Niebezpieczne doznania 1

Witam po raz pierwszy ;) i oczywiście zapraszam do czytania.

Eliza aż podskoczyła na krześle, kiedy w końcu w tłumie ujrzała go wchodzącego do klubu. Przeszył ją dreszcz. Dopiero teraz to zrozumiała co zamierza zrobić, co innego planować, a co innego wprowadzać ten plan w życie.  
Żołądek ścisnął jej się ze strachu. Chwyciła kieliszek wódki, który zamówiła wcześniej i wypiła do dna, dla odwagi.  
Styk zdążył zająć miejsce w swojej loży. Musiała przyznać, że inaczej go sobie wyobrażała. Dla niej każdy gangster ubierał się w luźne dresy, na szyi nosił łańcuch, a na twarzy miał tatuaż po pobycie w więzieniu. Styk bardzo różnił się od jej wyobrażeń.  
Już nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle.  
Ubrany w elegancki garnitur, białą koszulę i czarny krawat wyglądał bardzo pociągająco. Emanował raczej seksem niż niegodziwością, może przez to był jeszcze groźniejszy.  
Podsunęła barmanowi banknot, w podzięce za pomoc i wstała od baru. Wciągnęła głęboko do płuc ciężkie powietrze, ze wszystkich sił próbując się opanować. Mimo że właśnie wypiła setkę, zrobiło jej się sucho w ustach. Jeszcze mogła się wycofać, odwrócić się na pięcie i wyjść z tej zatłoczonej jaskini zła i brudnych interesów, jednak nie zrobiła tego.  
Na miękkich nogach w piętnastocentymetrowych czerwonych szpilkach wkroczyła wśród tańczących ludzi, zdeterminowana odegrać swoją rolę. Zakołysała biodrami, wpasowując się w rytm. W tańcu zbliżyła się do loży Styka. Siedział ze swoimi kumplami, popijając mocny alkohol. Elizie teraz zostało tylko przyciągnąć jego uwagę. W tej czarnej opinającej jej każdą krągłość sukience miała o wiele większe szanse.  
Nigdy nie robiła czegoś podobnego. Nie chodziła do klubów, aby wyrywać mężczyzn, teraz jednak musiała przekroczyć tę granicę i to zrobić. Choć czuła tremę, wyobrażała sobie, że wygląda i porusza się seksownie. Od jakiegoś momentu opierał się o oparcie kanapy i po prostu spoglądał na nią. Omal się przewróciła, gdy dostrzegła jego spojrzenie. Szybko jednak zdołała się opamiętać. Uwodzicielsko przesunęła opuszkami po swojej szyi, aż dosięgła głębokiego dekoltu. Przymknęła oczy, nie mogąc dalej patrzeć na to, co robiła. Szybko w myślach powiedziała sobie, dla kogo to robi i ponownie wzięła się w garść. Otworzyła oczy.  
Styka już nie było na kanapie.  
Gdy poczuła czyjeś dłonie na swoich biodrach, już miała się uśmiechnąć, że udało jej się i wpadł w jej sidła. Jednak radość była zbyt wczesna. Odwróciła wzrok, te dłonie należały do innego mężczyzny. Spojrzała na niego.  
Szatyn z czekoladowymi oczami posłał jej szelmowski uśmiech, a potem jego wzrok przetoczył się po jej dekolcie. Omal nie przewróciła oczami, jednak przecież o to jej chodziło, miała uwodzić, przyciągała spojrzenia prawie każdego faceta, aż praktycznie czuła się przed nimi naga.  
Facet przyciągnął ją do siebie bliżej i położył dłonie na jej pośladkach. Szybko położyła płasko dłonie na jego klatce piersiowej i odepchnęła go.
On jednak tylko się uśmiechnął i nie zwracając sobie uwagi jej odmową, złapał ją za nadgarstki i wciągnął praktycznie na siebie.  
- Hej! - Zawołała wściekła.  
Nie było jej do śmiechu, sparaliżował ją strach. Przełknęła ślinę. Skrzywiła się, gdy łapa szatyna znalazła się z tyłu na jej udzie i wsunęła się pod skraj jej obcisłej sukienki, gdy trzymał jej dłonie w żelaznym uścisku w drugiej ręce. Ponownie się szarpnęła, byle najdalej od tego.  
- Przecież tego chcesz, nie oszukuj się — powiedział, unieruchamiając ją przy sobie.  
Dlaczego nikt tego nie widzi? Dlaczego w tłumie nikt nie zareaguje na to, co on jej robi? Ach tak, zapomniała gdzie się znajduje.  
- Puść mnie! - Warknęła kolejny raz. Napastnik tylko się zaśmiał.  
- Pani wyraźnie odmówiła. - Warknął męski głos za nią.  
Ochrona, na szczęście, - pomyślała. Już nawet nie myślała o Styku, to był zły pomysł, żeby tu przyjść. Teraz miała ochotę tylko stąd wybiec.  
Facet puścił ją i odepchnął od siebie wściekły. Gdyby nie to, że ochroniarz ją przytrzymał, upadłaby.  
- Sam miałbym ochotę sprawdzić, co masz pod tą sukienką. - Usłyszała słowa swojego wybawcy tuż przy uchu. Zmroziło jej to krew w żyłach. Odwróciła się szybko.  
Styk stanął na wprost niej i wbijał w nią te swoje dzikie spojrzenie. Już nie mogła się wycofać. Zmrużył oczy i na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech zadowolenia. Dosięgnął jej dłoni, delikatnie chwycił i poprowadził z parkietu. Sądziła, że prowadził ją do swojej loży, w tym tłoku zapomniała gdzie się znajduje, jednak gdy tylko wyszli z tłumu, zorientowała się, że idą w zupełnie innym kierunku. Żołądek podchodził jej do gardła.  
- Chodź ze mną, - powiedział, jakby czytał jej w myślach, objął ją ramieniem, kładąc dłoń na jej plecach, dość wysoko, zauważyła.  
Wprowadził ją do jakiegoś gabinetu. Gestem wskazał, aby usiadła na kanapie i podszedł nalać dwie szklaneczki wódki z lodem. Podał jednego drinka Elizie.  
- Znam cię Elizo Oliwer, ale mogłabyś mi wytłumaczyć, co ty tu robisz? - Spojrzał na nią spode łba. Oparł się o biurko, skrzyżował nogi w kostkach, jedną dłoń włożył do kieszeni, w drugiej trzymał szklankę z alkoholem. Eliza siedziała na wprost niego. Spoglądała na niego z dołu, bawiąc się w dłoniach szklanką. Postanowiła wszystko postawić na jedną kartę. Przełknęła ślinę i zaczęła.  
- Ktoś zabił mojego brata.  
- Wiem.
- Policja umorzyła śledztwo.
Uśmiechnął się i skinął głową.  
- To też wiem.  
- Chcę, aby morderca mojego brata poniósł karę, na jaką zasłużył. - Powiedziała, ważąc każde słowo i podniosła wzrok na Styka.
Zamyślił się, patrząc na nią. Wyprostował się.  

- Podejdź do mnie. - Polecił bardziej, niż poprosił.  
Eliza zatrzęsła się, ale podeszła do niego. Zdążył już odłożyć szkliwo i teraz oparł dłonie na biodrach. Eliza stanęła krok od niego.  
Chwycił jej dłoń i delikatnie przyciągnął ją jeszcze bliżej.  
- Kto ci powiedział, że ja mogę ci w tym pomóc? - Warknął.  
Eliza odwróciła spojrzenie, dosięgnął jej podbródka i zmusił, aby popatrzyła w jego oczy.  
- To nie ważne, chyba faktycznie był to zły pomysł. - Powiedziała cicho, chciała się wycofać, przytrzymał ją ostro przy sobie. Położył dłoń na jej szyi.  
W jego dzikim spojrzeniu nie mogła niczego wyczytać, możliwe, że skręci jej kark, udusi, po prostu zabije.  
- Boisz się mnie? - Bardziej stwierdził, niż zapytał.  
Wzięła głęboki oddech, aby nabrać odwagi.  
Uśmiechnął się zawadiacko. Dłoń z jej szyi zsunęła się na jej talię, a potem na plecy i przycisnął jej ciało do swojego. Dłońmi poczuła jego twarde mięśnie pod koszulą. Jęknęła, gdy wsunął drugą dłoń w jej włosy i zbliżył usta do jej ucha.  
- Nie musisz się mnie obawiać. - Wyszeptał.  
Ktoś w tym momencie zapukał do drzwi. Styk nie zawracał sobie tym głowy, musnął wargami jej bladej szyi.
- Jesteś słodka, - Ocenił i po raz kolejny jego gorące wargi dotknęły jej skóry. Złapała się jego ramienia.  
Znów usłyszeli pukanie do drzwi. Styk odsunął się od niej, pozostawiając tylko jedną dłoń na jej plecach.  
- Kto tam? - Zawołał podniecony i rozbawiony.  
Drzwi otworzyły się i wychylił się zza nich łysy wysoki mężczyzna, także w garniturze.  
- Styk musimy już ruszać.  
Styk kiwnął głową i chłopak wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Ponownie zainteresował się Elizą.  
- Chodź.
Eliza przytaknęła i ruszyła, trzymając między nimi dystans. Otworzył przed nią drzwi i wyprowadził z gabinetu.
- Przyjdź jutro o piątej, coś na to poradzimy, - puścił jej oko, poprawił krawat i odszedł od niej.  
(...)
Myślała na prawdę, że to jakiś kiepski dowcip, gdy z jasnoniebieskich spodni Bartka wypadły cztery pokaźne pliki banknotów.  
Teraz leżały na drewnianej podłodze a Eliza stała nad nimi osłupiała.
Miała wrażenie, że zaraz Bartek pojawi się w drzwiach i będzie mogła na niego nakrzyczeć za to wszystko, za te niewiadomego pochodzenia pieniądze, za pochowane po szafkach z bielizną pistolety, za zakrwawiony kij basketballowy w garażu i całe to towarzystwo, w którym się obracał.  
Jednak Bartek nie wracał i już nie wróci.  
Obraz jego przestrzelonej głowy będzie ją nawiedzał do końca życia. Jego spodnie wypadły jej z ręki.  
Brakowało jej go. Szczególnie, teraz gdy odkryła, że właściwie go nie znała. Nigdy by nie przypuszczała, że jej starszy brat tak szybko zniknie jej z oczu, a potem w jego rzeczach będzie mogła znaleźć wszystko, czego potrzebuje ćpun albo średniej klasy zabijaka, nie mówiąc już o tym, że z kieszeni jego spodni wypadało tyle pieniędzy, jakby ktoś co najmniej rozbijał nie świnkę skarbonkę z drobniakami, a raczej bankomat.
Miała ochotę wykopać Bartka z grobu i mu dokopać, a potem także sobie za głupotę i naiwność. Byli rodzeństwem, najbliższą i jedyną swoją rodziną, powinni trzymać się razem, a jednak Eliza zostawiła wszystko na głowie Bartka i wyjechała zwiedzać świat.  
Gdyby mogła cofnąć czas...
Teraz tylko znalezienie i ukaranie mordercy było jedyną sprawą, jaką mogła zrobić dla Bartka i nie spocznie, jeśli tego nie dokona. Nawet jeśli będzie to kosztowało jej życie.  
Całą noc rozmyślała nad tym, czy pojawi się dziś u Styka. Wczoraj próbował ją przestraszyć. Nadal na skórze czuła dotyk jego ust i musiała przyznać, że tak samo była oburzona, jak i podniecona, co w tej sytuacji nie powinno mieć miejsca.  
Styk trzymał to miasto w garści. On mógł wiedzieć, kto zastrzelił Bartka, a jeśli nie, to pewnie mógłby się tego dowiedzieć. A wtedy Eliza już by sobie poradziła.  

Eliza zapukała do drzwi. Dopiero teraz spostrzegła, jak bardzo się trzęsie. Objęła się i potarła dłońmi ramiona. Jej żołądek zbliżył się do gardła, gdy usłyszała za drzwiami kroki. Wzięła głęboki oddech i wyprostowała się. Przecież nie może teraz stchórzyć.
Z gabinetu Styka wyszło dwóch mężczyzn. Obaj bardzo eleganccy, w garniturach, pod krawatami, tylko ich obślizgłe spojrzenia i uśmieszki ukazywały, kim oni są tak naprawdę.
Po plecach Elizy przeszedł dreszcz. Jeden z mężczyzn, wyższy i ciemniejszy zbliżył się za blisko niej. Ich spojrzenia spotkały się, ze strachu jednak Eliza szybko odwróciła wzrok.  
W tym momencie za nimi pokazał się Styk, lekko odetchnęła z ulgą.  
- O kochanie, dobrze, że już jesteś. - Zawołał uśmiechnięty od ucha do ucha, Eliza też na swojej twarzy przywołała blady uśmiech. Mężczyzna cofnął się od niej. - Będziemy w kontakcie, - warknął do nich Styk i chwycił Elizę za dłoń. Poprowadził ją do gabinetu i nim tylko zamknął za nimi drzwi, przysunął ją do siebie. Położył dłonie na jej plecach i namiętnie wpił się w jej usta. Tak, jakby naprawdę mu na niej zależało. Jakby się stęsknił. Eliza odepchnęła te myśli na bok. Dobrze wie, po co tu jest.  
- Nie zmieniłaś zdania? - Zapytał, odsuwając się po chwili od niej. Chciała odpowiedzieć, ale nie mogła wykrztusić ani słowa. Przełknęła głośno.  
Styk wsunął dłoń w jej włosy. Przyglądnął się jej badawczo. Westchnął ciężko. Zrozumiał, że się boi, ale w duchu uśmiechnął się, doceniając jej odwagę. Przyszła tu, stała teraz przed nim, to świadczyło o jej determinacji.  
To dobrze, uśmiechnął się do siebie Styk. Chwycił ją za rękę i poprowadził do tej samej kanapy.  
Dłoń Styka zawędrowała na jej pośladek, wodził spojrzeniem po jej ciele. Długą chwilę utrzymywał wzrok na jej piersiach, które szybko poruszały się w rytm poruszania się klatki piersiowej. Potem obniżył się nad nią i musnął ustami skórę jej dekoltu, Eliza zadrżała. Przymknęła oczy.  
- Pomogę ci, ale chcę coś w zamian. - Zaczął.  
- Co? - Zapytała z przerażeniem. Musnął kciukiem jej policzek wzdłuż kości policzkowej.  
- Ciebie. - Zaśmiał się złowrogo. Jego usta przesunęły się wyżej, na jej szyję. Czuła jego gorący oddech. Zacisnęła mocno palce na jego dłoni. Jego druga dłoń przesunęła się z jej pośladka, pod jej bluzkę. Przesuwała się wyżej, aż dosięgła jej piersi. Eliza wydała jęk, kiedy poczuła jego dłoń na jej nagiej piersi. Nadal skubał jej szyję coraz wyżej. Gdy w końcu dosięgnął ustami jej ucha, odsunął się i spojrzał w jej oczy.
Zabrakło jej powietrza. Wyprostował się, jednocześnie darując jej trochę przestrzeni. Nagle go przy niej zabrakło. Zapalił papierosa.  
- Będziesz dla mnie pracować. - Zadrżała i zbladła. Chyba.... Chyba nie myślał, że będzie tu pracować, jako jedna z... Nawet nie potrafiła o tym pomyśleć. Ona nie. Ona nie może. Nie pozwoli na to.  
Styk zobaczył, jak ciało dziewczyny tężeje z paniki.  
- Spokojnie, - zaśmiał się. - w ten sposób wolę mieć cię tylko ja. I na tym to mniej więcej będzie polegało.  
- Mam być twoją dziwką?! - Zawołała zbulwersowana.  
Styk spojrzał jej w oczy.  
- Moją dziewczyną, a... w zamian pomogę ci z tą wendetą.  
- I będę mogła odejść?
- Jeśli nadal będziesz tego chciała.  
Eliza pokręciła głową, nie dowierzając. Schowała twarz w dłoniach. Styk klepnął dłonią w kolano. Wstał i wyszedł na taras, zostawiając w środku roztrzęsioną dziewczynę. Jej decyzja może ją dużo kosztować, a na pewno zmieni wszystko w jej życiu.  
Ochłonęła trochę, przecież dobrze wiedziała jak to wszystko może się skończyć. Styk nie jest filantropem, od samego początku domyślała się, że będzie chciał coś w zamian. Jednak gdy teraz to stało się realne, drżała ze zdenerwowania, oblał ją zimny pot. Zostawiła Bartka samego, wyjechała, a mieli się trzymać razem. Była jego starszą siostrą, jedyną rodziną, jaką miał. To jej wina, że on nie żyje.  
Wzięła głęboki oddech i na miękkich nogach podeszła do Styka. W tych ciemnościach, oparty o barierkę wyglądał szatańsko, diabeł, który właśnie zażądał podpisanego cyrografu.  
Spojrzał na nią zadowolony. Nie dotknął jej. Czekał. Jak tygrys czyhający na swoją ofiarę.  
- Musisz mi odpowiedzieć teraz, nie jestem cierpliwym facetem.  
Jego wzrok ją palił. Wiedziała, że jeśli odpowie tak, będzie zgubiona. Pozostawiona na jego łasce. Jednak jeśli powie nie, nie pomści Bartka. Nie było innego wyboru.  
Lekko pokiwała głową.  
- Chcę to usłyszeć. - Warknął.  
- Zgadzam się. - Wyszeptała i zamknęła oczy, aby powstrzymać łzy.  
Styk chwycił ją gwałtownie w ramiona i pocałował namiętnie, a wręcz brutalnie i chciwie. Nie opierała mu się, w końcu właśnie się na to zgodziła.  
Nim się obejrzała, Styk wziął ją na ręce. Krzyknęła z zaskoczenia.  
- Daj mi się sobą nacieszyć, zanim stąd wyjdziemy. - Oznajmił. Już od dobrego czasu stał mu na baczność, to cud, że tyle wytrzymał i nie rzucił się na dziewczynę, zanim sama nie zdecydowała o swoim losie. Teraz będzie musiała być mu posłuszna.  
Ułożył ją wygodnie na kanapie, już, gdy pojawiła się tu po raz pierwszy, miał ochotę przelecieć ją tutaj. Teraz w końcu mógł to zrobić.
Usiadł u jej stóp i wbił w nią swoje ciemne z pożądania spojrzenie. Pochylił się nad Elizą i położył swoje wielkie dłonie na jej udach. Uśmiechnął się triumfalnie, dotykając jej gładkiej skóry. Zadrżała i zamknęła oczy, czekając na to, co za chwilę nastąpi. Styk zajął się dolną częścią jej ciała. Wsunął dłonie pod jej sukienkę i dosięgnął małych koronkowych majteczek. Niespiesznie złapał za pasek i zsunął je w dół. Eliza poddała się mu całkowicie, mocno zaciskając powieki. Oddychała szybko, serce miało ochotę wyrwać jej się z piersi.  
Styk odrzucił na bok jej bieliznę i pochylił się groźnie nad dziewczyną.  
- Otwórz oczy. - Warknął. Zajęło jej to chwilę, zanim na niego spojrzała. Tym razem złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Tylko musnął je delikatnie, pozwalając, aby poczuła niedosyt.  
- Obejmij mnie.  
Miała ręce ciężkie jakby były z ołowiu. Jej dłonie znalazły się na jego ramionach.  
- Pocałuj mnie. - Wydał kolejny rozkaz. Odważniej przyciągnęła go do siebie i wsunęła język między jego wargi. Chciała mieć to już za sobą. Pochłonął ją, a uwaga jaką skupiał na dziewczynie, dodawała jej otuchy i czegoś jeszcze... Zaczynała go pragnąć. Nie. Ona go pragnęła. Podniecał ją. Był taki opanowany, a zarazem namiętny. Jak kochanek, który wielbi swoją kochankę.  
Sama dosięgła zapięcia jego spodni. Podniósł się odrobinę, aby umożliwić jej lepszy dostęp. Spoglądał dziko w jej oczy, ona nie miała tyle odwagi, patrzyła jak, jej dłonie wyswobadzają na wolność jego erekcję. Jęknął i znów zawładnął jej ustami.  
Sapnął przez zęby, gdy przesunęła paznokciami delikatnie wzdłuż długości jego członka.  
Dosięgnął palcami jej rozkosznej cipki i jęknął zadowolony, czując jak bardzo była mokra.  
Eliza poczuła napływającą przez jej ciało falę podniecenia. Krzyknęła i wygięła się w łuk, gdy wsunął w nią dwa palce. Poruszał nimi wolno, ale zdecydowanie, a kciukiem podsycał jej rozkosz, muskając łechtaczkę. Już była na skraju, już miała spaść w przepaść, gdy Styk zabrał rękę. Krzyknęła z niedosytu.  
- Spokojnie kochanie. - Zaśmiał się i wsunął się w nią cały.  
Szybko nabrał tempa, aż dziewczyna mocno zacisnęła palce na jego ramionach.  
Widzisz Bartek, mówiłem, że zajmę się twoją siostrą, powiedział w duchu Styk, obserwując szczytującą w jego ramionach dziewczynę.

Castor

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 3339 słów i 17989 znaków.

8 komentarzy

 
  • Evie

    Kiedy następny?

  • lola

    czekam na dalszy ciag

  • Kiinia

    Podoba mi się i czekam oczywiście na kolejną część :3

  • romantyczka86

    Czyżby Styk miał coś wspólnego ze śmiercią brata bohaterki? Świetne podoba mi się:)

  • Cam

    Super :) czekam na dalsza czesc

  • xyz

    aaaaaa!!!! super, genialne, wow proszę pisz dalej

  • kromka

    fajne :) tylko malo seksu ;d i nie koncz pisania w takich momentach xd

  • Anna2207

    Świetne !! :) czekam na kolejna część