest na pewno.
– Jestem bardzo bliska, by pokochać Abhisa, ale zamroziłam to w sobie, bo inaczej nie miałbyś żadnych szans. Jestem w stanie, chociaż rozumiesz, że nie mogę obiecać, cię pokochać. Tylko w ten sposób będę mogła z tobą być. Od ciebie potrzebuję tylko jednego. Wiesz czego?
Lucyfer nie był jak inni. Wiedział, co powiedziałam Danielowi i słyszał, co powiedziałam Abhisowi.
– Mam być szczery.
– Pewnie ci nie będzie łatwo – zakpiłam znowu, może nie potrzebnie.
– Owszem, kłamię, ale to w ramach pracy. Potrafię być szczery. Teraz jestem.
Nie o to chodzi. Podobno jesteś mądry.
Zobaczyłam, że nie za bardzo mu się podobała moja kolejna wypowiedź.
– Jestem. Dosłałem ten dar od... wiesz od kogo.
Spojrzałam mu prosto w oczy, bez najmniejszego strachu.
– Jeżeli nie wiesz, o czym mówię, to twoje szanse są zerowe – rozsunęłam dłonie.
Teraz on popatrzył na mnie. Nikt jeszcze na mnie tak nie spojrzał. Ani mama, ani Daniel, ani Pan Śmierć. Poczułam to spojrzenie i zrobiło mi się go trochę żal.
– Wiem, o co pytasz. Nie wiem, czy potrafię pokochać, chyba to straciłem.
Ponieważ zrobiło mi się go szkoda, podeszłam i dotknęłam jego barka prawą dłonią. On nie! Z nim nie zamierzałam muskania ustami czy coś w tym stylu. Tego Abhis by nie przeżył, jakkolwiek to brzmiało. Bawiłam się trochę uczuciami Pana Śmierci, ale z Lucyferem była całkiem inna sprawa.
– To powiedz to – powiedziałam cicho.
– Chodzi ci o to czy zdolnym jestem cię pokochać, prawda?
– Dokładnie. Jak widzisz, niewiele chcę.
– Tak – powiedział smutno.
No cóż, w tym miejscu powinnam go pożegnać i tyle, bo miałam prawie pewność, że nie jest w stanie tego zrobić. Być może kogoś mógłby zwieść, może nawet wiele osób. Jednak skoro powiedziałam A, musiałam powiedzieć B. Czyżby właśnie dlatego Bóg zezwolił mi na to? Pewnie On wiedział i tak naprawdę i ja także wiedziałam. Teraz odczułam Abhisa. Co mnie zdziwiło i nawet ucieszyło, nie odczuł nic. Zero zazdrości, użalania się nad sobą. Czysta jak kryształ miłość. Dostał ostatni brakujący punkt, jednak to natychmiast zostało zamrożone i pozostało zimne, bardziej niż coś najzimniejszego. Cóż, stanęłam przed zadaniem i zamierzałam pomóc najgorszej istocie we wszechświecie. Nie zastanawiałam się, czy to doceni. Gdyby to zrobił, już byłby to sukces. Nie byłabym sobą, gdybym mu tego nie powiedziała.
– Postaram ci się pomóc. – szepnęłam.
Każdy inny by się ucieszył. Czy Lucyfer mógł się cieszyć?  
– Dziękuję Xsandu. Muszę lecieć. Możesz mnie spotkać, kiedy tylko chcesz. Wówczas cię zabiorę w jakieś ładne miejsce.
Zniknął. Ciekawe co go tak pospieszyło? Moje ostatnie zdanie na to wpłynęło? Dziwny gość z niego. Ponieważ nie miałam ochoty być tu sama, natychmiast znalazłam się w swoim łóżku. Mój awatar natychmiast zniknął, a moje ciało stało się z powrotem ciałem czternastolatki. Popatrzyłam na śpiącą Beatrice. Przed nią był jutro ważny dzień. Miałam nadzieję, że wygra. Pomyślałam o Sarze. Też bym chciała, by i do jej domu wróciła miłość. Jednak czułam, że to zupełnie ma nie zależeć ani od niej, ani mnie, czy nawet Stwórcy. Zasnęłam, wiedząc po raz pierwszy, że wcale nie muszę spać.  
Budzik zbudził nas obie. Po rutynowych porannych czynnościach znalazłyśmy się w kuchni, gdzie mama i Daniel już się kręcili.
– Dzień dobry, jak się spało – pytanie skierowano do nas obu, ale Beatrice pierwsza odpowiedziała.
– Dziękuję, bardzo dobrze. Jesteście państwo tacy mili i ciepli. – podeszła najpierw do mamy potem taty i delikatnie ich objęła.
Oni odwzajemnili uściski i dostrzegłam, że odruch blondynki sprawił im radość, a nawet lekko wzruszył.  
– Cieszymy się, że tak czujesz.
Zaczęliśmy jeść śniadanie.
– Zawiozę was do szkoły, dobrze – powiedział tata.
– Jasne – odrzekłam.
Beatrice tylko skinęła głową.
Po śniadaniu spakowałyśmy książki i zeszyty i po kilku minutach usiadłyśmy z tyłu czerwonego auta mamy. Czułam, że Beatrice tego oczekuje, a nie chciała sama pytać.
– Zobaczymy się jeszcze i to niedługo. Jak już Sara przyleci.
– Fajnie. Bardzo się cieszę – delikatnie uścisnęła mi dłoń, bo od momentu startu auta, cały czas mnie trzymała za rękę. Zerknęłam kilka razy w lusterko i spotkaliśmy się z tatą wzrokiem. Milczeliśmy przez całą drogę. Daniel nie chciał nam psuć chwili, a czułam, że moja nowa przyjaciółka chce po rozkoszować się moją obecnością. Musiałam jej to powiedzieć, ale nie chciałam teraz. Cóż, ludzie kiedy się zakochują, automatycznie pragną mieć daną osobę na własność. Tak chyba było z ludźmi. Nie mogłam liczyć, że sama to zrozumie, że to trochę niewłaściwe, ale postanowiłam jej dać trochę czasu na zrozumienie, czym jest prawdziwa miłość. Oczywiście jej miłość była najczystszym rodzajem przyjaźni, o to byłam spokojna. Wiedziałam, że nigdy już mnie nie pocałuje, jak wczoraj. Całkiem wybaczyłam jej tę pomyłkę.
W szkole lekcje miały nieco luźny charakter z powodu zbliżających się świąt. Pomyślałam chwilkę. Ludzie odeszli od Boga i tylko w małym procencie, co jakiś czas i tylko niektórzy, wspominali o fakcie, że te święta są z powodu urodzenia Chrystusa. A tak naprawdę, był to czas dotyczący całkiem innej sprawy. Nie moją rzeczą była zmiana tej sytuacji. Czekałam na następne zadanie. Nie miałam pewności czy je otrzymam, czy raczej mam z tym wyjść sama. 

* Tora tak podaje, że Lucyfer zamienił się w kobietę i próbował uwieść Adama, kiedy ten przez sto trzydziesci lat nie współżył z Ewą.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2914 słów i 16431 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto