Rozdział Czternasty: U Alexa
Alex
Budzę się w półmroku. Lampka nocna wciąż rzuca ciepły, bursztynowy blask na łóżko i fragment podłogi. Za oknem głęboka ciemność. Ola leży wtulona we mnie – policzek na mojej piersi, noga przerzucona przez biodro. Oddycha równo, spokojnie, jej ciepło przenika moją skórę. Leżę nieruchomo, wsłuchany w rytm jej serca – wolny, głęboki, choć wciąż niesie delikatne echo wczorajszego płaczu, ten lekki, nierówny puls, który znam już na wylot. Kołdra zsunęła się do bioder, ale nie czuję zimna – jej bliskość otula lepiej niż najgrubsza pierzyna.
Przeciągam się ostrożnie, nie budząc jej. Ręka sama wędruje po jej plecach – od karku, wzdłuż kręgosłupa, aż do dołka lędźwiowego. Ola mruczy coś niewyraźnie przez sen, przytula się mocniej, wciska policzek głębiej w moją pierś. Otwieram oczy i wpatruję się w sufit, gdzie cienie od lampki tańczą jak stare wspomnienia.
Myśli wracają do wczoraj – do schowka. Zamarłem w progu. Ola klęczała przed Piotrem. Brał ją od tyłu, mocno, powoli, głęboko. Nie walczyła, nie odpychała. Biodra unosiły się w rytm jego pchnięć, oczy zamknięte, usta rozchylone w cichym, urywanym westchnieniu. To nie był gwałt. To była zgoda – choćby na ułamek sekundy, choćby przez ciekawość, choćby przez ten cholerny program. I to właśnie najbardziej mnie rozrywa.
Nie chodziło o sam akt. Program rozbiera nas do naga, zmusza do patrzenia, prowokuje reakcje. Jej ciało zareagowało na kogoś innego – sutki stwardniały, biodra wyszły naprzeciw, cipka zacisnęła się wokół niego wilgotna i gorąca – zanim zdążyła przypomnieć sobie, że należy do mnie. Stałem jak idiota, gardło ściśnięte strachem i wściekłością, i nie wbiegłem, nie wrzasnąłem „dość”, nie wyrwałem jej z jego rąk. Tylko patrzyłem. To poczucie bezsilności pali mnie do teraz. Jakbym sam pozwolił, żeby to trwało. Jakbym sam ją zdradził tym milczeniem.
Potem wybiegła – naga, mokra od potu i soków, oczy pełne łez. Rzuciła mi się na szyję i rozpłakała na głos, wtulona tak mocno, że ledwo łapałem powietrze. „Przepraszam… przepraszam… przez sekundę chciałam… nienawidzę siebie za to”. Łzy spływały mi po szyi, gorące, słone. Tuliłem ją z całej siły, choć w środku czułem, jakby ktoś wbijał mi nóż pod żebra. Bolało prawie tak samo mocno jak widok Piotra w niej – bo wiedziałem, że ona naprawdę czuje się winna. Że to nie był tylko odruch ciała – to była zdrada w jej głowie, choćby chwilowa. I ja też czułem się winny – że nie byłem tam szybciej, że nie ochroniłem jej przed tą jedną sekundą słabości, że stałem i patrzyłem zamiast działać.
Wieczorem, kiedy siedzieliśmy u mnie i rodzice mówili o swoim życiu – że ciekawość i fantazje nie muszą rozwalać miłości, jeśli jest szczerość – coś we mnie pękło, ale na lepsze. Zrozumiałem, że to, co się stało, nie musi być końcem. Możemy to przepracować. Możemy być ze sobą brutalnie szczerzy – nawet jeśli boli jak cholera. Ola wciąż jest moja, a ja jej, mimo tej jednej sekundy, choć boję się, że ta drzazga zostanie ze mną na zawsze. Będę ją czuł za każdym razem, kiedy ktoś spojrzy na nią za długo, za każdym razem, kiedy program nas zmusi do kolejnego testu.
Tuliliśmy się całe popołudnie, aż zmęczenie nas pokonało i zasnęliśmy wtuleni w siebie. Teraz, gdy Ola zaczyna się budzić, jej oddech przyspiesza, ciało lekko drży.
„Która jest godzina?” – mruczę sennie, głos jeszcze zachrypnięty.
Unosi głowę, mruga, sięga po telefon. Ekran na moment rozświetla jej twarz – widzę zmęczenie pod oczami, ale też ten ciepły błysk, który tak kocham.
„Dziewiąta wieczorem” – szepcze, odkładając telefon. „Lampka cały czas się świeciła.”
„Długo poleżeliśmy.”
Kiwa głową i kładzie policzek z powrotem na mojej piersi.
„Tak mi dobrze… po prostu być tak blisko ciebie.”
Leżymy jeszcze chwilę w ciszy – nago, kołdra tylko na biodrach. Jej palce rysują leniwe kółka na mojej skórze. Czuję, jak mój penis powoli się budzi pod jej dotykiem – nie gwałtownie, tylko ciepło, spokojnie. To już nie jest tylko pożądanie z programu. To miłość przemieszana z lękiem, że coś może się jeszcze między nami popsuć.
Ola
Leżę wtulona w Alexa, moje palce wciąż delikatnie przesuwają się wzdłuż jego penisa, ale ruch jest bardzo powolny, prawie zatrzymany. Oddech robi mi się nierówny – nie z podniecenia, tylko z napięcia, które ściska gardło. Podnoszę głowę i patrzę na niego w półmroku – oczy mam wielkie, błyszczące, wilgotne od łez, które jeszcze nie spłynęły.
„Alex…” – zaczynam bardzo cicho, głos drży już na pierwszej sylabie. – „Chcę ci coś powiedzieć… ale boję się. Naprawdę się boję.”
Zatrzymuję ruch dłoni. Patrzę długo, szukając w jego oczach pozwolenia, żeby mówić dalej.
„Boję się, że pomyślisz, że po tym, co się stało z Piotrem… że ja już nie potrafię być tylko z tobą. Że to jakaś moja ucieczka albo że próbuję sobie coś wynagrodzić. Albo gorzej – że cię to zrani jeszcze bardziej. Wiem, jak bardzo cię to zabolało… widziałam twoje oczy, kiedy wybiegłam ze schowka. I nienawidzę siebie za to, że przez sekundę pozwoliłam, żeby to się stało.”
Głos mi się łamie, ale nie przestaję.
„Ale to, o czym myślę… to nie jest próba ucieczki. To jest próba zbliżenia się do ciebie. Jeszcze bliżej. Bez masek, bez udawania, że nic nas nie kręci poza sobą. Boję się, że jak to powiem… to mnie znienawidzisz. Albo odejdziesz. Albo spojrzysz na mnie tak, jakbym była kimś obcym.”
Milczę chwilę, przełykam ślinę. Dolna warga drży.
„Ale twoi rodzice mówili o tym tak spokojnie… że ciekawość nie musi niszczyć miłości. Że można mieć fantazje i nadal kochać jedną osobę najbardziej na świecie. I ja… czuję, że chcę z tobą być szczera. Całkowicie. Nawet jeśli to boli. Nawet jeśli boję się, że mnie odrzucisz.”
Głos pęka na końcu. Przyciskam czoło do jego piersi, chowam się przed własną odwagą.
„Powiedz coś… proszę. Boję się ciszy bardziej niż czegokolwiek.”
Czuję dłoń na karku, delikatny masaż. Drżę cała, ale napięcie powoli ustępuje.
„Mów dalej, Ola. Słucham cię. Nie odejdę. Obiecuję.”
Kiwam głową, wciąż wtulona.
„Ania mówiła, że w tym programie najważniejsze jest, żeby nie udawać, że nic nas nie kręci poza jedną osobą. Że wszyscy mamy fantazje, których się wstydzimy nawet przed sobą. Pani Nowak na biologii rzuciła, że w naszym wieku hormony i emocje tak się mieszają, że pożądanie i miłość to dwie różne rzeczy, ale mogą się pięknie uzupełniać, jeśli się je świadomie prowadzi. A twoja mama… pamiętasz, jak mówiła, że u nich namiętność nigdy nie była zamykana w jednym pudełku? Że seks z innymi nie musi rozwalać miłości, jeśli jest szczerość i zgoda. Że to nie zdrada, tylko eksploracja, dopóki nikt nie czuje się oszukany.”
Palce zaciskam mocniej na jego penisie, przesuwam wolno w górę i w dół – drżą, ale chcę podkreślić każde słowo dotykiem. Czuję, jak jego sutki twardnieją pod moją drugą dłonią, która leniwie muska pierś.
„I pomyślałam… że może my też moglibyśmy spróbować. Nie od razu wszystko naraz, nie z kim popadnie. Ale powoli, ostrożnie. Sprawdzić, co naprawdę nas kręci. Co nas podnieca, a co przeraża. Co nas zbliża, a co mogłoby nas rozjebać. Ale zawsze razem. Zawsze z twoją pełną zgodą i moją. Żadnych tajemnic, żadnych akcji za plecami. Jak coś zaczniemy – mówimy sobie wcześniej. Jak coś nas przeraża – zatrzymujemy się od razu. Jak coś nas kręci tak mocno, że aż boli… to też sobie mówimy. Bez wstydu.”
Patrzę mu głęboko w oczy, łzy zbierają się w kącikach, ale jest w nich też błysk – mieszanka strachu i pragnienia.
„Chciałabyś tego?” – pyta cicho.
Kiwam powoli.
„Tak. Ale tylko jeśli ty też chcesz. I tylko jeśli oboje będziemy mogli w każdej chwili powiedzieć ‘stop’. Nawet w środku. Nawet jak będzie już bardzo gorąco. Bo boję się, Alex… boję się, że jak to powiem na głos, to cię stracę, a ty zobaczysz we mnie kogoś, kim nie jestem. Pomyślisz, że już nie wystarczysz mi tylko ty.”
Głos pęka całkowicie. Wtulam się mocno, ramiona drżą, łzy wsiąkają mu w skórę na piersi. On tuli mnie z całej siły, a ja czuję, jak moje serce pęka i jednocześnie bije szybciej z podniecenia i strachu.
Alex
Czuję jej łzy – gorące, szybkie. Drży cała, a ja nie mogę złapać oddechu. Gardło ściśnięte, serce wali tak mocno, że boli. Milczę chwilę, bo nie wiem, od czego zacząć.
W głowie chaos. Z jednej strony widzę ją taką, jaką zawsze widziałem – moją Olę, ciepłą, bliską. Z drugiej – obraz z schowka wciąż pali od środka. A jednocześnie jej słowa, ta szczerość, ten strach w głosie… budzą we mnie coś, czego się wstydzę. Podniecenie. Głębokie, prawdziwe, mimo że w środku czuję się rozdarty.
W końcu biorę głęboki wdech. Głos drży.
„Ola… ja też się boję. Bardzo. Widziałem cię wczoraj z Piotrem i… to mnie rozjebało. Nie fizycznie. Tylko w środku. Czułem się jak idiota, który stoi i patrzy, zamiast wejść i powiedzieć „dość”. Czułem się zdradzony, choć wiem, że ciędo niczego nie zmuszał. To była twoja decyzja, choćby na ułamek sekundy. I to najbardziej boli – że przez moment chciałaś kogoś innego. Że twoje ciało zareagowało, zanim głowa zdążyła powiedzieć „nie, to nie on”.”
Robię pauzę. Ona zamiera, czeka.
„Ale kiedy płakałaś mi na szyi… kiedy mówiłaś, że się nienawidzisz za tę sekundę… wtedy zrozumiałem, że to nie była zdrada. To była chwila słabości. I że ty też cierpisz przez to sto razy bardziej niż ja. I to mnie trzyma przy tobie. To, że jesteś ze mną szczera teraz, nawet jeśli to boli nas oboje. To, że wolisz ryzykować, że mnie stracisz, niż kłamać.”
Głaszczę ją po włosach. Dłoń drży.
„Nie wiem, czy dam radę patrzeć, jak będziesz z kimś innym. Nie wiem, czy nie zwariuję z zazdrości. Ale chcę spróbować. Chcę, żebyśmy byli ze sobą tak blisko, że nie będzie już żadnych tajemnic. Nawet tych najgorszych. Bo jeśli nie będziemy umieli o tym rozmawiać… to i tak nas to kiedyś rozjebie. A ja nie chcę cię stracić. Nigdy.”
Przyciągam ją bliżej, aż nasze czoła się stykają. Czuję jej łzy na swoich policzkach.
„Więc tak… idziemy w to. Razem. Zawsze razem. Nawet jak będzie bolało. Nawet jak będę się bał. Nawet jak ty będziesz się bała. Bo kocham cię całą. Nawet tę część, która ma fantazje. Nawet tę część, która przez sekundę chciała kogoś innego. Bo to wciąż ty. Moja Ola.”
Ona szlocha cicho – teraz już z ulgi. Wtula się tak mocno, że prawie nie mogę oddychać.
„Dziękuję…” – szepcze przez łzy. – „Dziękuję, że nie uciekłeś.”
Całuję ją w czoło, potem w mokre policzki, potem w usta – powoli, delikatnie, jakby chciałem zamknąć w tym pocałunku wszystko, co właśnie sobie powiedzieliśmy.
Leżymy w ciszy, tylko oddechy się mieszają. Ola powoli się uspokaja, ociera policzki wierzchem dłoni, bierze głęboki, drżący wdech. Kiedy znowu na mnie patrzy, w oczach jest już mniej strachu, więcej ciepła – jakby moja odpowiedź zdjęła z niej wielki ciężar.
I wtedy, wciąż lekko drżąc, ale już spokojniej, zaczyna mówić – głos miękki, z lekką tremą, ale słowa płyną naturalnie.
„To może… sprawdzimy, co cię kręci? Na przykład… wyobraź sobie, że Ania wchodzi do pokoju naga, tak jak rano, ale tym razem nie wychodzi. Klęka obok mnie i obie bierzemy cię do ust na zmianę. Ja liżę główkę powoli, językiem krążąc dookoła, wilgotnym, ciepłym, okrężnymi ruchami, czując, jak pulsujesz mi na języku, jak pierwsza kropla słonej słodyczy rozlewa się po podniebieniu. A Ania bierze cię głęboko, aż do gardła, jej usta zaciskają się ciasno, śliskie od śliny, gardło pulsuje wokół ciebie. A potem ja ssę jądra – delikatnie, biorąc je do ust po kolei, masując językiem, czując, jak się napinają pod moimi wargami, a ona główkę – i patrzysz, jak nasze języki się spotykają na tobie, ślizgają się po sobie nawzajem, smakują cię razem. Na koniec tryskasz na nasze piersi – gorące, gęste strumienie spływają po skórze, po sutkach, które twardnieją jeszcze bardziej od twojego ciepła, a my patrzymy na ciebie, oblizując się powoli, palcami rozsmarowując twoją spermę po skórze.”
Mój penis drgnął mocno w jej dłoni. Ola zacisnęła palce u nasady i przesunęła powoli w górę, rozsmarowując pierwszą kroplę.
„Widzę, że ci się podoba…” – mruknęła z lekkim, nieśmiałym uśmiechem, choć oczy wciąż miała wilgotne.
Oddycham szybciej.
„Ola…”
Nie przerywa, głos nabiera pewności.
„A cheerleaderki na treningu – patrzyłeś na nas dzisiaj. Pamiętasz tę blondynę z długimi nogami? Tę, która zawsze stoi z przodu i ma taki pewny siebie uśmiech? Wyobraź sobie, że po twoim sobotnim meczu wszyscy idą pod prysznic… a ty z nami, bo program. Para bucha, woda spływa strumieniami po rozgrzanych ciałach. Widzisz, jak zdejmuje koszulkę – powoli, materiał przylega do mokrej skóry, odsłaniając pełne, ciężkie piersi, sutki twardniejące pod strumieniem ciepłej wody, różowe i nabrzmiałe. Woda spływa po jej płaskim brzuchu, po linii bioder, po długich, opalonych nogach, zbierając się w kroplach na udach, spływając między nimi. Myje się leniwie, zmysłowo – dłonie suną po piersiach, palce muskają sutki, krążą wokół nich, szczypią lekko, potem niżej, między uda, palce rozchylają wargi sromowe, masują łechtaczkę, jakby nie miała pojęcia, że patrzysz… a może właśnie wie. Patrzy czasem w twoją stronę – błękitne oczy, mokre rzęsy, lekki uśmiech, woda spływająca po szyi, między piersiami. A ja… stoję z boku, naga, mokra, patrzę na ciebie. Widzę, jak twoje spojrzenie ślizga się po jej ciele, jak oddech przyspiesza, jak twardniejesz pod strumieniem wody, jak krople spływają po twoim penisie. I wiem, że to ja wrócę z tobą do domu. Że to ja cię potem wezmę do ust, smakując wodę i jej zapach na twojej skórze, wiedząc, że przed chwilą miałeś w głowie jej nagie ciało pod prysznicem.”
Mój penis drgnął znowu, mocniej. Ola uśmiechnęła się delikatnie.
„Widzę, że ci się podoba…” – szepnęła, przesuwając dłonią wolniej, drażniąco, czubkiem kciuka krążąc po główce.
Przechodzi płynnie do kolejnej wizji.
„A Michał z klasy… wyobraź sobie, że ja klęczę przed tobą, biorę jego penisa do ust – powoli, głęboko, czując, jak pulsuje mi w gardle, jak gruby trzon wypełnia mi usta, jak słona kropla rozlewa się na języku, a ty wchodzisz we mnie od tyłu. Pieprzysz mnie mocno, głęboko, patrząc, jak mam jego kutasa w ustach, jak moje wargi zaciskają się wokół niego, jak ślina spływa mi po brodzie, po brodawce sutkowej. Twoje ręce zaciskają się na moich biodrach, palce wbijają się w skórę, zostawiają czerwone ślady, ciągną mnie na siebie przy każdym pchnięciu. Czujesz, jak się zaciskam wokół ciebie za każdym razem, kiedy on wchodzi głębiej w moje usta, jak cipka pulsuje, mokra, gorąca, śliska od soków. A potem zmieniamy – on mnie bierze od tyłu, mocno, rytmicznie, wchodzi do końca, uderza w ten punkt, który sprawia, że tracę oddech, a ja ssę ciebie, biorąc cię głęboko, językiem masując spód główki, ssąc mocno, czując, jak pulsujesz mi w gardle, aż obaj dochodzicie jednocześnie – on we mnie, gorąco, głęboko, wypełniając mnie falą za falą, ty w moich ustach, gęsta, ciepła sperma rozlewa się po podniebieniu, spływa po brodzie.”
Jęknąłem cicho, biodra uniosły się odruchowo.
„O cholera…”
Ola uśmiechnęła się szerzej.
„Widzisz? Podoba ci się to.”
Zaczynam nieśmiało opowiadać swoje fantazje – o patrzeniu, o bliskości, o tym, żebym mógł jej dotykać i całować, nawet kiedy ktoś inny jest w tobie. Ola słucha, oddycha coraz szybciej, dłoń porusza się rytmiczniej. Potem wraca do swoich – o trójkącie z kobietą, o tym, żebym patrzył, jak się nawzajem liżemy. A na koniec, najciszej, najintymniej, mówi o Marcie.
„A na koniec… o Marcie. Wyobraź sobie, że ona i ja tylko ze sobą – lesbijsko, bez ciebie w środku. Ty patrzysz, siedzisz w fotelu, dotykasz się, ale nie dotykasz nas. Marta leży na plecach, nogi szeroko, ja między jej udami, liżę ją powoli, językiem krążąc po łechtaczce, smakując jej słodką wilgoć, wsuwam palce głęboko, zaginam je, trafiam w ten punkt, który sprawia, że jej biodra unoszą się, że krzyczy moje imię, że dochodzi na moim języku – cała drży, cipka pulsuje, soki spływają mi po brodzie, po szyi. A potem zmieniamy – siadam na jej twarzy, ona liże mnie długo, głęboko, ssie łechtaczkę, palcami pieści mnie w środku, językiem penetruje, smakuje mnie całą, aż dochodzę na jej ustach, krzyczę cicho, całe ciało mi faluje, fala za falą przechodzi przeze mnie, soki spływają jej po brodzie, po piersiach. A ty siedzisz tam, patrzysz, dotykasz się powoli… ale jeszcze nie kończysz. Bo chcesz patrzeć dłużej.”
Mój penis zapulsował tak mocno, że prawie doszedłem od samych słów.
„Kurde… to jest chore, jak bardzo mnie to kręci.”
Ola uśmiechnęła się drapieżnie, ale z czułością.
„To dobrze. Bo chcę to kiedyś zrobić. Z tobą patrzącym.”
„Może wykorzystamy resztę tygodnia? Sprawdzimy siebie. Co nas kręci, czego się boimy. Ale zero tajemnic. Zgoda obojga.”
Kiwnąłem głową.
„Tak. Obiecuję.”
Ola szepcze mi do ucha, głos ciepły, spokojny:
„Powiem ci w tajemnicy – jak znam Martę, to ona bardzo chętnie poszłaby na sam seks z dziewczyną przy tobie. Bez dotykania ciebie. Tylko dla twoich oczu.”
Czuję, jak serce zaczyna mi walić mocniej. Marta – ta cicha, zawsze trochę z boku, ale kiedy się rozbiera… ma w sobie coś, co przyciąga wzrok. Długie, ciemne włosy opadające na piersi, smukłe ciało z krągłościami tam, gdzie trzeba, oczy, które patrzą, jakby wiedziała więcej niż mówi.
„Wyobraź sobie to dokładnie” – ciągnie Ola, palce wciąż powoli suną po moim penisie. „W moim pokoju, wieczorem, rolety zaciągnięte, tylko lampka nocna rzuca ciepłe, złote światło. Żadnych ciuchów. Marta leży na plecach na moim łóżku, nogi szeroko rozłożone, kolana ugięte. Ja klęczę między jej udami. Ty siedzisz w fotelu w rogu – nagi, twardy, ale nie ruszasz się. Tylko patrzysz. Widzisz, jak jej skóra robi się gęsia skórka, kiedy mój oddech muska jej cipkę – wilgotną, gorącą, już nabrzmiałą, wargi sromowe różowe i nabrzmiałe. Najpierw liżę delikatnie – sam czubek języka po łechtaczce, okrężne, powolne ruchy, czując, jak drży pod moim dotykiem, jak jej soki zaczynają spływać. Marta wzdycha cicho, biodra unoszą się minimalnie do góry, sutki twardnieją, piersi falują przy każdym oddechu. Potem przyspieszam – język płaski, mocny, szybki, w górę i w dół, ssę łechtaczkę delikatnie, potem mocniej, czując, jak pulsuje mi na języku. Ona łapie prześcieradło, zaciska palce tak mocno, że knykcie bieleją. Słyszysz jej oddech – staje się urywany, płytki, przechodzi w ciche, gardłowe jęki. Wsuwam w nią dwa palce, powoli, ale głęboko, zaginam je lekko do góry, trafiam w ten punkt, który sprawia, że jej plecy wyginają się w łuk, biodra unoszą się wysoko, cipka zaciska się wokół moich palców. Liżę jednocześnie – szybko, mocno, bezlitośnie, czując, jak jej soki spływają mi po brodzie, po szyi, po piersiach. Marta jęczy głośniej, uda drżą, zaciskają się wokół mojej głowy. Widzisz, jak dochodzi – całe ciało jej się napina, krzyczy moje imię, cipka pulsuje wokół moich palców, mokra, gorąca, zaciska się rytmicznie, fala za falą, soki tryskają lekko, spływają po moim podbródku. Trzęsie się przez długie sekundy, a ja nie przestaję – liżę dalej, delikatniej, przedłużając jej orgazm, aż opada bez sił na materac, dysząc ciężko, skóra lśniąca od potu i soków.”
Ola robi krótką pauzę, oddech przyspiesza. Czuję, jak jej cipka robi się mokra na moim udzie – sama się nakręca.
„A potem zmieniamy pozycje” – szepcze, głos niski, zmysłowy. „Siadam na jej twarzy. Marta łapie mnie za biodra, ciągnie bliżej, palce wbijają się w moje pośladki, rozchylają je lekko. Jej język jest gorący, mokry, najpierw delikatnie liże wargi sromowe, smakuje mnie powoli, potem znajduje łechtaczkę i zaczyna kręcić – powoli, ale pewnie, ssie ją delikatnie, potem mocniej, językiem penetrując mnie głęboko. Ja opieram ręce o zagłówek łóżka, pochylam się do przodu, piersi falują mi nad jej twarzą, sutki twarde, wrażliwe, muskają jej policzki. Patrzysz, jak moje biodra poruszają się nad jej ustami – najpierw powoli, okrężnie, potem coraz szybciej, mocniej, ocierając się o jej język. Widzisz, jak moja skóra robi się różowa od podniecenia, jak sutki ciemnieją, jak łapię powietrze urywanymi haustami. Marta liże mocniej, wsadza język głęboko, potem znowu wraca do łechtaczki – ssie ją rytmicznie, szybko, palcami pieści mnie w środku, zagina je, trafia w ten punkt, który sprawia, że tracę oddech. Czuję, jak fala rośnie – napięcie w dole brzucha, drżenie ud, gorąco rozlewające się po całym ciele. Dochodzę na jej języku – zaciskam uda na jej głowie, krzyczę cicho, całe ciało mi drży, fala za falą przechodzi przeze mnie, soki spływają jej po brodzie, po szyi, po piersiach, a ona nie przestaje, liże dalej, pije mnie, aż opadam na nią bez sił, dysząc. A ty siedzisz tam, patrzysz, dotykasz się powoli… ale jeszcze nie kończysz. Bo chcesz patrzeć dłużej.”
Jej słowa wlewają mi się do głowy jak gorąca lawa. Widzę to wszystko tak wyraźnie – ciemne włosy Marty rozsypane na poduszce, blade uda kontrastujące z Olą, ciała splecione, mokre, drżące. Czuję zapach ich podniecenia, słyszę mokre odgłosy języków, westchnienia, ciche prośby „mocniej… proszę…”. Penis jest tak twardy, że boli, krople spływają po całej długości. Ola zaciska palce u nasady, zatrzymuje ruch, patrzy mi w oczy.
„Chcesz tego?” – pyta szeptem.
Kiwnąłem głową, nie jestem w stanie wydusić słowa.
„To dobrze” – szepcze. „Bo ja też chcę. Chcę, żebyś patrzył. Chcę, żebyś widział, jak dochodzę na jej języku. Chcę, żebyś wiedział, że zawsze wracam do ciebie. Zawsze.”
Wyłączam lampkę nocną. Ciemność nas otula. Ola wtula się mocno, oddech uspokaja się na mojej skórze. Mija chwila, zanim zasypiam, a przez ten czas rozmyślam o fantazjach, o których rozmawialiśmy – o obrazach, które malowała słowami, o mieszance podniecenia i strachu, o tym, jak to wszystko może nas zbliżyć albo rozbić. Myślę o Ani i Oli klęczących przede mną, o ich językach spotykających się na moim penisie, o cheerleaderce na moim kutasie, podczas gdy Ola liże jej sutki, o Michale w jej ustach, a ja w niej od tyłu – te wizje wirują, mieszając się z lękiem, że to zbyt ryzykowne, że program nas pochłonie. Ale najbardziej wracam do Marty – do widoku dwóch dziewczyn, które kochają się tylko dla moich oczu. Do tego, że Ola chce, żebym patrzył. Że chce, żebym widział, jak dochodzi z inną, a potem wraca do moich ramion. To przeraża mnie i jednocześnie podnieca tak mocno, że prawie nie mogę oddychać. W końcu zmęczenie wygrywa i zasypiam.
Ola
Budzę się, kiedy Alex gładzi mnie po ramieniu. Pokój jest już jasny – poranne słońce wpada przez szpary w roletach i maluje złote pasy na naszych nagich ciałach. Leżę wtulona w niego, policzek na jego piersi, noga przerzucona przez biodro. Czuję bicie jego serca – szybkie, ale spokojne. Uśmiecham się sennie i otwieram oczy.
„Hej…”
Całujemy się leniwie, ale pocałunek szybko robi się głębszy. Jego język w moich ustach, moja dłoń na jego karku. Smakujemy siebie nawzajem – sennie, powoli, ale z rosnącym głodem. Moja cipka jest już mokra, nabrzmiała, gotowa. Przesuwam się na niego powoli, siadam okrakiem. Czuję, jak jego twardy penis ociera się o moje wargi sromowe – gorący, pulsujący, śliski od moich soków. Unoszę biodra, kieruję go w siebie – centymetr po centymetrze. Jękam cicho, kiedy główka rozchyla mnie, wchodzi głębiej, wypełnia mnie całą – idealnie, boleśnie idealnie. Zatrzymuję się na moment, kiedy jest cały we mnie, czuję, jak pulsuje w środku, jak idealnie do mnie pasuje.
Patrzymy sobie w oczy. Zaciskam mięśnie wokół niego – raz, drugi, trzeci. Widzę, jak jego źrenice się rozszerzają, jak oddech przyspiesza.
„Boże… Ola…” – szepcze, głos chropowaty od podniecenia.
Zaczynam poruszać biodrami – powoli, głęboko, okrężnie. On kładzie dłonie na moich biodrach, ale nie prowadzi, tylko pozwala mi dyktować tempo. Pochylam się, opieram dłońmi o jego klatkę piersiową. Sutki ocierają się o jego skórę przy każdym ruchu – twarde, wrażliwe, przeszywa mnie dreszcz za każdym razem. Całujemy się znowu – mokro, głośno, języki tańczą ze sobą, gryziemy się lekko w wargi, smakujemy pot i pożądanie.
Przyspieszam. Biodra uderzają o biodra – coraz mocniej, coraz głośniej. Pokój wypełnia charakterystyczny odgłos klaskania, mieszający się z naszymi jękami. Napięcie rośnie we mnie falą – gorące, palące, nie do wytrzymania. Alex unosi biodra, wchodzi głębiej, trafia dokładnie tam, gdzie trzeba – w ten punkt, który sprawia, że tracę oddech, że widzę gwiazdy. Jęczę mu prosto do ust:
„Alex… tak… mocniej… o właśnie tam… nie przestawaj… proszę…”
Chwyta mnie mocniej za biodra, palce wbijają się w skórę, zostawiają czerwone ślady. Teraz on nadaje tempo – szybkie, głębokie pchnięcia, które sprawiają, że tracę kontrolę. Opieram się na jego klatce, paznokcie wbijają się w skórę, zostawiam ślady. Czuję, że jestem już blisko – cipka zaciska się wokół niego coraz mocniej, mięśnie drżą, całe ciało napięte jak struna.
„Dochodzę… zaraz dojdę… Alex… proszę… mocniej…”
„Ja też… trzymaj się mnie… dojdź ze mną…”
Przyspiesza jeszcze bardziej – krótkie, mocne ruchy, wchodzi do końca za każdym razem, uderza w ten punkt głęboko we mnie. Odchylam głowę, włosy opadają na plecy, piersi falują. Orgazm przychodzi nagle – zaciskam się na nim mocno, drżę cała, krzyczę cicho jego imię, fale rozchodzą się od podbrzusza po całe ciało, cipka pulsuje wokół niego rytmicznie, mocno. On wchodzi kilka razy głęboko, czuję, jak twardnieje jeszcze bardziej, jak pulsuje we mnie – dochodzi z niskim, gardłowym jękiem, wypełnia mnie gorącą spermą, fala za falą. Trzyma mnie mocno, nie pozwala się odsunąć, aż oboje drżymy i dyszymy, wciąż połączeni, mokrzy od potu i soków.
Opadam na niego, klatka na klatce. Całujemy się wolno, leniwie, wciąż połączeni. Sperma powoli wypływa ze mnie, spływa po udach, po jego jądrach. Leżymy tak, tuląc się, oddychając ciężko, aż mama woła z dołu:
„Dzieciaki! Śniadanie gotowe!”
Uśmiecham się w jego szyję.
Leżymy jeszcze chwilę, oddychając spokojnie. Alex gładzi mnie po plecach, a ja nagle mówię cicho:
„Wiesz, po tym, co wczoraj ustaliliśmy… może sprawdzimy to od razu? Tak na serio i zostawimy ciuchy tam, gdzie teraz są, a my cały dzień nago. Całą drogę do szkoły, a potem przez korytarze, na lekcje. Żeby zobaczyć, jak to naprawdę jest. Jak się czujemy, kiedy wszyscy patrzą. Bez ucieczki, bez ukrywania się.”
Alex unosi brew, ale w jego oczach pojawia się ten sam błysk co u mnie.
„Myślisz, że damy radę?”
„Myślę, że musimy sprawdzić. Razem. Jeśli to ma być nasz eksperyment… to zaczynamy od najtrudniejszego. Nagość publiczna, zero granic, zero wymówek. Tylko my i prawda o tym, co czujemy.”
Milczy chwilę, potem kiwa głową powoli.
„Dobra. Idziemy nago. Do końca. Bez względu na to, co będzie.”
Uśmiecham się szeroko i całuję go mocno.
„To co… wstajemy i idziemy na śniadanie? Naga para przy stole?”
„Naga para przy stole” – potwierdza i pomaga mi wstać.
Schodzimy na dół nago, trzymając się za ręce. Schody skrzypią cicho pod bosymi stopami. W kuchni jasno, pachnie jajecznicą, świeżo mieloną kawą i ciepłym chlebem. Mama Alexa stoi przy kuchence w luźnej lnianej koszuli, która kończy się tuż pod pośladkami – widać, że nie ma nic pod spodem. Odwraca się, widzi nas i uśmiecha się szeroko, z mieszanką dumy i lekkiego rozbawienia.
„No proszę… dobranoc wczoraj, dzień dobry dziś. Odważni jesteście.”
„Cześć” – odpowiadamy chórem. Głos Alexa jeszcze trochę zachrypnięty po śnie i porannym seksie.
Monika siedzi przy stole w czarnych stringach i starym, oversize’owym T-shircie z logo jakiegoś zespołu. Popija kawę z kubka „Coffee & Chaos” i zerka na nas znad brzegu.
„Ładnie wyglądacie razem. Jakbyście się dogadali na całego” – rzuca z uśmieszkiem.
Alex przewraca oczami, ale kącik ust mu drga. Siadamy – ja naprzeciwko Moniki, on obok mnie. Krzesło chłodne na nagich pośladkach, aż lekko się wzdrygam. Alex od razu kładzie dłoń na moim udzie pod stołem – ciepłą, uspokajającą.
Mama stawia przed nami talerze. Jajecznica puszysta, z dużą ilością szczypiorku, pomidorami i odrobiną papryki. Obok koszyk z jeszcze ciepłymi bułkami, masło, dżem truskawkowy i miód.
„Smacznego. I nie gapcie się tylko na siebie, bo wam wystygnie” – mówi mama, siadając z nami.
Jagoda wpada do kuchni w biegu – w samej bieliźnie sportowej, z jedną skarpetką w ręku.
„Mamo! Gdzie jest moja szara bluza z kapturem?!”
„W suszarce, kochanie. I masz siedem minut, żeby zjeść chociaż kanapkę, bo inaczej idziesz głodna do szkoły.”
Jagoda zatrzymuje się, patrzy na nas dwoje – nagich przy stole – i robi wielkie oczy.
„Serio idziecie tak do szkoły? Całą drogę? Bez niczego?”
Alex kiwa głową, nabijając jajecznicę na widelec.
„Serio.”
„Szacun. Jak was ktoś zacznie filmować, to ja mu potem telefon skonfiskuję” – mówi poważnie, po czym siada i szybko smaruje bułkę masłem.
Alex śmieje się cicho i rzuca żartobliwie:
„Jagoda, jak masz taki problem z ubraniem, to może chcesz dołączyć do programu na ochotnika? Wczoraj wieczorem tak nie mogłaś się doczekać na swoją kolej…”
Jagoda parska śmiechem, pokazuje mu język i mówi:
„Spoko, nie będę wam odbierać show. Wy sobie radzicie super. Ja poczekam i może w przyszłym tygodniu albo na wiosnę, jak będzie ładna pogoda – wtedy wyjdę w pełnej okazałości, bez pośpiechu, niech wszyscy zobaczą, co stracili przez zimę.”
Mama rzuca jej surowe spojrzenie.
„Jagoda, nie żartuj sobie z tego. To nie zabawa.”
Jagoda przewraca oczami, ale milknie i zabiera się za kanapkę, choć kąciki ust jej drgają.
Monika parska śmiechem i wstaje od stołu. „Zaraz wracam! Dajcie mi sekundę na legginsy, bo jeszcze mi zimno w pupcię!”
Biegnie szybko po schodach – bose stopy stukają lekko po drewnie, pośladki falują pod cienkimi stringami. Słyszymy, jak otwiera szafę na górze, szelest materiału, szybkie ruchy.
Po chwili schodzi z powrotem – wolno, z lekkim, zmysłowym kołysaniem bioder, jakby świadomie przedłużała ten moment wejścia.
Czarne, cienkie legginsy opinają ją jak drugą skórę – matowy materiał przylega tak idealnie, że widać delikatne napięcie mięśni ud przy każdym kroku, subtelne wgłębienia w pachwinach, delikatną linię stringów, która rysuje się pod tkaniną jak cieniutka, czarna nić. Na górze ma stary, oversize’owy T-shirt, ale wciśnięty w legginsy – przylega do talii, podkreśla wcięcie, a potem faluje luźno nad piersiami, które poruszają się swobodnie, ciężkie i pełne, sutki już stwardniałe od porannego chłodu przebijają się przez cienką bawełnę jak ciemne, nabrzmiałe pąki.
Kiedy się pochyla, żeby poprawić but, materiał napina się na piersiach, sutki sterczą jeszcze bardziej, odsłaniając jeszcze głębszy dekolt – skóra między piersiami lśni lekko od porannej wilgoci powietrza, ciepły, złocisty rowek między nimi wydaje się zapraszać wzrok głębiej, a sutki, ciemne i napięte, drżą minimalnie przy każdym oddechu. T-shirt podjeżdża jej prawie pod piersi, odsłaniając płaski, opalony brzuch, na którym widać delikatną ścieżkę drobnych włosków schodzących w dół, ginącą pod krawędzią legginsów, i linię stringów, która wcina się lekko w skórę bioder, tworząc subtelne, erotyczne wgłębienia.
Monika prostuje się powoli, przeciąga ramiona do tyłu – piersi unoszą się wysoko, materiał T-shirtu napręża się jeszcze mocniej, sutki rysują się jak dwa twarde punkty pod cienką tkaniną, a skóra na dekolcie robi się lekko różowa od nagłego ruchu i chłodu poranka. Patrzy na nas z lekkim, figlarnym uśmiechem, jakby doskonale wiedziała, że wszyscy na nią patrzą – i że to jej nie przeszkadza, a wręcz sprawia przyjemność. Powietrze wokół niej wydaje się cieplejsze, pachnie jej skórą, lekkim potem po biegu po schodach i subtelnym, naturalnym zapachem kobiecego ciała.
Ola patrzy na nią szeroko otwartymi oczami, czuje, jak rumieniec wpełza jej na policzki i szyję.
„Monika… serio idziesz tak w samej bieliźnie? Tylko stringi i legginsy… i ten T-shirt, który prawie nic nie zakrywa?”
Monika wzrusza ramionami, obraca się powoli, pokazując się z każdej strony – biodra kołyszą się miękko, pośladki napinają się pod legginsami, piersi falują leniwie przy ruchu.
„A co? Zimno mi w dupkę, ale nie na tyle, żeby zakładać spodnie. Poza tym – wy idziecie całkiem nago, to ja przynajmniej mam coś na sobie. Jak ktoś będzie gapił się na was, to ja mu odwrócę uwagę. Te cycki same w sobie są niezłą bronią odstraszającą debili.”
Ola parska śmiechem, choć wciąż jest lekko zawstydzona – nie może oderwać wzroku od falujących piersi Moniki, prześwitujących sutków i tej głębokiej, ciepłej doliny między nimi, która zdaje się pulsować lekko przy każdym oddechu.
„No dobra… ale wyglądasz… no… bardzo… seksownie.”
Monika puszcza jej oczko, nachyla się bliżej i szepcze konspiracyjnie:
„Wiem. I zamierzam to wykorzystać. No chodźcie, bo naprawdę będziecie spóźnieni.”
Mama kręci głową z uśmiechem, ale w jej oczach widać ulgę – że Monika idzie z nami.
„No to idźcie. I pamiętajcie – Monika ma oko na wszystko. Jak coś będzie nie tak, wracacie od razu.”
Otwieramy drzwi wejściowe. Poranne słońce uderza nas prosto w twarze, ciepłe, jasne, bezlitosne.
I ruszamy – nago, trzymając się za ręce, z Moniką idącą tuż za nami w swoich czarnych legginsach i prześwitującym T-shircie, gotowa bronić nas przed światem.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Qaas
Super. Czekam na kolejną część
Pozdrawiam