Martwy Punkt: Pętla na Szyi, Rozdział 10

„Zmiany”

     Cóż by tu wiele opowiadać?
     Wydarzenie, które miało miejsce dwudziestego grudnia zapadło w pamięć każdemu, kto był wtedy obecny na klifie, nad rzeką Styks. Przez ponad miesiąc w mieście panowały zamieszki oraz ludzie prowadzili protesty. Zdania były podzielone. Oprócz głosów, aby zdelegalizować Radę oraz naprawić ówczesne warunki wojskowe, pojawiali się i tacy, którzy popierali królową i jej opinię. Opierali się głównie na tym, że dzięki takiemu rygorowi, Święci Łowcy są znani przez sąsiadów. Armia składająca się ze setki żołnierzy w stolicy oraz kilkunastu tysięcy na obrzeżach i innych lokacjach blisko miasta sławiła się potęgą. Już sama nazwa budziła lęk wśród wrogów, więc nie można było tego zniszczyć. Ich głosy popierali duchowni i choć było ich bardzo mało to mieli niemały wpływ na społeczeństwo, zwłaszcza to biedniejsza. Mimo to, większa część mieszczan nalegała na zmiany. Przez bunt, rozpoczęty podczas egzekucji niewinnych dzieci, na światło dzienne wypłynęły liczne dowody, w postaci świadectw byłych żołnierzy… a raczej słowa ich rodzin. Bowiem dużo z nich było w takim stanie, że nie potrafili nic zrobić samemu, tym bardziej mówić.
     Cauda nie była głupia. Wiedziała, że żeby ostudzić społeczeństwo, musi wprowadzić te zmiany i trzymać się ich… a przynajmniej na razie. Tak więc ograniczono do minimum kary cielesne, zwane przez wielu jako Pandemonium. Mogli go doświadczyć jedynie prawdziwi złoczyńcy, osądzeni przez Sąd, który składał się z osób, niegdyś należących do Rady. Z tym, że członków do nich wybrali mieszczanie. Kuro oraz Loli skomentowali to mniej więcej tak, że w Radzie i tak nie zasiadali prawi ludzie. Mogli wybrać jedynie między jednym, a drugim złem, ale tak czy siak nie będą podejmowali żadnych radykalnych kroków. Przynajmniej na razie, kiedy to królowa ma nóż na gardle. Cała sytuacja była dla niej o tyle bardziej stresująca, że nie mogła się na nikim wyżyć.
     No właśnie. Arthur, niedawno jeszcze król Yami, a teraz zbieg oraz przeciwnik korony Caudy. Po uwolnieniu więźniów, wszyscy zebrali się w Domostwie Pani Jane. Usiedli do bardzo długiej rozmowy, przy której wyszło na jaw, że król od początku wiedział o obłędzie kobiety. Nie mógł jednak dużo mówić, ponieważ był zastraszany, ale teraz, gdy dobijał wieku, wiedział że nie może milczeć. Nie liczył się ze śmiercią, bo teraz był świadomy, że i tak go spotka. Prędzej czy później. Dzięki interwencji Loli, Arthur mógł dożyć swojej starości w Krajach Północnych. Wiedźma zaproponowała użycie teleportu, ponieważ jak to określiła  
     - Znam kogoś, kto mógłby się akurat tam wybierać.
     Ale problemem były także dzieci, które uwolnili podczas tej akcji oraz Krieg, Loli, czy Raily, którzy przeciwstawili się królowej. Nie wspominając o niektórych żołnierzach. Część eskortowali razem z Arthurem, któremu powierzono opiekę nad najmłodszymi. Wielu żołnierzy jednak zostało i było gotowych na poniesienie konsekwencji. Tak więc do Krajów Północnych wyruszyło szesnaście osób, w tym trzynaścioro młodych. W domu został tylko Patrick, James oraz jego siostra Katie. Zaś Krieg, Loli oraz Raily znaleźli schronienie w dawnym już przytułku.
     Dwudziestego piątego grudnia odprawili należyty pogrzeb dla Annie oraz Davida. Po długich namowach ojca Clance’a, zgodził się go odprawić. Tak więc spoczęli oni na cmentarzu, zaraz obok pustego grobu Lorraine.
     W tym też czasie, Marius oraz Vidomia codziennie wyruszali w poszukiwania nowych informacji do Wielkiej Biblioteki. Zdawałoby się, że przeszukali już wszystkie półki dwa razy, a mimo to nie znaleźli interesujących ich informacji. Marry także nie próżnowała. Korzystała z kolekcji mężczyzny, aby stamtąd wyłuskać coś ciekawego. Gdy myśleli, że znaleźli to, czego właśnie szukali, wszystko wymykało im się z rąk i wracali do punktu wyjścia. Zapowiadało się, że będzie to jak gonitwa za wiatrem. Do czasu.
     Nastał nowy rok, minęła połowa stycznia, a miasto ucichło. Kuro oraz wielu innych zastanawiało się, dlaczego Kult Demonów oraz Utopek nagle wycofali się. Jakby czekali na dogodniejszą okazję do ataku. Kuro martwiło to bardzo mocno, ponieważ był świadomy, że wpadli w posiadanie jego zmieniacza czasu. Złoty zegarek kieszonkowy Magellanów. Był ciekaw, czy kiedykolwiek go użyją.
     Wszystko nabrało tempa równo miesiąc po wydarzeniach na klifie. Jakby od pstryknięcia palca zniknęło dwanaście dzieci, w tym trzy dziewczynki oraz dziewięć chłopców. W obliczu takiej masakry, przyjdzie pismo, które postawi cały kraj na nogi. Wtedy też na zewnątrz wyjdzie wiele tajemnic, które przyczynią się do zgładzenia zła. Póki co.
     Tak oto miał zacząć się ostatni rozdział ponurej historii, będący zarówno prologiem do o wiele mroczniejszej:

PS Dziękujesz wszystkim, którzy wytrwali ze mną aż do teraz Uprzedzając - nie, to nie jest koniec tomu, ale na tym rozdziale chciałbym zakończyć publikację. Wiąże się to głównie z planami wydawniczymi, więc chcę Was potrzymać w niepewności Jeśli chcecie być na bieżąco, zafollowujcie mnie na FB (na profilu jest link) i na Instagramie (wrzucę go jeszcze dziś na stronę) Do zobaczenia!

Dodaj komentarz