Niebezpieczne cięcie - rozdział 13

Niebezpieczne cięcie - rozdział 13Zuzia



   Dotyk ciepłych dłoni oraz spadająca adrenalina powoduje, że szum w uszach zagłusza słowa Gabriela. Mało tego wskutek jego pocałunku, którym jestem zaskoczona, na powrót powracają gwiazdki nad głową. Zanim potrafię zidentyfikować powód wirówki we łbie, moje nogi odmawiają posłuszeństwa, czuję na skraju świadomości, że kolana się pode mną uginają i spadam w nieznaną otchłań.
Ciemność.
Ależ miałam dziwny sen! Normalnie horror z „Przyjaciel wesołego Diabła” jak ja się tego stwora boję!  
Momencik. Co mi tak buczy przy uchu? Co to jest?
Leżę na miękkim materacu, a dochodzący do nozdrzy zapach, wskazuje na to, że jestem w moim wygodnym łóżku. Zanim otwieram oczy, wyczuwam coś ciepłego, mokrego na skroni, za chwilę na nosie i szyi.  
– Mhmm, mhmm iiii.  
Co to za dźwięk?
– Wiem wojowniku, ja też czekam.
– Mhmm, mhmm iiii.
– Chodź do mnie mały łotrze. Jeszcze chwila i będę o ciebie zazdrosny! Ty możesz lizać, a ja nie!? Jak to tak?! Nu, nu, nu! – Słyszę. Nagle wyczuwam chłód na klatce piersiowej tak, jakby ktoś zabrał termofor.
Otwieram słabo powieki i widzę siedzącego obok mnie Gabriela, który w dłoni trzyma ciapka.
– Czemu zabierasz grzejnik? – pytam, a raczej majaczę. „To był mój głos?” O rety, ale mam pustynię w gębie! Zaczynam kaszleć niczym kaszlak na ssaniu!  
No dobra… „capek” po zaciągnięciu przy starcie pięćdziesięciu litrów ropy! Ekstra!
– Bo cię niepotrzebnie obudził. Wszystko w porządku? – dopytuje pedancik.
– Tak… chyba tak – mamroczę, marszcząc brwi. Nagle przypominam sobie, co się wydarzyło. Automatycznie dotykam lewego policzka, który okryty jest zimnym materiałem, Chcę usunąć z twarzy tkaninę, lecz Gabriel mnie powstrzymuje.
– Zrobiłem kompres, aby zapobiec siniakowi – informuje. – Ten gnój jeszcze pożałuje, że cię tknął – warczy, wyginając twarz, jakby z bólu. – Martwiłem się o ciebie, kotku. – Chłopak opuszkami palców delikatnie głaszcze nie obitą stronę gęby.  
„Kotku?” A ten co? Kijem oberwał, że nazywa mnie kotem? No dobraaaa! Cholernie mi miło, jednak nie to jest najważniejsze. Powoli podnoszę się do pozycji siedzącej, wyciągam dłoń i głaszczę Naleśnika po małej główce. Dzielnie stanął w mej obronie. Do tej pory jestem wstrząśnięta tym, co się stało.
– Dziękuję, malutki zuchu – szepczę do pieska. Następnie spoglądam na mojego dużego bohatera. – Tobie również. Nie wiem, jak daleko Michał mógłby się posunąć, ale jedno jest pewne. – Nabieram powietrze. – Muszę poinformować Marysię, powiedzieć jej o napadzie... – Myśli w głowie zaczynają się kotłować. Jedna scena za drugą, a każda nowa wizja jest coraz to gorsza. Co, jeśli praktykant będzie próbował się zemścić? Zaatakuje po raz drugi?
Oddech mi przyśpiesza, dłonie i tułów zaczynają trząść, a do oczu napływają łzy. Wpadam w panikę.
– Gabriel, a jeśli on będzie chciał… – Nie dokańczam, ponieważ mężczyzna bierze moją twarz w dłonie i głęboko patrzy mi w oczy.
– Zuziu, dopóki jestem przy twoim boku to, ten mały Sukrwiel się do ciebie nie zbliży. Będę chronił to, co dla mnie najcenniejsze. Ty i Naleśnik jesteście dla mnie bezcenni i was kocham… Ciebie kocham – mówi. Odejmuje mi mowę, serce wali jak młotem.
Czy to może być prawda? Jesteśmy na tym etapie, aby mówić o uczuciach? O miłości?  
Gdyby było inaczej, to Gabriel przecież nie ryzykowałby w ten sposób. Nie stanąłby w mojej obronie. Nie podjąłby się tego czynu. Dociera do mnie, ile naprawdę muszę dla niego znaczyć, skoro naraził swoje życie. Michał dostał solidny łomot i z pewnością krztusi się własnymi zębami. Nic mi się nie stało, ponieważ Gabriel był we właściwym miejscu, o właściwej porze. Zareagował, jak mężczyzna, który darzy kobietę uczuciem.
– Ja… ja... – Próbuję coś wydukać. „Zuzka, wariatko! To tylko dwa słowa! Powiedz mu!”  
– Ciebie też. – Chwilowo nie stać mnie na nic więcej. Gabryś wypuszcza wstrzymywane powietrze. Widzę na jego buzi ulgę.
– Na wszystkich Bogów! TAK! – woła, szeroko się uśmiechając. Całuje mnie w usta, lecz niezbyt długo, ponieważ do całusów przyłącza się Naleśnik. Oblizuje raz moje ucho, raz Gabrysia.

Po krótkiej namiętności postanawiam zadzwonić do kuzynki. Marycha nie jest zadowolona z incydentu. Próbowałam uspokoić jej furię, ale na nic zdały się moje wylane siódme poty. Dzynnn… bum, bum Dzynnn… bum, bum.
Z przekręceniem oczu, otwieram drzwi mieszkania.
– Skończyłaś już? – pytam sarkastycznie kuzynkę, która przymierza się do molestowania dzwonka.
– Teraz tak.
– To spuść wodę, bo… – Słyszę na schodach dudnienie, jakby stado bizonów uciekało przed wilkami.  
– Goliat! Ja ci kupię łańcuch, a nie smycz! Zobaczysz! To już trzecia lina treningowa w tym tygodniu!
To wszystko na ten temat. Marysia przytaszczyła za sobą ogon.



Gabriel



   Siedzę na kanapie, a w rękach trzymam ciapka, rozmyślając nad tym, co zaszło. Miałem absolutnie beznadziejny dzień z powodu mojej interwencji odnośnie handlarzy bokserów. Przecież to było istne piekło. Tragiczne warunki, mało miejsca, brak higieny, skwar, a o jedzeniu, które wyglądało, jak wyjęte ze śmietnika nawet nie wspomnę. Sześć psów było już martwych. Osiemnastu udało się przeżyć, biedaki ledwo dyszały. Gorączka, wymioty, ogólne osłabienie i wycieńczenie organizmu. To po prostu cud, że tak wiele z nich przetrwało. Opieka medyczna praktycznie tam nie istniała, więc jak najszybciej wezwałem swojego zaufanego weterynarza. Udało mu się jako tako ustabilizować stan czworonogów. Nie patyczkowaliśmy się z tymi szumowinami. Od razu odebraliśmy im wszystkie psiaki i wezwaliśmy policję.
Z racji tego, że nie miałem w schronisku wystarczająco dużo miejsca, połowę zwierzaków przetransportowaliśmy do placówki w innym mieście, z którą współpracuję.
Taka durna była ta interwencja. Już wtedy byłem wściekły, że w ogóle mogło dojść do takiego czegoś, a napaść tego śmiecia Michała na Zuzię przelała czarę.
Nie jestem dumy z tego, że go stłukłem na kwaśne jabłko, lecz krytyczne sytuacje wymagają ekstremalnych rozwiązań.
Te wszystkie myśli kotłowały się w mojej głowie, gdy usłyszałem znajomy głos Marysi, oraz wielki raban, który wywołać mógł tylko jeden stwór – Goliat.
Oj, będzie się działo – rzekłem w myślach.
– Sis! Ty mi tu nie gadaj o jakimś dzwonku, tylko opowiadaj, co się dokładnie stało! – Marycha krzyknęła z miejsca na początku swojego przesłuchania.
– Eeee, no tego... – zaczęła Zuzia, lecz widocznie miała jeszcze problem, żaby poukładać w głowie napaść Michała.
– To może ja opowiem? – odezwałem się.
Już miałem zacząć zdawać "relację", gdy do mieszkania wpadł Krzychu.
– Gdzie ten łotr się pytam?! Już ja się z nim policzę! – ryknął na całe gardło.
– Spokojnie, brachu – rzekłem, kładąc rękę na jego potężnym barku i porozumiewawczo puściłem oczko. – Można powiedzieć, że już lekko go poturbowałem.
– Pffff – Zuzia, słysząc te słowa prychnęła na cały głos. – Lekko? – spytała, unosząc wysoko brew. – Gabriel ty prawie go zabiłeś. Musiałam z całej siły odciągać pedancika. Nie było to łatwe, kiedy wpadł w istną furię.
– Gabriel? – zdziwiła się Marysia. – Przecież to spokojny chłop.
– Cóż, jak to mówią, cicha woda brzegi rwie – rzekł enigmatycznie Krzysiek. – Dobra, ale koniec o tym, ogólnie, nic wam nie jest?
– Mi nie, ale gnój zdążył uderzyć Zuzię i kopnąć Naleśnika.
Wiedziałem, co zaraz nastąpi. Krzychu się wścieknie. Stałem spokojnie i obserwując wszystkich, czekałem na jego reakcję. Nagle mój przyjaciel tak mocno uderzył pięścią w stół, że podskoczył dobre kilka centymetrów w górę. Razem z uderzeniem także kobitki się wzdrygnęły gwałtownością mistrza sensej.
– Koniec tego! Gabriel? Gdzie jest ten Michał? Już zwiał, czy nadal zbiera zęby z podłogi?
– Nie wiem. Nie mam pojęcia. Minęły prawie dwie godziny od całego zajścia, więc możliwe, że już się pozbierał i zniknął.
– Chcę zobaczyć miejsce, gdzie się to stało!
– Nie ma problemu. Dziewczyny, my idziemy obadać miejscówkę zdarzenia – poinformowałem je.
– Ok – odpowiedziały jednocześnie zajęte zdawaniem relacji, komentowaniem i słuchaniem siebie nawzajem.

Opuściliśmy mieszkanie Zuzi. Schodziliśmy po schodach. Już mieliśmy wychodzić na dwór, gdy Krzychu zatrzymał mnie za ramię.
– Wiem, co musiałeś przechodzić Gabriel. Sam nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś takiego spotkało Marysię. Pewnie zareagowałbym tak samo.
– Wiem, wiem stary. Swoją drogą, podoba ci się Marysia, co nie?
– Tak, zdecydowanie. Wiesz, ona słucha i potrafi słuchać. Ostatnio zainteresowałem ją teorią względności, masz pojęcie?
– No, no. Muszę ci powiedzieć, trzymaj ją bracie, trzymaj. Bo trudno w tych czasach znaleźć takie, które słuchają, ale jak widać, nam się udało.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce. Krzychu uważnie się rozejrzał.
– Przyznam szczerze, musiałeś nieźle załatwić gościa. Nawet plamy krwi zostały. – Świeci włączoną w telefonie latarką.
– Szczerze? Nie będę się tym przejmował. Po prostu gnojek zasłużył na to. Jedynie, z czego nie jestem dumny, to to, że wpadłem w szał i nie mogłem się opanować. Ale wystarczył tylko delikatny głos Zuzi i od razu się uspokoiłem. Jak to się mówi „piękna uspokoiła bestię” czy jakoś tak. – Zacząłem się śmiać.
– Tak. Kiedy coś grozi osobom, na których nam zależy, to potrafi wyjść z człowieka bestia. Słuchaj Gabriel, musimy bronić dziewczyn, bo mamy co. Dobrze zrobiłeś. Tego, co nam cenne musimy za wszelką cenę bronić.
Po takiej pogawędce nie pozostało nam nic innego. Przybiliśmy grabę.
– Musimy bronić, bo mamy co – powtórzyłem za nim jak echo.
Pragnę strzec mojej bogini. Obym był zawsze w stanie. 

FourGenesis

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 1758 słów i 10256 znaków, zaktualizowała 20 sie 2020.

2 komentarze

 
  • Aladyn

    Fajnie się czyta to opowiadanie dzięki jego wielowątkowości.
    Gratulacje dla Autora (-ów) za pomysł i świetną realizację. Tak trzymać, gratuluję.  :smile:

  • FourGenesis

    @Aladyn Dziękuję bardzo, naprawdę miło słyszeć takie słowa :)

  • shakadap

    Brawo.
    Świetnie napisane i wciągające.  
    Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • FourGenesis

    @shakadap Dziękuję bardzo :)
    Również pozdrawiam ;)