Czarownica część 13 Koniec

   Kto by się spodziewał, że los potrafi płatać takie figle. Od wrogów przez niechcianych sojuszników po nawet dobrych przyjaciół. Czarownica, diabeł i łowca stworzeń nadprzyrodzonych. Brzmi to jak jeden wielki żart, a jednak stało się rzeczywistością. 
     W Radzie doszło do pewnych zmian i osoby niepopierające nowej sytuacji zostały z niej usunięte. Jednak większość łowców była za ugodą. Życie w naszym małym i skromnym miasteczku wróciło do normalności. Ja opiekuję się lasem i swoim skrawkiem świata, a łowcy zajęli się pogonią za jakimiś duchami, zjawami i innymi dziwnymi stworzeniami, szkodzącymi mieszkańcom. 
       Od czasu do czasu zdarzy się, że przyjdą do mnie po jakąś miksturę. Nie wspominając o Ripie, który przychodzi często na kawę czy po to, by podyskutować sobie z Lucyferem. 
       Moje życie płynęło sobie w spokoju. Jednego dnia spacerując po lesie, znalazłam małego, rannego wilczka. Zabrałam go ze sobą. W domu przygotowałam mu ciepłe miejsce do spania, miksturę leczniczą i pełną miskę jedzenia. Gdy wyzdrowiał, nie chciał wracać do swojego naturalnego środowiska, tak więc dorobiłam się kolejnego pupilka. 
         Siedziałam na kanapie w salonie, patrząc, jak bawi się szczeniak, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Wstałam i otworzyłam, a w nich stały Rip z jakimś innym mężczyzną. 
- W czym mogę pomóc tym razem? - uśmiechnęłam się do nich.
- Przyszliśmy po małą poradę. Mieszkańcy skarżą się na jakieś dziwne stworzenie, którego podobno nigdy wcześniej nie było w tych okolicach. - wytłumaczył ten drugi.
- Okej, rozumiem. Idźcie do salonu, ja skoczę po coś do picia i będziemy ustalać. Kawa dla wszystkich? - kiwnęli głową na tak. Poszłam do kuchni, nastawiłam wodę, przyszykowałam wszystko i czekałam, aż dobiegł do mnie z salonu krzyk. W sumie to bardziej pisk. Szybko pobiegłam do źródła hałasu. Widok był komiczny. W jednym koncie stali łowcy, a przed nimi stał mały szczeniak, obnażający swoje ząbki. Zaczęłam się śmiać.
- Co cię tak bawi? Zabieraj to coś od nas! 
- Aaaaa właśnie, poznajcie Skolla.
- Przygarnęłaś wilka? Czy ty jesteś zdrowa umysłowo?
- Żyjąc z takimi ludźmi, nie da się być zdrowym umysłowo. Skoll, do mnie, a wy usiądźcie sobie. Ja zaraz przyjdę. - Wyszłam po kubki z kawą. Za mną dziarski tuptał wilczek. Gdy wróciliśmy do gości, maluch nie spuszczał ich z oczu. - Słucham więc, z czym macie tym razem problemy. A i kogo dzisiaj ze sobą przyprowadziłeś?
- To jest Eliasz, mój zastępca. 
- Miło mi, Cathrina jestem. 
- Mi również miło poznać.
- No to do rzeczy. - powiedziałam.
- Mieszkańcy skarżą się, że w okolicy ratusza wieczorami widać dziwne stworzenie. Jedni mówią, że widzieli dziwnego kurczaka, inni znowu, że jakąś kaczkę, wronę czy też kota.
- Trochę duża różnorodność. Jakieś cechy wspólne?
- Okrada ludzi mieszkających w okolicy ratusza. 
- Jesteście pewni?
- Tak. 
- Macie do czynienia z kłobukiem. Nie jest to jakieś groźne. Lubi okradać ludzi i na tym się kończy jego przestępcza natura. 
- Jak go można pokonać?
- Radziłabym spróbować dowiedzieć się, czy należy do kogoś, czy jest dziko żyjący. Jeśli jest dziki to lepiej go zostawić w spokoju. Krzywdy i tak nikomu nie robi. 
- Spróbujemy jakoś do tego dojść. A teraz odpowiedz mi na jedno, jak to stało się twoim zwierzakiem? - wskazał szczeniaka.
- Znalazłam go rannego i postanowiłam pomóc, a że nie chciał odejść, to został. Kochany jest. - zaśmiałam się. Rip popatrzył na niego.
- Taaaaak... Bardzo.
- Ej, w sumie to ten dozorca ze cmentarza opisywał twój wygląd jako taki normalnej czarownicy. - zaczął Eliasz.
- Co masz na myśli?
- No, że byłaś ubrana w mega długą czarną sukienkę, jakiś koń ze świecącymi ślepiami też się pojawiał.
- Mam takie suknie, ale to nie znaczy, że chodzę w nich na co dzień. Jednak spodnie są wygodniejsze, a koń, koń jest tam na łące. Ma czerwone oczy, ale to nie tak, że bucha z nich ogień. 
- Nie boisz się, że ci ucieknie?
- Nieee, no co ty. Nigdy nie był wiązany. Zawsze miał pełną swobodę. Do stajni też może wchodzić i wychodzić kiedy chce. 
          Rozmawialiśmy jeszcze o głupotach i wielu innych rzeczach, aż w końcu musieli iść. Wyszli po jakiś dwóch godzinach. Nasze życie teraz tak wygląda. Przychodzą do mnie jeśli nie radzą sobie z jakimiś stworzeniami, a ja im doradzam.  Co do moich spotkań z Lucyferem to wróciły one do stanu sprzed całej tej śmiesznej afery. Znowu widujemy się raz na tak zwany ruski rok, chyba że przychodzi Rip w odwiedziny i chce sobie z nim pogadać. Wtedy to zawsze znajdzie czas, a dla mnie już go nie ma. Menda jedna jest z Lucyfera i tyle, ale i tak go lubię.
         W taki sposób mijają sobie dni i miesiące. Rada przywykła do moich porad. Tak się kończy historia wiedźmy zawierającej sojusz z wrogiem numer jeden. Dalsze życie jak na razie zapowiada się spokojne z dużym, futerkowym ogrzewaczem na zimę zwanym Skollem. 

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Oczekiwalem jakiegoś wątku miłosnego, chociaż wspomniałaś, że będzie tylko przyjaźń. Może dlatego,  że Rip by się zestarzał, a sympatyczna wiedźma nie.Fajnie się czytało. :smile:

  • Aleksa

    @AlexAthame Jakoś wolę omijać wątek miłosny szerokim łukiem, może dlatego, że sama za nim nie przepadam.

  • AlexAthame

    @Aleksa Rozumiem. :smile:

  • emeryt

    Dzięki za to fajne opowiadanie, poza tym zakończyłaś go dosyć przyjemnie. Mam nadzieję że na tym nie zakończysz swojej twórczości. Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję nakolejne opowiadanie.

  • Aleksa

    @emeryt Coś się na pewno jeszcze tu pojawi.