Część Dziesiąta: Wtorek – Obiad
Ola
Gdy wreszcie powiedziałam „dziękuję… wystarczy” i zaczęłam powoli prostować się, nogi uginały się pode mną jak galareta, a całe ciało drżało z niewyładowanego napięcia. Cipka pulsowała boleśnie, gorąca i nabrzmiała, każdy mięsień w podbrzuszu zaciskał się mimowolnie, jakby protestował przeciwko przerwaniu. Uda lśniły od soków – lepkich, ciepłych, spływających powoli w dół, zostawiających chłodne ślady na skórze. Powietrze wokół było gęste, ciężkie od zapachu potu, wilgoci i czystego, zwierzęcego podniecenia. Czułam na sobie jeszcze resztki ciepła dłoni chłopaków – ich palce zostawiły niewidzialne ślady na łechtaczce, na wargach sromowych, na napiętej skórze pośladków. Oddychałam płytko, urywanie, piersi unosiły się szybko, sutki twarde i obolałe ocierały się o chłodne powietrze korytarza, wywołując drobne, niechciane dreszcze.
Ale najgorsze było to, co działo się w środku.
W głowie miałam chaos. Jedna część mnie krzyczała z wściekłości – jak śmieli mnie tak dotykać, jak mogli traktować moje ciało jak publiczny obiekt, jak zabawkę do zabawy? Czułam się zbrukana, upokorzona, jakby ktoś wydarł mi kawałek godności i rozdeptał go na betonie korytarza. Inna część – ta cicha, przerażona – szeptała, że może na to zasłużyłam. Że skoro jestem w programie, to powinnam być gotowa na wszystko. Że może naprawdę jestem taka, jak mówiła Klara – „puszcza się na prawo i lewo”. Te myśli wbijały się we mnie jak szpilki, sprawiając, że gardło mi się zaciskało, a oczy piekły od wstrzymywanych łez.
A potem spojrzałam na Alexa.
Stał tam, kilka metrów dalej, wciąż otoczony trzema dziewczynami, ale jego oczy – te niebieskie, zawsze takie spokojne – były wbite tylko we mnie. I w tej jednej chwili wszystko się zatrzymało. W jego spojrzeniu nie było osądu, nie było złości, nie było nawet cienia żalu czy obrzydzenia. Było tylko… on. Cały. Ze swoim bólem, zazdrością, miłością i dumą – dumą, że wciąż stoję, że wciąż jestem sobą, że mimo tego wszystkiego nie dałam się złamać. To spojrzenie było jak kotwica. Jak ciepła dłoń na karku w chwili, gdy tonę.
Poczułam, jak coś we mnie pęka – ale nie na pół, tylko na lepsze. Jakby stalowy pręt w moim kręgosłupie właśnie się zahartował. Łzy, które cisnęły mi się do oczu, nie były już z upokorzenia – były z ulgi. Z wdzięczności. Z miłości tak wielkiej, że aż bolało w klatce piersiowej. Prostowałam się wolno, świadomie, pozwalając, żeby każdy ruch był widoczny: biodra, piersi, napięte mięśnie brzucha. Nie chowałam się. Nie uciekałam wzrokiem. Chciałam, żeby wszyscy widzieli – że mogę być dotykana, mogę być upokarzana, a mimo to wciąż jestem cała. Wciąż jestem Ola. I wciąż mam Alexa.
Chłopcy odsunęli się – niektórzy z lekkim westchnieniem zawodu, inni z uśmiechem uznania, jakby właśnie zrozumieli, że nie jestem tylko ciałem do dotykania. Byłam Ola. I miałam Alexa.
Dzwonek na obiad zadzwonił ostro, przecinając napięcie jak nóż. Tłum zaczął się rozchodzić, korytarz wypełnił się tupotem bosych stóp i szumem rozmów. Alex podszedł do mnie szybko, chwycił moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie. Poczułam ciepło jego ciała, zapach jego skóry zmieszany z moim – znajomy, uspokajający.
„Chodź” – powiedział cicho. „Idziemy coś zjeść.”
Kiwnęłam głową, wciąż próbując złapać oddech. Ruszyliśmy w stronę stołówki, trzymając się za ręce. Moje uda ocierały się o siebie przy każdym kroku, wilgotne i lepkie, a piersi falowały lekko. Czułam na sobie spojrzenia mijanych uczniów, ale już nie tak bardzo mnie to ruszało. Alex był obok – to zmieniało wszystko.
Alex
W stołówce usiedliśmy przy dużym stole w rogu, z dala od głównego tłumu, choć i tak przyciągnęliśmy spojrzenia. Zapach jedzenia był silniejszy tu, mieszając się z hałasem talerzy, śmiechów i szeptów. Ola wzięła tacę z sałatką i jogurtem – mówiła, że po porannym seksie nie miała apetytu na ciężkie rzeczy. Ja zgarnąłem burgera i frytki, czując, jak mój żołądek burczy głośno. Dołączyli do nas Michał i Kasia – też w programie, też nago, z czerwonymi policzkami i zmęczonymi oczami. Potem przysiedli się Piotr i Zuzia, a stołówka wypełniła się gwarem, który zagłuszał nasze rozmowy, dając złudne poczucie prywatności.
Ola odezwała się pierwsza, jej głos cichy, ale pewny:
„Poranek był trudny. Rozbieranie się przed wszystkimi, dotykanie… ale to mnie zmienia. Nie łamie. Czuję się silniejsza.”
Michał kiwnął głową, jego nagie ramiona napięte od stresu.
„U nas podobnie. Kasia prawie się popłakała na przerwie, ale trzymamy się razem.”
Kasia uśmiechnęła się słabo, jej sutki sterczące od chłodu stołówki.
„Jak wy to robicie? Że mimo wszystkiego, co się dzieje wkoło… jesteście tak blisko siebie?”
Ola spojrzała na mnie, jej zielone oczy błyszczące, a w kącikach wciąż jeszcze trzymały się resztki porannego napięcia.
„Bo on jest moim azylem. Nawet kiedy ktoś inny mnie dotyka, myślę o nim. O tym, jak patrzy na mnie, kiedy nikt inny nie patrzy. O tym, że wiem – on widzi mnie całą, nie tylko ciało.”
Jej głos lekko się załamał na końcu, a ja poczułem, jak ściska moją dłoń mocniej pod stołem. Piotr pokiwał głową z uznaniem, jego penis lekko drgający przy każdym ruchu.
„To piękne. Trzymajcie się tego.”
Zuzia, która do tej pory milczała, nagle odstawiła tacę z głośnym stuknięciem. Jej ręce drżały tak mocno, że łyżka wypadła jej z palców i potoczyła się po stole. Oczy miała szkliste, wargi zaciśnięte w cienką linię, a oddech urywany, jakby walczyła z tym, żeby nie rozpłakać się od razu. Przez chwilę patrzyła w talerz, jakby chciała się w nim schować.
W końcu podniosła wzrok – i głos jej się załamał już przy pierwszych słowach.
„Ja… ja dzisiaj na przerwie odmówiłam. Dwóch chłopaków z drużyny piłki nożnej. Byli… byli natrętni. Najpierw prosili o dotykanie piersi, potem pośladków, a kiedy powiedziałam, że wystarczy, zaczęli się śmiać. Głośno. Tak, jakby to był żart. Mówili, że przecież jestem w programie, więc powinnam się cieszyć, że w ogóle ktoś mnie chce. Że 'taka lala jak ty powinna być wdzięczna'. Jeden złapał mnie za nadgarstek, kiedy próbowałam odejść, i powiedział, żebym nie udawała świętej, bo i tak wszyscy wiedzą, że daję każdemu.”
Jej głos przeszedł w cichy, drżący szloch. Łzy zaczęły spływać po policzkach, jedna po drugiej, szybko, jakby nie mogła ich już zatrzymać. Ramiona jej się trzęsły, oddech stał się płytki i nierówny.
„Traktowali mnie jak… jak seks lalkę. Jakby moje ciało było tylko do zaspokojenia ich potrzeb. Żadnego szacunku. Żadnego pytania, czy mi się to podoba. Po prostu ręce wszędzie – ściskali, szczypali, śmiali się, że 'patrzcie, jaka mokra, lubi to'. Czułam się… brudna. Jakby mnie nie było. Jakby była tylko moja cipka i piersi, a ja sama… ja sama się nie liczyłam.”
Zamilkła na moment, próbując złapać oddech. Kasia wyciągnęła rękę i położyła ją na jej ramieniu, ale Zuzia aż się wzdrygnęła – odruchowo, jakby dotyk wciąż był dla niej zagrożeniem.
„W końcu odepchnęłam ich. Krzyknęłam, żeby się odwalili. Uciekłam do łazienki. Tam… tam się zamknęłam w kabinie i płakałam. Myślałam, że zwymiotuję. Myślałam, że już nigdy nie wyjdę. Że to już zawsze tak będzie – że będę tylko ciałem. Że nikt nie zobaczy mnie naprawdę.”
Głos jej się załamał zupełnie. Ukryła twarz w dłoniach, ramiona trzęsły się coraz mocniej. Michał przełknął ślinę, jego oczy też były szkliste.
„Zgłosiłaś to komuś?” – zapytał cicho.
Zuzia kiwnęła głową, nie podnosząc wzroku.
„Tak… poszłam do dyrektora Kowalskiego. Opowiedziałam wszystko. Drżałam tak, że ledwo mówiłam. On… on był wściekły. Powiedział, że porozmawia z nimi i z trenerem. Że takie zachowanie nie będzie tolerowane, nawet w programie. Że mogą mieć konsekwencje – nawet wykluczenie z drużyny. Ale…”
Podniosła głowę, oczy pełne łez i strachu.
„…i tak się boję. Boję się, że jutro znowu mnie znajdą. Że będą czekać. Że to się nigdy nie skończy. Że już zawsze będę się tak czuć – jak rzecz. Jak zabawka.”
Przy stole zapadła cisza – ciężka, bolesna, pełna niewypowiedzianego gniewu i współczucia. Ola wyciągnęła rękę i delikatnie, bardzo powoli położyła dłoń na dłoni Zuzi. Tym razem Zuzia nie odskoczyła.
„Jesteś odważna, że odmówiłaś. I że poszłaś do dyrektora. To nie jest słabość – to siła. Ogromna siła. A my… my wszyscy jesteśmy tu dla ciebie. Nie jesteś sama. Nigdy więcej nie będziesz sama.”
Zuzia spojrzała na Olę, łzy wciąż płynęły, ale w jej oczach pojawił się cień ulgi.
„Dzięki… naprawdę. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie wy.”
Kasia objęła ją ramieniem, Michał położył dłoń na jej plecach. Piotr i ja tylko kiwaliśmy głowami – nie było słów, które mogłyby to naprawić, ale byliśmy. Byliśmy razem.
Rozmowa zrobiła się cichsza, bardziej intymna. Dzieliliśmy się historiami – Michał opowiedział o uldze na matmie, Kasia o wstydzie na polskim, a my z Olą dodawaliśmy swoje. Powietrze wokół stołu było ciężkie od emocji, ale też ciepłe od wsparcia. Zapach frytek mieszał się z potem naszych nagich ciał, przypominając, że jesteśmy w tym wszyscy razem – nie tylko ciałami, ale i sercami.
Po obiedzie ruszyliśmy dalej – każdy na swoje zajęcia. Ale wiedziałem, że to, co wydarzyło się przy stole, zostanie z nami na długo.
Część Jedenasta: Wtorek – Lekcja Biologii
Alex
Po obiedzie weszliśmy do sali biologii jak na pole minowe. Zapach formaldehydu wdzierał się w nozdrza, zimny i ostry, a stare książki i modele szkieletów patrzyły na nas z półek jak niemi świadkowie. Usiedliśmy w pierwszej ławce – najbliżej pani Nowak, najbliżej spojrzeń całej klasy. Czułem, jak serce wali mi w gardle. Ola siedziała obok, jej naga skóra dotykała mojej, ciepła, drżąca. Trzymałem jej dłoń pod stołem tak mocno, że aż bolały palce – jakby to był ostatni kawałek rzeczywistości, który jeszcze do nas należy.
Pani Nowak spojrzała na nas z mieszanką ciekawości i współczucia.
„Alex, Ola… wszyscy wiedzą, że jesteście parą w programie. Powiedzcie klasie szczerze: czy nic się nie zmieniło w sprawie waszego dziewictwa?”
Gardło mi się zacisnęło. Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy. Spojrzałem na Olę – jej oczy były mokre, ale nie od strachu. Od czegoś głębszego.
„Wczoraj wieczorem” – powiedziałem cicho, ale głos mi się załamał na ostatniej sylabie.
Ola dodała, ledwo słyszalnie, ale każdy w sali musiał to usłyszeć:
„To było piękne. I ważne.”
Jej głos drżał – nie z wstydu, tylko z tego, że musiała to powiedzieć na głos przed trzydziestoma obcymi ludźmi. Przed nimi wszystkimi, którzy mogli to obrócić w żart, w plotkę, w coś brudnego. A dla nas to było najczystsze, co mieliśmy.
Pani Nowak skinęła głową, ale nie odpuściła.
„Czy to była tylko koleżeńska przysługa w ramach programu, czy coś więcej?”
Spojrzeliśmy na siebie jednocześnie – jak na komendę. W jej oczach widziałem wszystko: lęk, że ktoś nam to odbierze, że ktoś zbruka to, co przeżyliśmy. Ale też siłę. Miłość, która była większa niż ta sala, niż ten program, niż spojrzenia klasy.
„Jesteśmy parą” – powiedziałem głośno. Głos mi się nie załamał tym razem. Był twardy. Prawdziwy.
Klasa zamarła. Ktoś parsknął śmiechem – nerwowym, niepewnym. Ktoś westchnął. Ktoś klasnął cicho, jakby nie wiedział, czy wolno. Ale ja słyszałem tylko jej oddech. Szybki, płytki. I czułem, jak jej palce drżą w mojej dłoni – z ulgi, że powiedzieliśmy to na głos i nikt nam tego nie odbierze.
Pani Nowak uśmiechnęła się miękko.
„Dobrze. To zmienia perspektywę. W takim razie porozmawiamy o tym, co się dzieje, kiedy dwoje ludzi zakochuje się w sobie i jednocześnie musi funkcjonować w Programie.”
Zwróciła się do nas, a jej głos stał się cichszy, niemal intymny.
„Ola, Alex… opowiedzcie, jak to było naprawdę. Bez oceniania. Bez wstydu. Klasa może się z tego nauczyć więcej niż z podręcznika.”
Ola wzięła głęboki, drżący oddech. Jej głos był cichy, ale każde słowo ważyło tonę:
„To nie było zaplanowane. Zaprosił mnie na randkę… pierwszą prawdziwą. Szliśmy spacerem do mojego domu. Trzymaliśmy się za ręce, śmialiśmy się, rozmawialiśmy o głupotach. Ale już wtedy… już wtedy wiedziałam. Każde jego spojrzenie, każdy dotyk dłoni – czułam to w całym ciele, że to dziś i chcę właśnie z nim przeżyć pierwszy raz. Kiedy byliśmy już w domu i rozmawialiśmy, po prostu… zaproponowałam mu, żeby został na noc.”
Spojrzała na mnie – oczy pełne łez, ale nie smutku. Miłości.
„Był delikatny. Tak bardzo delikatny, że aż bolało serce. Cały czas pytał, czy jest dobrze, czy nie boli. Na początku nie dowierzał – widziałam to w jego oczach. W tym, jak się zawahał, jak przełknął ślinę. Ale zgodził się. I czułam, jak szczęście w nim rośnie – jak fala. Nawet kiedy bolało na początku, to nie był zły ból. To był ból, który mówił: 'to prawdziwe'. Pasował idealnie. Jakby był stworzony dla mnie. Nie bolało długo. A potem… potem było tak intensywnie, że zapomniałam, gdzie kończę się ja, a zaczyna on. A kiedy w końcu miałam orgazm… to było jak eksplozja. Za każdym razem patrzył mi w oczy. Za każdym razem trzymał mnie tak, jakby bał się, że zniknę. I za każdym razem… czułam, że jestem jego. Cała. Bez reszty.”
Jej głos się załamał. Łza spłynęła po policzku, ale się nie otarła. Klasa milczała – nikt nie śmiał nawet odetchnąć.
Pani Nowak patrzyła na nas z czymś, co wyglądało na wzruszenie.
„Alex… a ty? Jakie miałeś obawy?”
Przełknąłem ślinę. Gardło miałem suche jak papier ścierny.
„Bałem się, że ją skrzywdzę. Kiedy to usłyszałem… prawie nie wierzyłem. Myślałem, że żartuje. Że za szybko. Że to presja programu. Ale ona patrzyła na mnie tak… jakby już dawno podjęła decyzję. Czułem szczęście – takie wielkie, że aż bolało w klatce piersiowej. Chciałem, żeby to było dla niej piękne. Żeby nie żałowała. Żeby pamiętała mnie jako kogoś, kto ją kocha, a nie jako kogoś, kto ją skrzywdził. Trzymałem ją mocno, ale delikatnie. Cały czas patrzyłem, czy jest dobrze. A kiedy dochodziła… cholera, czułem to w sobie. Jakby jej orgazm przechodził przeze mnie. To nie był tylko seks. To było… jakby nasze dusze się dotknęły.”
Pani Nowak westchnęła głęboko. Usiadła na krawędzi biurka. Jej głos stał się cichszy, niemal intymny.
„Dziękuję wam obojgu. To, co opisujecie, to właśnie esencja miłości – nie idealnej, nie z filmów, ale prawdziwej, takiej, która boli i leczy jednocześnie. Ale pozwólcie, że powiem wam coś z własnego życia.”
Klasa zamarła. Nawet szepty ucichły.
„Miałam dwadzieścia jeden lat, kiedy trafiłam do programu – wtedy nazywał się 'Wolność Ciała'. Byłam zakochana w chłopaku z równoległej klasy. Nazywał się Marek. Pierwszy raz mieliśmy w jego pokoju, po długim spacerze nad rzeką. Dokładnie tak jak wy – najpierw rozmowa, śmiech, a potem ja powiedziała: 'Chcę, żeby to było dziś'. On też się bał, że mnie zrani. Też pytał co chwilę. I też… było idealnie. Czułam się widziana. Kochana. Bezpieczna.”
Uśmiechnęła się, ale w tym uśmiechu był ból.
„A potem program nas rozdzielił. On miał inne partnerki. Ja innych partnerów. Były noce, kiedy płakałam do poduszki, bo czułam, że go tracę. Były miesiące, kiedy eksperymentowałam – z dziewczynami, z grupami, z kim popadnie. Raz w ciągu jednego tygodnia miałam seks z czterema różnymi osobami. Innym razem byłam w trójkącie z parą – moją najlepszą przyjaciółką i jej chłopakiem. I wiecie co? To nie zniszczyło mojej miłości do niego. Wręcz przeciwnie. Kiedy wracaliśmy do siebie po tych wszystkich 'eksperymentach', seks był… inny. Głębszy. Jakby każde doświadczenie poza nami sprawiało, że docenialiśmy siebie jeszcze bardziej. Jakbyśmy wiedzieli, że to, co mamy razem, jest wyjątkowe – bo mogliśmy mieć wszystko, a wybraliśmy siebie.”
Zamilkła na chwilę. Jej oczy były wilgotne.
„Dziś mam narzeczonego. Bardzo go kocham. I seks z nim jest… najlepszy w moim życiu. Lepszy niż cokolwiek wcześniej. Bo dzięki temu, co przeżyłam – wszystkim tym partnerom, wszystkim tym sytuacjom – doskonale znam siebie. Zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Wiem, czego chcę. Wiem, co mnie kręci. Wiem, gdzie są moje granice. I wiem, jak powiedzieć o tym komuś, kogo kocham. Bez wstydu. Bez strachu. I to sprawia, że jesteśmy tak blisko – bo nie musimy się już niczego domyślać. Wszystko jest na stole. Wszystko jest prawdziwe.”
Spojrzała na nas z czułością, prawie matczyną.
„Wierzę w was. Widzę, jak na siebie patrzycie – widzę to przekonanie, że będziecie razem już zawsze. I kibicuję wam z całego serca. Naprawdę. Ale musicie pamiętać: jesteście jeszcze bardzo młodzi. Życie potrafi zaskoczyć. Różne sytuacje mogą was spotkać – nowe osoby, nowe uczucia, nowe wyzwania. Program to dopiero początek. A prawdziwa miłość… ona rośnie albo się zmienia właśnie w takich momentach. Nie bójcie się tego. Ale bądźcie szczerzy – wobec siebie i wobec siebie nawzajem. To jedyne, co naprawdę chroni.”
Klasa słuchała w absolutnej ciszy. Nikt nie śmiał nawet odetchnąć.
Ola
Kiedy pani Nowak poprosiła mnie, żebym położyła się na biurku, poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Zimne drewno wbiło się w plecy, a sala nagle wydała się mniejsza – jakby ściany się zbliżały.
„Czy pozwalasz, żeby uczniowie cię dotykali – tylko w celach edukacyjnych?” – zapytała cicho.
Kiwnęłam głową, choć w środku wszystko się we mnie trzęsło.
„Tak… proszę.”
Najpierw dotykali sutków – delikatnie, wyjaśniając, jak reagują na bodźce. Potem dłonie zeszły niżej – wargi sromowe, łechtaczka. Kolejny chłopak masował łechtaczkę – powoli, okrężnymi ruchami, coraz mocniej. Czułam, jak podniecenie rośnie lawinowo. Oddech przyspieszył, biodra uniosły się mimowolnie, sutki bolały od twardnienia. Napięcie było nie do zniesienia – gorące, pulsujące, niekontrolowane. Kiedy kolejny uczeń – tym razem dziewczyna – masowała łechtaczkę szybko i pewnie, orgazm przyszedł nagle – głośny krzyk, drżenie całego ciała, nogi zadrżały, oparłam się o biurko, żeby nie upaść. Soki spłynęły po udach, po jej palcach. Klasa klaskała, ktoś krzyknął „brawo!”, ktoś gwizdnął. Ale w środku czułam pustkę. To było mechaniczne. Zimne. Bezduszne. Tęskniłam za Alexem – za jego ciepłymi dłońmi, za tym, jak patrzy na mnie, jakby byłam jedyną osobą na świecie, za tym, że wie, kim jestem naprawdę. To nie był orgazm z miłości – to był orgazm z ciał. I bolało bardziej, niż chciałam przyznać.
Wtedy Klara – ta sama złośliwa blondynka – rzuciła z tyłu, głosem ostrym jak nóż:
„No proszę, para idealna, a i tak się puszcza na prawo i lewo.”
Wstałam prosto, wciąż drżąc po orgazmie, nogi miękkie, ale głos twardy. Spojrzałam jej w oczy – prosto, bez mrugnięcia.
„To, co robię w programie, nie zmienia tego, kim jestem z Alexem. A ty chyba po prostu jesteś zazdrosna, że nikt nie patrzy na ciebie tak, jak on na mnie.”
Klasa zamilkła. Klara poczerwieniała i odwróciła wzrok.
Poczułam przypływ pewności siebie – jakby coś we mnie pękło na lepsze. Jakby ktoś zdjął mi z ramion ciężar, którego nie wiedziałam, że noszę.
Michał i Kasia siedzieli obok – dyskretnie skinęli mi głowami. Solidarność.
Pani Nowak, widząc napięcie, postanowiła podsumować:
„Dziękuję. To, co pokazaliście, to właśnie różnica między seksem a miłością. Program może zmuszać do ciała – ale nie może odebrać wam serca. Pamiętajcie o tym.”
Lekcja dobiegła końca. Wyszliśmy z sali – ja wciąż czułam echo orgazmu w ciele, ale też dziwną lekkość w sercu. Alex szedł obok, jego dłoń w mojej.
„Po twoim treningu cheerleaderek czekam na ciebie przy szatni. Ja zamiast WF-u mam teraz trening kosza.”
Uśmiechnęłam się słabo, kiwnęłam głową.
„Dobrze. Do zobaczenia tam.”
Część Dwunasta: Wtorek – Trening Cheerleaderek
Alex
Dzwonek na WF zabrzmiał jak zwykły sygnał – suchy, mechaniczny, obojętny. Ale we mnie coś się zacisnęło. Po biologii wszyscy rozeszli się korytarzami – nagie ciała migały w tłumie, pot wciąż lśnił na skórze po porannych emocjach, a ja czułem, jakby ktoś ściskał mi serce w garści. Ja zamiast zwykłego WF-u miałem trening kosza – trener uznał, że „rozruszamy się przed meczem”, więc zamiast siatkówki czy biegania po hali czekało mnie boisko zewnętrzne. Ola poszła na swoją lekcję WF-u. Zastanawiałem się, czy znowu będzie miała siatkówkę – czy znowu będzie musiała znosić te wszystkie spojrzenia, odbicia, ból piersi przy każdym skoku. Umówiliśmy się, że po jej zajęciach spotkamy się przy szatni – proste słowa, zwykła obietnica. Ale w głowie miałem tylko jedno: „byle do niej wrócić, byle ją przytulić, byle powiedzieć, że jest najważniejsza”.
Na boisku powietrze było chłodniejsze niż rano, wiatr smagał nagą skórę, powodując gęsią skórkę na ramionach i udach. Słońce stało już wyżej, ale nie grzało – tylko oślepiało, kiedy odbijało się od mokrego asfaltu. Trener krzyczał komendy, piłka odbijała się z hukiem, a ja biegałem, skakałem, rzucałem – starałem się utopić w ruchu wszystko, co działo się w głowie. Penis kołysał się boleśnie przy każdym sprincie, jądra podskakiwały, pot lał się po torsie i plecach, mieszając się z kurzem boiska. Czułem na sobie spojrzenia – nie tylko kolegów z drużyny, ale też dziewczyn z sąsiedniego boiska, które zerkały ukradkiem i chichotały. Nie przejmowałem się. Myślałem o Oli – o tym, jak wygląda teraz na WF-ie, piersi falujące przy każdym odbiciu, pot spływający między łopatkami, włosy przyklejone do karku. I o tym, że wieczorem będziemy sami. Że wszystko będzie dobrze. Że musi być dobrze.
Trening trwał prawie dwie godziny – mordercze serie sprintów, rzuty z wyskoku, obrona jeden na jeden, a na koniec jeszcze karne rzuty. Kiedy trener w końcu krzyknął „koniec!”, byłem mokry jak po kąpieli, mięśnie paliły, oddech rwał się w płucach. Poszedłem pod prysznic – woda gorąca, parująca, zapach mydła i szamponu. Kilku chłopaków z drużyny dołączyło, żartowali, klepali po plecach, ale ja myślałem tylko o niej. O tym, że pewnie już kończy cheerleading. O tym, że zaraz ją zobaczę. Że przytulę ją mocno i powiem, że kocham ją bardziej niż cokolwiek na świecie.
Wyszedłem z hali mokry, z ręcznikiem na biodrach, ale szybko go zdjąłem – program nie pozwalał na ubrania w szkole. Ruszyłem w stronę boiska cheerleaderek. Serce biło normalnie – bez paniki, bez przeczucia. Po prostu chciałem ją zobaczyć. Przytulić. Powiedzieć, że jest moim wszystkim.
Z daleka usłyszałem muzykę – rytmiczną, głośną, taką, do której one ćwiczą układy. Zbliżyłem się do ogrodzenia. Widziałem je – dwadzieścia dziewczyn w samych butach sportowych, nagie ciała lśniące od potu, włosy związane w kucyki, piersi podskakujące przy każdym skoku. Lekko się zdziwiłem – wszystkie były nagie. Cały zespół. Nie tylko Ola. To było… niespodziewane. Jakby coś się zmieniło w ciągu tych dwóch godzin. Ola była w drugim rzędzie – blond włosy fruwały, twarz skupiona, uśmiech na ustach. Wyglądała pięknie. Silna. Moja. Moje serce zabiło mocniej – z dumy, z miłości, z ulgi, że wciąż tu jest, że wciąż jest sobą.
Kiedy trening się skończył, trenerka klasnęła w dłonie i krzyknęła „prysznice!”. Dziewczyny ruszyły w stronę szatni. Czekałem przy wejściu – oparty o ścianę, ręce skrzyżowane na piersi, uśmiech na twarzy. Minęło pięć minut, dziesięć. Dziewczyny wychodziły – pojedynczo, parami, ocierając włosy ręcznikami, bez Oli.
Zacząłem się niepokoić – nie paniką, tylko zwykłym „gdzie ona jest?”. Zajrzałem do szatni i pod prysznice, ale Oli nie było.
Ruszyłem bocznym korytarzem w stronę schowka na materace – czasem dziewczyny tam zostawiają rzeczy albo się przebierają. Drzwi były uchylone. Usłyszałem cichy, stłumiony jęk. Zatrzymałem się. Zapach seksu uderzył mnie jak pięścią – ciężki, wilgotny, znajomy.
Zajrzałem.
Ola była na materacu – na czworakach, plecy wygięte w łuk, włosy opadające na twarz. Piotr stał za nią – ręce na jej biodrach, wchodził w nią od tyłu głębokimi, mocnymi pchnięciami. Jej piersi falowały przy każdym uderzeniu, sutki twarde, skóra czerwona od uderzeń. Jęczała – głośno, bezwstydnie, biodra unosiły się do tyłu, spotykając jego ruchy. Widziałem, jak jej cipka zaciska się wokół niego, jak soki spływały po udach. Widziałem, jak dochodzi – ciało zadrżało, krzyk przeszedł w szloch, paznokcie wbiły się w materac.
W tej chwili coś we mnie pękło. Tak wiedziałem, że to za piękne, żeby było prawdziwe. Czekałem tylko na to, kiedy to się wydarzy – kiedy najpiękniejsza dziewczyna na świecie, ta, która wybrała mnie, okaże się złudzeniem. Czemu myślałem, że będzie chciała być ze mną? Ze mną – zwykłym chłopakiem, który ledwo radzi sobie w tym programie? Ból w piersi był ostry, jak nóż. Ale pod nim… pod nim była miłość. Taka, która nie pozwalała odejść. Taka, która krzyczała: „to wciąż moja Ola”.
Piotr doszedł chwilę później – warknął, pchnął głęboko, został w niej. Sperma wyciekła, biała, gęsta, spłynęła po jej udach. Wysunął się powoli. Ola opadła na materac, dysząc, drżąc.
Wtedy mnie zobaczyła.
Jej oczy – wielkie, zielone, pełne łez – spotkały moje. Czas się zatrzymał. Widziałem w nich wszystko: skruchę, strach, wstyd, ale też błysk czegoś, co wyglądało jak ulga. Jakby w końcu ktoś ją zobaczył naprawdę – nie jako ciało do programu, tylko jako Olę.
Piotr odwrócił się, zobaczył mnie, następnie spojrzał na Olę i zbladł. Przez chwilę stał jak zamrożony – oczy rozszerzone, usta lekko otwarte. Potem przełknął ślinę, cofnął się o krok, jakby nagle dotarło do niego, co właśnie zrobił.
„Kurwa… Alex…” – wyszeptał, głos mu się załamał. Spojrzał na Olę, potem znowu na mnie. „Nie wiedziałem… przysięgam, nie wiedziałem, że jesteście razem. Myślałem… cholera, myślałem, że to tylko… że to program, że ona… przepraszam. Naprawdę przepraszam. Nie chciałem… kurwa, spieprzyłem wszystko.”
Jego głos drżał – nie z wściekłości, tylko z paniki i wstydu. Ręce mu się trzęsły, kiedy sięgał po ręcznik, żeby się zakryć. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zrozumiał, że przekroczył granicę, której nie da się cofnąć.
Nie odpowiedziałem. Patrzyłem na nią.
Ola podniosła się powoli – nogi jej się trzęsły. Sperma wciąż spływała po udach, włosy przyklejone do twarzy, oczy czerwone. Podbiegła do mnie – bosa, naga, mokra.
„Alex… przepraszam…” – głos jej się załamał. Łzy płynęły strumieniami. „Nie wiem, co we mnie wstąpiło… ciekawość… głupota… ja… ja cię kocham. Tylko ciebie. Proszę… nie zostawiaj mnie. Błagam cię…”
Jej głos złamał się na „błagam”. Przytuliła się do mnie tak mocno, że czułem każdy jej dreszcz.
„Proszę… nie patrz na mnie tak… nie patrz tak, jakbym cię zdradziła… to nie było… to nie było przeciwko tobie… ja po prostu… ja się zgubiłam na chwilę… ale wróciłam. Jestem tu. Dla ciebie. Zawsze dla ciebie.”
Objąłem ją mocno. Czułem jej drżenie, ciepło ciała, zapach seksu i potu. Czułem też jej serce – biło jak oszalałe, tak samo jak moje.
„Ciii… cicho…” – wyszeptałem, tuląc ją jeszcze mocniej. Głos mi drżał. „Nie zostawiam cię. Nigdy. Słyszysz? Nigdy. Kocham cię. Kocham cię tak bardzo, że aż boli. Porozmawiamy w domu. Ale nie zostawiam cię. Nigdy.”
Kiwnęła głową, wtuliła twarz w moją szyję. Trzymałem ją mocno, jakby ktoś chciał ją odebrać. Szliśmy korytarzem – nago, mokrzy, splątani. Ludzie patrzyli, szeptali, ale nie obchodziło nas to. Szliśmy do domu. Do mnie.
Ola
Siatkówka na WF-ie była torturą i wyzwoleniem jednocześnie. Każde odbicie bolało – piersi falowały, sutki ocierały się o powietrze, pot spływał między nimi, zostawiając słone ścieżki. Ale z czasem ból przeszedł w coś innego – w dziwną wolność. Czułam się wystawiona, ale jednocześnie silna. Jakby ciało mówiło: „patrzcie, jestem tu, jestem naga, ale wciąż stoję prosto”.
Po WF-ie od razu miałam trening cheerleaderek – bez przerwy, bez oddechu. Wbiegłyśmy na boisko zewnętrzne, trenerka już czekała z muzyką w głośnikach. Zaczęłyśmy rozgrzewkę – pajacyki, wymachy ramion, skłony. Po kilku minutach Kasia – ta sama Kasia z trzeciej klasy, która zawsze była głosem rozsądku w zespole – zatrzymała się nagle. Podniosła rękę, jakby chciała wyłączyć muzykę.
„Dziewczyny… stop. Chwila.”
Wszystkie się zatrzymały. Trenerka uniosła brew, ale nie przerwała.
Kasia wzięła głęboki oddech, jej głos drżał lekko od emocji – nie z wysiłku, tylko z czegoś głębszego. Widziałam, jak zaciska pięści, jak oczy jej błyszczą.
„Słuchajcie… Ola jest naga. Cały dzień. My… my mamy jeszcze resztki ciuchów. To wygląda dziwnie. Jedna skacze nago, reszta w stringach albo spodenkach. Jakbyśmy się wstydziły. A przecież i tak część z nas jest już w programie. A resztę prędzej czy później to czeka. Więc… proponuję: od teraz występujemy wszystkie nago. W ramach solidarności. Żeby Ola nie była sama. Żeby to wyglądało spójnie. Żebyśmy były jedną drużyną – naprawdę jedną.”
Jej głos się załamał na ostatnim zdaniu. Zrobiła krok do przodu.
„Bo ja pamiętam, jak byłam w programie. Sama. Pierwszy dzień… wszyscy patrzyli, szeptali, dotykali. Czułam się jak eksponat. Jak rzecz. Jakby mnie nie było – tylko moje ciało. I nikt nie powiedział: 'hej, jestem z tobą'. Nikt nie zdjął ciuchów, żeby nie być samą. Nikt. I to bolało najbardziej. Nie spojrzenia. Nie dotyk. To, że byłam sama w tym wszystkim.”
Kasia otarła oczy wierzchem dłoni.
„Nie chcę, żeby Ola tak się czuła. Nie chcę, żeby któraś z nas tak się czuła. Więc jeśli robimy to razem – to robimy. Całe. Bez wyjątków. Bo jesteśmy drużyną. Albo jesteśmy, albo nie.”
Cisza. Przez sekundę nikt nie oddychał. Kasia stała wyprostowana, ale widziałam, jak drżą jej ramiona. To nie była zwykła propozycja. To była prośba o coś większego – o wspólnotę, o wsparcie, o to, żeby nikt więcej nie czuł się sam.
Trenerka – kobieta tuż po trzydziestce, z krótkimi, ciemnymi włosami i atletyczną sylwetką – opuściła ręce wzdłuż ciała. Patrzyła na Kasię przez chwilę w milczeniu. Potem westchnęła głęboko, ale nie z irytacji – z czymś, co brzmiało jak wzruszenie pomieszane z dumą. Zrobiła krok do przodu, jej głos był cichy, ale niósł się po całym boisku jak echo w pustej hali.
„Kasia…” – zaczęła, a w jej oczach pojawił się błysk, którego nigdy wcześniej u niej nie widziałam. „Wiesz, że nie muszę się zgadzać na takie rzeczy. Mogłabym powiedzieć 'nie', bo to nie jest w regulaminie. Mogłabym powiedzieć 'ubierajcie się z powrotem'. Mogłabym nawet zagrozić konsekwencjami – bo tak robią niektórzy trenerzy. Ale… patrzę na was i widzę coś, czego nie widziałam od lat.”
Zatrzymała się, przełknęła ślinę. Jej głos lekko zadrżał – nie z nerwów, tylko z emocji, które trzymała w sobie od dawna.
„Ja też byłam w programie. Dawno temu. Miałam dwadzieścia lat, kiedy mnie w to wciągnęli. Pierwszy dzień… stałam na środku sali gimnastycznej, naga, a cała klasa patrzyła. Pamiętam, jak drżałam. Nie z zimna. Z upokorzenia. Myślałam, że to mnie zniszczy. Że już nigdy nie spojrzę na siebie w lustrze bez obrzydzenia. I nikt… nikt nie stanął obok mnie. Nikt nie powiedział: 'jestem z tobą'. Nikt nie zdjął koszulki, żeby nie być samą. Stałam tam sama. I to bolało bardziej niż cokolwiek innego.”
Jej oczy stały się szkliste. Kilka dziewczyn wstrzymało oddech.
„Potem… potem nauczyłam się udawać. Że mi nie zależy. Że to tylko ciało. Że program to program. Ale w środku… w środku coś umarło. Coś, co sprawia, że czujesz się człowiekiem. I przez lata myślałam, że nigdy już tego nie odzyskam. Aż do dzisiaj. Do tej chwili.”
Trenerka spojrzała na Kasię, potem na mnie, potem na wszystkie dziewczyny.
„Wy właśnie to odzyskałyście. Dla siebie. Dla Oli. Dla siebie nawzajem. Widzę drużynę. Prawdziwą. Nie taką, która udaje, że jest zgraną, bo trenerka krzyczy. Tylko taką, która sama decyduje, że nie zostawi jednej z nas samej. I to… to jest piękne. Cholernie piękne. Cholernie rzadkie.”
Przełknęła ślinę, jakby walczyła z łzami.
„Więc tak. Róbcie to. Wszystkie nago. Od dziś. Nie tylko na treningu. Na występach też. Jeśli to ma być solidarność – to niech będzie pełna. Ale pamiętajcie jedno: to nie jest łatwe. Będziecie czuły się narażone. Będziecie czuły spojrzenia. Będziecie się bały. Będziecie płakać w nocy, bo ktoś zrobi zdjęcie, ktoś skomentuje, ktoś dotknie bez pytania. Ale jeśli przetrwacie to razem… jeśli będziecie się wspierać tak, jak teraz… to już nigdy nie będziecie same. Nigdy.”
Jej głos drżał na końcu. Kilka dziewczyn otarło oczy. Trenerka uśmiechnęła się – smutno, ale szczerze, jakby właśnie coś w niej samej się uleczyło.
„Kontynuujemy. Cały układ od nowa. I… dziękuję wam. Za to, że przypomniałyście mi, dlaczego jeszcze tu jestem. Dlaczego wciąż wierzę, że sport to nie tylko wyniki. To ludzie. To wy.”
Jedna po drugiej zaczęły zdejmować resztki ubrań – koszulki, spodenki, staniki. Ktoś rzucił żart:
„No to teraz naprawdę cheerleaderki bez niczego!”
Śmiech – nerwowy, ale szczery. Kiedy wróciłyśmy do muzyki, wszystko wyglądało inaczej. Bardziej naturalnie. Bardziej jednolicie. Nagie ciała poruszały się w idealnej synchronizacji – piersi falowały w tym samym rytmie, biodra kręciły się tak samo, pot lśnił na wszystkich skórach. Czułam się… włączona. Jakby to nie była już tylko moja nagość. To była nasza. Wspólna. Solidarność, o której mówiła Kasia, nagle przestała być pustym słowem. Była prawdziwa. Poczułam ciepło w piersi – nie podniecenie, tylko wdzięczność. One zrobiły to dla mnie. Dla nas wszystkich.
Po treningu – prysznice. Woda gorąca, parująca, zapach mydła i szamponu. Dziewczyny śmiały się głośniej niż zwykle.
Kasia krzyknęła przez hałas:
„No i co? Nagie prysznice od teraz oficjalnie? Jak w starych filmach!”
Anka zachichotała, mydląc sobie piersi.
„Tak, tylko bez kamer!”
Marta rzuciła gąbką w jej stronę.
„Albo z kamerami – program i tak nas filmuje! Może zrobią z nas reality show: 'Cheerleaderki bez niczego'!”
Pod natryskami oprócz nas było kilku chłopaków z drużyny piłkarskiej. Weszli bez ceregieli – roześmiani, jakby to było normalne. Dziewczyny najpierw zamilkły, potem wybuchnęły śmiechem.
„Oho, teraz i my możemy popatrzeć!” – krzyknęła Zosia, wskazując na nich palcem.
„No wreszcie! Cały trening gapiliście się na nasze cycki, to teraz kolej na wasze fiuty!” – dodała Marta, celowo patrząc w dół.
„Patrzcie, jaki mały!” – rzuciła Anka żartobliwie, pokazując na jednego z nich. Chłopak poczerwieniał, ale się zaśmiał.
„Ej, nie oceniaj po mokrym!” – odkrzyknął, a cała szatnia wybuchła śmiechem.
Wszyscy mydlili się razem – nagie ciała obok siebie, żarty latały w powietrzu, napięcie z treningu ulatywało z parą. To było… normalne. Dziwnie normalne.
Piotr stał pod sąsiednim natryskiem – wysoki, umięśniony, uśmiech na twarzy.
„Rozsądna prośba…” – powiedział cicho, ale w jego oczach było coś więcej niż prośba. – „Mogę z tobą?”
Spojrzałam na niego. Zrobiłam coś głupiego. Najgłupsze w historii. „Tak”. Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło… może ta rozmowa z Anią, może słowa pani Nowak o eksperymentowaniu... ciekawość… głupota… Skinęłam głową.
Schowek na materace był mały, ciemny, pachniał gumą i potem. Piotr zamknął drzwi. Położył mnie na plecach na stosie materacy. Wszedł szybko – bez wstępów, bez delikatności. Penetracja była mocna, głęboka, prawie brutalna. Jęknęłam – z zaskoczenia, z bólu, z nagłej fali rozkoszy. Biodra unosiły się do niego instynktownie, paznokcie wbijały się w jego plecy. Nagle się podniósł, ustawił mnie na czworaka i wszedł mocno od tyłu. Czułam jego mocny uścisk na biodrach i penisa głęboko w sobie. Orgazm przyszedł nagle – głośny, drżący, pusty. Krzyknęłam, ciało wygięło się w łuk, soki spłynęły po udach. Piotr doszedł chwilę później – warknął, pchnął głęboko, został we mnie. Sperma wyciekła, ciepła, lepka.
Wtedy drzwi się uchyliły.
Alex stał w progu.
Czas się zatrzymał.
Jego oczy – te niebieskie, zawsze takie spokojne – były teraz pełne bólu. Widziałam, jak coś w nim pęka. Jakby ktoś wbił mu nóż w serce. A ja byłam tym nożem.
Wyszedł bez słowa.
Sperma Piotra wciąż spływała po moich udach, kiedy wstałam. Nogi drżały. Serce waliło jak oszalałe. Pobiegłam za nim – bosa, naga, mokra, zła na siebie, na świat, na wszystko.
Złapałam go przy szatni.
„Alex… przepraszam…” – głos mi się załamał. Łzy płynęły strumieniami. „Nie wiem, co we mnie wstąpiło… ciekawość… głupota… ja… ja cię kocham. Tylko ciebie. Proszę… nie zostawiaj mnie.”
Objął mnie mocno. Czułam jego drżenie. Czułem, jak walczy ze sobą – z bólem, z zazdrością, z miłością.
„Porozmawiamy w domu” – powiedział cicho, głos zduszony. „Chodź. Idziemy do mnie.”
Kiwnęłam głową, wtuliłam twarz w jego szyję. Szliśmy korytarzem – nago, mokrzy, splątani. Ludzie patrzyli, szeptali, ale nie obchodziło nas to. Szliśmy do domu. Do niego.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
3 komentarze
Telemach77
Czytałem każdą część kilka razy. Te emocje aż bolą!
I jeszcze jedno boli i dziwi: dlaczego nikt nie stanął przy nich już pierwszego dnia? Przecież, jak wynika z tekstu, to nie jest pierwszy rok działania Programu, tylko chyba dziesiąty, ludzie znają go! I nikt nie powiedział Oli czy Aleksowi czy Zuzi "Jestem z tobą, nie będę mieć rozsądnych próśb do ciebie, nie będę cię dotykać, macać, nie będę ci sprawiać ulgi"?? Dopiero gdy któraś cheerleaderka przypomniała pozostałym, że "wszystkie w tym siedzą"??
WOczekiwaniu
Ta część, rewelacja, dużo emocji, wzruszająca, dla mnie zdecydowanie najlepsza. Dalej trzymasz poziom pisania jeśli chodzi o poprawność językową, aż miło się czyta. W ostatnim akapicie, żeby utrzymać formę perspektywy Oli zamieniłbym "Kiwnęła głową, wtuliła twarz w moją szyję" na Kiwnęłam głową, wtuliłam twarz w jego szyję.
Chetny
@WOczekiwaniu poprawione, przyznaję chochlik mi się wkradł 😅
Pumciak
Zdrada z jakiego kolwiek powodu zawsze pozostanie zdradą .Pozatym bardzo fajnie się to czyta