Czarownica część 11

         Po wyjściu łowcy długo nie czekałam, tylko prawie od razu poszłam spróbować połączyć się z Lucyferem. Dotarcie do niego zazwyczaj łatwe nie było, przez jego miejsce pobytu. Po trzech długich próbach w końcu się udało i przede mną pojawił się wizerunek Lucyfera. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Przeszkadzam w czymś?
- Nie, nie. Potrzebujesz czegoś?
- Tak, jakby ci to powiedzieć, pewne wydarzenia na ziemi się pokomplikowały. Rada wie, kim jestem.
- Ten mężczyzna, który był u ciebie, powiedział im?
- Nie do końca, ale słuchaj mnie. O dziwo on chce zawrzeć sojusz, ale starsi od nich tego nie tolerują i nie dość, że chcą się mnie pozbyć, to jeszcze podobno chcą jego załatwić.
- Ciekawe podejście jak na swego typu rodzinę. Skąd masz takie informacje?
- Jakiś czas temu odwiedził mnie ten, któremu pomagałam. Ostrzegał przed sytuacją u nich. Mówiłbym wzięła cię do pomocy w walce jeśli nadejdzie. To co ty na to? Masz ochotę posiedzieć ze mną i poczekać na rozwój wydarzeń?
- Ty i proszenie o cokolwiek kogokolwiek? Nie wierzę, doczekałem się. Usłyszę to jeszcze raz? - zaśmiał się. 
- A pierdol się - powiedziałam z szerokim uśmiechem na ustach.
- Mogłem się tego spodziewać... Dobra, za jakiś czas się tam u ciebie pojawię.
        Pojawił się u mnie w salonie po jakiś dwóch godzinach. Nic nie mówiąc, położył się na kanapie i tak leżał z rękoma założonymi za głowę, wpatrując się we mnie. 
- Nie za wygodnie ci czasem? 
- Wyciągasz mnie po nocy z mojego sanktuarium i jeszcze robisz problemy za położenie się. Halo, człowieku, może cię zdziwię, ale ja też czasami odczuwam potrzebę spania. 
- Gdybyś nie zwlekał dwóch godzin, to nocy by jeszcze nie było.
- Czemu ty jesteś taką złą kobietą? I to mówię ci ja, diabeł czystej krwi. 
- No już ty mój Lucusiu, tylko mi się tu nie popłacz, że zła pani kazała ci się zjawić u niej w domu. - popatrzyłam na niego i zaczęłam się śmiać, on poszedł w moje ślady. 
- Ale nie żartuję, z tym że jesteś złą kobietą.
- Tak, tak każda kobieta dla ciebie jest istnym wcieleniem zła, a jednak jesteś na każde moje skinienie palca.
- Ktoś cię musi pilnować. Sama dzwoniłaś po pomoc, więc jestem. 
- Jak ja z tobą wytrzymam do czasu rozwiązania problemu - zapytałam sama siebie.
- To raczej ja powinienem zadawać to pytanie. 
- Jesteś tu od kilku minut, a nic innego nie robisz, tylko narzekasz. 
- Od tego w końcu jestem. Narzekam, daje reprymendy, oceniam, krytykuje.
- Żyję w wariatkowie.
- Jednak od jakiś czterystu lat trzymasz się mojego towarzystwa.
- Bo widzieliśmy się raz na kilkadziesiąt lat.
- Nie pakuj się w kłopoty, to wrócimy do normy.
- Kłopoty to się dopiero zaczną jak wybuchnie wojna domowa u łowców - zaśmiałam się.
- Masz mnie, damy radę.
- Coś ty się taki miły zrobił? Gdzie to twoje poczucie wygranej?
- A widzisz, wystarczyło, że poprosiłaś o pomoc, i humor mi się poprawił od razu.
- Gdyby nie... - nie dokończyłam.
- Nie psuj mi tego. - Nie wytrzymam z nim.

********
         Wychodząc od Cathriny, spotkałem łowcę, a żeby było jeszcze śmieszniej był to Alvin. Ciekaw jestem, czemu mnie śledził i jakie ma wytłumaczenie na to, ale znając życie, zrobił to, by mnie bardziej pogrążyć.
Stał przede mną i ciągle się wpatrywał.
- Masz zamiar mi powiedzieć, co tu robisz i czemu mnie śledzisz? Czy wolisz stać i wpatrywać się we mnie jakbyś ducha zobaczył?
- Wielki dowódca Rady, zamiast myśleć jak pozbyć się wiedźmy, wychodzi do niej po zmroku i myśli, że nikt tego nie zauważy. Urocze. Najpierw ją chroni, a później odwiedza ją. Jak sądzę, pewnie ją ostrzegałeś, bo dała ci jakąś dziwną fiolkę. Starszyzna nie będzie zadowolona.
- Jak to ująłeś, starszyzna nie ma nic do gadania. Kilku najstarszych łowców nie ma nic do tego co robię i co uważam za słuszne.
- Zobaczysz, sprawię, że spotka cię sąd za twoje wykroczenia. A ona - wskazał na dom za nami. - zginie. Ja już o to wszystko zadbam.
- Nie gadaj głupot i wracaj do siebie. 
          Odwrócił się z niezadowolonym wyrazem twarzy i odszedł. Sam poczekałem jeszcze chwilę i wróciłem do swojego domu. Tam od razu rzuciłem się na łóżko i poszedłem spać. Następnego dnia czeka mnie dużo rzeczy do zrobienia i dogadania.
          Z samego rana, gdy dotarłem do siedziby Rady, czekała na mnie spodziewana niespodzianka. Jak się okazało Alvin zdążył złożyć na mnie skargę. Nic to nie dało, ale jemu widocznie ulżyło. Idąc do swojego biura, spotkałem Eliasza. 
- Cześć, Eli, słuchaj, chodź ze mną do mnie i musimy coś przegadać.
- Hej, Rip, a o co chodzi?
- Dowiesz się u mnie. 
            Weszliśmy oboje do mojego biura. Usiadłem za biurkiem, a on naprzeciw na drugim krześle. Z kieszeni spodni wyjąłem fiolkę od Cathriny. Spojrzał na nią zdziwiony.
- Nasz kochany Alvin chce sprowadzić na mnie sąd, ale wcześniej postaram się zwołać naradę. W międzyczasie ty pójdziesz przygotować im wodę do picia. Nalejesz tego do kubków oraz dzbanków. Do kubków dodaj po dwie krople, a między dzbankami rozlej po równo. 
- Ale co to jest i skąd to masz?
- Mam to od wiedźmy. Byłem u niej wczoraj i mi to dała, a jest to jakiś eliksir, który pomoże nam przekonać ich do naszego planu. Tylko postaraj się zrobić to tak, żeby nikt nie widział.
- A czemu sam tego nie zrobisz?
- Alvin ostatnio ciągle patrzy mi na ręce. Wczoraj mnie śledził i widział u wiedźmy. Także mam nadzieję, że ciebie tak nie pilnuje i to się uda. 
          Opuściliśmy biuro i ja poszedłem przekazać informację o planowanej naradzie, a Eliasz udał się przygotować napoje na nasze posiedzenie.

1 komentarz

 
  • emeryt

    @Aleksa, masz całkowitą rację że głupim szczęście sprzyja, gdyż tylu ich chodzi po świecie. Lecz i im noga może się podwinąć. Dziękuję Tobie za ten kolejny odcinek, jak widzę, to na razie chęci i  wena dopisują. Pozdrawiam serdecznie, życząc dużo zdrówka i pogody ducha.

  • Aleksa

    @emeryt A dziękuję, dziękuję