Jak zostałam kobietą? I potem..cz. VI epizod 3 …. „Marek, Pier, Karolina i ja”

Jak zostałam kobietą? I potem..cz. VI epizod 3 ….  „Marek, Pier, Karolina  i ja”Długo się zastanawiałam, czy napisać o przyczynach zakończenia mojej znajomości z Markiem czy też nie. Ostatni fragment jest trochę obsceniczny.  
Nigdy już nie chciałabym się znaleźć w podobnej sytuacji, i nikomu nie życzę również by przez podobną rzecz musiał też przechodzić. Postanowiłam jednak o tym napisać, bo ten jeden szczegół wielce zaważył o dalszych moich decyzjach.  
  
    Epizod 3 "Marek, Pier, Karolina i ja”


Słońce stało już dość wysoko, i obudziło mnie to jego ciepło i promienie rażące poprzez powieki w oczy. Mojego kochanka nie było już przy mnie w śpiworze. Pewnie poszedł za potrzebą, albo biega. Leniwie obróciłam się na drugi bok. W sąsiednim śpiworze Pier, lecz nie widzę Karoliny. Jeszcze to do mnie nie docierało, ale jak zobaczyłam ten jego uśmieszek, i to puszczone do mnie oko, już wiedziałam wszystko.  
Karolina na pewno pokazuje Markowi kampera, i tak zupełnie już przy okazji wypełnia swoją waginę normalnym prąciem. Tęskniła przecież za tym, pragnęłaby w końcu poczuć w sobie normalnego chłopa. Marek, co prawda tak zupełnie do normalnych tez nie należy, ale zbytnio też od nich nie odbiega. Pewnie można to określić ze mieści się w normie.  
A ja, no cóż już na samą myśl o tym monstrum, oczami wyobraźni widząc jak wchodzi w Karolinę, czuję to cudowne mrowienie w kroczu, rozlewające się po udach i całym podbrzuszu.  
Byliśmy już dawno po śniadaniu, kiedy nasza zaginiona parka wróciła na plażę. Każde z nich nadchodziło z innej strony, myśleli pewnie, że w ten sposób ukryją to, że byli razem.  
Monika tylko spojrzała znacząco na mnie, i z trudem hamując wybuch śmiechu skinieniem głowy wskazała mi Marka. Stał na de mną z tą swoją durną miną zdobywcy, a ja początkowo nie wiedziałam, o co Magdzie chodzi. Nagle olśnienie, zobaczyłam, Zobaczyłam na jego spodenkach białawą dużą plamę. Zaskoczyłam od razu i o mało nie parsknęłam śmiechem, to na pewno pozostałość śluzu Karoliny. Ciągnę go w dół za rękę, prawie upada siadając przy mnie.  
-Musiałeś ją bzykać w szortach?- Spytałam szeptem wskazując jednocześnie na jego krocze.
Zmieszany i czerwony, biegiem rzucił się do morza.
Krztusiłam się śmiechem, taki doświadczony zdobywca, a tu taka wtopa.  
Reszta towarzystwa patrzyła na śmiejącą się mnie i Magdę, nie rozumiejąc, co nas tak rozbawiło i dlaczego Marka tak nagle pognało do wody.  
A może tylko udawała, że niczego nie zauważyła.  
Biedactwo wracał z wody nagi z gatkami w ręku, a jego pomarszczony worek z zmarzniętym sterczącym męskim atrybutem, dyndał mu śmiesznie między nogami. Choć nie powiem nawet teraz taki skurczony znacznie wystawał z bujnego owłosienia.  
-Co jest tekstylni, wczoraj biegaliście nago, a dziś byście pewnie futra pozakładali?- Zakpił sobie z nas, ale widać było, że to tylko, poza, że ta jego nagość i pewnością siebie ma przykryć zażenowanie.
-Nie miał nam, kto dać dziś przykładu.- Odparowała Anita zrzucając jednocześnie z siebie skąpe bikini. Magda i Karolina podążyły w jej ślady. Maćkowi również nie trzeba było drugiej zachęty.  
W tekstyliach została tylko nasza trójka Seba, Pier i ja. Seba ociągając się i patrząc gniewnym okiem na Anitę, też w końcu pozbył się spodenek. Karolina stojąc prze de mną, sięgając za moje plecy rozwiązała wiązanie biustonosza i zsuwając na ramki pozbawiła osłony moje małe  sterczące piersiątka.    
-Nie masz się, czego wstydzić, masz śliczne piersiątka, i cudowny rudawy trójkącik. Nie jedna może ci tylko pozazdrościć.-
Cholerka nie wyjdę przecież na niedojdę i dewotkę, pomyślałam nerwowo zrzucając z siebie resztę stroju. Tylko biedactwo Pier został w tych swoich śmiesznych pantalonach. Ale całe towarzystwo udawało, że tego nie widzi.  
Teraz za dnia, mogłam się spokojnie przyjrzeć temu, co dotychczas pozostawało skrywane.
Magdy ciałko już znałam, i to nawet dokładnie. Ale teraz, z tymi nieopalonymi fragmentami, wyglądało jakoś inaczej.  Jędrne, białe, przypominające duże jabłka cycuszki, z mocno odcinającymi się od tej bieli, dużymi sterczącymi sutkami o kolorze ciemnej deserowej czekolady. Białe krocze, gładziutko wygolone z cudownym roweczkiem ginącym gdzieś tam w miejscu złączenia ud. Przy jej ślicznie opalonej na czekoladę reszcie ciała, zarówno piersi, podbrzusze i pośladki mocno rzucały się w oczy i jakby wołały, pieść mnie, pieść.

U Anity również biel nieopalonych miejsc wprost biła w oczy. Obfity, pełen biust i wygolone krocze, z fikuśnym paseczkiem czarnych włosków nad waginą. Który to fantastycznie podkreślał jej duże, wywinięte na kształt płatków kwiatu, wargi sromowe. A nasi panowie, no cóż. Wygolony facet z dyndającym, pomarszczonym i skurczonym fajfusem i skurczonym workiem między nogami, to naprawdę arcy zabawny widok.  
Tak na mój gust, faceci z narządami w tym stanie naprawdę nie powinni biegać nago po plaży! Inna sprawa, jak fallus jest w niepełnym wzwodzie, a do tego otoczony meszkiem. No to taki widok jest już do przyjęcia. A jak jeszcze na dodatek jest i na czym oko oprzeć, no to jest już dopiero uczta dla zmysłów. Nam to wówczas nogi same się krzyżują i zaciskają uda!

W zasadzie jedna rzecz, której nam tu tylko brakuje to łazienka. Dbanie o higienę, w zimnej morskiej wodzie nie za bardzo nam babom odpowiada. Czas, więc kończyć tą prowizorkę i wrócić do cywilizacji. Zwijamy się i na te parę ostatnich dni leniuchowania, które nam jeszcze pozostały wracamy do domu Seby, tym bardziej, że będziemy mieli go w całości do dyspozycji. Rodzice Seby wrócą dopiero za tydzień, więc luzik.  
I jeszcze jedno dojechać ma do nas Ewa, kuzynka Seby. Anita stwierdziła tylko, że nie wie czy Ewa przyjedzie sama czy też z Robertem, jak ją o niego wypytywała to ta ucięła temat. Chyba coś jest między nimi nie tak.  

Po dzisiejszej nocnej eskapadzie Karoliny i Marka widzę jak ta głupia "cipka” kręci się niepewnie,  tak jak by chciała mi coś powiedzieć a nie wie jak do tego podejść. W końcu zdybałam ją na osobności i wypaliłam prosto z mostu.
-Karolina, o co biega, masz coś do mnie?-
-Sorki Abi. Wiesz to z Markiem Mam teraz doła.-
-Co zawiódł oczekiwania, nie stanął na wysokości zadania?  
-Co ty, taki ogier to skarb. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie musiałam się hamować, i mogłam iść na całość i pozwolić facetowi przejąć całkowicie inicjatywę. Po raz pierwszy czekając na orgazm nie obawiałam się bólu. Dotąd był tylko Pier, albo jacyś nieudacznicy, co to patrzyli tylko by umoczyć fajfusa, trysnąć i po wszystkim. A ten twój, to on wie jak zadowolić kobietę. Wiesz, że doprowadził mnie do orgazmu nawet nie wchodząc we mnie, a tylko trąc swoim o moje krocze? A potem? Uuuu, potem to już było tylko było lepiej.
-Nawet pewnie nie zdążył zdjąć majtek, co? Widziałam, że miał całe poplamione twoim śluzem. Nieźle na niego podziałałaś, był pewnie tak napalony, że nawet zapomniał wyskoczyć z majtek.- Zaśmiałam się na wspomnienie widoku jego poplamionych szortów.  
-A, co na to Pier, nie jest zazdrosny?
-O Marka? Nie, raczej o to, że Marek doprowadził mnie do takiego spełnienia, jakiego z nim nigdy nie przeżyłam.-  
-To, po co mu wszystko tak z detalami wyklepałaś, trzeba było oględnie, że było ok i już.-
-On zawsze wie, kiedy jestem spełniona, bo wtedy nawet jego nie chcę w sobie.-

Po południu Seba odebrał telefon, dzwoniła Ewka, że dojeżdża. Za pół godziny będzie na stacji i czy Seba nie mógłby po nią podjechać. Zostaję wiec z Markiem, Karoliną i Pierem, reszta jedzie po Ewkę. A my idziemy nad morze.  
Plaża jak zwykle, pusta po horyzont. Miejscowi na nią rzadko chodzą a letników tu, jak na lekarstwo.  
Trochę to przerażające, słychać tylko wrzask mew, szum wiatru, który zapycha nam usta i huk łamiących się fal.  
Karolina z dziecinną niewinnością zdejmuje z siebie koszulkę i spodenki.  
-Abi, nie pękaj, przynajmniej będziemy równo opalone, i nie będziemy szokować bladymi miejscami.-
Niepewna, ale mimo wszystko i ja również po chwili świeciłam golizną. Marek oczywiście ochoczo poszedł w nasze ślady, z podziwem zauważyłam, że jego atrybut męskości jest prawie w pełnym wzwodzie. Tylko, która to z nas tak na niego podziałała, ja czy Karolina?
Rzuciliśmy rzeczy na piach i popędziliśmy do wody. Przedostawszy się przez głębszą wodę, stojąc teraz na mieliźnie, nadstawiając plecy i pośladki przyjmowaliśmy uderzenia łamiących się fal.  
Fantastyczny masaż. Woda jest raczej chłodna, by nie powiedzieć nawet zimna, ale po każdym takim uderzeniu fali robiło się ciepło.
Biedak Pier początkowo stojąc na plaży, i obserwując nasze harce, złamał się w końcu. Ściąga wreszcie z siebie te cudaczne spodnie. Zostawszy w szortach do kolan, w jakieś tam, śmieszne, fikuśne hawajskie wzorki, przedziera się przez fale by dołączyć do nas.  
Chwila nieuwagi, a jedna z większych fal przemaglowała mnie po dnie. Krztuszę się wodą, przerażona, nie mogę wstać i wydostać na powierzchnie. Jakieś mocne dłonie obejmują mnie w tali i stawiają  na nogi. To Pier, jedną ręką trzymając mnie w pasie, z drugą na biuście, przyciska mocno moje plecy i pośladki do siebie. Na swoim pośladku i prawym udzie wyczuwam teraz to jego "maleństwo” (określenie Karoliny). Cholerka takie, i to w zimnej wodzie?  
Jasny gwint, to, jakie to to jest w normalnych warunkach? Małpa chyba nie kłamała? Mam serdecznie dość kąpieli, wystarczająco już nałykałam się słonej wody. Zastanawia mnie tylko, czy krztuszę się bardziej z powodu Piera czy morskiej wody? Chcę wyjść, ale z drugiej strony cholernie nie chcę by Pier wypuścił mnie z swego uścisku.  
A on unosi mnie na rękach i przenosi na plażę. Idzie tak ze mną w stronę wydm i delikatnie sadza na leżącej kłodzie. Tej samej, na której to Marek "przeleciał” mnie, (bo jak to inaczej nazwać) tej pierwszej nocy na plaży.
Dochodząca z Markiem Karolina siada koło mnie i obejmując pyta.
-Wszystko ok? Nic ci nie jest?-
-Wszystko ok, napiłam się tylko trochę wody.-
A obserwując nietypowe zgrubienie na udzie Piera, szepczę jej do ucha.  
-Nie kłamałaś, on ma rzeczywiście wielką pałę, naprawdę małpo jedna, nie kłamałaś.-
- Widzę, że masz na niego chętkę, przyznaj się?- Pyta z iskrami w oku. Sama nie wiem, szczerze mówiąc po jej opowiadaniach to jednak się trochę boję.
-Pamiętaj tylko, że to ty musisz być na wierzchu, nie on. Ty musisz o wszystkim decydować. On jak go poniesie jest trudny do zatrzymania.-
-Co tam knujecie? Przyznajcie się bez bicia.- Odezwał się Marek.
-Nic, Abi się kiepsko czuje, chce już wracać  i Pier też. To on ją odprowadzi, a my jeszcze się trochę przejdziemy, co?
-Ok, ale jak się dogadają? To przytyk Marka, do moich i Piera zdolności językowych.
-Nie bój żaby, dadzą sobie radę. Ze śmiechem odpowiada mu Karolina.
I tak to w ten oto sposób Karolina upiekła dwie pieczenie przy jednym ogniu. Mnie wepchnęła w łapska Piera, a sama mając nadzieje na powtórkę z rozrywki zostaje z Markiem. Zdradliwa małpa. A Mareczkowi to pasuje jak nic, wygłodzony biedak przy jednym tylko żłobie. Każdy kot zdechnie, jeśli będzie pilnował tylko jednej norki. Taką to on miał dewizę.  

A ja wracając z Pierem przez las nie wiem, czemu przypominam sobie pewną fraszkę. Nawet nie pamiętam już gdzie ją czytałam czy słyszałam, ale jak nic pasowała do tej sytuacji. A szło to mniej więcej tak.

" Raz do rzeźni drogi brzegiem szło cielęcie.  
  Z drugiej strony szło dziewczęcie i o dziwo, też na rżnięcie.”  

Wiedziałam, czym to się skończy, już nawet wyobrażałam to siebie jak jestem z Pierem w różnych konfiguracjach. Kurdę, jaką ja mam na niego cholerną chcicę.  
Dochodząc na miejsce zdałam sobie sprawę, że, jeśli mam posłuchać rad Karoliny, to nie mogę się dać zaciągnąć do kampera. To musi się to stać u nas w pokoju. Nie bardzo widziałam możliwość bycia na nim, jednocześnie nie uderzając głową w koje nad nami. Chwytam go, więc za dłoń i pociągnęłam w stronę domu. Oboje przecież wiedzieliśmy, po co tam idziemy.

Stoję przed łóżkiem, plecami do niego, z opuszczonymi wzdłuż ciała rękoma. Cisza taka, że słychać nasze przyspieszone oddechy, i tą natrętną muchę tłukącą w szybę okna by wydostać się do słońca. Już chwilę, stoję tak nie bardzo wiedząc, co mam z sobą zrobić. Z Markiem nie było takiego problemu. Może, dlatego że łączy nas ten diabelski pociąg seksualny. A Pier, z nim nie ma tego, co przeżyłam będąc pierwszy raz z Markiem. Tam było od razu pożądanie, chcieliśmy się zaraz od pierwszego wejrzenia. Z Pierem tego nie czuję, sama już nie wiem wydaje mi się, że po prostu popycha mnie do tego po prostu ciekawość. Ciekawość jak to jest mieć w sobie coś takiego.
Wreszcie czuję jego dłonie na ramionach. Jak pomału zsuwają się z nich i po rękach wędrują w dół, by pochwycić dół tiszertu i pociągnąć go w górę.  
Unosząc ręce, pomagam zdjąć go ze mnie. Teraz jego dłonie czuję na głowie, szyi, prześlizgujące się po moich piersiach podrażniając sutki. Są już na brzuchu, biodrach by złapać gumkę majtek i wędrując   w dół przez uda, łydki odsłonić resztę mego ciała. Majteczki lądują w końcu mi na kostkach, jedna jego dłoń spoczywa teraz na moim kroczu, a druga drażni się z sutkami. Odruchowo przywieram mocno pośladkami i plecami do jego ciała, by poczuć na sobie jego rosnącą erekcję. Nagle dłonie Piera odrywają się od moich czułych stref, chwytając za ramiona gwałtownie odwraca mnie twarzą do siebie, po czym patrząc w oczy chwyta moje dłonie kładzie je na swoich biodrach. Wiem, co mam zrobić, teraz ja siadając jednocześnie na łóżku pozbawiam go spodenek.  
Przed oczyma sterczy mi teraz wielki gruby fallus. Pier delikatnym pchnięciem przewraca mnie na plecy. Leżę na łóżku zaciskając uda z nogami zgiętymi w kolanach i stopami opartymi na podłodze.
Ręka Piera wdziera się bezceremonialnie pomiędzy moje uda, kciuk wpycha w pochwę, pozostałymi palcami drażniąc okolice odbytu. Nogi zaczynają podskakiwać w drgawkach, bijąc  piętami o podłogę. Nagle nie czuję już go w sobie. Chwytając za stopy stawia je na brzegu łóżka, i obu rękoma rozrywa moje zaciśnięte kolana. Jego język czuję teraz na swojej waginie. Nie ma w tym nic delikatności, ani czułości. Po prostu wdziera się we mnie gwałtownie, jego zęby uciskają miednicę a ostry zarost drażni uda. Szał po prostu szał. Zaciskam mocno powieki. Obejmuje nogami jego szyję mocno przyciągając jego głowę do swojego podbrzusza pietami bębniąc z podniecenia po jego plecach.  
Nie wiem, co on ze mną robi, ani co się ze mną dzieje. Mam takie uczucie jakby miał nie dwie a cztery dłonie. Po prostu są wszędzie. Trzymają mnie za biodra, i jednocześnie ugniatając piersi bawią się ich brodawkami. Chwyta mnie za kolana siłą rozwiera zaciśnięte uda oswobadzając głowę z mego uścisku, i nagle czuję go jak napiera członkiem na wargi sromowe. Wdziera się we mnie, wprost mnie rozrywa, napiera coraz mocniej i głębiej, jest tak głęboko, że chyba dalej już nie wytrzymam. Chce uciec spod niego, wyrywam się do przodu i jednocześnie z dłońmi na jego biodrach usiłuję wypchnąć z siebie. I strach. Opanowuje mnie po prostu strach, nie daje rady się wyrwać, a on jest po prostu jak taran. Nagle jego ręce puszczają moje piersi, słyszę krzyk. Krzyk Karoli.
-Pier non, non!- Otwieram oczy, nad sobą widzę Karolinę spychającą ze mnie Piera. Już wiem, że  na piersiach to były jej dłonie a nie Piera. Spycha go w końcu ze mnie. Z przerażenia i bólu zwijam się w kłębek, ciężko dysząc.
-Wiedziałam, że tak to się skończy.- Mówi do mnie, a potem podniesionym głosem woła coś do Piera.
A on patrzy teraz tylko, to na Karolę to na mnie, już potulny i w niczym nieprzypominający tamtego Piera. Piera, którego widziałam i czułam jeszcze przed chwilą.  
-Mówiłam ci! On jest niekiedy nieobliczalny!.-
Po tej całej szamotaninie leży teraz na łóżku, bezbronny i potulny. Teraz widzę ten jego organ w całej okazałości.  
Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam. No może tylko w pornusach, ale tam jakoś panienki przyjmowały takie monstra w siebie, jęcząc i spazmując z rozkoszy a nie z bólu i strachu.  
W realu okazuje się, że to niestety nie takie och ach.  
Karolina miała rację. Duże wcale nie musi być piękne. A Marek, Marek siedzi tylko rozanielony w fotelu, z rozwalonymi nogami i ręką w spodenkach. Cholerny drań! Jego to kręciło!  
Obolała, wystraszona miałam już dość. Z obolałym kroczem zwlokłam się z łóżka, pospiesznie się ubierając. Wybiegam z domu. Siedzę na ławeczce przed domem, czuję jak jestem w środku cała obolała. Drań Marek siada przy mnie, obejmując ramieniem, całując po włosach, oczach.
-Draniu, kręci cię takie coś? Gwałt to twoje klimaty? Prawie przez łzy mówię do niego z wyrzutem.
-Co ty, jaki gwałt, przecież chciałaś go, wiem to od Karoliny. Nawet nie poszliśmy nigdzie, bo Karola powiedziała ze musimy wracać. Bo może być źle.
-Ale kręciło cię oglądanie?
-Cudownie wyglądałaś, szczególnie jak uciekałaś tyłeczkiem przed nim. Zupełnie jakbyś miała mieć po raz pierwszy faceta w sobie, jak byś była rozdziewiczana.
-Jesteś zboczek, on mnie wprost rozrywał, a w pewnym momencie, tak mnie zatkało jak by mi ktoś dał pięścią w brzuch. Nie mogłam nawet złapać nawet powietrza. Ciekawa jestem jak ty byś się czuł mając takie coś w dupsku! Warknęłam na niego wściekła.
Dalsza sprzeczkę przerwał podjeżdżający pod dom samochód. Nasi wrócili z Ewą.
  
Tak właśnie wyobrażałam sobie Ewę. Ewę, którą znałam tylko z opowiadania Anity. Urocza, blondyneczka, o wyglądzie aniołka, tylko w oczach mająca takie iskierki, diabliki. Roześmiana, gadatliwa i wszędzie jej pełno. Lubię ludzi o takim temperamencie, przy takich nie sposób się nudzić.  
Witając się, objęła mnie w pasie muskając przy tym ustami policzek. Cudnie pachniała, świeżością, młodością i słońcem.  
Seba przedstawił nas sobie, a ja jak zwykle, zamiast najpierw pomyśleć chlapnęłam z uśmiechem.
-Cze, tak sobie ciebie wyobrażałam.-
-Ty małpo zielona jedna, co ty tu o mnie naopowiadałaś? Śmiejąc się, zwróciła się do Anity.
-Tylko same superlatywy, naprawdę.- Brnęłam już z całkiem bez sensu.  
-Dobra, dobra, musimy sobie poplotkować to się wszystkiego dowiem.- Powiedziała i zdejmując dłoń z mojego ramienia, niby to przypadkiem musnęła mój policzek, po czym przywitała się z pozostałymi.  
A ja, obśmiałam się prawie do łez widząc jak Marek obtańcowuje Ewkę. Zwietrzył nową zdobycz? No cóż, nowa zwierzyna na horyzoncie.  
Wchodząc do domu, poczułam jak Magda wskoczyła mi prawie na plecy, i nie mogąc powstrzymać śmiechu szepce mi do ucha.
- Ty cipko, widziałam jak na nią patrzysz. Muszę cię jednak zmartwić, masz konkurencję.- I nie czekając na odpowiedź przepchnęła się wbiegając do domu.
Jasne, pewnie też widziała, że Marek zwietrzył świeży trop. A przy kolacji zauważyłam, że nie tylko on.  
Po kolacji Marek wyciągnął mnie na spacer. Zawędrowaliśmy na naszą plażę, poprawka, do naszej kłody na plaży. Siedząc w milczeniu, oparci o nią plecami obserwowałam czarne jak węgiel morze od czasu do czasu przełamane białą grzywą łamiącej się fali. Brzegiem wędrowało nasze towarzystwo, widać też postanowili wieczór zakończyć spacerem. Chciałam się zerwać i zawołać na nich, ale Marek przytrzymał mnie mocno i dłonią przykrywając usta szepnął.
-Abi, nie, zostaw ich chce być z tobą, chcę cię.-  
Przytuliłam się tylko do niego dając tym samym znać też tego chcę, byłam niezaspokojona i rozdrażniona. Cała grupka znikała w ciemnościach, ich głosy i śmiechy zagłuszył w końcu wiatr i fale. Całując mnie wsunął dłoń pod koszulkę ugniatając piersi. Odepchnęłam go delikatnie od siebie, zdjęłam koszulkę ponownie kładąc jego dłonie na swoich a piersiach. Głaskał je i ugniatał i cieszył się jak dziecko wyczuwając pod palcami i w ustach twardniejące sutki. Przygryzł delikatnie małżowinę szeptając do ucha.
-Proszę wstań.-
Stałam tak nad nim dłońmi obejmują mu głowę, a on wtulił twarz w moje krocze drażnił mnie tam pocierając nosem. Chwytając zębami raz z jednej, raz z drugiej strony za szorty powoli odsłaniał moją rudą kępkę. Delikatnie posadził na kłodzie. Nie dotykając rękoma, wodząc tylko ustami po udach rozwarł moje nogi by w końcu dotrzeć językiem do waginy Czuję go na wargach, łechtaczce, w sobie, jestem mokra wewnątrz i na udach. Przyciskam jego głowę do krocza udami i rękoma, cholerka odlecę, naprawdę odlecę. A on łapiąc mnie za biodra przerzuca przez kłodę i chce mnie mieć tak jak ostatnio.  
Strach, wraca strach przed uczuciem rozrywania i bólu. Wyrywam się błagając.
-Marek nie! Błagam cię nie.! Tam jeszcze wszystko boli.
Stoi tak prze de mną, patrzy z góry, z nabrzmiałym fallusem w ręku. Nie bardzo wie, co ma zrobić. Jest tak rozpalony, że najchętniej by pewnie doprowadził się sam do rozładowania napięcia.
Żal mi go, sama wiem, co to jest być rozpalona do granic wytrzymałości i nie móc dać temu uczuciu ujścia.
Odsuwam jego dłoń i obejmuję jego członka przy samej nasadzie swoją dłonią. Czuję jego erekcję, twardość, nabrzmiałe żyły. Zbliżam otwarte usta, i nie dotykając nimi nabrzmiałego kapelusza owiewam go gorącym oddechem. Aż jęknął, wysuwając jednocześnie biodra do przodu, spowodował to, że czuję go prawie aż na migdałkach. Cofam nieco głowę, delikatnie zaciskając na nim ząbki. Moja głowa zaczyna pracować do przodu i do tyłu. Marek chwyta mnie za nią, i czym jego oddech jest szybszy tym mocniej ją do siebie przyciska. Jego penis drgnął w moich ustach, znam to uczucie, on jest tuz tuż, cholerka tryśnie mi zaraz w buzi, przelatuje mi przez głowę. Wyrywam głowę z jego rąk, chwytam oburącz członka. Jedną ręką naśladuję ruchy frykcyjne a drugą zaciskam na jego główce tak by mnie nie opryskał. No i miałam rację poszło z niego, poszło i to mocno. Penis cały śliski jak w kisielu, a miedzy moimi palcami przecieka nadmiar nasienia. Poruszam dłonią tak jeszcze aż ustaje ostatni podryg, i słyszę jak Marek bierze głęboki oddech.
- Do wody.- Rzucam hasło, po czym puszczam się biegiem. Dopada mnie na samym brzegu, łapie w pół podnosi i wrzuca na głębszą wodę. Wynurzam się parskając i wypluwając słoną wodę. Nie spodziewałam się tego i trochę się nią opiłam. Skaczę na Marka i teraz oboje lądujemy pod wodą. Krztusząc i śmiejąc, popychamy się i oblewamy wodą.
-Chodzicie, tu są.- Słyszymy i dopada nas grupa golasów, reszta naszego towarzystwa.
-Gdzie Karola z Pierem?- Pytam.
-Zostali, Karolina była zmęczona, i chciała się położyć.- Odpowiedziała Magda.  


Wracamy przez wydmy i las do domu, faceci jak zwykle z przodu a my za nimi z tyłu. Cholerne tailiby.
Magda nie wytrzymała, pytając z drwiną w głosie.
-Abi, jak to jest? Nasze rzeczy były przy brzegu, waszych tam nie zauważyłam jak się ubieraliśmy, za to ty z Markiem gdzieś zniknęliście?
-Coś mnie ominęło, jakie, kogo rzeczy?- Zainteresowała się zaraz Ewka, no Anita również nadstawiła zaraz uszy.
-Gadaj nam tu zaraz, coście tam robili pod wydmami? Dobrze mi się zdawało, że jak szliśmy w tamtą stronę, że tam pod wydmami ktoś jest.-
-A, to wyście tam baraszkowali, ładnie ładnie. I to ma się nazywać spacerem.-
-Nic nie było, - W końcu się odezwałam. Nie maiłam się zamiaru tłumaczyć, dlaczego, ani z wpadki z Pierem.  
- Ty, Marek razem i nic nie było, koniowi zamelduj a nie nam. Skwitowała mnie Magda.
-Co to taka z nich ostra parka, że nie można ich samych na chwile zostawić? -Roześmiała się Ewka.
No i koniec tematu, przed domem stoją nasi faceci, nie widzę tylko wśród nich Marka. Znowu się gdzieś zawieruszył. Towarzystwo wchodzi do środka, gdy pojawia się nagle Marek i łapiąc mnie za rękę ciągnie dyskretnie za sobą a stronę kampera.  
-Chodź musisz to zobaczyć.- Wskazując na okno kampera. Zasłonka w oknie nie jest do końca zasłonięta, w środku panuje półmrok, pali się tylko mała lampka nad stołem, wydaję się, że nie ma tam żywej duszy.  
Nagle jakiś odgłos zwraca moja uwagę. Spoglądam w lewo, a na górnej koi w poprzek ktoś leży, tak, że widać tylko rozchylone ugięte w kolanach nogi, z stopami zapartymi o krawędź. Między nogami świecąc gołym jakże zgrabnym tyłeczkiem stoi Pier, i mogę się tylko domyślać, co on robi. Ruchy jego głowy i jęki Karoliny, wyraźnie wskazują jak intensywnie pracuje jego język. Musi mieć niezłego kopa, bo jej dłonie dotychczas trzymające rozwarte kolana, zaciska w pięści waląc nimi po pościeli i spazmując przy ty niemiłosiernie. Byłam tak zaaferowana tym widokiem, że nawet nie zorientowałam się, kiedy na kroczu i piersiach poczułam dłonie Marka a między udami jego fallusa. Posuwa nim między moimi udami jak by był we mnie w środku. Nie wytrzymuję już wtedy, obracam się do niego, zrywam z siebie majtki i podciągając na jego szyi wskakuję mu na biodra, obejmując je mocno nogami. On Sprawdza tylko palcem czy jestem dość mokra i czuję go w sobie, wszedł mocno od razu do końca. I nie było przy tym żadnego bólu czy strachu, tylko to cudowne uczucie wypełnienia. Dociśnięta do ściany kampera wychodząc mu biodrami naprzeciw, jest mi wszystko jedno, chcę go tu i teraz, chcę by uspokoił to mrowienie we mnie, które czuję od rana. Wiem, że jak teraz nie zaznam spełnienia to chyba zwariuję. Miał mnie wziąć i ostro kochać. Szczytując waliłam głową o szybę okna, a pośladkami o zimną ścianę. Oni tam w środku muszą to wszystko słyszeć, ale mnie jest wszystko jedno. Wykończona opadłam głową na ramię Marka tuląc się do niego z łzami szczęścia w oczach. A on tylko mocniej podchwycił mnie pod udami, odwrócił się tyłam do kampera, szepcząc mi do ucha.  
–Popatrz.-
Spojrzałam w okno, a tam prawie rozprasowane na szybie twarze Karoli i Piera. Karola śmiejąc się puszcza do mnie oko, po czym odciągając Piera za włosy zasłania okno.
Marek postawił mnie na ziemi podtrzymuje, gdy niezdarnie usiłuję założyć majtki, nogi mnie nie trzymają są jak z waty.  

Wróciliśmy do domu, w chodzimy do naszego pokoju, a w nim Ewka i Magda.
-Panowie śpią dziś obok, zarządzenie Anity, Ewka musi przecież też gdzieś spać.- Oświadczyła Magda.  
Marek tylko wzdrygnął się i poszedł do Maćka. Jasne dostał, co chciał to na razie mu starczy.  
- Tylko nie zajmować nam łazienki!- Krzyknęła jeszcze za nim Magda.  
I to był ostatni już raz, kiedy byliśmy z Markiem razem. Po tym, co się wydarzyło następnego dnia nie dałabym już rady.  


Po naszych łazienkowych rytuałach, leżymy już w łóżku, jak wymachując dwoma butelkami wina, wpada do pokoju Anita.
-Dziewczyny Macie ochotę na babską noc?
Anita zaatakowała zaraz Ewę, co tam u niej słychać, co ta skwitowała krótko, że po staremu z tą jedną małą różnicą, ze nie jest już z Robertem, ale nie chce na ten temat gadać. Nie jest jeszcze gotowa, i nie ma odpowiedniego dystansu do sprawy.
No to jak Ewka się wyłgała to głupie, że tak brzydko powiem "pindy” zabrały się za mnie. Długo i dzielnie stawiałam opór ciekawskim małpom, że tak powiem no prawie do końca drugiej butelki. No, ale w końcu uległam i wyciągnęły ze mnie wszystko, no może tylko oprócz jednego. Tego, mianowicie, że mimo wszystko żałowałam, że nie posłuchałam Karoliny w sprawie Piera tylko pozwoliłam by wszystko poszło na żywioł. Może gdybym to ja rządziła to może udałoby mi się schować go całego. A tak już się nigdy tego nie dowiem czy dałabym radę czy nie.  
Budząc się rano, czuję wklejone we mnie na łyżeczkę ciepło drugiego ciała i to znajome uczucie dłoni na kroczu. Pomału przypominam sobie zakończenie wieczoru i nagle zdaję sobie sprawę z tego, że to nie może  być dłoń Marka!
Otwieram oczy, Magda śpi prze de mną, więc jeśli to nie ona, to może być tylko Ewa. Zorientowała się widocznie, że już nie śpię, bo zbliżyła usta do mego ucha szepcząc.
-Cii, nie budźmy Magdy, zobacz jak ślicznie wygląda.- Rzeczywiście, do połowy odkryta, z jedną piersią na wierzchu, odrzuconymi rękoma nad głową, i z nogą zarzuconą na kołdrę. I te cholernie seksownie rozchylone usta, jak by wprost błagały o pocałunek. Wyglądała cudownie.  
Ten widok i na dodatek ruchy dłoni Ewy podziałały tak na mnie, że odruchowo wypięłam się w jej stronę wciskając mocniej w nią swój tyłeczek. Ona zaś widać zadowolona z tego w odpowiedzi zaczęła paluszkami przebierać w moich włoskach.  
-Cudowne masz to swoje runo, takie delikatne.- Szeptała mi do ucha, ząbkami kąsając jego małżowinę.  
Magda przeciąga się, i patrzy na nas nieprzytomnym wzrokiem, na co Ewa podrywa się mówiąc z ożywieniem, kryjącym zakłopotanie.  
-Wstawać dziewczyny, słyszę, że w kuchni walczy Anita. Musimy jej pomóc.-  

Śniadanko pięknie uszykowane, więc w końcu wynurzają się i nasi panowie. Brak jak zwykle tylko Marka, ale on jak to on, pewnie, jak co dzień biega.  
Biegnę przez podwórze, zawołać Karolcie z Pierem. Dopadam kampera i wpadam z impetem do środka. No i masz babo placek, to, co zobaczyłam zamurowało mnie kompletnie.  
Kiedy dziewczyno nauczysz się wreszcie, że należy pukać i czekać na zaproszenie! Tu wychodzi to moje złe wychowanie i włażenie wszędzie bez pukania.
Na górnym koju w pozycji identycznej jak wczoraj, szczytuje Karolina, tyle tylko, że między jej udami zamiast głowy widać tym razem uniesioną rękę Piera z zatopioną w jej waginie dłonią. Za to sam Pier klęczy przed dolnym łóżkiem, a jego pośladki rytmicznie pracują w przód i. Dopiero teraz widzę, że klęczy, pomiędzy zwisającą z dolnej koi parą nóg. Męskich nóg! Zaś reszta faceta leży brzuchem na koi kurczowo zaciskając dłonie na pościeli. To jest Marek! Marek z twarzą wykrzywioną w jakimś szatańskim grymasie i z zaciśniętymi zębami. Z wrażenia nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa.  
Pierwszy zareagował Pier, obejrzał się i odskoczył od Marka tak, że zobaczyłam miedzy pośladkami zamiast małego oczka, olbrzymią czarną dziurę. Nie to była jednak najgorsze, prawdziwa tragedia miała się dopiero wydarzyć.  
Marek z głośnym odgłosem uwolnił nagle gazy. Wraz z nimi wyrzucił z siebie spermę zmieszaną z kałem opryskując tym Piera. Wypadłam z stamtąd jak oparzona.


Biegiem dotarłam do domu, wpadając do łazienki. Wzięły mnie takie torsje, że nie mogłam ich opanować. Brzuch mnie w końcu od tego rozbolał, a ja nie miałam już, czym wymiotować. Uciekłam w końcu do pokoju Anity, zamknięta wewnątrz nie odpowiadam na wołania reszty.  
Wychodzę z niego dopiero, gdy do drzwi zapukała Anita mówiąc, że Marek prosiłby mnie od niego pożegnały, i że cała trójka już wyjechała.  
Na podwórzu nie było już kampera, a w naszym pokoju rzeczy Marka.  
Dopiero teraz zaczęły docierać do mnie szczegóły, których do tych czas nie zauważałam. Pytanie Maćka o to czy z Markiem wszystko jest ok, jego rozanielona mina, gdy patrzył na to jak Pier bezskutecznie usiłuje we mnie wejść. I wtedy, gdy powiedziałam zapytałam, jak on by się czuł mając coś takiego w sobie. To nie ja, ani Karolina go wtedy tak podnieciłyśmy. To Pier, a właściwie jego penis. Niby to wszystko widziałam, ale jakoś to do mnie nie docierało.  
Właściwie homoseksualizm nie jest dla mnie jakimś problemem. Mam nawet paru przyjaciół z tej grupy, i naprawdę są to fantastyczni ludzie. Ten stosunek też by pewnie nie odniósł na mnie jakiegoś większego wrażenia, gdyby jednak nie to, co stało się jego finałem. A mając przed oczyma rozwarty odbyt Marka przypomniałam sobie mój analny z nim stosunek. To uczucie, niemożności utrzymania zwieracza, i ta myśl, równie dobrze mogło mnie to spotkać, ja również mogłam przecież wyciąć taki numer wtedy Markowi. To wszystko zupełnie mnie przerosło. Teraz jak ktokolwiek mówi o stosunku analnym to przed oczyma zaraz mam widok ubrudzonego Piera.  
Tak to zakończył się mój rozdział z Markiem. Nie żebym miała do niego jakieś żale, pretensje nie. Po prostu straciłam zupełnie ochotę na seks, seks z nim. A tak w zasadzie nic innego nas nie łączyło. Po powrocie wykasowałam jego numer z telefonu i żadne z nas nie próbowało już nigdy nawiązać z drugim kontaktu.

abigail

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 6193 słów i 33265 znaków. Tagi: #sex #seks #anal #bi #chłopcy #homoseksualizm

2 komentarze

 
  • JustiJusti

    Szkoda że to się tak skończyło...Czekam na kolejne :)

  • pieszczoch45

    dla tego, NIGDY z facetem.....

  • abigail

    @pieszczoch45  a z dziewczyną myślisz że Ci to nie grozi?

  • pieszczoch45

    @abigail może i tak ale obyło się bez gazów i tego tam

  • abigail

    @pieszczoch45  jak słusznie zauważyłeś  "o b y ł o  s i ę  b e z" a mogło być inaczej :D

  • pieszczoch45

    @abigail i jeszcze jedno w przypadku dziewczyny to mam wybór:)

  • abigail

    @pieszczoch45  jasne

  • pieszczoch45

    @abigail  gdyby się nie obyło bez pewnie bym nie zakosztował w tej "drugiej", pozostał bym tylko przy pierwszej:)

  • abigail

    @pieszczoch45  myślałam , że  macie wybór  a nie ze masz go tylko Ty !!!!!

  • pieszczoch45

    @abigail  dlatego wolę Was wielbić, adorować, pieścić i pie.....:)

  • pieszczoch45

    @abigail  oj nie wiem czy wszyscy mają taki wybór ja mówię tylko za siebie:)

  • abigail

    @pieszczoch45 chyba się nie rozumiemy,  mówiąc " macie" myślę o Tobie i Twojej partnerce !!!!!!!

  • pieszczoch45

    @abigail to rzeczywiście nie zrozumiałem, "ciężki na umyśle" dziś jestem:)

  • abigail

    @pieszczoch45  :rotfl:  po czym jeśli można wiedzieć ?

  • pieszczoch45

    @abigail zmęczenie życiem:)

  • abigail

    @pieszczoch45  SKS ?
    :rotfl:

  • pieszczoch45

    @abigail  oj nie przesadzaj dopiero doświadczony jestem a nie stary:)

  • abigail

    @pieszczoch45  ale zmęczony życiem jak sam powiedziałeś

  • pieszczoch45

    @abigail  szybko się regeneruję, ale Ty mnie łapiesz za słówka muszę uważać na Ciebie:)

  • abigail

    @pieszczoch45  :rotfl:

  • pieszczoch45

    @abigail Intyligęntna z Ciebie Bestyjka:)

  • abigail

    @pieszczoch45  staram sie jak mogę :)

  • pieszczoch45

    @abigail  bardzo dobrze Ci to wychodzi i chyba duzo Cię to wysiłku ni kosztuje

  • abigail

    @pieszczoch45  jakoś tak samo ciśnie śię na usta  :D