Pani *** część 2

Budzę się nagi, zziębnięty, „ubrany” jedynie w obrożę, która najwyraźniej ma przypominać mi, kim w tej chwili jestem. 

– Niedoczekanie… – myślę, choć z drugiej strony zawsze marzyłem, aby znaleźć się w takiej sytuacji. Ale czy dokładnie w takiej, bez porozumienia, bez zgody, zmuszony, poniżony i bezbronny? Fantazja to jedno, rzeczywistość to całkiem co innego… zwłaszcza taka rzeczywistość. I co mnie teraz czeka? Uwięziony przez jakąś psychopatkę, której nie wiadomo co chodzi po głowie, nie wiadomo, co jej do łba strzeli. Nie, nikt, do cholery, nie będzie odbierał mi wolności! – warczę podświadomie i targnięty złością wstaję, aby spróbować zdjąć skórzaną imitację władzy tej szmaty. Dotykam wkurwiającego atrybutu i z miejsca kopie mnie silny prąd. Wzdrygam się, odrywając palce. Co, do chuja? Tego się raczej nie spodziewałem, co to ma być? Jakiś chory, kiepski film science fiction? Niezrażony, żądny uwolnienia się, ponawiam próbę, lecz teraz razi mnie tak mocno, że czuję, jakby ktoś kroił mnie na pół. 
Jak kłoda padam na dywan i w tym momencie z drugiego pokoju słyszę szyderczy śmiech. Tak, dokładnie, jej śmiech, jej bezczelną, chamską wesołość! SUKA! 

Nie mija minuta, jak wchodzi do mojego pokoju. Idzie powoli, majestatycznie i z gracją, jak kot, moim żałosnym położeniem karmiąc swoje pojebane „ja”. Odrzuca włosy i siada na kanapie, tak, bym mógł dokładnie jej się przyjrzeć. 

Dość wysoka brunetka siedzi z uśmiechem na twarzy i raz za razem świdruje mnie pięknymi, zielonymi oczyma, operując miną wyraźnie chcącą zasugerować mi jej wyższość. W dłoni ściska pilot, gówno, które najpewniej było winne porażenia. Pełne czerwone usta nadają jej twarzy ostrzejszego wyglądu, czarny gorset podkreśla niemalże idealną sylwetkę i duże, cudowne piersi. Tak, jest piękna… bardzo piękna. Wszystko wieńczą czarne kozaki na wysokim obcasie i kwiat lotosu wytatuowany na szyi. 
– Widzisz, piesku? Nie warto walczyć, bo może być nieprzyjemnie – rzuca z dumą, lecz łagodnym, wręcz matczynym głosem. 
Stoję już na czworakach. Pani podchodzi i delikatnie głaszcze mnie po głowie. – Bądź grzeczny, to na pewno na tym skorzystasz – ironizuje. – Będziesz słuchał Pani, będzie nagroda, będziesz niegrzeczny… – sam wiesz – uśmiecha się dziwkarsko. – I pamiętaj, że następnym razem na prądzie może się nie skończyć – uśmiech znika. – Lecz pewnie ty, piesku, marzysz teraz tylko o tym? – kieruje rękę z włosów na twarz, którą gładzi subtelnie, na tyle przyjemnie, że przysuwam policzek do jej dłoni.  
– Miło, prawda? – patrzy mi prosto w oczy, czuję, jakby penetrowała mój umysł, wyciągając najskrytsze sekrety. Nie wiem, czemu, ale mam wrażenie, że moje miejsce jest w tej chwili właśnie tu przed nią, przed tą psychopatką, pojebaną ikoną seksu. Od zawsze tak było, lecz chyba dopiero teraz to zrozumiałem. 
Ozdobiona srebrną kolczastą bransoletą ręka znika z policzka i łapie mnie za brodę zmuszając, bym klęknął. Odkłada pilot, łapie mnie za włosy i przysuwa do samego jej krocza. 
– Widzisz? Pani ma tam mokro… bardzo mokro. Zobacz – mówi wyniośle, przytulając moją twarz do swojej kobiecości, która schowana była jedynie za czarnymi kornkowymi majtkami.
Przechodzi mnie przyjemny dreszcz… 

1 komentarz

 
  • Sjjsdn

    Pisz dalej naprawde masz talent  jestem ciekaw