Niebezpieczne cięcie - rozdział 7

Niebezpieczne cięcie - rozdział 7Gabriel



   Znowu nie odbiera telefonu? No nie, tak nie może być – pomyślałem. I jeszcze te jej ostatnie słowa. Były do mnie czy do kogoś innego? ‒ zastanawiałem się. No bo jeśli do mnie, to czy naprawdę ma mnie za paszczura? Ech, nie wiem co o tym myśleć. Trochę się boję, ale no nic, jeśli rzeczywiście tak myśli, to już ja ją doprowadzę do porządku – powiedziałem w duchu z szatańskim uśmiechem. Ubrałem się, wziąłem smycz i powiedziałem do Naleśnika:
‒ No nie merdaj tym ogonem, nie merdaj. Też idziesz, ale nie myśl, że po prostu, od tak sobie. Będziesz się tłumaczył przed Zuzią za zerwane połączenia, cwaniaczku.
Czworonóg spojrzał na mnie wielkimi oczami, wystawił jęzor i merdając ogonem czekał, aż w końcu wyjdziemy.
Nie zastanawiając się dłużej wyszedłem z mieszkania. Zamknąłem drzwi na klucz i wziąłem Naleśnika na ręce. Czym prędzej pognałem schodami w dół.
Po niecałych dwóch minutach byłem na zewnątrz. Chyba nowy rekord – przeszło mi przez myśl. Mniejsza o to, nie było czasu do stracenia. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła szesnasta. O siedemnastej zamykają salon, więc musiałem się spieszyć.
Dzieci na pobliskim placu zabaw bawiły się w najlepsze, a ja gnałem i gnałem, gdyż miałem powód. Musiałem się przekonać, czy rzeczywiście myśli o mnie w sposób, jaki wyraziła przez telefon.
Biegłem i biegłem, mijając kolejne ulice. Naleśnik miał szczęście, że go niosłem, bo biedak po prostu, by nie nadążył.
Po jakiś dziesięciu minutach istnego maratonu i sprintu w końcu dostrzegam mój cel – salon fryzjerski "ViWena".
Wpadłem do niego dysząc jak parowóz. Już nawet nie zawracałem sobie głowy przywiązywaniem psiaka do słupka. Zresztą, miał się chłop tłumaczyć, to musi być obecny.
Gdy w końcu wyrywam się z własnych rozmyślań, dostrzegam to co się dzieje. Istny ARMAGEDON.
Zuzia krzyczy wniebogłosy coś o swoich włosach. Marysia śmieje się w najlepsze, myjąc głowę wirtuozki, a obok nich kręci się praktykant. Chwilę mu się przyglądałem i gołym okiem mogłem dostrzec, jak leje mu się ślina z paszczy. Ciekawe do czego, a raczej kogo się chłopaczek ślini. Podążyłem za jego wzrokiem i oczywiście rynna jest mu potrzebna z powodu mojej wirtuozki nożyczek. Będę cię miał na oku bydlaku – rzekłem w podświadomości.
Nie zastanawiając się nad tym dłużej, spróbowałem przekrzyczeć panujący w środku harmider:
‒ Dzień dobry!!!
Wszyscy spojrzeli w moim kierunku.
Marysia jak zwykle z błyskiem w oku, tajemniczo się uśmiechnęła. Natomiast na twarzy chłopaczka zauważyłem chwilowy grymas niezadowolenia.
„Też się nie cieszę na twój widok“ – zapewniłem go w myślach. Gość spojrzał na mnie i jakby zrozumiał moje myśli, szybko odwrócił wzrok.
Szczerze powiedziawszy sądziłem, że oczy Zuzi wypadną z orbit. Patrzyła na mnie, jak szpak w pięć złotych i dopiero po chwili zdołała się odezwać:
‒ G... Gabriel? Co ty tutaj robisz?
‒ Jak to co? – spytałem zdziwiony. ‒ Gdy praktykant odebrał telefon usłyszałem jakieś krzyki, dziwne dźwięki oraz wyrażenia. Potem już nikt nie odbierał, więc pomyślałem, że coś się stało i chyba... ‒ przerwałem na moment, przyglądając się wszystkiemu jeszcze raz. ‒ I chyba miałem rację.
‒ Aaa, to ‒ powiedziała i popatrzyła na swoje włosy. ‒ To tylko jeden z nieudolnych uczniów mnie tak załatwił, próbując zrobić falę ‒ wyjaśniła, patrząc na chłopaka piorunującym wzrokiem. 
Co? Czy ja dobrze słyszę? Ten o tutaj „uczeń“ zalał piękne włosy mojej wirtuozki jakąś gumą, czy innym żelem? Coś się we mnie zagotowało. Spojrzałem na lalusia z mordem w oczach. Widziałem, jak dreszcze przeszyły jego ciało. Efekt osiągnięty – pomyślałem. Chłopaczek zniknął z pola widzenia.
Zuzia musiała to dostrzec, gdyż od razu zmieniła temat:
‒ A tak w ogóle, Gabriel?
‒ Tak?
‒ Co masz na rękach? ‒ spytała zdziwiona.
‒ Ojojoj, nie co, tylko kogo – sprostowałem. ‒ To jamnik, Naleśnik ‒ powiedziałem z dumą. ‒ Jamnikus Naleśnikus będzie się przed tobą tłumaczył za zerwanie połączenia.
Słysząc to, obie kobiety wybuchnęły śmiechem.
‒ Proszę się nie śmiać z mojego wiernego towarzysza ‒ rzekłem, udając oburzonego. ‒ Toż to jedyny w swoim rodzaju jamnik o budowie naleśnika! ‒ wyjaśniłem i sam się roześmiałem.
‒ Istotnie, lepszego imienia nie mogłeś mu nadać ‒ powiedziały razem.
‒ No, no, synchronizacja godna podziwu. ‒ Gdy to usłyszały, zaczęły rechotać na całe gardło.
Przyglądałem się, jak Marysia myje włosy Zuzi i momentalnie wpadłem na genialny i iście szatański pomysł.
„Czasem i w tobie odzywa się diabełek” – rzekła podświadomość. Cóż poradzę, świetny plan, który należy wprowadzić w życie.
‒ Ojojoj, pani Marysiu, takie mycie włosów upaćkanych od fryzjerskich specyfików, musi być doprawdy męczące ‒ powiedziałem zaczynając swoją, a raczej „naszą” grę i puściłem do niej oczko.
Chyba zrozumiała, o co mi chodzi, gdyż odparła z doskonałą grą aktorską:
‒ Oj tak, moje biedne rączki już mi odpadają. Przydałaby się tutaj pewniejsza dłoń.
‒ Dokładnie – przytaknąłem. ‒ Dlatego proponuję, że zajmę się Zuzanną ‒ powiedziałem z uśmiechem.
 Naleśnika posadziłem na jednym z foteli, więc byłem gotowy, aby zająć się jej włosami.
‒ Uno momento, a kto powiedział, że się zgadzam? ‒ zaprotestowała Zuzia.
‒ Będzie dobrze dziewczyno ‒ wtrąciła się kuzynka. ‒ Naprawdę ręce mi opadają po całym dniu harówy. 
‒ Ech, zawsze mnie w coś wkopiesz ‒ westchnęła. ‒ Dobra, niech będzie ‒ zgodziła się.
‒ Spoko oko ‒ powiedziałem.
Podszedłem do mojej bogini, w międzyczasie spytałem Marysię:
‒ Mogę prosić jakiś ręcznik?
‒ Pewnie.
Poszła na zaplecze. Po chwili wróciła z ręcznikiem i mi go podała.
Zacząłem wycierać głowę Zuzi. Jest to wspaniałe uczucie, bycia blisko niej. Po tak długim czasie wszystkie zmysły się wyostrzyły. Odbierały jej zapach, ciepło ciała o tysiąc razy bardziej.
Iście hipnotyzujące.
Gdy skończyłem wycierać włosy, owinąłem je ręcznikiem. Następnie jednym płynnym ruchem poderwałem wirtuozkę w powietrze. Potem wziąłem ze sobą Naleśnika i zacząłem kierować się do wyjścia.
‒ Co... Co ty robisz!? ‒ krzyknęła kobieta.
‒ Nic takiego. Zabieram cię do siebie, aby doprowadzić twoje włosy do porządku.
‒ Ale... Ale... ‒ starała się protestować, lecz było już za późno... byliśmy już na zewnątrz.
Dwadzieścia minut później wchodzimy do mojego mieszkania.
No, zobaczymy co z tego wyniknie – powiedziałem w podświadomości z szatańskim uśmieszkiem na twarzy.

 

Marysia  



– Ale z tej Zuźki farciara – gderam w myślach, trzymając w paszczy bułkę z żółtym serem i miodem, próbując jednocześnie zamknąć cholerne drzwi wejściowe do salonu. Męczę się i sapię, za nic nie zwalniając uścisku zębów na śniadaniu. Nic dziwnego, że po całym dniu głodowania miód i nieco oklapły już Edam smakują niczym ambrozja. Muszę wyglądać komicznie, gdy pod pachą ściskam torebkę, a w ryjku kanapkę i z przykurczonymi łapkami jak T-rex z Jurassic Parku staram się manewrować przy zamku. Już, już prawie mi się udaje, gdy przemoknięta od ślinotoku bułka spada na ziemię i z plackiem rozpada się u moich stóp na części pierwsze. Nosz faken szit!
– Goliat, nie! – słyszę nagle gdzieś z oddali i chwilę później zostaję staranowana przez wielkie psie bydle, które jak widać ma zupełnie gdzieś mnie, moją torebkę i grzebanie przeze mnie przy drzwiach, gdyż momentalnie zaczyna wpierdzielać moją obślinioną bułeczkę. Ze łzami w oczach, bolącym od upadku dupskiem, podźwigam się na nogi i zgarniam z ziemi kopertówkę, która na szczęście zamknięta przetrwała lądowanie w rynsztoku. Psisko w tym czasie zżera moje śniadanie razem z mchem pomiędzy kostką. Ostro wkurzona, z rządzą mordu zaczynam rozglądać się za niefrasobliwym właścicielem. Nie mając pojęcia, z którego kierunku nastąpił atak, zerkam w lewo i prawo, ale nikogo nie widzę.
– Its biutiful! – wykrzykuję i zaczynam tupać nogą, patrząc na wyczyny czworonoga. – No i co ja mam z tobą zrobić, paskudo? – pytam zupełnie retorycznie. W odpowiedzi siada na zadku i ochoczo merda ogonem. Chyba mu posmakowało skoro jest taki radosny. To tylko duża ciepła klucha, wielkie to-to, ale jak się na niego spojrzy, widać, że służy bardziej za ogrzewacz do stóp niż ochrona dobytku.
Naraz dociera do mnie odgłos ciężko stawianych kroków i dyszenie. Odwracam się na pięcie i gały niemalże wypadają mi z orbit. Zuźka może dostała dzisiaj el-ciacho, ale to na mnie pędzi właśnie cudownie szeroka w barach, seksowna kupa mięcha. Moto Moto może się przy nim schować!
– Bardzo panią przepraszam! – rzuca ku mnie właściciel psiaka, zziajany od biegu. – Widziałem jak Goliat panią przewrócił, zerwała się mi bestyjka ze smyczy. – Tu pokazuje przedarty kawałek grubej czarnej taśmy. – Mam nadzieję, że nic pani nie jest. Oczywiście zapłacę za wszystkie szkody i koszty leczenia pani ślicznego… – zapędza się, po czym rumieniąc, pod nosem kończy – …tyłeczka.
Momentalnie pąsowieje na twarzy, a chwilę później, nerwowo uśmiecha, ukazując najbardziej rozbrajającą rzecz na świecie. Gościu ma dołeczki w policzkach… – Łaaaa! – wyję w duszy, rozkoszując się widokiem. Nie uszło również mojej uwadze stwierdzenie, że mam seksi dupkę. Tańcząc w myślach kankana, przybieram sztucznie oburzoną minę i odpowiadam z wyrzutem:
– Nic mi nie uszkodził, ani nie zniszczył, za to bezczelnie zeżarł moje śniadanie! – robię naburmuszoną minkę, zupełnie pomijając fakt, że kanapki z ziemi już i tak bym nie zjadła. Dobrze, że psisko ją wszamało, inaczej z pewnością trafiłaby do kosza. Mam nadzieję, że dryblas przeoczył ten drobny szczegół.
– Jeśli tylko o to chodzi – spogląda na mnie z nagłym błyskiem w hebanowych oczyskach – myślę, że mogę temu zaradzić…

FourGenesis

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1817 słów i 10349 znaków.

2 komentarze

 
  • shakadap

    Brawo! Kolejna postać, kolejny strzał w 10tkę.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • FourGenesis

    @shakadap Dziękuję bardzo :)
    Również pozdrawiam ;)

  • Aladyn

    Kolejny krok zrobiony, aby spragniony żołnierzyk doznał ulgi.
    Ale chyba jeszcze nie tym razem.
    Okazuje się, że w tym opowiadaniu niemałą rolę mają czworonogi.  
    Nie tylko Jamnikus-Naleśnikus, ale też niejaki Goliat wspomagają swoich właścicieli w zdobywaniu dziewczęcych serc...i nie tylko.
    Kolejne fajne rozdziały.

  • FourGenesis

    @Aladyn Dziękuję bardzo. Dokładnie tak, czworonogi odgrywają ważną rolę, bo jak wiadomo kobiety miewają do zwierzaczków słabość :)