Niebezpieczne cięcie - rozdział 8

Niebezpieczne cięcie - rozdział 8Krzysiek
    


   Jak wygląda idealny dzień?
To na pozór banalne pytanie, nie jest w rzeczywistości, najprostsze. Wymaga od człowieka niebywałych pokładów wyobraźni; nawet przy szacowaniu prozaicznych czynności. A dzisiejsze czasy i "dzisiejszy" człowiek to modelowe zaprzeczenie wszelkiej formy kreatywności. No dobrze, ale postaram się odpowiedzieć. Dla samego siebie.
Krzysztof myśl.
Blue screen.
Krzysztof myśl.
Eureka! Idealny dzień to rozrysowanie fabuły dla najnowszej książki. Opowiadać będzie o... hmm... nadzwyczajnych różnicach czasoprzestrzennych, w ogólnej teorii względności.
Czy ja się na tym znam? E=mc2... pal licho, będzie zacnie!
Ale zanim to nastąpi, należy się przygotować. Idealny naukowiec-artysta powinien posiadać następujący ekwipunek:
1. Coca-Cola.
2. Paluszki solone.
3. Odpalona muzyka.
  Brak dwóch pierwszych rzeczy = beznadzieja umysłowa, a co za tym idzie, kreatywna blokada.
Wychodzę w pośpiechu z mieszkania. Wcześniej narzuciłem na siebie wytarte jeansy, białą koszulkę, kapelutek słomkowy (yyy...) i plecak.
Biegnę do pobliskiego spożywczaka. Szlag, zamknięty.
Biegnę dalej. Niedaleko jest większy sklep, gdzie z pewnością dowożą tony paluszków i litry czarnego szczęścia.
Już mam wchodzić, gdy spostrzegam... czy ja dobrze widzę? Marysia!
Macham jej.  
‒ Hej! Marysia! ‒ krzyczę. Spostrzega mnie. Podchodzi uśmiechnięta.
‒ Dzień dobry. A pan czego sobie życzy?
‒ Muszę kupić palu... heh... ładnie dziś wyglądasz.
‒ A dziękuję. Pan też niczego sobie. ‒ Czuję, że się czerwienie.
Krzysiu, chłopie, dasz radę! Rozpracowałeś cholernego Einsteina (no, prawie), więc i z kobietą dasz radę. Poza tym, już ją widziałeś. Nawet powiedziałeś kilka "mocniejszych" słów. Użyłeś "tych" zwrotów! No, więc ten tego.
‒ Marysiu, co tutaj robisz?
‒ Zakładając, że stoimy pod sklepem, planowałam zrobić małe zakupy.
‒ Zakupy? Aaa...
‒ Masz ochotę do mnie dzisiaj wpaść?
‒ Do ciebie? Dzisiaj?
‒ A co? Jesteś zajęty?
‒ Nie, nie oto chodzi. Nie wie... znaczy... przepraszam. Tak, z chęcią do ciebie wpadnę.
‒ No, to świetnie. A teraz idź kupić te swoje paluszki. ‒ Mrugnęła do mnie okiem. Przechodząc obok mnie, poczułem... zaraz, moment! klepnęła mnie w tyłek!
Szybko odwracam się, tymczasem Marysia zniknęła za zakrętem.
Jedno jest pewne. Życie jest nieprzewidywalne, a ona jest boska.

***

Adnotacja komputerowego dziennika

Czytelniku, czyli schizofreniczny Krzysztofie.
Zrobiłem Marysi kanapkę. Byłem zalotny. Cholera, sam nie wiem, jakim cudem. Jestem nieśmiałą, ślepą istotą, która płacze do "Pretty Woman".
Naturalnie, po tej całej akcji, wyszedłem z jej mieszkania. Zachowałem się dżentelmeńsko.
Do niczego nie doszło.
A obecnie? Nieznane są koleje losu. Możliwe, że dziś, ja, Krzysztof, doświadczę nieba.
Zapewne przesadzam.
Ależ ona ma tyłek!
Ależ ona ma oczy!
Ależ ona jest piękna!
Dobrze, Krzysiu, oddychaj. Oddychaj!
Czas iść.
Następny wpis, kiedy indziej.

P.S Kup jej kwiaty, matole.
P.S 2 Nie słuchaj Gabriela.
P.S 3 Nie rób więcej końskich zalotów z tyłeczkiem. Co to w ogóle było?

Całuję.
Twoja głowa.



Zuzia



   ‒ Długo jeszcze? ‒ warczę do porywacza, który w poniżający sposób buchnął mnie z zakładu pracy. Gdybym przewidziała brutalne zamiary kolesia, to bym z buta spierniczyła, gdzie kokos rośnie.
‒ Chwileczkę, zaraz poleje się fala… ‒ informuje łagodnym głosem.
‒ Nie wytrzymam już dłużej. Kolana mi pękają ‒ marudzę, kiedy Gabriel w tym samym czasie po raz piąty spuszcza mi na łeb strumień ciepłej wody, płucząc włosy z piany.
Chociaż protestowałam i chciałam sama zmyć świecę z głowy, to niestety moje szanse były zerowe z prostego powodu – skomplikowany kran i prysznic. Z takim kosmosem się jeszcze nigdy nie spotkałam.  
Pomijam żenujący spacer przez pół miasta z turbanem na głowie. Ludzie gapili się na mnie jak na psychopatkę, ale największego szoku doznałam, gdy przekroczyłam próg mieszkania Gabriela. Nie potrzebuję widzieć całego mieszkania, wystarczy widok łazienki, abym poczuła skrępowanie.
To nie mój świat, dlatego nie wiem, jak można mieszkać w takich warunkach. Boję się czegokolwiek dotknąć, a tym bardziej gdziekolwiek usiąść.  
Od prawie pół godziny pełna napięcia klęczę na poduszkach, w stopach czuję mrowienie, a w myślach powtarzam „ Nie popsuj. Nie popsuj…”
Boże, gdzie ja trafiłam? Do tego typu apartamentu wchodzi się z workami na buciorach i rękawiczkami na dłoniach.
Przez ułamek sekundy pomyślałam, że to jakiś żart, bo przecież skąd ziomek…? Jednak, co się dziwić po takim pedanciku, jakim jest Gabriel?  
‒ Gotowe ‒ oznajmia, otulając mój łeb materiałem ręcznika, który pachnie orchideą.  
Szybko zawijam szmatkę w turban i podnoszę się na równe nogi. W chwili, gdy stoję na kopytach mrowienie w stopie się nasila, a w lewej łydce łapie mnie skurcz.  
‒ Ałćććććććććć ‒  syczę. Siadam na krawędzi wypasionej wanny i chwytam za bolące miejsce. Nagle typek przykuca i bierze moją nogę, zaczynając wyginać, naciągać oraz delikatnie wtapiać palce w mięsie.  
O rany!!! Dotyk męskich dłoni na skórze głowy, był nieziemskim uczuciem, ale to?
Istny luksus w raju z nieograniczonym dostępem do Internetu. Żyć nie umierać!  
Zamykam powieki, by dać ponieść się fali odprężenia. Takiej przyjemności już dawno nie doznałam, aż mam ochotę na więcej.
‘Jeśli ma takie sprawne paluszki, to ciekawe jak nimi operuje podczas…’ CICHO! Nie teraz babsztylu!   
Niestety, durny głos podświadomości zwycięża, uruchamiając różne bodźce, a także wyobraźnię. Teraz to mam mrowienie, ale w innych rejonach. Włosy na karku stają dęba, ciało pokrywa gęsia skórka. Piersi tak jakby nabrzmiały, brodawki stwardniały i ocierają o materiał staniczka, a co najgorsze… Wszystkie te czynniki lądują z podwójną siłą w łonie, powodując skurcze macicy i nasilają produkcję śluzu.
Jednym słowem mam chcicę jak cholera i jeżeli za chwilę nie opanuję wzrastającego podniecenia, to rzucę się na Gabriela niczym Reksio na szynkę.
Odganiam myśli oraz tornado emocji. Otwieram oczy.
‒ Dziękuję, już lepiej ‒ mówię cicho, zabierając nogę. Wstaję na chwiejnych kolanach, delikatnie się uśmiecham do mężczyzny. Z całych sił próbuję zakryć popęd seksualny. ‘ Ileż bym dała, aby móc go pocałować. Ahhhh’.  Z wiedzą, że zaraz strzelę buraka przez niedorzeczne myśli, pochylam się do przodu, aby wytrzeć mokre włosy.
‘Zuzia, ten koleś to nie twoja liga. Spójrz tylko na jego zadbane mieszkanie.‘ W rzeczy samej. Do tej pory widziałam tylko kibel i ten powalił mnie z nóg wielkością oraz lśniącymi kafelkami. Wszystko wygląda sterylnie, nowoczesne i woła „ mam kasę”.  
Nic mi nie pozostało, jak wysuszyć kudły, pożegnać się, a następnie modlić się, aby typek szybko nie postawił nogi w salonie.
Z planem ucieczki prostuję się do pionu. Przewieszam ręcznik przez wannę. W chwili, gdy chcę poprosić o suszarkę, ta zostaję podana mi do ręki.
‒ Dziękuję ‒ szepczę. Włączam urządzenie i patrzę wszędzie, tylko nie w stronę kolesia.
Dosłownie czuję na sobie jego palący wzrok. Jeszcze chwila i zostanę usmażona z cebulką i rozmarynem.
„Możesz z łaski swojej odwrócić ode mnie ślepia? To peszy!”  
‒ Oj, przepraszam nie wiedziałem. W takim razie zrobię kawy.
Powiedziałam to na głos?  Z przerażenia suszarka wyślizguje mi się z dłoni. Na szczęście refleks Gabriela jest lepszy niż mój i łapię ją, zanim ona ma bliskie spotkanie z posadzką.
Gapię się na kolesia, a on na mnie. Różnicą jest, że ja palę się ze wstydu, a ziomek ma dziwny wyraz twarzy. Tak, jakby się zastanawiał, czy faktycznie zaserwować mi zaproponowaną kawę, czy też wykopać za drzwi.
Poproszę opcję numer trzy!

FourGenesis

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1336 słów i 8060 znaków, zaktualizowała 17 lip 2020.

2 komentarze

 
  • Aladyn

    Czyżbym się mylił, że Gabrielowi chodzą po głowie jeszcze inne pomysły, a nie tylko doprowadzenie włosów do porządku.
    W każdym razie jego fryzjerskie zabiegi wpływają na Zuzię "rozmiękczająco".

  • FourGenesis

    @Aladyn Kto wie, kto wie? :) Jedno jest pewne, dłonie Gabriela potrafią czynić cuda ;)

  • shakadap

    Brawo.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • FourGenesis

    @shakadap Dziękuję bardzo :)
    Również pozdrawiam ;)