Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Korepetycje cz. 17 - dać do wiwatu

Korepetycje cz. 17 - dać do wiwatuNo tego się po Maciusiu nie spodziewałam! Przyszedł z kolegami! I to w różnym wieku… - Przepraszam, a panowie w jakiej sprawie??? - Korepetycji! – rezolutnie odparł młodzian. Mężczyźni zbliżali się bez słów, jedynie uśmiechając się półgębkiem. Zupełnie nie wiedziałam, co o tym myśleć. Ale już Maciek zadbał o to, żeby wyklarować sytuację. – Pani mi dawała… korepetycje – ostatnie słowo wypowiedział drwiąco – więc w tych samych ramach, może dać… moim kolegom.
- Tak tak… słyszeliśmy, że pani porządnie daje! – nie ukrywał ironii najstarszy z nich, grubasek. Inni zarechotali.
- Co też panowie… - speszona stałam jak cielę, gdy oni otaczali mnie. Nie wiedziałam co robić, gdy zaczęli mnie stopniowo rozbierać. Jedynie protestowałam… trzymałam się za spódnicę, osłaniałam dłonią piersi, podtrzymując stanik. Ale to wszystko zdało się na nic… Wkrótce moja garderoba leżała porozrzucana na podłodze, a ja stałam przed nimi w stroju Ewy…
- Proszę… nie… - szeptałam, gdy zaczęli delektować się moim ciałem. – Nie… nie… - prosiłam, gdy układali mnie na ławie. – No pani profesor… czas dawać… korepetycje! Ha ha ha! – Grubasek pierwszy rozsunął mi nogi. Pozostali otoczyli mnie z wszystkich stron. Czy w takiej sytuacji mój opór miałby jakikolwiek sens? Byłby krótkotrwały niczym kampania wrześniowa, którą uprzednio omawialiśmy z Maciusiem… Postanowiłam skapitulować. Ale moje serce przepełniała gorycz – „Jak ten Maciuś tak mógł?! Traktowałam go wyjątkowo. Był dla mnie kimś więcej niż tylko uczniem, a zrewanżował mi się w tak haniebny sposób. Obserwował z boku, gdy jego starszy kolega wchodził we mnie jak w masło, jak kliny pancerne Wermachtu w polskie szyki podczas kampanii wrześniowej. Uznałam, że skoro tak, to cóż innego mi pozostaje, jak oddać się im bez reszty. Postanowiłam rzeczywiście im „dawać”. Sama szerzej rozchyliłam uda… demonstrując, jak jestem gościnna, witałam każde pchnięcie wyraźnym jękiem… Na przemian wzdychałam i stękałam. Podziałało to na grubaska, bo jego sztosy stały  się głębsze i bardziej krzepkie. Pozostali zaczęli go dopingować: - O tak! Daj jej popalić! Daj jej do wiwatu! – Sama nie wiem dlaczego, ale bezgranicznie ekscytowały mnie ich teksty… Tak bardzo tego chciałam, żeby „dali mi popalić”, dali mi „do wiwatu!”…

4 582 czyt.
100%5
Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne, użyła 424 słów i 2463 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto