Niebezpieczne cięcie - rozdział 3

Niebezpieczne cięcie - rozdział 3Zuzia
  


   Masakra jakaś.
Nogi mam jak z waty, ledwo mogę na nich ustać. Gdybym chciała zwalić winę na „stłuczkę” to wiem, że oszukałabym samą siebie. Dotyk Gabriela wywołuje dziwną reakcję mojego ciała. Przyspieszone bicie serca, gęsia skórka oraz miłe dreszcze.
Ziomek kładzie dłoń na moich plecach powyżej tyłka i prowadzi w stronę knajpy, o której nigdy nie słyszałam. Nie zaprzeczę, że koleś zrobił mi smaka na hamburgera… ‘I nie tylko’ Ach! Siedź cicho dziadygo w głowie! Przywołuję myśli do porządku. Jeszcze brakuje, aby mi się dolne rejony moczyły. Wystarczy, że woda do pyska napływa. Za chwilę chlapacze sobie zamontuję.
Z całych sił próbuję ukryć wzniecone przez Gabriela uczucia. Speszenie zmieszane z nerwami. Sama nie wiem, co ja wyprawiam. Nie potrafię wytłumaczyć mojego zachowania. Nagle facet przystaje i gestem ręki wskazuje na otwarte drzwi.
– Lejdis ferst – mówi niczym dżentello˗menello, puszczając mnie przodem do spelu… ‘Co do jasnej cholewki?’ To nie jakaś obsyfiała nora, jakiej się spodziewałam, lecz ekskluzywna restauracja. Przy stołach siedzą sami elegancko odziani ludzie, a ja mam na sobie czarny upaprany fartuch i jeansy. Robię piruet, aby zwiać lecz Gabriel chwyta mnie za ramię.
– A ty dokąd to? – Ton mężczyzny mi się nic a nic nie podoba.
– Miło z pana strony, ale jednak pozostanę przy…
– Zimnym bigosie? Wykluczone. – Wchodzi typek w słowo. Robię ogromne oczyska. Skąd pedancik wie, co jadłam, zanim w brutalny sposób przerwał mi posiłek?
– Czułem po oddechu – Wyszczerza zgryz, ukazując rajkę białych prostych zębów.
‘Kołek’ przekręcam oczami i uwalniam się z uścisku.
 Pierożek! W co ja się wpakowałam?
– Stolik dla dwojga. Pronto! – woła na cały lokal, jakby był pieprzonym Bogiem. To nie miejsce dla mnie, a gamoniami nie jestem zainteresowana. Nic tu po mnie, spylam stąd.
Taa! Akurat!
– Gdzie?!
Zostaję uchwycona w tali i uniesiona w górę niczym paczka mrożonej brukselki.
– Co pan wyprawia?! – wołam przerażona. Przecież to chore, co gostek odwala.
Rach, ciach, pach. Siedzę w miękkim dizajnierskim fotelu.
– Gabriel jestem, miło mi. – Znów suszy jedynki. – A teraz pozwól, że zadbam o dobry posiłek dla mojej wirtuozki nożyczek. – Kłania się przede mną.
Koleś ma luźną śrubkę. Jednoznacznie.
 


Gabriel

  

   Uff, jak to dobrze, że żaden z klientów nie zadzwonił po gliny. W końcu jak to wyglądało? Kobieta chce uciec z lokalu, a facet łapie ją w tali, podnosi, jak worek kartofli i idąc przez cały lokal sadza w fotelu. Już myślałem, że zaraz mnie zgarną na czterdzieści osiem, jak nie na dłużej. Na szczęście ludzie tylko popatrzyli na mnie, jak na wariata i zajęli się swoimi sprawami. Byłem uratowany. Zuzia wyglądała na całkowicie zbitą z tropu. Patrzyła na mnie tymi wielkimi brązowymi oczyskami.
„Matko i córko, czy każda mina, każda emocja ukazująca się na jej pięknej twarzy, musi być tak śliczna?” ˗ pytam swoją podświadomość. Dziewczyna z powodzeniem sprawiała, że mózg miałem, jak z waty. Przez krótką chwilę się wyłączył, dlatego wyszczerzyłem się jak głupi i poszedłem zamówić dobrą szamę. Z tego wszystkiego zapomniałem o tym, że przecież jest tutaj coś tak wspaniałego, jak leżąca na stoliku lista dań. Zanim się zorientowałem, byłem już przy ladzie. Zakrzyknąłem z automatu:  
– Szefuńciu! Dwa najlepsze hamburgery z wołowiną, jakie masz!  
To był błąd. Nie dlatego, że cała uwaga znów skupiła się na mnie. Kątem oka zauważyłem, że Zuzia również mi się przygląda. Pewnie zauważyła reakcję wszystkich zebranych gości, gdyż uśmiechnęła się, a w oczach na powrót pojawił się błysk.  
„Tak jest, punkt dla mnie” ˗ pomyślałem. Jednak, jak mówiłem, nie to było najgorsze. W momencie, w którym krzyknąłem, usłyszałem bowiem głośne dudnienie. Jakby pędzący koń. Już wiedziałem, co się święci. Szybkim ruchem zmieniłem pozycję ciała. Stanąłem na szeroko rozstawionych nogach, ręce wysunąłem przed siebie, jakbym chciał złapać byka za rogi. Byłem gotowy, tak przynajmniej myślałem. Zza zaplecza wyłoniła się wielka czworonożna bestia. Pędziła na mnie, merdając ogonem. I nagle skok. Próbowałem złapać zwierza i zachować równowagę, ale jak to przy tym bywa, gdy osiemdziesiąt kilo żywej wagi skacze na ciebie ˗ po prostu nie dajesz rady. Upadam. Bestia zaczyna lizać mnie po twarzy. Leży na mnie zadowolona, gibiąc tułowiem. Pierwsza reakcja ludzi: szok i niedowierzanie. Potem śmiech. Nawet Zuzia roześmiała się na całego. No nie, wszystko miało być idealnie, a robię z siebie błazna. No, ale co poradzić. Siła wyższa. W końcu odzywam się do psiska:  
– Goliat, złaź ze mnie ty bestyjo – mówię rozbawiony. ˗ No już, już starczy. Mnie też miło cię widzieć, ale muszę wstać. Jestem zajęty. – Zwierzak, ani myślał odpuścić. W końcu musiałem zawołać Krzycha.
– Krzychu! Krzychu! Znowu Goliata nie upilnowałeś! – krzyczę, śmiejąc się jednocześnie. – Przecież wiesz, że tak reaguje. Zobaczysz, kiedyś ci sanepid wejdzie na łeb! – zagroziłem i wybuchnąłem kolejną falą śmiechu. Nagle jak wystrzelony z procy do sali wpadł mój mistrz grilla. Potężny facet przy kości z czarnymi jak noc włosami i krótką bródką.
– Gabriel, stary, przepraszam cię, ziomuś. No widzisz, wariat tak reaguje i zawsze furtkę znajdzie. Co poradzę.
– Nie ma sprawy, tylko weź psinę i przygotuj dwa najlepsze hamburgery, jakie potrafisz. Dzisiaj nie jestem sam – szepnąłem i puściłem oczko.
Krzychu zrozumiał, szybko zabrał Goliata ze sobą i poszedł szykować żarełko. Ech, cały obśliniony na twarzy zacząłem wracać do stolika, przy którym siedziała Zuzia. Widziałem, że  ciągle się śmiała. Mimo wszystko, to dobrze. Po raz kolejny zauważyłem w jej oczach te łobuzerskie iskierki. Co ona sobie wyobraża? ˗ zastanawiałem się z uśmiechem na ustach.
Usiadłem w fotelu, sięgnąłem po serwetki i zacząłem wycierać ślinę z twarzy.
– Co to było? – zapytała nagle Zuzia, ciągle się śmiejąc.
– Aaa, to, można powiedzieć już taki nasz rytuał – odparłem z bananem na twarzy.
– Pies ci mordę lizał, a to dobre – powiedziała i wybuchnęła śmiechem.
– I to nie pierwszy raz – zapewniłem ją. Również się roześmiałem.
– Swoją drogą, mam pytanie.  
˗ Jakie? – spytałem zaciekawiony. Zuzia sięgnęła do kieszeni po jakiś kawałek papieru. Okazało się, że był to mój liścik.
– Kiedy zdążyłeś go napisać cwaniaczku?
– Cóż, zawsze mam przy sobie długopis i karteczki, właśnie na takie okazje – odpowiedziałem i puściłem do niej oczko.  
– Tak? To pewnie często ci się przytrafiają, skoro jesteś tak przygotowany? Hmm? – spytała i spojrzała na mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Och, znów robi mi się gorąco, a żołnierz przebudza się z drzemki. „Jak ta kobieta na mnie działa, jak ona na mnie działa!” ˗ krzyczałem w podświadomości. Musiałem skupić całą siłę woli, aby nie zauważyła jak mi się trzęsą dłonie. Ach, porwałbym ją znowu w swoje ramiona, ale już zbyt wiele razy zwróciłem na siebie uwagę. „Panuj nad sobą, panuj” ˗ upominała psycha.
– Nieczęsto, ale wystarczył jeden raz – odpowiedziałem z szelmowskim uśmiechem. Zamyśliła się. „Nad czym ona tak myśli? Powiedziałem coś głupiego?” ˗ Mimochodem z nerwów przeczesałem włosy prawą dłonią.
Świdrowała mnie ciekawskim wzrokiem. Oj, znów żołnierzyk rwie się do boju. „Uspokój się” ˗ mówię do niego w głowie. ˗ „Jeszcze głównego dania nie podali, a ty już deser byś chciał? Wolnego kolego!”
– A dlaczego ten ogromny pies, tak na ciebie zareagował? – spytała nagle.
– Aaa, to... – powiedziałem i zaśmiałem się. – Prowadzę schronisko dla zwierząt, a Goliat był jednym z moich pupili, dlatego mnie tak lubi.
– Hmm...  
„Co za hmm?” ˗ Nie wiedziałem, o co chodzi. Znów zacząłem się denerwować. Tam jakieś „hmm”, a tu ciało się rwie do akcji. Kataklizm! Katastrofa! Zagładaaa!
„Przetrwaj chłopie, przetrwaj” ˗ powtarzałem sobie.

FourGenesis

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1455 słów i 8349 znaków, zaktualizowała 9 lip 2020.

4 komentarze

 
  • Somebody

    Poprawiłaś mi humor - gratuluję  :cheers:

  • FourGenesis

    @Somebody Dziękuję bardzo :) Miło mi to słyszeć  :cheers:

  • Iga21

    I znowu się uśmiałam 😀
    Brawa dla Goliata 🙂
    Czekam na następną część.

  • FourGenesis

    @Iga21 Dziękuję :), cieszę się, że jest zabawnie :)

  • Aladyn

    Akcja się rozwija i można się domyślać do jakiego końca zmierza. Ale to, przy tej parze, nie jest tak całkiem pewne. Wszystko się może wydarzyć.
    Na razie pewnym jest niezmienny, soczysty język i zabawne sytuacje.

  • FourGenesis

    @Aladyn Dziękuję bardzo :) Dokładnie tak, jeszcze wszystko może się wydarzyć ;)

  • agnes1709

    "Stolik dla dwojga. Pronto! Będę polerował mebelek". Taki żarcik. Jak zawsze z bananem kończę czytanie, ale czy części nie są coraz krótsze?  :spanki: Widząc to dowcipkowanie, nie mogę się doczekać fikuśnych niegrzeczności. Już widzę to bezgłośne pyskowanie w czasie fiku miku. Tak, to zapewne będzie boskie  :ciuch:

  • FourGenesis

    @agnes1709 Dziękuję :) Ten trochę krótszy, ale raczej minimalnie :)
    Będzie się działo, trzeba być cierpliwym ;)

  • agnes1709

    @FourGenesis Nie właśnie - będzie się działo. Więc jak tu perspektywy czytania mają się do cierpliwości? Ciężko, biada mi biada. Ale cóż... czekam zatem ;)