Przygody Roque 1

Marie przeciągnęła się leniwie i otworzyła oczy. Na jej ustach natychmiast pojawił się szeroki uśmiech, gdy tylko przypomniała sobie wczorajszą noc. Czuła się pełnowartościową, kochaną kobietą. Co prawda nie usłyszała jeszcze tych dwóch słów, na których tak bardzo jej zależało, ale nie przeszkadzało jej to zbytnio. Wiedziała, że James ją kocha i to jej, jak na razie, wystarczało. Cała w skowronkach poszła wziąć poranny prysznic. Do wspólnej kuchni, która znajdowała się na parterze posiadłości, płynęła niemal jak na skrzydłach. W pomieszczeniu natychmiast zauważyła swoją przyjaciółkę, z którą dzieliła pokój i odciągnęła ją na bok.
- I jak było? – zainteresowała się natychmiast brunetka. – Wróciłaś tak późno…
- Cudownie – wyszeptała rozanielona Marie. – Kitty, chyba się w nim zakochałam! On jest nie-sa-mo-wi-ty!
- No proszę… Nieźle zawrócił ci w głowie, Roque… Znam go? Przystojny? Ktoś od nas?
- Od nas, od nas – machnęła niecierpliwie ręką. – Wybacz, ale nie mogę powiedzieć ci, kto to jest.
- Dlaczego?!
- Bo to tajemnica. Spotykamy się po kryjomu i nie byłoby dobrze, gdyby ktoś się o nas dowiedział… Zwłaszcza profesorowie… - wyjaśniła.
- Jest starszy, co? – domyśliła się natychmiast Kitty. – Albo należy do Bractwa…
- Mówiłam przecież, że to jeden z naszych… - zirytowała się Roque.
- Wiem, ale John również do nas należał… I jest starszy – zauważyła chytrze brunetka.
- Nigdy nie umówiłabym się z kimś, kto nas zdradził!
- Dobrze, już dobrze, rozumiem… Ale powiedz mi jedno, ok? Kocha cię?
- Oczywiście! To się czuje!
- Powiedział ci? Spotykacie się przecież nie tak długo…
- Jeszcze nie, ale ja to wiem. Poza tym on jest dość skryty… Tylko nie dociekaj tego, z kim się spotykam, bo jeśli zgadniesz i dotrze to do Profesora, to wylecę ze szkoły! A tego nie chcę. Za dużo mu zawdzięczam i nie chciałabym go zawieść…

Pół roku później.
Z uśmiechem na ustach przemierzała puste korytarze szkoły w stronę pokoju zajmowanego przez swojego kochanka. Chciała z nim natychmiast porozmawiać. Zatrzymała się przed jego drzwiami i zauważyła ze zdumieniem, że są uchylone, co raczej nierzadko mu się zdarza. Zerknęła przez szparę i oniemiała…
Pokręcił z irytacją głową, pakując swoje rzeczy do wysłużonego plecaka. Czuł, że na jakiś czas musi opuścić szkołę, pobyć sam. Poukładać sobie w głowie kilka spraw. Miał wrażenie, że Marie chciałaby coś więcej. Jakiejś deklaracji… A na to nie był gotowy. I przede wszystkim nie miał ochoty. Był wolnym duchem, nie miał zamiaru dać się złapać w jakiś śmieszny związek. Przecież dobrze było tak, jak do tej pory. Więc czemu ta dziewczyna na siłę chciała to zepsuć?
- „Wyjeżdżasz?” – usłyszał za sobą jej głos. Przeklął w duchu sam siebie, że nie zamknął drzwi na klucz i obrócił się powoli w jej stronę, przeczesując dłonią włosy.
- Wyjeżdżam – przytaknął. – Muszę jakiś czas pobyć sam. Mówiłem ci przecież, że ja tutaj nie pasuję! Nie jestem nauczycielem, jak Charles, Jean, czy Ororo… - powiedział, robiąc krok w jej stronę.
- Jakoś sobie nie przypominam, byś informował mnie o takich planach! – zdenerwowała się. – Sądziłam, że chcesz ze mną być! Czemu nagle zmieniłeś zdanie? Jeszcze wczoraj było dobrze!
- Nie krzycz! – upomniał ją, krzywiąc się lekko. – Poza tym niczego ci nie obiecywałem, Roque. – Sądziłem, że wiesz.
Podszedł do niej, a ona musiała zadrzeć głowę, by na niego spojrzeć.
- Dlaczego więc zapewniałeś mnie, że jest ci ze mną dobrze? – zapytała, starając się opanować drżenie głosu. – Czemu mówiłeś, że to się nigdy nie zmieni?
- O czym ty bredzisz? – zdziwił się. – Owszem, było mi z tobą dobrze, ale to tylko seks. Nic więcej! Nie obiecywałem ci ślubu. To ty sobie coś ubzdurałaś!
- Niczego sobie nie ubzdurałam, Logan! – wrzasnęła. – Kocham cię, a ty chcesz mnie zostawić?
- Coś ty powiedziała? – zapytał zdumiony, przyciskając ją do ściany. – Zakochałaś się we mnie?
- Owszem, bo byłam na tyle głupia, że sądziłam, iż ty również coś do mnie czujesz… Teraz jednak nie pozostaje mi nic innego, jak zniszczyć w sobie to uczucie…
- Nie zachowuj się jak rozkapryszona gówniara – prychnął, cofając się na środek pokoju. – Jestem niebezpieczny, Roque. Również dla ciebie. Nie nadaję się na męża i ojca, chociaż pewnie tak chciałabyś mnie widzieć… Zrozum…
- Rozumiem, aż za dobrze! – wykrzyknęła, z rozmachem otwierając drzwi.
- To teraz już się nawet ze mną nie pożegnasz, tak? – zapytał, zakładając ręce na piersi.
- Masz rację, nie pożegnam się!
Ruszyła do swojego pokoju, naprawdę się ciesząc, że zrezygnowała z tej wycieczki, dzięki czemu teraz posiadłość świeciła pustkami i nikt nie mógł być świadkiem tej kłótni. A przede wszystkim nikt nie będzie widział jej łez.
Weszła do pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi. Podeszła do okna wychodzącego wprost na ogród i zapatrzyła się w widoczną fontannę. Przypomniała sobie, jak swego czasu, gdy jeszcze nie spotykała się z Loganem, ani nawet nie była w nim zakochana, z tego właśnie miejsca obserwowała Kitty i Bobby’ego, którzy całowali się namiętnie na środki zamrożonej przez chłopaka fontanny. Przypomniała sobie, jak wtedy się czuła, i że to właśnie Logan pocieszał ją, gdy chciała opuścić posiadłość z powodu Ice-mana, który w tamtym czasie się jej podobał. To właśnie w czasie tej rozmowy z nauczycielem po raz pierwszy spojrzała na niego jak na mężczyznę. Wtedy nawet nie podejrzewała, że sporo starszy od niej mutant w końcu się nią znudzi i zostawi ją, jak gdyby nic między nimi nie istniało…
Drgnęła nerwowo, gdy dobiegł ją warkot motocykla. Ujrzała Wolverine’a zdążającego na stalowej bestii w stronę bramy. Zakuło ją w sercu, gdy nawet nie obrócił się w stronę szkoły… Po jej policzkach spłynęły nowe łzy, rozmazując makijaż. Poczuła się tak strasznie samotna. Chociaż… Przypomniała sobie z bólem, dlaczego szła do niego. Chciała powiedzieć mu, że jest w ciąży!...

1 047 czyt.
100%93
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1143 słów i 6347 znaków, zaktualizowała 29 maj o 19:03.

3 komentarze

 
  • WereWolfMax

    WereWolfMax · 3 lip 2018

    Bardzo fajne, chociaż X-Men to raczej sci-fi, ale fuck this! Opowiadanie świetne.

  • Somebody

    Somebody · 2 lip 2018

    Fajny pomysł. No i Wolverine - mój pierwszy crash  

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 2 lip 2018

    Oho zaczyna się ciekawie...od ciąży. Łapka do góry i czekamy na nową część.