Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Alex i Ola nago w szkole cz7

Rozdział Piętnasty – Środa

Alex

Wychodzimy z domu dokładnie o 7:42.

Drzwi zamykają się za nami z cichym kliknięciem, które w mojej głowie brzmi jak wystrzał startera przed biegiem przez płotki. Ola stoi tuż obok – naga, skóra wciąż ciepła od nocy i naszego wcześniejszego zbliżenia, sutki delikatnie sterczące od porannego powietrza, które niesie lekką wilgoć z nocnego deszczu. Na nogach ma tylko cienkie, białe skarpetki i wygodne buty sportowe, na plecach lekki plecak z rzeczami na dzień. Ja mam to samo: czarne skarpetki, buty do biegania i plecak przewieszony przez ramię – jedyne rzeczy, które nam pozwolono zabrać poza programową nagość. Jej dłoń w mojej jest gorąca i wilgotna od nerwów, palce splecione tak mocno, że czuję bicie jej pulsu w opuszkach – szybkie, nierówne, jakby serce chciało wyskoczyć z jej piersi i połączyć się z moim.

Trzy kroki za nami idzie Monika – czarne legginsy opinają biodra i pośladki jak druga skóra, stary oversize’owy T-shirt faluje na jej piersiach, sutki przebijają się wyraźnie przez materiał. Idzie z tym swoim charakterystycznym, lekko zaczepnym uśmiechem, ale w oczach ma coś więcej – troskę, która sprawia, że czuję się mniej samotny w tym wszystkim.

Przez pierwsze sto metrów milczymy. Ciszę zakłócają tylko nasze kroki – cichy, miękki odgłos obuwia na betonie oraz nasze przyspieszone, nierówne oddechy. Moje serce wali jak bęben, każdy krok wywołuje falę adrenaliny, która sprawia, że skóra mrowi, a żołądek skręca się w supeł strachu i podniecenia jednocześnie. Czuję wiatr muskający moją nagą skórę, chłodny i bezlitosny, powodujący gęsią skórkę na ramionach, brzuchu, udach – jakby całe ciało nagle stało się jednym wielkim nerwem. Wewnątrz mnie kłębi się burza myśli: „Co jeśli ktoś nas zwymyśla? Co jeśli Ola się załamie i nigdy mi tego nie wybaczy? Ale jesteśmy razem… to musi być warte. Dla niej zrobiłbym wszystko. Nawet jeśli świat będzie na nas pluł – ja ją ochronię własnym ciałem.”

Ola obok drży lekko – jej oddech jest płytki, szybki, urywany, jak u kogoś, kto stoi na krawędzi przepaści i jednocześnie chce skoczyć. Widzę, jak jej wolna ręka instynktownie unosi się, żeby zasłonić piersi, ale zaraz opada – walczy z sobą, z tym odruchowym wstydem, który program ma z nas wykorzenić. Jej oczy są wilgotne, pełne mieszanki lęku i determinacji, a ja wiem, że w jej głowie kłębi się podobny chaos: „Boję się tych spojrzeń… boję się, że mnie znienawidzą. Ale to dla nas, dla naszej wolności. Dla niego. Jeśli się teraz cofnę, stracimy coś, czego już nigdy nie odzyskamy.”

W końcu Monika rzuca żartobliwie, żeby rozładować napięcie, ale jej głos jest miękki, pocieszający:
„No, kochasie, gotowi na czerwony dywan? Bo dziś to wy jesteście głównymi aktorami. A ja waszą ochroną – jak bodyguard z dekoltem w pakiecie. Tylko nie dajcie się tym spojrzeniom – one to tylko zazdrość w przebraniu.”

Ola parska cichym, zduszonym śmiechem, ale zaraz potem jej głos pęka, pełen niepewności i łez, które cisną się do oczu:
„Czuję, jakby ktoś mi ściskał żołądek… jakby każdy krok był krokiem w przepaść. Boję się, że wszyscy będą nas wyśmiewać, że pomyślą, że jesteśmy wariaci na pokaz… albo że jesteśmy źli, nie mamy wstydu. Alex… naprawdę myślisz, że damy radę? Co jeśli to wszystko okaże się błędem i ja się rozpadnę na środku ulicy? Boję się, że cię zawiodę…”

Przyciągam ją bliżej, czując, jak jej nagie ciało drży przy moim, moja skóra mrowi od kontaktu, a serce ściska się od miłości i troski tak wielkiej, że aż boli.
„Damy. Bo jesteśmy razem. Każdy krok to dowód, że jesteśmy silniejsi niż ich spojrzenia. Kocham cię, Ola. I jestem z tobą w każdym centymetrze tej drogi. Pamiętasz, co rodzice mówili wczoraj wieczorem? Że program to test na szczerość – i my przechodzimy go razem. Nie jesteś sama. Nigdy nie będziesz sama. Ja cię trzymam. Zawsze będę trzymał. Nawet jeśli świat będzie krzyczał – ja będę krzyczał głośniej, że cię kocham.”

Monika kiwa głową, jej głos ciepły i pełen siostrzanej siły:
„Dokładnie. A ci, co oceniają – niech sobie patrzą. To ich problem, nie wasz. Pamiętajcie, to program – oni wiedzą. A jak ktoś mruknie coś głupiego, ja mu odmruknę dwa razy głośniej. Jesteście odważni. Naprawdę. Ola, pamiętasz, co mówiłam ci wczoraj na schodach, kiedy gadałyśmy same? Nagość to nie słabość, to siła – bo pokazuje, kim jesteś naprawdę, bez masek. Program to nie tylko ciało, to test na to, ile wytrzymasz dla siebie i dla miłości. A rodzice dodali wieczorem, że ciekawość i słabość nie muszą rozwalać miłości, jeśli jest szczerość. Najważniejsze to trzymać się siebie nawzajem, nawet kiedy boli. Dziś to robicie. Trzymajcie się tego. Jesteście silniejsi, niż wam się wydaje.”

Ola zatrzymuje się na chwilę, łzy spływają jej po policzkach, ale uśmiecha się przez nie – słabo, ale prawdziwie.

Idziemy. Emocje we mnie buzują jak burza – strach miesza się z dumą, wzruszenie z podnieceniem, miłość z lękiem, że coś pójdzie nie tak. Każdy krok to walka: wiatr owiewa mojego penisa, powodując lekkie mrowienie i kurczenie się od chłodu, a świadomość, że jesteśmy wystawieni na widok, sprawia, że serce bije szybciej, krew pulsuje w uszach, gardło ściska się od emocji. Ola ściska moją dłoń mocniej, jej palce drżą, a ja czuję jej pot na skórze – wilgotny, ciepły, jak dowód, że nie jestem sam w tym szaleństwie. Jej oddech staje się urywany, oczy wilgotne – walczy z łzami, które cisną się od mieszanki strachu i euforii.

Przez całą drogę mijaliśmy przechodniów, którzy reagowali bardzo różnie. Jedni odwracali wzrok szybko i przyspieszali kroku, inni patrzyli długo i otwarcie, niektórzy wyciągali telefony, paru gwizdnęło albo rzuciło coś pod nosem, ale byli też tacy, którzy kiwali głowami z szacunkiem albo po prostu uśmiechali się kącikiem ust. Nie zatrzymywaliśmy się, nie odzywaliśmy się do nikogo.

Szliśmy przed siebie – krok za krokiem, dłoń w dłoni, czując na skórze każdy podmuch wiatru i każde spojrzenie.

Przed bramą szkoły tłum jest większy. Monika idzie z nami aż do samej bramy, jej obecność jak tarcza.  

Zatrzymuje się przy wejściu, przyciąga nas oboje do siebie – mocno, bez skrępowania. Jej piersi przyciskają się do naszych ciał. Całuje nas w policzki, potem patrzy na Olę głęboko w oczy, głos miękki, pełen ciepła:

„Ola… słuchaj mnie teraz. Wczoraj na schodach mówiłam ci, że nagość to nie wstyd – to akt odwagi, bo zrzucasz wszystkie maski i pokazujesz światu prawdziwą siebie. A rodzice wieczorem dodali, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli pojawi się ciekawość albo chwila słabości – miłość nie musi się rozpaść, jeśli jest szczerość i trzymanie się razem. Dziś to właśnie robicie. Idziecie przez miasto bez niczego na sobie, ale macie siebie nawzajem. Trzymacie się za ręce, patrzycie sobie w oczy – to jest ta siła, o której mówiłam. Jesteście silniejsi, niż wam się wydaje. A jeśli w którymś momencie będziecie chcieli uciec albo płakać – dzwońcie. Jestem z wami. Zawsze będę. Idźcie i pokażcie im, że miłość jest większa niż strach.”

Ola przytula ją mocno, łzy spływają jej po policzkach, głos pęka:
„Monika… dziękuję. Naprawdę. Bez ciebie bym się rozpadła. Jesteś jak siostra. Kocham cię. Twoje słowa z wczoraj… one mnie trzymają. Pamiętam każde – że nagość to wolność, a miłość to trzymanie się razem. Dzięki wam… dam radę. Naprawdę dam.”

Monika ociera jej łzy kciukiem, uśmiecha się przez własne wilgotne oczy:
„Ja ciebie też, mała. A teraz idźcie i pokażcie im, że miłość wygrywa. Wracajcie wieczorem i opowiadajcie wszystko – każdy uśmiech, każdy szept. Będę czekać z herbatą.”

Ola kiwa głową, tuląc się jeszcze raz. Monika odwraca się, macha ręką i odchodzi, jej sylwetka oddala się powoli.

Ola patrzy za nią, potem na mnie – oczy pełne łez, ale pełne siły.

„Gotowa?”

Kiwa głową, głos drżący, ale zdecydowany:
„Z tobą – zawsze.”

Przekraczamy bramę. Aplauz wybucha – głośniejszy niż wczoraj. Ola unosi podbródek, ściska moją dłoń. Wchodzimy do środka.

Korytarz milknie, potem rozstępuje się. Pierwsze rozsądne prośby padają już po kilkunastu metrach.
Wysoki chłopak z trzeciej klasy podchodzi, rumieni się lekko, głos mu drży:
„Ola… rozsądna prośba… mogę dotknąć twoich piersi? Tylko chwilę, proszę. Obiecuję delikatnie.”

Ola kiwa:
„Tak. Tylko dotknąć. Jeśli coś będzie nie tak, mówię stop.”

Jego dłonie muskają sutki, potem obejmują piersi – Ola wciąga powietrze, sutki twardnieją. Chłopak dziękuje: „Jesteś niesamowita.”

Inny:
„Ola… mogę wsunąć palec? Tylko jeden, na chwilę.”

Ola twardo:
„Nie. Nie pozwalam na wkładanie palców. Dotyk na zewnątrz – tak. W środku – nie.”

Chłopak: „Okej… sorry. Dziękuję za jasną odpowiedź.”

Przed polskim Ola szepcze mi do ucha, głos drżący od emocji:
„Alex… poproś o ulgę na początku lekcji. Chcę, żebyś mnie wybrał. Chcę, żeby wszyscy widzieli, że to nasz wybór. Że nie chowamy się. Proszę… zrób to dla nas.”
Patrzę jej w oczy, serce ściska mi się z miłości i lekkiego strachu.

„Jesteś pewna? To będzie przed całą klasą.”

„Tak. Bardzo. Chcę poczuć, że jesteśmy razem. Że to nie wstyd, tylko nasza miłość.”

W klasie siadamy w pierwszej ławce. Powietrze ciężkie od kredy i starych książek, nasze ciała lśnią lekko od potu. Po pięciu minutach pani Elżbieta pyta rutynowo:
„Ktoś potrzebuje ulgi przed lekturą?”

Unoszę rękę. Głos drży, ale jest pewny, serce wali mi jak oszalałe.
„Ja poproszę… wybieram Olę.”

Klasa zamiera, powietrze gęstnieje od napięcia. Ola wstaje powoli, jej kroki ciche na podłodze, idzie na środek sali, przed tablicę – dokładnie tak, jak wymaga program: ulga musi być na środku, widoczna dla wszystkich. Klęka przede mną. Bierze mnie do ręki – jestem już twardy, pulsujący od emocji wywołanych spojrzeniami wszystkich w klasie. Patrzy mi w oczy, jej źrenice rozszerzone, bierze do ust – powoli, głęboko, jej wargi ciepłe, wilgotne, język wirujący wokół żołędzi. Ssie mocno, ale bez pośpiechu, jej ręce na moich udach, palce wbijające się lekko w skórę, powodując lekkie mrowienie. Słyszę ciche westchnienia w klasie, ktoś szepcze „wow…”, ale nie odrywam wzroku od Oli. Czuję zapach jej włosów, smak jej śliny mieszany z moim podnieceniem, jej oddech gorący na mojej skórze. Jej oczy błyszczą od emocji – miłości, zaufania, podniecenia – a moje serce pęka od czułości. Jej język kręci kółka, wargi zaciskają się rytmicznie, powodując fale przyjemności, które rozlewają się po całym ciele. Jęczę cicho, biodra drżą mimowolnie, trzymam się ławki, żeby nie pchnąć zbyt mocno. Po minucie dochodzę – gorąco, głęboko w jej gardle, fale przyjemności rozlewające się po ciele jak ogień, serce bije jak szalone od emocji. Połyka wszystko, nie odrywając wzroku, jej oczy błyszczące od łez wzruszenia i bliskości.

Wstaje, ociera usta wierzchem dłoni, wraca do ławki, całuje mnie – czuję jej wargi miękkie, słodkie.

Siada z powrotem. Pani Elżbieta kiwa głową, głosem pełnym profesjonalizmu:
„Dziękuję. Możemy zaczynać. Dziś analizujemy ‘Dziady’ część III – motyw wolności i buntu. Widzę, że niektórzy z was żyją tym tematem na co dzień.”

Lekcja rusza. Pani Elżbieta omawia scenę z Konradem, jego samotny bunt przeciwko światu. Klasa dyskutuje – ktoś mówi o wolności ducha, inny o ciele. Ola notuje, ale jej ręka drży, oczy wilgotne. Ja patrzę na nią, czując dumę – nasza nagość rezonuje z lekturą. Pani Elżbieta pyta Olę:
„Ola, co myślisz o wolności ciała w kontekście buntu Konrada?”

Ola czerwieni się, ale mówi drżącym głosem:
„To… to jak zrzucenie kajdan. Wolność to nie tylko słowa, to czyny. Jak my dziś – idąc nago, buntujemy się przeciwko wstydowi. I to boli, ale daje siłę.”

Klasa kiwa głowami, ktoś klaszcze cicho. Pani Elżbieta uśmiecha się:
„Dokładnie. To żywa lekcja. Brawo za odwagę.”

Dyskutujemy dalej – o akceptacji, granicach. Ja dodaję: „Bunt to też zaufanie – do siebie i innych.” Ola ściska moją dłoń pod ławką. Emocje – wzruszenie od tematu, który rezonuje z naszym spacerem, dumą z Oli. Lekcja kończy się oklaskami – dla nas, dla lektury.
Po polskim odprowadzam Olę na jej salę matematyki.  

Na rozwidleniu korytarza przyciągam ją do siebie, szepczę prosto do ucha, czując jej ciepło:
„Widzę, że jesteś bardzo podniecona… cipka ci błyszczy, sutki jak kamienie. Jeśli chcesz… możesz poprosić kogoś o ulgę. Kogoś, komu ufasz. Nie musisz, ale możesz. Dla siebie. Kocham cię, cokolwiek wybierzesz.”

Patrzy na mnie długo, oczy błyszczące, pełne emocji.
„Pomyślę o tym. Dziękuję, że mi to mówisz. To… daje mi siłę. Jesteś niesamowity, wiesz?”

Całujemy się krótko, mocno. Stajemy w progu. Przytulam ją jeszcze raz, czując jej nagą skórę na mojej, zapach jej podniecenia.

„Do zobaczenia po lekcji. Kocham cię.”

„Ja ciebie bardziej.”

Ona wchodzi do środka. Ja stoję jeszcze chwilę w progu, patrząc, jak znika za drzwiami. Serce mi pęka – nie z zazdrości, tylko z miłości tak wielkiej, że aż boli. Dałem jej wybór. Pozwoliłem jej iść dalej, nawet jeśli to oznacza, że ktoś inny dotknie jej ciała. Wiem, że to tylko ciało. Wiem, że jej serce, jej dusza, jej prawdziwe „ja” należy do mnie. Ale mimo to w środku czuję ukłucie – nie zazdrość, która niszczy, tylko tęsknota, żeby to moje palce, moje usta, moje spojrzenie były tym, co przynosi jej ulgę. Czuję dumę, że jej ufam. Czuję strach, że może kiedyś to zaufanie zostanie nadwyrężone. Ale przede wszystkim czuję miłość – taką, która pozwala puścić, która mówi: „Idź, bądź sobą, a ja będę czekał. Zawsze będę czekał.”
Odwracam się i idę na swoją lekcję, czując, jak serce bije mi w gardle, jak każdy oddech jest ciężki od tej mieszanki uczuć. Kocham ją tak bardzo, że oddałbym jej cały świat – nawet jeśli miałbym oddać kawałek siebie.

Ola

Wchodzę do sali matematyki pana Marka Kowala. Serce wciąż wali mi jak oszalałe po porannym polskim – czuję smak Alexa na języku, jego esencję w sobie, jak emocjonalną kotwicę, która przypomina mi o naszej bliskości, o tym, że jesteśmy jednością. Siadam w drugiej ławce – sama. Pan Marek wchodzi, rzuca szybkie spojrzenie na moją nagość, kiwa głową z aprobatą i zaczyna lekcję, jego głos monotonny, ale pewny. Prośbę o ulgę można złożyć tylko na samym początku, więc podnoszę rękę natychmiast, zanim zacznie wykład. Głos mi drży, ale jest zdecydowany:
„Panie profesorze… potrzebuję ulgi. Bardzo.”

Pan Marek kiwa głową, jego oczy spokojne:
„Kogo wybierasz, Ola?”

„Kubę.”

Kuba odwraca się, oczy mu się rozszerzają, ale wstaje bez wahania. Pan Marek kiwa głową:
„Na środek, przed tablicę. Jak zawsze – ulga musi być widoczna dla wszystkich.”

Serce bije tak mocno, że czuję je w gardle. Wstaję, nogi lekko drżą, idę na środek sali. Kuba idzie za mną. Siadam na przygotowanym krześle – niskim, z podnóżkami, żeby wszystko było dobrze widoczne. Rozchylam nogi szerzej, czując chłód powietrza na wilgotnej, nabrzmiałej skórze. Klasa patrzy w ciszy – trzydzieści par oczu wbitych we mnie, w moje piersi, brzuch, cipkę, która pulsuje z podniecenia i wstydu jednocześnie. Powietrze gęstnieje, rumieniec rozlewa się po całym ciele, skóra płonie, ale jednocześnie… jest w tym dziwna wolność. Te spojrzenia nie są już czymś obcym – są częścią aktu, który wykonuję świadomie, dla siebie i dla Alexa.

W środku kłębi się burza uczuć: wstyd pali jak ogień, ale pod spodem rośnie duma – duma z tego, że potrafię to zrobić, że nie uciekam, że stoję w tym naga i prawdziwa. Strach, że ktoś się zaśmieje, że ktoś osądzi, miesza się z ekscytacją – z tym dziwnym, zakazanym dreszczem, że jestem widziana, naprawdę widziana, cała. Myślę: „Oni patrzą. Widzą mnie taką, jaką jestem. I ja im na to pozwalam. Bo mogę. Bo chcę. Bo Alex mi zaufał. Bo to jest nasza wolność.”
Kuba klęka przede mną. Jego palce są ciepłe, pewne, zapach jego skóry miesza się z moim własnym podnieceniem – słodko-słonym, intymnym. Najpierw masuje łechtaczkę kółkami – powoli, rytmicznie, powodując, że biodra drżą mimowolnie. Zamykam na chwilę oczy, próbuję oddychać głęboko, ale każdy dotyk wysyła iskry wzdłuż kręgosłupa. Potem wsunął dwa palce głęboko, znalazł punkt G, masuje mocno, precyzyjnie, dokładnie tam gdzie trzeba – fale przyjemności rozlewają się po brzuchu, po piersiach, po całym ciele. Drugą ręką ugniata moją pierś, szczypie sutek delikatnie, choć stanowczo – ból miesza się z rozkoszą, sprawiając, że jęczę cicho, zaciskając zęby, żeby nie krzyczeć. Klasa jest cicho, ale słyszę ich oddechy – przyspieszone, napięte, pełne ciekawości i podniecenia. Ktoś szepcze coś cicho, ktoś inny wciąga powietrze. Czuję ich spojrzenia jak fizyczny dotyk – ciepłe, zimne, ciekawe, osądzające – i to wszystko naraz sprawia, że moje ciało drży mocniej, że podniecenie rośnie, a jednocześnie rodzi się dziwna siła: „Patrzą. Widzą mnie. Całą. I ja im na to pozwalam. Bo mogę. Bo chcę. Bo Alex jest ze mną w tym wszystkim.”

Orgazm przychodzi nagle – falami, mocno, jakby całe ciało eksplodowało od środka. Biodra unoszą się z krzesła, cipka zaciska się na palcach Kuby rytmicznie, soki spływają po jego dłoni, lepkie i gorące. Jęczę głośniej niż chciałam, łzy wzruszenia i ulgi cisną się do oczu – nie z wstydu, ale z intensywności, z tego, że pozwoliłam sobie na to przed wszystkimi. Łzy spływają po policzkach, ale to nie smutek – to wyzwolenie, to poczucie, że przeżyłam coś, co kiedyś wydawało się niemożliwe. Kuba czeka, aż drżenie ustanie, potem delikatnie wyjmuje palce, ociera je o moją skórę uda i wstaje. Dziękuje cicho, głosem pełnym szacunku:
„Dziękuję za zaufanie.”

Kiwnęłam głową, głos drżący od emocji:
„Dziękuję… tobie.”

Wracamy na miejsca. Klasa milczy jeszcze chwilę, potem pan Marek kontynuuje lekcję, jakby nic się nie stało. Ale dla mnie wszystko się zmieniło.

Siadam, nogi wciąż drżą, uda lepkie, serce bije jak oszalałe. Myślę tylko o Alexie. O tym, że on pozwolił mi na to – nie z obojętności, ale z miłości, z zaufania. O tym, że to było tylko ciało – mechaniczne, fizyczne, przyjemne, ale puste. Brakowało jego zapachu, jego spojrzenia, jego szeptu „kocham cię”. Z Kubą to było dobre, ale nie było w tym duszy. Z Alexem każdy dotyk to wyznanie, każda sekunda to bliskość, która wypełnia mnie całą. Teraz, siedząc tu, czuję go w sobie emocjonalnie – jak niewidzialną nić, która ciągnie mnie do niego, pełną ciepła, bezpieczeństwa, miłości tak głębokiej, że aż boli w piersi. Łzy cisną się do oczu – nie smutku, ale szczęścia. Szczęścia, że mam kogoś, kto pozwala mi być wolną, a jednocześnie trzyma mnie tak mocno. Szczęścia, że mogę być sobą – całą, nagą, prawdziwą – i że on to kocha. Że on to przyjmuje. Że on jest moim domem.

Myślę: „To było dla mnie. Dla nas. Ale prawdziwa ulga przyjdzie dopiero, kiedy znowu cię dotknę. Kiedy znowu będę w twoich ramionach. Kiedy poczuję, że to nie jest tylko ciało – to jest miłość.”

Reszta lekcji mija jak przez mgłę. Notuję równania, ale myślę tylko o nim – o tym, jak będę go tulić za chwilę, jak powiem mu, że to, co zrobiłam, było dla mnie ważne, ale tylko z nim czuję się naprawdę cała. O tym, że kocham go tak bardzo, że aż chcę płakać z wdzięczności. O tym, że jestem jego – cała, bez reszty.
Po dzwonku wychodzę pierwsza. Idę korytarzem szybko – piersi falują, uda lśnią od wilgoci i świeżego orgazmu, czuję zapach własnego podniecenia mieszany z kredą z klasy. Widzę go – oparty o ścianę, czeka na mnie, jego oczy błyszczą, gdy mnie dostrzega. Podbiegam, rzucam mu się na szyję, czując jego nagą skórę na swojej. Przytulam się mocno, wdycham jego zapach – pot, bliskość, miłość. Szepczę mu do ucha, głos drżący od emocji:
„Tęskniłam… nawet przez tę godzinę. To było… dobre, ale puste. Bez ciebie. Tylko z tobą czuję się cała. Kocham cię.”

On całuje mnie w czoło, głos drżący:
„Ja ciebie też. Jesteś moja. Zawsze.”

Całujemy się długo, głęboko – języki splątane w tańcu pożądania, ręce na pośladkach, sutki ocierają się o jego klatkę, powodując dreszcze. Ludzie mijają nas, niektórzy się uśmiechają, inni szepczą. Nie obchodzi nas to – w tej chwili istniejemy tylko my dwoje.
Na historii siedzimy obok siebie – uda przylegają do siebie, ciepłe, lepkie od potu i wilgoci. Pani Nowak opowiada o powstaniu styczniowym, ale ja myślę tylko o nas.

O spacerze nago – o strachu, który zamienił się w dumę.

O aplauzie, który dał mi siłę.

O polskim – o tym, jak klęczałam przed Alexem, czując jego miłość w każdym spojrzeniu.

O matematyce – o tym, że Kuba dał mi ulgę, ale to było tylko ciało. Z Alexem to dusza.

O tym, że kocham go tak bardzo, że aż boli w piersi – i że chcę mu to powiedzieć, wciąż i wciąż.

Kładę dłoń na jego udzie – wysoko, blisko penisa, czując jego ciepło. Trzymam mocno. On kładzie swoją dłoń na mojej – ciepłą, pewną. Szepcze cicho:
„Czuję cię… cały czas. Kocham cię.”

„Ja ciebie bardziej” – odpowiadam, głos drżący od emocji, łzy szczęścia cisną się do oczu.

Po dzwonku wstajemy. Idziemy na stołówkę – korytarzem, za ręce, czując każdy krok jak zwycięstwo.
W drodze kolejne rozsądne prośby.

Dziewczyna z równoległej klasy podchodzi, głos drżący od nerwów:
„Ola… rozsądna prośba… mogę dotknąć twojej cipki? Tylko na zewnątrz, proszę. Jestem ciekawa… jak to jest. Obiecuję, delikatnie, i jeśli powiesz stop, od razu przestanę.”

„Tak. Tylko na zewnątrz. Delikatnie, i tylko chwilę.”
Jej palce są chłodne, drżące – krążą po łechtaczce, po wargach sromowych, powoli, badawczo. Westchnęłam cicho, biodra drgnęły mimowolnie, wilgoć spływa szybciej. Dziewczyna dziękuje, oczy pełne ciekawości: „Dziękuję… to było… edukacyjne. Jesteś odważna.” I odchodzi.

W tym samym czasie do Alexa podchodzi chłopak – wysoki, z tatuażem na ramieniu, pyta niepewnie:
„Alex… rozsądna prośba… mogę cię dotknąć? Tylko masaż, nic więcej. Obiecuję delikatnie.”

Patrzy na mnie – kiwam głową, patrzę na niego z ciekawością i lekkim podnieceniem. Widzę we wzroku Alexa, że lekko się waha, ale kiwa głową:
„Tak. Tylko masaż. Delikatnie.”

Chłopak bierze jego penisa w dłoń i zaczyna masować – powoli, rytmicznie, powodując lekkie mrowienie i twardnienie. Alex jęknął cicho, biodra drgnęły. Po wszystkim chłopak mówi: „Dzięki… szacun za odwagę.”

Idziemy dalej, emocje buzują – podniecenie miesza się z dumą.

Przed stołówką wysoki chłopak z mojej klasy zatrzymuje nas, głos pełen wahania:
„Ola… rozsądna prośba… mogę cię dotknąć od tyłu? Wypięta pupa, rozchylone pośladki? Tylko masaż, nic więcej. Obiecuję, że jeśli będzie za dużo, powiesz, i stop.”

Patrzę na Alexa – kiwa głową, oczy wspierające. Kiwam chłopakowi:
„Tak. Tylko masaż, i tylko na zewnątrz. Jeśli coś będzie nie tak, mówię stop.”

Odwracam się, pochylam lekko do przodu, wypinam tyłek do tyłu mocno, rozchylam pośladki rękami, czując chłód powietrza na odsłoniętym rowku. Chłopak masuje mój odbyt opuszką palca – delikatnie, kółkami, powodując mrowienie rozlewające się po podbrzuszu. Drżę, cipka pulsuje widocznie, kropla spływa po udzie, zapach podniecenia unosi się w powietrzu. Po chwili mówię cicho, głos drżący:
„Dziękuję… wystarczy.”

Prostuję się, odwracam do Alexa – policzki płonące, oczy błyszczące od emocji.

„Chodź… jestem głodna. I podekscytowana.”
Wchodzimy do stołówki – nago, za ręce, z podniesionymi głowami. Pachnie kotletami i ziemniakami, para unosi się z kuchni. Siadamy przy naszym stole.

Szepczę mu do ucha, głos pełen miłości:
„Cały dzień czuję cię w sobie… emocjonalnie. To najpiękniejsze uczucie na świecie. Dziękuję za dziś.”
Całuje mnie w skroń, jego oddech ciepły.

„Mamy jeszcze popołudnie. Kocham cię.”

Kiwnęłam głową, czując łzy szczęścia.
I jemy – razem, wśród spojrzeń, wśród szeptów, wśród miłości, która rośnie z każdym oddechem, każdym kęsem.

3 komentarze

 
  • Użytkownik Qaas

    Super się czyta
    Czekam na kolejną część.

    5 godz. temu

  • Użytkownik DEX

    Ogólnie spoko ale trochę za dużo w tej części podkreślania przy każdej prośbie że ola będzie mogła powiedzieć STOP

    Wczoraj 20:04