Przygody w Pałacu Kalifa część 1

Syria rok 1625, okolice pałacu Kalifa…

Lydia obudziła się tego dnia pełna zapału, wraz z innymi tancerkami przez wiele tygodni przygotowywała się do premiery spektaklu, który miał oglądać sam Kalif we własnej osobie. Podniecenie, trema i wizja możliwości jakie się przed nią otwierały wprawiały w nabuzowany euforią nastrój. Lydia była najlepszą tancerką z grupy i wiedziała, że ma szanse spodobać się komuś z dworu i po cichutku liczyła na to, że wpadnie w oko samemu władcy, a to dawałoby życie w luksusie na lata.  

   Zbliżał się wieczór i budynek teatru tańca powoli napełniał się publicznością. Zapachy i hałas niosły się aż do komnaty gdzie dziewczęta przygotowywały się do premiery. Większość młodych była pełna obaw, ale Lydia wraz z kilkoma starszymi dziewczętami wybrała się w ich ulubione miejsce, gdzie zza ciężkiej kotary można było zerknąć okiem na pokój cyrkowych akrobatów, którzy występowali tuż przed ich tanecznym pokazem. Jak zwykle dziewczyny miały szczęście… grupa umięśnionych i wysportowanych mężczyzn właśnie się przebierała i rozciągała się zupełnie nago, tak jak mieli to w zwyczaju. Z trudem powstrzymały chichot i pozajmowały wygodne pozycje by jak najmniej umknęło z ich prywatnego pokazu.
  Na pierwszym planie jeden z gimnastyków podciągał się na drążku. Jego muskularne ramiona wyraźnie zwiększały nacisk na skórę, gdy całe napięte ciało szło w górę z cichym westchnieniem wysiłku. Nogi, które u zbiegu ud tworzyły doskonały kształt pośladków, lekko wygięte sprawnie unosiły ciężar ponad drążek, po czym spadały z impetem, tworząc z resztą ciała atlety perfekcyjną całość, gdy po wyskoku lądował miękko na ziemi, ukazując całą resztę godnej podziwu męskości. To nie był koniec atrakcji dla tancerek, kątem oka zauważyły że do komnaty wszedł najstarszy z akrobatów, lecz bez wątpienia najlepiej zbudowany. Początkowo zasmucone dziewczęta widokiem ubranego sportowca, uśmiechały się szeroko gdy powoli rozpinał guziki koszuli. Z każdym kolejnym odsłaniał się kawałek ciała, mocno opalonego i cudownie urzeźbionego. Po chwili rozpięta koszula wisiała jedynie na ramionach, które prześwitywały przez cienkie rękawy. Dłonie z długimi palcami rozsznurowywały wprawnie wiązania spodni. Gdy w samej bieliźnie schylił się by rozciągnąć potężne plecy, Lydia spostrzegła rękę dziewczyny po swojej lewej stronie, która lekko wsunęła się pod swoją spódnicę, rozchylone usta, które oblizywała raz po raz wydały ledwo słyszalny jęk. Tancerka uniosła nieco biodra do góry i rozchyliła mocniej nogi, a po drugiej stronie kotary atleta już całkiem nagi stał przodem do ukrytych w ciemności tancerek i prezentował piękny kształt penisa zwisającego dumnie między mocnymi udami. Ten, jak i reszta mężczyzn był cały wydepilowany, co dziewczyny poznały, gdy najbardziej zakryte skrawki ciała odsłaniały się przed nimi się podczas rozciągania wszystkich mięśni, demonstrując najdziwniejsze pozy, niemożliwe do dokonania przez zwykłych ludzi. Kulminacją było utworzenie ludzkiej piramidy, którą akrobaci sprawnie postawili, wspinając się na siebie i tworząc niezwykłą i nagą rzeźbę wielu wysportowanych ciał, zgranych jak jedno. Lydia usłyszała coraz głośniejsze westchnienia ze wszystkich dziewczęcych ust i szybko wycofała się, by uniknąć wykrycia. Czerwona na twarzy i niesłychanie podniecona ruszyła w głąb opuszczonej części budynku. Jej kobiecość domagała się dotyku, pieszczot i rozkoszy, jednak Lydia nie chciała tracić koncentracji przed występem. Dotknęła się raz. Tylko jeden krótki raz by choć na chwilkę uspokoić rozbudzoną żądzę. O jeden raz za dużo jak się okazało, z oddali dostrzegła postać w czerwonym płaszczu, nie było wątpliwości – widział ją przez cały czas. Strach dodał jej skrzydeł i pomknęła jak strzała do bezpiecznej komnaty, cała zawstydzona i dysząca z przyjemności i adrenaliny. Występ był tuż.
    Wyuczone ruchy i doskonała forma Lydii nie pozostawiały miejsca na pytania – była najlepsza. Oklaski i okrzyki jakie towarzyszyły jej przy każdej skomplikowanej sekwencji napawały dumną i energią. Nie omieszkała jednak szukać wzrokiem Kalifa by jak najlepiej zaprezentować się właśnie w jego stronę, wydawało jej się że co jakiś czas w ciemnej loży u boku błysnęła czerwień płaszcza, ale może to było złudzenie… Lydia nie myślała o tym długo i podczas kulminacji występu ukłoniła się wśród morza braw i okrzyków rozentuzjazmowanej publiczności. Zadowolona i niesiona dopingiem zbiegła do komnatki.  
  Na stoliku leżał list z pieczęcią Kalifa. Poznała znak od razu, taki sam widniał na monetach bitych w całym kalifacie. Drżącymi rękami rozwinęła papier:  
- "Twój taniec to poezja, pragnę zobaczyć więcej. Ozdobisz ucztę swoją obecnością i talentem. Przyjdź z listem do południowej bramy pałacu. Nocą.”
Lydia westchnęła. Zdawało się, że oto nadarza się okazja by zatańczyć na słynnej uczcie Kalifa, gdzie zaprasza się najzdolniejszych artystów i tancerzy by uświetniali barwne życie dworskie władcy tych ziem. Nie mogła przestać czytać listu raz po raz, coraz wyraźniej uświadamiając sobie ogrom szczęścia. Do nocy pozostało jeszcze kilka godzin. Należało przygotować się należycie…

później

Pełna obaw ruszyła w stronę bramy. Jasny półksiężyc unosił się nad pałacem Kalifa rozświetlając fantazyjnie zdobiony dach kopuły. Tuż przy wrotach stał tylko jeden strażnik w hełmie zasłaniającym pół twarzy. Stał sztywno w lekkiej zbroi, w dłoni trzymając zakrzywiony berdysz. Dziewczyna bez słowa pokazała mu list i chwilę poczekała na reakcję. Gdy już myślała, że gwardzista nie zwraca na nią uwagi, poruszył głową i wziął do ręki kartkę i schował za pas, uniósł lewą rękę i kazał iść za sobą. Spacerowali w milczeniu przez urokliwy fragment ogrodów pałacowych, które w świetle księżyca tworzyły z licznymi oczkami wodnymi imponujący widok. Lydia coraz mocniej pragnęła stać się częścią dworu, marzyła by nocą przechadzać się licznymi alejkami i wykorzystywać zakamarki, na schadzki z przystojnymi oficerami gwardii Kalifa. Przyjrzała się od tyłu postawnemu żołnierzowi, za którym podążała w stronę pałacu, nie wyglądał tak dobrze jak akrobaci, ale niczego mu nie brakowało, a w jego sposobie poruszania się dało się wyczuć zdecydowanie i grację drapieżnego kota. Mężczyzna stanął obok otwartych drzwi i wskazał kierunek młodej tancerce. Lydia weszła w słabo oświetlone wnętrze za krótkim korytarzem. W pomieszczeniu paliło się mnóstwo świec. W oddali ku jej osłupieniu zauważyła postać w czerwonym płaszczu odwróconą plecami. W nikłym płomyku kaganka umykały jednak szczegóły tej sylwetki. Lydia zbliżyła się kilka kroków do przodu i wtedy ktoś delikatnie dotknął jej pleców. Nie poruszyła się, wciągnęła powietrze i lekko odwróciła głowę, jednak palce przesunęły się na kark i ponownie znieruchomiała. Powiewająca kotara wpuściła nieco więcej światła do komnaty. Czerwony płaszcz jak się okazało wisiał na manekinie, a jego właściciel właśnie dotykał Lydię coraz śmielej raz jedną raz drugą dłonią.
-Twój taniec to poezja – wyszeptał cicho ponad jej uchem. Dłoń przesunął na włosy i gładził je wprawiając Lydię w coraz większe zakłopotanie. Powoli jednak dziewczyna poddawała się dotykowi tajemniczego mężczyzny. Przysunął się do niej i dłonie oparł na jej nagich ramionach, fragmenty sukni sfrunęły w dół odsłaniając pierwsze fragmenty jej ciała. Chciał więcej, przesunął rękami znów, uwalniając piersi dziewczyny z delikatnego materiału jej sukni. Ledwo wyczuwalnym dotykiem pobudzał jej sutki dotykając raz jednego raz drugiego całując kark dziewczyny wilgotnymi ustami. Lydia czuła jego przyspieszone tętno, jednak ruchy mężczyzny nadal pozostawały powolne i hipnotyzowały ją całą. Ciało tancerki powoli traciło kontakt z rozumem. Ponownie rozbudzona kobiecość była wilgotna, Lydia pragnęła obrócić się i spojrzeć na swojego kochanka, jednak ponownie powstrzymał ją mocniejszym uściskiem. Nie protestowała. Pozwoliła by jego prawa ręka zjechała po brzuchu w dół. Mężczyzna poczuł jej podniecenie i intensywniej pieścił łechtaczkę kreśląc palcem kręgi i ósemki. Lydia poddawała się z każdą sekundą. Pieszcząca dłoń przyspieszała i ustawała na przemian sprawiając dziewczynie rozkoszną torturę niespełnienia. Chwila rozciągnęła się w czasie i trwała w nieskończoność. Lydia nie chciała pozostawać bierna, swoją dłonią zaczęła szukać klamry pasa stojącego za nią mężczyzny. Pozwolił jej na to i po chwili dziewczyna zręcznie pozbawiła go fragmentu odzieży. Poczuła na swoich plecach rozkoszne ciepło wilgotnej męskości, która pulsowała w rytm uderzeń krwi. Zadowolona z efektu swoich działań posunęła się jeszcze dalej i przesuwała delikatnie palcami po sztywniejącym penisie swojego adoratora. Mruczał cicho gdy zaciskała całą dłoń przesuwając ją w górę i w dół. Po raz trzeci postanowiła się odwrócić i tym razem wprawny szybki ruch tancerki umknął dłoniom trzymającym coraz delikatniej. Zaskoczony mężczyzna powstrzymał się od interwencji, gdy poczuł jak usta tancerki błądzą w pobliżu jego penisa. Wprawne ruchy języka Lydii coraz bliżej i bliżej przesuwały się ku upragnionej przez jego ciało pieszczocie. Cudowne ciepło kobiecych ust i wilgotność jej wnętrza uwolniło z jego gardła jęk, który starał się powstrzymać. Nie umknęło to jej, zwolniła rytm i pulsującym wolnym ruchem całej głowy zanurzała jego czubek coraz głębiej, pieszcząc dolną część penisa językiem. Raz po raz mocniej przyciskała się do jego skóry, zasysając ją między swe usta. Obracała dłonią arytmicznie, by jeszcze mocniej podniecić swego kochanka. Mężczyzna jęczał cicho i gładził Lydię po włosach, które opadały wraz z rytmem jej głowy, znajdującej się u zbiegu drżących z przyjemności ud. Nagle poderwał ją do góry, chwycił blisko przyciskając się do jej piersi. Zaglądnęła w jego ciemne oczy, błyszczące w blasku licznych świec. Uśmiechał się lekko i przysunął się razem z ciałem Lydii do ściany. Uniósł jej udo zdecydowanym ruchem. Mokra kobiecość zapraszała, kusiła go, nie mógł już dłużej wstrzymywać swoich pragnień. Wszedł w nią wolno, z początku nieruchomo napierając jedynie biodrami, by po chwili całe ciało wprawił w płynne ruchy, które dostarczyły dziewczynie fale przyjemności. Z każdym naporem jego męskości w jej wnętrzu budziło się spełnienie. Nie jęczała głośno, cichutkie westchnienia rozkoszy, rozpalały jej kochanka, prowokowały do mocniejszej zabawy. Przyspieszył i długo nie czekał na efekt. Lydia zadrżała i mocno wbiła palce w jego ramiona. Z jej ust dobiegło długie westchnienie, półprzymknięte oczy zakryła mgła, a rozum przestał na moment władać ciałem dziewczyny. Oparła się o mężczyznę, który jeszcze kilkukrotnie przysunął się mocniej w jej stronę, ciągle pozostając w jej wnętrzu. Osunęła się na kolana i przyjęła w rozchylone usta niezaspokojonego członka. Bez trudu znów rozpaliła emocje swojego kochanka z uśmiechem triumfu obserwowała jak nasienie wytryska w różnych kierunkach, gdy przyspieszyła ruch ręki. Mężczyzna skwitował wszystko głośnym jękiem ulgi i przyjemności. Jego ciało drżało chwilę, by zaraz opaść na miękkie poduszki tuż u boku nagiej tancerki.  
Mężczyzna legł ciężko na posłanie i oddychał z uśmiechem szczęścia, na młodej, ale poznaczonej kilkoma drobnymi bliznami twarzy pod prawym okiem. W jego oczach widać było inteligencję, energię i pewną dozę bezczelności. Kilka zmarszczek ledwo widocznych w świetle księżyca i kilkanaście siwych pasemek na ciemnych jak noc włosach, świadczyły o jego przeszłości. Nie był niedoświadczonym młokosem, mimo młodego wieku musiał sporo przejść. Lydia zauważyła to i podsunęła się bliżej jego twarzy, by popatrzeć mu w oczy. Milczeli przez chwilę, lekko uśmiechając się co jakiś czas. Z każdym razem coraz śmielej.  
- Jestem Lydia. – Powiedziała cichutko wprost do ucha leżącemu obok młodzieńcowi.  
- Zaheed. – Odpowiedział bez wahania. Lydia jeszcze raz zbliżyła swoje usta do jego twarzy. Pocałowała go. Całowała długo, przesuwając swoją dłoń po jego odsłoniętym torsie, ku niedawno zaspokojonej męskości. Penis zwisał swobodnie, dłoń dziewczyny rozpoczęła delikatne pieszczoty, by znów poczuć go w sobie. Pragnęła tego jeszcze mocniej. Jej język powędrował do ucha Zaheeda. Mruczała mu cichutko do ucha, gdy poczuła jak jego męskość powolutku nabrzmiewa w jej małej dłoni. To pobudziło go jeszcze bardziej. Chwycił ją mocno za ramiona. Przesunął w górę łóżka, a sam zanurkował między jej nagie uda. Poczuł jej zapach i wilgoć, jej kobiecość wyglądała cudownie, tak bardzo zapragnął poczuć ją językiem. Złożył na jej udach kilka pocałunków, powoli zbliżając się do ich zbiegu. Dotykał czubkiem nosa jej łechtaczki. Naciskał ją delikatnie i przesuwał na boki, drażniąc wciąż jedynie za pomocą nosa. Po chwili dołączyły jego palce. Zakreślając coraz ciaśniejsze kręgi wokół jej kobiecości, Zaheed pieścił jej skórę w najwrażliwszych miejscach. Lydia rozochociła się na dobre, rozchylając uda nie pozostawiała już żadnych tajemnic przed oczami kochanka. Była gotowa oddać mu się, choćby natychmiast. Czuła się częścią pałacu i luksusowej komnaty, miała okazję być pieszczona jak księżniczka i tak właśnie się czuła. Spełnienie nadchodziło wielkimi krokami. Młodzieniec wreszcie pocałował ją, wyciągnąwszy język przesuwał nim od góry do dołu, by nie zmarnował się żaden wrażliwy na dotyk fragment jej kobiecości. Jego delikatne palce ustępowały językowi, który wdzierał się w nią jak dziki wąż. W niekontrolowany sposób, dostarczał jej przyjemności, której nie mogła opanować. Zaczęła jęczeć. Coraz głośniej, gdy orgazm był coraz bliżej. Zacisnęła swe uda, gdy Zaheed w szalonym tańcu, rozpętał prawdziwą burzę w jej wnętrzu. Jego język śmigał po najwrażliwszym jej punkcie, wprawiając ją w drżenie. Każdy mięsień tancerki wił się w ekstazie, gdy osiągnęła szczyt. Młodzieniec zwolnił nieco, ale nie przestawał pieścić, składając coraz bardziej wolne hołdy, w postaci leniwych pocałunków i muśnięć końcówką języka. Lydia odpływała gdzieś daleko w świat, którego nigdy wcześniej nie znała. Nie spodziewała się bowiem wtedy, że tak zacznie się nowy etap w jej życiu, a Pałac stanie się jej nowym domem.  

c.d.n.

Slaanesh

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2699 słów i 15155 znaków.

5 komentarzy

 
  • Slaanesh

    Dzieki za komentarz.
    to mój debiut i dlatego liczy się każde dobre słowo.
    Mam nadzieję dostarczyć więcej już niebawem. :)

  • Palmer

    Duży plus to klimat ;) Nie tu też głupich nazw męskiego przyrodzenia, jak to nieraz zdarza się w tego typu opowiadanich  :smile:

  • Slaanesh

    Przepraszam za podwójne "Ale".
    Zmęczenie i takie tam...
    problemy z głową

  • Slaanesh

    W mojej głowie był Kalif. Przysięgam! i Syria i w ogóle!
    Ale w sumie celna uwaga, zwykle bym się przejął, ale już dawno uświadomiłem sobie, że miejsce nie jest tu aż tak istotne, czas też nie.
    CDN pewnie za jakieś 2 może 3 dni

  • MrHyde

    No no... Nie ma jak Bliski Wschód i taniec brzucha :)  Mam tylko jedną drobniutką uwagę: w 1625 roku tytuł kalifa należał do sułtana osmańskiego Murada, który, jak wiadomo, rezydował nie w Syrii a w Stambule. ;)  Kiedy "c.d.n."?