Przygody Rogue 8

Trzy dni później.
Podszedł do niej ostrożnie i odkneblował jej usta.
- Jesteś tu bezpieczna – wyszeptał, patrząc na nią czule.
- Tam też byłam! – zdenerwowała się natychmiast. – Zabrałeś mnie z mojego domu! Jakim prawem?
- Mieszkałaś w domu należącym do Bractwa! Nie tam jest twoje miejsce, kochanie! Powinnaś wrócić do Instytutu!
- Może jeszcze z tobą? Zostawiłeś mnie, Logan! W przeciwieństwie do ciebie, tam się mną zaopiekowali. Tak, jak ty powinieneś to był zrobić! Nie kocham cię, rozumiesz? Nie ciebie!
- No tak… Pyro – westchnął. – Spotkałem tego nieudacznika. Tym razem nie było nikogo, kto mógłby go obronić i przegrał tę walkę…
- Co? Nie!!! Logan, coś ty mu zrobił?
- Poległ, Marie. To koniec…
- Nie! Nie, nie, nie!!! Ty idioto! – pomyślała o Scotcie. O swoim maleńkim synku. Przecież on tam najpewniej umrze w strasznych męczarniach, jeśli nikt nie usłyszy jego agonalnego płaczu! - Coś ty narobił! Czemu nie możesz zostawić mnie w spokoju? – rozpłakała się.
- Teraz ja się tobą zaopiekuję…
- Nie potrzebuję twojej pomocy! – wydarła się, próbując się oswobodzić i dopaść Logana. Miała ochotę wyssać z niego całą energię tak, by już nie mógł się zregenerować! Odsunął się od niej o krok i spojrzał na przestraszonego chłopca.
- Wszystko w porządku, mały? Będę twoim tatą…
Rogue zbladła mocno i spojrzała wściekle na Wolverine’a przez płynące jej z oczu łzy.
- Odpieprz się od niego! On ma już kochającego ojca! Ty nigdy nim nie będziesz!
- Kiedyś się do mnie oboje przekonacie – syknął, wstając i podchodząc do drzwi. – Nie próbujcie uciec, bo… - wysunął pazury i przyjrzał się im jakby od niechcenia. – Bądźcie grzeczni – puścił im jeszcze oczko i wyszedł.
- Nic ci nie jest, skarbie? – zapytała cicho synka. Pokręcił głową, przestraszony. Jego oczy zadawały jedno pytanie: Czy to prawda? – Jestem pewna, że Logan kłamał i tacie nic nie jest. Zobaczysz, wszystko się ułoży. Nie musisz się bać…

Tymczasem Logan wyszedł z obskurnej piwnicy, w jakimś starym domu, do którego zawlókł dwójkę swych więźniów i stanął przy nieczynnej kuchence gazowej. Zamyślił się. Te oczy… Przezywające go z czystą nienawiścią. Odkrył już, skąd je zna. Przecież codziennie widział takie same w lustrze, gdy się mył! Ale czy to znaczyło, że to on jest ojcem tego chłopca? Wiek małego mógłby się w sumie zgadzać… Dlaczego więc mu nie powiedziała? Czy to dlatego uciekła?
- Rogue! – ryknął, ponownie wpadając do piwnicy. – Musimy porozmawiać!
- Nie przy nim! – natychmiast wyczuła, o co może mu chodzić. – Wyjdźmy gdzieś… Proszę!
- Tylko nie próbuj swoich sztuczek, jasne? – pomógł jej wstać. – No?... Więc to tak. To mój syn, prawda? – zapytał, gdy znaleźli się w tej samej kuchni, co on jeszcze przed chwilą.
- Nie! – zaprzeczyła gwałtownie. – Nigdy nie był twoim synem! Jest mój! Ja go urodziłam!
- Ale…to ja go spłodziłem! – wrzasnął. – Widzę nasze podobieństwo, Marie! Ma te same oczy!
- Niestety, ty dałeś mu życie… I tego żałuję!
Nie wytrzymał. Uderzył ją otwartą dłonią w twarz.
- Urodzisz mi drugiego syna! – syknął złowrogo.

Pyro, westchnął ciężko, patrząc na śpiącego synka. Wciąż nie mógł dojść do siebie po tym niespodziewanym ataku. I nie mógł uwierzyć, że Rogue już z nim nie ma! Jęknął, niechcący poruszywszy zranionym ramieniem.
- Jak mam bez ciebie żyć? – zapytał beznadziejnie, patrząc w wygaszony kominek. Ukrył twarz w dłoniach, starając się nie myśleć o bólu promieniującego z rany i zaczął płakać. Cicho, żeby nie obudzić małego, ale nie mniej jednak był to chyba jego pierwszy raz! Był przecież twardy! Należał do Bractwa, które nie przyjmowało mazgajów. Magneto widząc go, pewnie powiedziałby, że takie ofiary wliczone są w ich wojnę z X-menami, ale on nie chciał takiej ofiary! Nie takiej! Nigdy takiej… Prędzej sam zginąłby, by tylko ją uchronić, niż dać ją skrzywdzić.
Łzy spłynęły mu między palcami…

Kilka dni później.
Oddychała z trudem przez rozbity nos, leżąc na brudnym materacu w jeszcze gorszym pomieszczeniu zapleśniałego domu, w którym trzymał ich Logan. Była słaba – wciąż jeszcze po niedawnej chorobie, brudna i obolała. Miała ochotę umrzeć, zwłaszcza że Logan nie liczył się z jej uczuciami i wziął ją brutalnie w pomieszczeniu obok, nawet nie zamykając za sobą drzwi. Płakała i błagała go, by jej synkowi oszczędził tego widoku i zamknął go gdzieś na górze lub uwolnił, ale on tylko orzekł spokojnym głosem, że jego syn musi się zaprawiać w takich sytuacjach i zgwałcił ją brutalnie. Co prawda zapłacił za to częściowym odebraniem mocy, ale słaba i upokorzona Rogue nie miała wtedy nawet sił nawet na próbę ucieczki. To i tak było utrudnione, biorąc pod uwagę fakt, że była związana i pobita przez niego prawie do nieprzytomności. A potem, gdy przyszedł już do siebie, wlał jej raz jeszcze, by pamiętała, że to on tu rządzi. Zamknęła oczy, zbyt zmęczona, by płakać i wkrótce odpłynęła. Wtedy Logan zrobił jej zdjęcie, które wkrótce sam wykonał i wraz z listem dostarczył dwa dni później na próg domu, w którym kiedyś mieszkała. Podejrzewał bowiem, że John mógł jednakowoż przeżyć to spotkanie, bowiem wtedy chciał go tylko oszołomić, by ten nie przeszkodził mu w uprowadzeniu ukochanej Marie… Nie mniej jednak, gdyby ten kretyn faktycznie przeżył, miał zamiar go skutecznie dobić zdjęciem skatowanej kobiety, a gdyby nawet jakimś cudem młody mutant ich odnalazł, nie miał zamiaru poddawać się bez walki! Był nawet w stanie zabić Marie, by ten jej nigdy nie odzyskał!
- Co ze mną zrobisz? – zapytała cicho, gdy wrócił.
- Stworzyć z tobą szczęśliwą rodzinę, Marie – warknął, podchodząc do niej i głaszcząc ją po brudnych włosach. – Tak, jak powinniśmy od samego początku!
- A nie uważasz, że gwałt i więzienie osób, na których ci zależy, niweczą te plany? – zapytała smutno, patrząc na niego. – Porwałeś mnie z moim dzieckiem z mojego domu i zabiłeś mi męża!
- Nie przeginaj, Marie! To ja powinienem być twoim mężem! – zdenerwował się natychmiast. – Ten chłopiec jest mój! I ty dobrze o tym wiesz!
- Byłby twój, gdybyś wtedy nie postanowił uciec! Zmarnowałeś swoją szansę, Logan! Przyszłam ci wtedy powiedzieć, że jestem z tobą w ciąży, ale miałeś zgoła inne zdanie na temat naszego związku! Więc teraz nie miej do mnie pretensji, że ułożyłam sobie życie bez ciebie, tylko mnie wreszcie wypuść, do cholery! Nie dam ci dziecka, rozumiesz? Nie mogę!
- Nie gadaj bzdur! – zirytował się, łapiąc ją mocno za rękę. – Dasz mi kolejne dziecko, czy ci się to podoba, czy nie!

Łzy leciały mu dużymi kroplami na trzymaną w rękach fotografię jego ślicznej Rogue. Leżała tam martwa i skatowana i nie miał wątpliwości, że jest inaczej. Przecież te obrażenia były zbyt poważne! Nie wątpił, że już jej nie odzyska, zresztą list też nie pozostawiał złudzeń. Logan postanowił się zemścić w najokrutniejszy sposób! Skoro kiedyś nie mógł jej mieć, to teraz John już też nie będzie mieć tej szansy…
Zostały mu po niej niewiele znaczące w chwili obecnej pamiątki, z którymi już zawsze będzie wiązać miłe, choć niewątpliwie bolesne wspomnienia, sterta ubrań wciąż pachnąca jej ulubionym płynem do płukania, no i on. Ich mały synek, który przetrwał tę brutalną rozłąkę z kochającą matką tylko i wyłącznie dzięki wspaniałej opiece pielęgniarek z pobliskiego szpitala, które ulitowały się nad młodym i zrozpaczonym ojcem. Mały Scott, któremu dali na imię po ukochanym dziadku Marie, nieświadom tego, jaka tragedia go spotkała, rósł sobie spokojnie i wyglądało na to, że jest szczęśliwy. Na pewno odczuł nieobecność Marie, która tuliła go tym trudnym do naśladowania matczynym gestem, ale nic nie wskazywało na to, by miał przejść w tak wczesnym dzieciństwie jakąś traumę, czy coś… Był po prostu na to za mały. Przez wiele dni i nieprzespanych nocy Pyro zastanawiał się wciąż, jak poradzi sobie z wychowaniem synka, co stało się z Jamesem i czy w ogóle przeżył i jak w przyszłości ma powiedzieć synkowi, że jego mamy nie ma. I nie będzie… Nie będzie… W to wciąż nie mógł uwierzyć. Ból po jej stracie był wręcz obezwładniający i gdyby nie ten mały brzdąc, pewnie już dawno rzuciłby się z mostu, a najdalej po otrzymaniu tej fotografii. Zmełł ją teraz w dłoni i zwitek wrzucił w rozpalony na kominku ogień. Z bólem w sercu pożegnał Marie…

360 czyt.
100%81
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1605 słów i 8872 znaków, zaktualizowała 18 lis 2018.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 18 lis 2018

    Zobacz jaki sadysta z tego Logana . Zupełnie jak K z Baszy.... . Oczywiście że powinno być opublikowane!...  Pozdrawiam