Pani Burmistrz i Dobra Zmiana

Opowiadanie z elementami bdsm. Elementy humoru dodałem gratis :)  


Nazywam się Paula Domingues. Przez 11 lat byłam burmistrzem miasteczka gdzieś w środkowych Stanach. Nie podam jego prawdziwej nazwy, niech będzie to Greenville.  
Miasteczko to z trzech stron jest otoczone górami. Na ich zboczach rośnie bujny las. Przez miasto przepływa mała rzeczka o czystych wodach. Czasem sarny, jelenie i wilki zapuszczają się aż na nasze przedmieścia.  
Nie jest to jednak zwykłe górskie miasteczko, a ja nie byłam zwykłym burmistrzem. Na czym polegała niezwykłość tej malowniczej miejscowości? Przeczytajcie, a dowiecie się.  


Pewnego dnia jak zwykle obudziłam się rano. Przeciągnęłam się zadowolona. Spałam nago, tak jak lubię.  
Pomyślałam, że niedługo skończę 40 lat, ale nadal jestem atrakcyjna.  
Wstałam, spojrzałam na swoje kształtne ciało, duże piersi, szerokie biodra, masywne nogi. Cóż, nie jestem już nastolatką, jestem cięższa niż dawniej, ale nadal przyciągam spojrzenia facetów. I niektórych kobiet.  

Mieszkałam sama. Ubrałam się, założyłam garsonkę, zjadłam śniadanie, wzięłam szpicrutę, założyłam czarne buty do kolan i poszłam do auta.  
W drodze do biura zatrzymałam się w barze u Chrisa. Było to ładne miejsce, a Chris był kopalnią ciekawych informacji.  
-Witaj Chris - powitałam go wchodząc.  
-Witam Panią Burmistrz - 50 -latek uklęknął i pochylił się, by ucałować mój but na znak szacunku. Tak zachowują się przykładni obywatele tego miasteczka. Bardzo mnie to cieszy.  
A jeśli nie potrafią się zachować, wtedy ich zwykle dyscyplinuję, np. szpicrutą.  

- Masz jakieś ciekawe wieści? - usiadłam przy stoliku.  

Przyniósł mi ciasto i sok porzeczkowy, tak jak lubię, potem usiadł przy moim stoliku. Spojrzał przelotnie na mój dekolt, zanim skierował wzrok na moją piękną twarz  

-Jeffrey McDeighton zdradza swoją żonę z fryzjerką Lindsey Bilevitz, kierowniczka wydziału księgowości pije ..  
Aha, pojutrze jest 5 marca - zawahał się.  
-Tak, i co?  
Oblizał wargi nerwowo.  
-Przybyła pretendentka.  

Serce szybciej mi zabiło, ale dalej jadłam pyszne ciastko.  
-Kto?  
-Nazywa się Terri Wallace, ma 25 lat. Nie wiem, skąd pochodzi.  

Pokiwałam głową zamyślona.  
11 lat temu przybyłam tu jako pretendentka. Wpłaciłam kaucję i stanęłam do pojedynku z ówczesną burmistrz, Veroniką Darashian.  
W moim miasteczku jest oryginalny sposób wyłaniania burmistrza, różny od wszystkich innych amerykańskich miasteczek, a w każdym razie od większości z nich. Nie organizuje się wyborów, lecz pojedynki. Co ciekawe, burmistrzem może być tylko kobieta. Pretendenci, którzy chcą zmierzyć się z urzędującą burmistrz, mogą zgłaszać się 3 razy w roku, między innymi do 5 marca.  

-Ma szansę wygrać ze mną?  
-Nie sądzę - uśmiechnął się. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się innej odpowiedzi.  
-To dobrze, bo tyle chcę jeszcze robić dla mojego miasta - westchnęłam, jak Ważna Osoba uginająca się pod brzemieniem odpowiedzialności.  
-Tak, doceniamy ciężką pracę Pani Burmistrz - przytaknął. Znowu zerknął na mój dekolt, co mi nie przeszkadzało, bo robił to dyskretnie.

Wstałam i wyszłam, żegnana uniżenie przez Chrisa.  
Jechalam dalej, spoglądając na me miasto. Ja tu rządzę żelazną ręką, by wszystkim było lepiej. Patrzyłam na czyste ulice i chodniki, zielone trawniki, pogodnych ludzi. Moje Miasto. Mój teren.  

W biurze wszyscy powitali mnie na klęczkach. Moja sekretarka, drobna Stacey, przyniosła mi kawę i gazetę do gabinetu. Zdjęła mi buty, położyłam nogi na biurku i czytałam gazetę.  
Co jakiś czas wzdychając podpisywałam dokumenty przynoszone przez moich pracowników. Czasem zerknęłam, czego dotyczą, ale generalnie ufałam im. Trudno, żeby burmistrz miał wszystko czytać, co podpisuje. Oczy by się zmęczyły od tych wszystkich trudnych zwrotów, jak "plan zagospodarowania przestrzennego" czy "bankowy tytuł egzekucyjny".  
Mam ludzi po to, żeby takie rzeczy rozumieli.  

Później przyszedł malarz, żeby wykonać mój kolejny portret. Będzie przedstawiać mnie siedzącą władczo na fotelu, ze szpicrutą w ręku.  
Lubię pozować do obrazów. I lubię na nie patrzeć. Wiszą w różnych miejscach mego biura, przypominając, kto rządzi w tym mieście.  
Kto zaś chce zyskać w moich oczach, może przyozdobić moim portretem swój salon. Są tacy wzorowi obywatele, którzy w ten sposób okazują mi entuzjastyczne poparcie. Ja to doceniam.  
Jeśli ktoś liczy na to, że zatrudnię go w swoim biurze, albo jego krewnego, albo że wydam korzystną decyzję dla niego, ten okazuje mi poparcie. To jest naturalne. Dlaczego miałabym być przychylna wobec kogoś, kto mnie nie lubi?  

I tak minął dzień.  

Wieczorem zadzwoniłam do policjanta Davisa.  
-Dziś masz służbę w mojej sypialni.  
-Oczywiście, Pani Burmistrz - odpowiedział entuzjastycznie - Już jadę.  

Są dobre strony bycia władzą. Davis ma mój obraz w swoim salonie, widać, że jest wzorowym obywatelem naszego pięknego miasteczka.  

Następnego dnia w biurze odwiedził mnie dyrektor szkoły. Pocałował me buty, przyjął instrukcje i wyszedł uniżenie. Później komendant policji, Samuel, złożył mi wizytę.  

-Ile osób siedzi w areszcie? - spytałam. Komendant to przystojny 40 - latek. Kazałam mu masować me śliczne stopy. Klęczał przede mną i robił gorliwie to, co mu kazałam, a z własnej inicjatywy co jakiś czas czule całował wierzch mojej stópki. Wiedział, jak wprawić mnie w dobry humor.  

-7 osób, Bogini.  
-Jakieś kobiety?  
-Tylko niejaka Martha Firelli.  
-Aaa pamiętam. Kradzież w sklepie?  
-Tak, Bogini - odparł z uznaniem dla mojej pamięci. Burmistrz całego miasta pamięta, za co siedzi jakaś Martha.  

-Wychłostaj i wypuść. Niech więcej nie kradnie.  
-Oczywiście, Bogini.  

-Masuj dalej, ale delikatnie. Ooo tak.. Masz zdjęcia Terri Wallace?  

Wyjął z teczki zdjęcia i podał mi. Przedstawiały młodą, szczupłą kobietę na parkingu przed centrum handlowym. Spojrzałam uważnie. Wyglądała na energiczną i ambitną, tyle mogłam wywnioskować.  

-No dobrze - schowałam zdjęcia do szuflady - Słyszałam, że Jeffrey McDeighton i Lindsey Bilevitz mają romans, obserwujcie ich i róbcie zdjęcia - skinął głową, ale po chwili zapytał:
-Bilevitz? A kto to, Pani Burmistrz?  
-No przecież to fryzjerka z Franklin Road.  
-Aha - przytaknął.  
Jak na szefa policji, jego wiedza o mieszkańcach Greenville nie była imponująca.  

-I zbierajcie informacje, kto z kim i gdzie, chcę wszystko wiedzieć.  
-Oczywiście, Bogini - gdyby uniżoność mogła latać, Samuel byłby odrzutowcem.  

Później zadzwonił sędzia Quincy, żeby oficjalnie poinformować o pojedynku.  

-Jutro o 12, na placu, tak jak zwykle, Pani Burmistrz.  
-Dziękuję, Panie sędzio.  

-Powodzenia - odparł i rozłączył się.  

Zerknęłam jeszcze na naszą lokalną gazetę. Rok temu odszedł redaktor, który krytycznie pisał o mnie. Nazywał się Inglewood. Moim zdaniem ta krytyka była niekonstruktywna. A ja nie znoszę niekonstruktywnej krytyki, bo to sypanie piachu w szprychy mojego rydwanu, który niesie nas w lepszą przyszłość.  
Uruchomiłam więc wówczas moje możliwości. Obserwacja przez policję, grzywny za nieumyty samochód, areszt za przeklinanie w miejscu niepublicznym. I tak dalej.  
W końcu Inglewood pojął aluzje i wyniósł się w miasta.  
Nowy redaktor, Calotti, rozumiał dobrze swoją misję i przestał sypać piach w tryby.  
Od razu przyjemniej czytało się gazetę.  
O proszę:
"Dzięki naszej burmistrz godziny pracy przychodni zostaną wydłużone o godzinę. Zachwyceni mieszkańcy wręcz nie potrafią wyrazić wdzięczności naszej najwspanialszej burmistrz"  
Albo to:
"Jak podają dobrze poinformowane źródła, nasza burmistrz odwiedziła nasz lokalny salon bielizny. Wybrała delikatne jedwabne majtki oraz koronkowy biustonosz, który ledwo mieścił Jej ponętne piersi. Cieszymy się, że pośród natłoku obowiązków nasza ukochana burmistrz ma czas pomyśleć o sobie. Każdy z nas chciałby być na miejscu tych majtek i tego biustonosza.  
Ale i tak wiemy, że nasza burmistrz jest tak życzliwa każdemu, że chętnie przytuliłaby do swych wydatnych piersi każdego mieszkańca naszego miasta. "

Az zarumieniłam się czytając to. Czy wypada pisać aż tak prywatne rzeczy o osobie urzędowej?  
Ale nie ukrywam, spodobało mi się to. Miło, gdy człowieka doceniają.  

Zapisałam sobie, żeby wezwać kiedyś Calottiego na dyżur do mojej sypialni. Zręcznie włada piórem (mówię metaforycznie, oczywiście wiem, że pisze na komputerze), może w sprawach miłosnych jest równie zręczny. Będzie mógł zdjąć ze mnie ten koronkowy biustonosz, który nawiasem mówiąc jest naprawdę wygodny.  
I dam mu subwencję, niech wie, że wierność jest wynagradzana.  

W końcu nadszedł 5 marca. Pojechałam do pracy. Siedziałam za biurkiem, czułam jak zwykle podekscytowanie. Znowu będę walczyć o władzę nad moim miastem.  

Z tego podekscytowania nawet nie mogłam się skupić na kryminale, który próbowałam czytać. Moi podwładni wiedzieli, żeby mi nie przeszkadzać. Tylko raz wszedł naczelnik spraw ochrony środowiska, żeby dać mi pilne pismo do podpisania. Byłam niezadowolona, podpisałam, ale kazałam mu pocałować dwa razy wszystkie moje paluszki u stóp. Po dwudziestu pocałunkach oddalił się na czworakach przodem do mnie, trzymając podpisane pismo w zębach.  
Dobrze, że wiedział, jak się zachować.  

Przed dwunastą wyszłam.  
-Stacey, trzymaj za mnie kciuki - powiedziałam do mej sekretarki.  
-Oczywiście, Pani Burmistrz, jak zwykle - podniosła obie zaciśnięte dłonie uśmiechając się pogodnie.  

Ruszyłam na rynek. Tam będą zawody.  
Szłam piechotą, bo to bliziutko. Uważam, że moi rodacy mają obsesję na punkcie aut. Wszędzie muszą jeździć, nie lubią chodzić.  
Ja akurat byłam inna, lubiłam spacery, choć nie zawsze miałam na nie czas.  

Zebrał się już tłumek.  
Mam nadzieję że będą świadkami mojego kolejnego zwycięstwa.  

Na placu stały już 2 „krzyże św. Andrzeja". Stanęłam przy jednym z nich.  
Po chwili do drugiego podeszła Terri. Uśmiechnęła się do mnie. Wyglądała jak na zdjęciu. Młoda, szczupła, ładna. Czy może jednak równać się z Paulą Domingues, wieloletnią burmistrz, zaprawioną w bojach?  

Zamyśliłam się. Tu na tym gwarnym placu, zaraz rozstrzygnie się moja przyszłość i przyszłość tego miasta, które tak rozkwita pod moim szczęsnym kierownictwem.  

Spojrzałam na gęstniejący, cichy tłum. Czy kibicują mi? Czy skrycie życzą mi jednak klęski? Póki co nikt nie ośmielał się okazywać mi wrogości, ale gdybym przegrała?  
Nie, nie ma powodu o tym myśleć, trzeba jak zwykle wierzyć w triumf lokalnego dobra nad obcym złem. Po prostu tak trzeba.  

Gdy przybył sędzia Quincy, zdjęłyśmy ubrania i buty, zostałam w biustonoszu i majtkach. Tak, tym biustonoszu i tych majtkach opisanych w artykule Calottiego.  

Fajnie wiedzieć, że ludzie podziwiają moje wielkie cycki. Ale mam nadzieję, że nie zobaczą ich gołych.  

Kątem oka zobaczyłam, że Luke Chambers gapi sie na mnie. Oj, chyba każę wymierzyć mu większy podatek, bo tym bezczelnym gapieniem się obraża majestat mej władzy! No, spuścił w końcu oczy..  

I był Calotti. Miał ciemne okulary, ale z pewnością patrzył na mnie. Czy napisze kolejny artykuł o zwycięstwie Burmistrz Domingues, które znowu zachwyciło mieszkańców? Na to liczyłam.  

Sędzia wygłosił krótkie przemówienie, przypomniał zasady.  

-"Zwycięzca zostanie burmistrzem i będzie rządzić naszym miastem, póki kolejny pretendent go nie pokona. Boże błogosław Amerykę i nasze miasto."
Po czym dał znać policjantom, by zaczynali.  

Policjant Davis przywiązał mi ręce i nogi do krzyża, Leutner przywiązał Terri.

Serce biło mi szybko.  
-Zawiąż dobrze, Harry, tak jak zwykle - szepnęłam do policjanta.  
-Oczywiście, pani Burmistrz. Powodzenia - szepnął i skinął głową.  
Uśmiechnęłam się. Chętnie wezwę go na dyżur do mej sypialni znowu, bo byłam z niego bardzo zadowolona. Niewątpliwie stawał na wysokości zadania bez marudzenia.  

Bardzo znowu chciałam wygrać, zobaczyć zawód na twarzy tej młodej i ślicznej przybłędy. Usłyszeć oklaski i zobaczyć podziw na twarzach mieszkańców..  

Powiodłam znowu wzrokiem po tłumie. Stał tam nieśmiały lekarz, Rubinescu, urzędnicy, nauczyciele, Luke Chambers, mechanik samochodowy, pijacy, robotnicy i sprzedawczynie itd itp
I Calotii. I tylu innych moich zwolenników, mających moje portrety w salonach, a nawet sypialniach, czujących wdzięczność za wszystko, co robiłam dla tego miasta. Za piękne drogi, dobrze wyposażoną szkołę, za nowoczesny szpital, za okazały zbór, synagogę i pagodę. Za zielone trawniki i czyste powietrze. I za twardą rękę władzy, która karze za wszelkie wybryki, ale umie nagrodzić za zasługi.  

-Zaczynajmy - zawołał Quincy. Dziś wylosowana została - ustawa o ruchu drogowym!  
Przed moimi oczami pojawił się tekst ustawy, którą trzymał Davis. Jego kolega, Valdez, stanął obok mnie i przyłożył włączony wibrator do moich majtek. Czułam przyjemny zapach jego wody po goleniu.  

Nabrałam powietrza i zaczęłam czytać do podstawionego mikrofonu, tak jak Terri przywiązana do drugiego krzyża  
-Ustawa z dnia.. O ruchu drogowym.. - czytałam spokojnym głosem.  

Przeczytałam 10 artykułów, gdy zaczęłam czuć coraz większe podniecenie. Drgania działały na mnie bardzo mocno. Niedobrze!  
Słyszałam że Terri czyta powoli i spokojnie, mimo że też miała na kroczu pracujący wibrator. Próbowałam się skupić na treści ustawy, ale moje ciało mnie nie sluchało. Czułam, że robię się mokra.  

Co się ze mną działo? Dlaczego tak szybko? Niemożliwe ..  
Przeczytałam łamiącym się głosem kolejne 5 artykułów, jeden był o pierwszeństwie ruchu.. i poczułam skurcze rozkoszy. Nie mogłam czytać. Próbowałam, ale moje ciało miało inne plany. Wiło się poddane okrutnym wibracjom zdradzieckich przyjemności.  
Z moich ust wyrwał się jęk. A Terri ciągle czytała..  

Valdez i Davis dali znak sędziemu. Quincy podszedł do mikrofonu.. I ogłosił :
-Paula Domingues - orgazm! Terri Wallace zwyciężyła!  

Krzyczałam do mikrofonu zalana ciepłą falą zniewalającej przyjemności. Gdzieś tam czułam jednocześnie wstyd i złość.  

Przegrałam! Po 11 latach. Moje majtki były kompletnie mokre.  

Zapytacie, dlaczego organizuje się takie zawody o posadę burmistrza.  
Szczerze powiem, że nie wiem. To stara tradycja, ale skąd się wzięła?  
Ludzie różnie mówili. Usłyszałam kiedyś że jeśli umiesz powstrzymywać orgazm czytając ustawę , to znaczy, że przedkładasz dobro wspólne nad osobistą przyjemność. Miało to jakiś sens.  

W końcu Valdez zabrał wibrator. Osunęłam się bezwładnie, trzęsąc się jeszcze z rozkoszy, cała spocona. Jak przez mgłę słyszałam okrzyki i  brawa dla Terri.  

Davis odwiązał mnie, bardzo powoli spazmy ustępowały. Pierwszy raz miałam orgazm publicznie, na oczach mieszkańców mego miasta.. Dotychczas to one, moje przeciwniczki, szczytowały, pokazując swoją słabość. A tym razem byłam to ja. Dlaczego?  

-Zgodnie z tradycją, zwyciężczyni oprowadzi przegraną wokół placu. Paulo, rozbierz się!  

Ciągle opierałam się o krzyż. Czułam się słaba. Wszystko wyglądało tak nierzeczywiście, jak w koszmarze. Czy ja naprawdę właśnie szczytowałam, publicznie, i mieszkańcy mojego miasta to widzieli?  

W końcu stanęłam pewniej na nogach.  

Wśród gwizdów i okrzyków zdjęłam biustonosz i mokre majtki. Nadal Czułam się słaba. Stałam naga przed mieszkańcami, którym służyłam przez 11 lat. Może za długo tu byłam..  

Zasłoniłam ręką moje kształtne piersi, a drugą ręką krocze. Po chwili jednak opuściłam ręce. Niech patrzą, nie zależało mi. Nie patrzyłam na nich, tylko starałam się nie rozpłakać. Moje sutki sterczały, zdradziły mnie tak jak moje ciało. Szkoda, tak bardzo chciałam znowu wygrać.  

Podeszłam do Terri. Była już ubrana. Nałożyła mi obrożę na szyję i zapięła smycz.  

Przypomniałam sobie, jak 11 lat wcześniej przeżyłam tu pierwsze zwycięstwo. Wtedy burmistrz Darashian musiała uznać moją przewagę. Ach, nigdy tego nie zapomnę, tego słodkiego smaku zwycięstwa.  

I później, gdy wygrywałam z kolejnymi pretendentkami. Każde zwycięstwo dawało mi radość..

-Na czworakach, suko! - powiedziała głośno Terri, przerywając moje wspomnienia. Zastanowiłam się, skąd jest? Akcent jakby z Kalifornii.  

Opadłam na ziemię.  

Pociągnęła za smycz i ruszyłam za nią. Patrzałam na bruk i niezdarnie podążałam za nową burmistrz. Ludzie gwizdali, śmiali się. Szłam na czworakach, wkrótce zaczęły boleć mnie kolana.  

-Idziemy, idziemy! - powiedziała Terri. Pani i jej suka. Niestety musiałam wypić ten kielich do dna, taki los przegranej.  

Obeszłyśmy połowę placu. Wokół nas zbierali się ludzie, krzycząc najpierw nieśmiało, potem coraz głośniej, różne wyzwiska (pod moim adresem) i pochlebstwa (pod adresem zwyciężczyni).  
Słyszałam więc: "suka" , "świnia" , "gruba dupa", a nawet "stara dziwka" .  

Tak zwracali się do swej byłej burmistrz. Jedna chwila i znalazłam się na dnie.  

Kolana piekielnie bolały, krwawiły. Drobne kamyczki wchodziły w rany. Jęczałam, gdy robiłam ostatnie metry.  
W końcu zrobiłyśmy jedno okrążenie. Koniec męczarni.

-Przyjdź jutro do biura, suko - usłyszałam. Odpięła mi obrożę i zostawiła  mnie. Odeszła. Nowa, młoda burmistrz.  

Siedziałam na bruku cicho jęcząc.  Obok były moje majtki i biustonosz, przy krzyżu leżała reszta moich rzeczy. Davis podszedł do mnie i podał mi je, po czym bez słowa odszedł.  

Robiło się pusto. Ludzie przechodzili do biura burmistrza, gdzie nastąpi uroczyste wprowadzenie Terri na urząd.  

Siedziałam, kolana krwawiły. Bolały jak cholera. Wpadłam w apatię - nie miałam siły się ruszyć, ból i rozpacz mnie unieruchomiły.  

Padł na mnie cień. Podniosłam głowę. Obok mnie stał doktor Rubinescu.  

-Czego chcesz? - spytałam w końcu  

-Krwawisz, zawiozę cię do domu - powiedział delikatnie  

-Jestem już nikim - powiedziałam zmęczonym głosem - Może pomożesz mi jako lekarz? - miałam cichą nadzieję, że sumienie nie pozwoli mu odejść.  
-Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką spotkałem - usłyszałam. - Oczywiście że ci pomogę.  
Spojrzałam zdziwiona na niego. Teraz zauważyłam, że uśmiechał się ciepło do mnie.  
-Oo stara krowa - krzyknął ktoś. To był Martin, mieszkał przy Szkole. Zbliżył się ze złośliwym uśmiechem. Jestem pewna, że miał mój portret w swoim domu. Ale teraz wszystko się zmieniło.  
Doktor podszedł do niego.  
-Odejdź szybko, bo - choć zwykle leczę ludzi - zaraz zrobię  ci krzywdę - powiedział dobitnie.  
Martin zawahał się i pospiesznie się wycofał.  

Rubinescu podszedł do mnie, wziął moje ubrania i podniósł mnie do góry, jak pannę młodą. Nie byłam lekka, więc musiał być zadziwiająco silny. Byłam oszołomiona.  
-Jak właściwie masz na imię?  - zapytałam, czując się bezpiecznie w jego ramionach. To dziwne, miałam taką świetna pamięć, a nie pamiętałam imienia miejscowego lekarza.  
-Elton - odparł. Niósł mnie uśmiechnięty, nagą, niemal pustą ulica, podszedł do samochodu i załadował mnie do środka.  

-Jedziemy do ciebie czy do mnie, Paulo?  
-Do mnie - odparłam tępo - Oj jak bolą!  

Zawiózł mnie do domu. Położył na łóżku, oczyścił, odkaził i opatrzył moje biedne krwawiące kolana. Sprawnie mu to poszło, w końcu był lekarzem.  
Podał mi środki przeciwbólowe.  

Napięcie ze mnie uchodziło. Poczułam że coś we mnie pęka. Nagle rozpłakałam się. Mój dotychczasowy świat runął w jednej chwili, na oczach wszystkich, nic dziwnego, że w końcu dałam upust emocjom.  
-Zostań ze mną - łkałam.  
-Z przyjemnością - odparł.  
Wtuliłam się naga w niego. Może jednak nie byłam zerem, skoro jedna osoba chciała ze mną być?  

Rano obudziłam się w swoim łóżku, przykryta kołdrą, ale nadal naga.  
Obandazżowane kolana jeszcze bolały, ale mniej.
Wszedł Elton niosąc herbatę.  
-Bogini już otworzyła swe śliczne oczy? - zapytał wesoło  
-Otworzyła i widzi niezłego przystojniaka. A gdzie spałeś?  
-Na kanapie w salonie - ziewnął.  

Miło mi było z Eltonem. Ale rzeczywistość mnie otaczała.  
Wstałam z łóżka. Elton patrzał na mnie z podziwem. Pochlebiało mi to. Podobałam mu się jako kobieta, a nie jako burmistrz.  
Pomógł mi się ubrać, nie czyniąc żadnego niepotrzebnego gestu, który łatwo zrobić, gdy ma się nagą kobietę obok.  

-Słuchaj, nie mogę zostać w tym mieście - powiedziałam w końcu.  
-Dlaczego?  
-Była burmistrz ma tydzień na opuszczenie miasta. Jeśli tego nie zrobi, nowa burmistrz może ją aresztować, zrobić z nią co chce.  
Przypomniałam sobie, jak poprzednia burmistrz w pośpiechu uciekła z miasta po swojej porażce ze mną.  

-Dostałam smsa, że mam się stawić w biurze burmistrza - pokazałam mu wiadomość.  

-Jeśli Bogini musi wyjechać, pojadę z Boginią - odparł Elton. Uściskałam go.  

Pojechałam do Terri, choć chodzenie sprawiało mi trudność.  
Weszłam do budynku, w którym rządziłam przez 11 lat.  
Moja sekretarka uśmiechnęła się dyskretnie. Dobre i to. Odwzajemniłam uśmiech.  
Weszłam do pokoju nowej burmistrz. To było niesamowite uczucie - jeszcze wczoraj ja tu pracowałam!  

-Klękaj, suko!  - przywitał mnie taki rozkaz.  
Posłusznie wykonałam go i pocałowałam  czarne buty nowej władczyni miasta. Siedziała wygodnie w moim fotelu.  

-A zatem rządziłaś tu 11 lat? - spytała z tonem pogardy.  
-Tak, pani burmistrz  

Spogladała na mnie z zainteresowaniem, jakby widziała ciekawy okaz rzadkiej jaszczurki.  

-Teraz mam dla ciebie nową funkcję. Zrobię z ciebie moją wycieraczkę. Albo podnóżek. Albo mojego psa. Bardzo fajnie szłaś na smyczy - zaśmiała się.  

-Mam tydzień na opuszczenie miasta - odpowiedziałam, lekko się krzywiąc, bo kleczałam na moich obandażowanych kolanach.  
-Tak, słyszałam. Jeśli za tydzień zobaczę cię w moim mieście - podkreśliła słowo "moim" - zajmę się Tobą. Jasne?  

Jakby na potwierdzenie tych słów, wyjęła z szuflady długi łańcuch, ciężką metalową obrożę i kajdanki, i pokazała mi je.  
-Jasne, Pani Burmistrz - odpowiedziałam. Wiedziałam już, że czeka mnie życie na łańcuchu u stóp tej przybłędy, jeśli tu zostanę. Miałam inne plany. Serce biło mi szybko, ale to chyba ze zdenerwowania. Nie, na pewno nie z podniecenia.  

Wychodziłam ostatni raz z tego budynku, z którego rządziłam miastem może twardą ręka, ale uczciwie i dbając o jego  rozwój. Moja misja była skończona.
Ale ja się nie skończyłam. Byłam nadal sobą.  

-My Amerykanie mamy obsesję wygrywania - stwierdził Elton, gdy pakowaliśmy rzeczy do samochodu  - Myślimy, że ludzie dzielą się na zwycięzców i przegranych. Zwycięzcę należy podziwiać, a przegrany jest nikim i należy nim pogardzać.  

-No coś w tym jest - stwierdziłam - Ale nie generalizujmy. Ludzie są różni i mają różne poglądy. Ja już wiem, że nie jestem zerem, mimo że przegrałam. I wiem to dzięki Tobie - pocałowałam go.  

Kupiłam ostatni raz lokalną gazetę. Zniesmaczona zauważyłam, jak szybko zmienili front.  
Calotti pisał:
"Mieszkańcy naszego miasta z radością powitali Dobrą Zmianę - nową młodą burmistrz. Mają nadzieję, że Terri Wallace zerwie ze skorumpowaną i nieudolną polityką swej poprzedniczki, która wręcz dusiła nasze ukochane Greenville. Czuć nadzieję, że piękna i elegancka Pierwsza Obywatelka da impuls do rozwoju, podniesie poziom naszego życia. Nareszcie możemy odetchnąć.  
Jak stwierdza Jeffrey McDeighton, nasz szanowany lakiernik, trudno było wytrzymać styl rządzenia pani Domingues, toporny i przyciężki jak ona sama."

Przerwałam czytanie. Co za obrzydlistwo.  
Jeszcze kątem oka zauważyłam dowcip, że majtki musieli dla mnie specjalnie sprowadzić, bo takich olbrzymich nie było w całym mieście.  
Wrzuciłam gazetę do kosza.  

Wyjechaliśmy z mojego miasta. Było mi trochę przykro, ale i odczuwałam ulgę. Ale czy było to teraz moje miasto? Czy kiedykolwiek było moje?  

Elton zaproponował, byśmy pojechali do Nebraski. Mieszkał tam kiedyś i miał tam rodzeństwo. Zgodziłam się.  

Spoglądałam ostatni raz na ulice Greenville. Miałam wrażenie, że nawet ptaki śpiewały smutno. Ludzie mieli blade puste twarze, tak byli przygnieceni ponurą atmosferą, którą wprowadziła Terri Wallace.  

Wyjechaliśmy na autostradę międzystanową.  

Zacznę nowe życie z Eltonem. Spojrzałam na niego, uśmiechnął się do mnie.  

Zatrzymaliśmy się w przydrożnym motelu na noc.  

Wyszłam spod prysznica i zawinięta w ręcznik poszłam do łóżka. Eltona nie trzeba było namawiać, szybko wziął mnie w swe silne ramiona.  
-Ty dziki zwierzu - powiedziałam jeszcze. Nie chciałam przytulać do mych piersi wszystkich mieszkańców, chciałam tylko jego.  
Była w nim pasja i ciekawość i radość jak u dwudziestolatka. Nawet Davis, potężny policjant, mnie tak nie oczarował. Może ta ciekawość sprawiła, że został lekarzem?  

Krzyczałam z rozkoszy. Jeśli ktoś nocował w sąsiednim pokoju, miał darmowe słuchowisko albo zepsutą noc. Ale nie zważałam na to.  
Był to pierwszy orgazm po tym słynnym publicznym, na słonecznym placu w Greenville. Ale tym razem nie wstydziłam się. Nic nikomu nie musiałam udowadniać.  

Nawiasem mówiąc, był to pierwszy z całej serii orgazmów, jakie przeżyłam w następnych tygodniach i miesiącach z moim doktorem. Ale to już zupełnie inna historia…

Ceper

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użył 4503 słów i 25943 znaków. Tagi: #Bdsm #femdom #fetysz #orgazm

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Zestaw na tak za poczucie humoru. Powodzenia w dalszym pisaniu

  • Ceper

    @AnonimS dzięki :)