Niebezpieczne cięcie - rozdział 2

Niebezpieczne cięcie - rozdział 2Gabriel
   


   Siedziałem jeszcze w fotelu, gdy usłyszałem dźwięk, jakby ktoś komarka odpalał. Po chwili namysłu zdałem sobie sprawę, że to mojej wirtuozce burczy w brzuchu. Dobrze wyczułem zapach bigosu? „Ha, mam jeszcze nosa” ˗ powiedziałem do siebie i zaśmiałem się w duchu. Cóż, to może być mój punkt zaczepienia i moja szansa ˗ pomyślałem. No nic, trzeba działać. Mistrzyni nożyczek pokazywała mi tył mojej łepetyny. Istne dzieło sztuki.
– Doskonała robota – powiedziałem po dłuższej chwili podziwiania efektu końcowego.
– Dziękuję – odpowiedziała z uśmiechem i jakże lodowatym spojrzeniem. Nogi się pode mną lekko ugięły, musiałem przytrzymać się oparcia fotela. Poczułem również jak po raz kolejny mój żołnierz rwie się do boju. Na szczęście nikt nie zauważył. Jeśli tak na mnie działa jej lodowate spojrzenie, to co będzie, gdy obdarzy mnie ciepłym? ˗ zastanawiałem się. Patrzyła na mnie i czekała. Powietrze jakby zgęstniało. Jej cudna aura otaczała mnie ze wszystkich stron. Nadeszła pora, by rozluźnić atmosferę: „No to raz, dwa, trzy”. ˗ Odliczyłem w myślach, dodając sobie tym samym animuszu. Nie zwlekając ani chwili, płynnie stanąłem na równie nogi, tylko po to by wykonać teatralny ukłon, podczas którego zbliżając prawą dłoń do głowy zimitowałem zdejmowanie kapelusza. Kończąc ten iście aktorski „manewr” spojrzałem na nią i zapytałem:  
– Ile płacę?
Widziałem, że obecni ludzie w salonie, patrzą na mnie jak na wariata. Jednak kątem oka dostrzegłem, że zakończenia jej pięknych warg powędrowały ciut wyżej. „Cel osiągnięty” ˗ mówię w podświadomości.  
– Pięćdziesiąt złotych – oznajmia stanowczo, lecz wyczuwam w tym nutkę rozbawienia. Jej pełne usta znów powędrowały lekko w górę, a brązowe oczka, zabłysnęły jak u kotka. Oj, co to było za spojrzenie! Nie na darmo mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. Te łobuzerskie iskierki, istne piękno. Moje ciało na powrót się rozpaliło. Gdyby ktoś mnie teraz dotknął, pewnie by się poparzył.  
„Opanuj się, opanuj się” ˗ mówię swojemu jestestwu. W końcu jesteśmy przy ludziach.  
Wyjmuję z kieszeni pięćdziesiąt złotych i ukradkiem pomiędzy banknoty wsuwam liścik:  
„Do wirtuozki nożyczek,
Droga Pani. Tak piękne i utalentowane rączki potrzebują dużo energii, której zimny bigosik nie zapewni. Jeśli chcesz, o Pani, dobrze zjeść, to znam pewne miejsce z zacnym jadłem. Spotkajmy się w pobliskim parku. Będę czekał na Ciebie na ławce przy głównym wejściu.  
˗ Namolny pedancik”.
Podaję jej banknoty i nie czekając na paragon, wychodzę z salonu. Kieruję się w stronę parku. Chciałem być romantico, ale co z tego wyjdzie? Nie wiadomo. Ciekawe czy się zjawi ˗ myślę sobie w moim łepku, idąc na miejsce spotkania.  



Zuzia
  


   Te „pięć dych” było żartem, a koleś połknął haczyk.
Stoję jak marynowane ciele i patrzę za ziomkiem, który wychodzi z salonu. Z pewnością mam mordę otwartą na oścież, ale nic nie mogę powiedzieć. Jestem więcej niż zamurowana. Spoglądam jeszcze raz na kasę i wtedy dostrzegam kawałek papierka. Dosłownie przelatuję napisane słowa. Mój żołądek po raz drugi bulgocze.
– Michał. Przejmujesz stanowisko – wołam do praktykanta.
Niczym rozpędzony w kółku chomik ruszam za klientem.
Muszę przyznać, że nie tylko kusząca jest propozycja na kartce, ale będę głupia, jeśli nie skorzystam z takiego soczystego deseru zwanego „przystojny pedancik”.
Wybiegam na zewnątrz, rozglądam się i w dali widzę tył jego świeżo ostrzyżonej głowy. Chcę zacząć się za nim drzeć na pół miasta, ale jeszcze ludzie pomyślą, że jestem jakąś nawiedzoną wariatką. Zaczynam biec za kolesiem. Wcale to nie jest łatwe, kiedy omija się chodzące bydło, posiadając samemu dwa lewe kopyta. Już ziomek jest na wyciągnięcie ręki, gdy nagle…
dzyn, dzyn…
Lecę w powietrzu niczym woreczek śniadaniowy. Z przepony wydobywa się pisk, serce z przerażenia zjeżdża do majtek.
Automatycznie wyciągam dłonie do przodu, ale już jest za późno.
Przylegam do pedancika, jak rozjechany jeż. Koleś łapie mnie w talii, zanim padam na kolana u jego stóp.
– Wszystko w porządku? –  pyta typek, gapiąc się na mnie swoimi zielonymi oczętami. Dopiero teraz dokładniej mu się przyglądam i jestem zahipnotyzowana jego urodą. Czy on coś do mnie gadał, czy mam zwidy?
– Halo?
– Prze… przepraszam… – zaczynam zdyszana. Cała morda mi płonie. Takim cudnym świecę burakiem. – Zapomniał pan reszty – klepię pierwsze lepsze zdanie.
Ja cię sru, faktycznie jestem jakaś ułomna.
 


Gabriel
  


   Właśnie kierowałem się na ścieżkę prowadzącą do parku, gdy znienacka poczułem jak coś uderza w moje plecy. Zadziałałem instynktownie i szybkim ruchem to złapałem. Jakież było moje zdziwienie, gdy pod palcami wyczułem delikatne i miękkie mięsko. Okazało się, że nie było to „coś”, ale ktoś, a dokładnie moja wirtuozka nożyczek. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Pojawiła się tak szybko i niespodziewanie. Kątem oka widziałem, co się stało. Przewróciła się na mnie, bo jakiś wariat nie potrafi jeździć rowerem. Krzyknąłem za nim, aby na następny raz uważał i nie próbował ludzi rozjeżdżać. Mimo to, w duchu byłem mu wdzięczny, gdyż dzięki niemu, taki aniołek trafił w moje ręce. Wyglądała pięknie. Doskonale ułożone włosy były teraz w nieładzie, dodając jej swego rodzaju dzikości i uroku. Chętnie zobaczyłbym więcej tej dzikiej strony. „Opanuj się, opanuj, pohamuj fantazję” – upomniała mnie podświadomość. Racja, racja, spokój i opanowanie. Po skroniach dziewczyny spływały kropelki potu, moje ciało znów zaczęło się rozgrzewać. Co za kobieta! Doprowadzać mnie do takiego stanu, tak po prostu, niespotykane! Tyle było z mojego spokoju. Nie dając nic po sobie poznać spytałem czy wszystko w porządku. Nie odpowiedziała, oparła prawą dłoń o moje ramie i oddychała ciężko. Czy to jakaś próba silnej woli, abym nie porwał jej mocniej w ramiona? Nie przycisnął do siebie i nie złączył ust, koloru świeżej, dojrzałej truskawki, ze swoimi? Jeśli tak, to słabo mi idzie. Ledwo panuję nad sobą. Trzymając jej smukłą talię spytałem po raz kolejny, czy wszystko w porządku. W końcu złapawszy trochę tchu odpowiada:
– Zapomniał pan reszty. – Co? jakiej reszty?  
– Co? Jak? – pytam zdziwiony. – Przecież mówiła pani, że opłata za strzyżenie to pięćdziesiąt złotych.
– Pomyliłam się – mówi przepraszającym tonem i prostuje się. Szybko zabieram ręce z jej talii i zmieniam temat:
– No, ale cóż to ja widzę, toż słania się pani na nogach. Jednak miałem rację, że potrzebuje pani zastrzyku energii – mówię z istnym bananem na twarzy. – Ale, ale, gdzie moje maniery. Mam na imię Gabriel – przedstawiam się i wyciągam przed siebie dłoń. O dziwo ją przyjmuje. Dotyk jej palców wywołuje ciary na całym ciele. Lekko się pochylam, przybliżam jej szczupłą rączkę do swoich ust i składam na niej delikatny pocałunek, istne muśnięcie. Mmm, pyszności. Mógłbym ją schrupać tu i teraz, jednak ludzie patrzą. Trza się zachowywać. Chyba się tego nie spodziewała, bo źrenice ślicznych brązowych oczu rozszerzyły się, a ona sama łamiącym głosem powiedziała:
– Jes... Jestem Zuzia.
– No, to skoro formalności mamy za sobą, to możemy iść na wyżerkę. Głodna? – spytałem z szelmowskim uśmiechem. Widać było, że czuje się już lepiej, gdyż zasłoniła delikatnie usta, które powędrowały w górę i zaśmiała się. „To dobry znak” ˗ pomyślałem.
– Jeszcze jak – odparła, a w jej oczach pojawiły się te same iskierki, które widziałem wcześniej. Na ten obraz mógłbym patrzeć godzinami.
– Okey, w takim razie ruszamy do knajpy mojego znajomego „U Krzycha”. Krzychu robi najlepsze burgery z wołowiną w mieście. Tylko trzymaj się blisko mnie, co by znowu jakiś wariat nie próbował cię rozjechać ˗ powiedziałem i puściłem do niej oczko. Znowu się zaśmiała. Ach, melodia dla moich uszu. Zbliżyła się do mnie. Po raz kolejny poczułem zapach polnych kwiatów, lecz tym razem zmieszany ze słodką nutką potu. Moje ciało znów zaczęło szaleć. Ta dziewczyna działała na mnie jak ogień. Rozpala mnie od środka, powodując gromadzenie i buzowanie energii. Coś niesamowitego, nigdy się tak nie czułem.  
Zaczęliśmy powoli iść w stronę parku. „Obyś tylko nie oszalał, obyś tylko nie oszalał. Spokój i opanowanie” ˗ powtarzałem w głowie.

FourGenesis

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1554 słów i 8751 znaków.

6 komentarzy

 
  • agnes1709

    Ja już chcę kolejną, ruchy tam, o Pani. Nie leniuchujemy, piszemy:whip: :D

  • Aladyn

    Po przeczytaniu obu części jestem pełen podziwu dla języka, jakim operuje Autor. Lekkość, dowcip, skojarzenia i sformułowania dają dużą przyjemność czytelnikowi.
    Czekam jak się rozwinie akcja i na wyjaśnienia, frapujących wszystkich, okoliczności powstania liścika.

  • FourGenesis

    @Aladyn Bardzo dziękuję :) Powiem tyle, że ta frapującą kwestia liścika, zostanie wyjaśniona :)

  • Johnny2x41

    Fajne to! :D

  • FourGenesis

    @Johnny2x41 Dziękuję bardzo! :)

  • Somebody

    Czyli, że dopieprzanie się do liściku jest już passe  :D Oki, to czekam na na ciąg dalszy w takim razie  :przytul:

  • FourGenesis

    @Somebody :)

  • Iga21

    Bardzo lekko się czyta.  
    Tylko mam pytanko. W którym momencie  on zdążył napisać ten liścik ?  
    Bo przecież ona cały czas stała przy nim.  
    Całość jest w porządku.

  • FourGenesis

    @Iga21 Dziękuję :) Co do liściku, to będzie to później wyjaśnione :D

  • Iga21

    @FourGenesis mam nadzieję, że to później będzie szybko 🙂

  • Kkk

    @Iga21 też mam taką nadzieję 😀

  • FourGenesis

    @Iga21 Bedzie szybko w swoim czasie :)

  • agnes1709

    Świetnie, tylko jedno mnie nurtuje - skąd on wziął ten liścik?

  • FourGenesis

    @agnes1709 Dziękuję :) Zostanie to wyjaśnione w swoim czasie :D

  • agnes1709

    @FourGenesis Spox ;)

  • agnes1709

    @FourGenesis Czaił się na nią za winklem, łobuz, niecne plany w głowie, a pomógł bałagan NA głowie :D

  • FourGenesis

    @agnes1709 No, widać, że czasem nawet bałagan potrafi pomóc :D

  • Iga21

    @FourGenesis Agnes, to tylko winkle i łobuzy w głowie 😀

  • agnes1709

    @Iga21 Ej, bez takich.  :cray: Ja jestem grzeczna dziewczynka.

  • FourGenesis

    @Iga21 Łobuzy są niedobre, to się za winklami muszą chować  :lol2:

  • Iga21

    @agnes1709 no już nie płakaj 😘

  • agnes1709

    @FourGenesis Albo brzydkie, to też  :lol2: