GROŹNA BUNTOWNICZKA - CZĘŚĆ 6

10 Czerwca

Brian przychodził do mnie codziennie. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że dzisiaj wychodzę ze szpitala i mogę się już nigdy z nim nie zobaczyć. Teraz bardzo chciałabym zostać tutaj, żeby tylko codziennie się z nim widywać. Miałam już w głowie ułożony plan, jak przedłużyć swój pobyt w szpitalu, ale niestety zniszczyła mi go pani, która przyjechała po mnie i miała mnie zawieźć do rodziny zastępczej. Ten dzień uważam za najgorszy w moim życiu i jeszcze nawet się nie widziałam z Brianem. Dlaczego los mnie tak kara? Co ja takiego zrobiłam? Może to wszystko przez to, że nie byłam na pogrzebie ojca? Ale nie chciałam się z nim pożegnać. Nie zasłużył sobie na to. Starałam się być dla niego dobrą córką, ale nie wykorzystał tego jak należy. Nie umiał się tym cieszyć, a jedyne co go cieszyło to mój płacz i błaganie o pomoc. Teraz siedziałam na łóżku szpitalnym i się zastanawiałam do jakiej rodziny trafię i było mi smutno, bo Briana nie było, a on podniósł by mnie na duchu. On to potrafił najlepiej. Siedziałam na łóżku i pakowałam wszystkie moje rzeczy. Miałam łzy w oczach.  
-I jak Lusi? Możemy już jechać? Jesteś gotowa?  
-Wie pani kto to będzie? Do jakiej rodziny trafię?  
-Nie mam pojęcia. Dostałam tylko wiadomość, że będzie to rodzina bez dzieci. Warunki są podobno luksusowe. Myślę, że nie będzie źle. Jak będziesz chciała, to mogę zostać z tam z tobą przez kilka godzin, aż się zaaklimatyzujesz. Jeśli będziesz miała jakieś zastrzeżenia do rodziny, będziesz miała do mnie numer telefonu. W razie potrzeby będziesz mogła do mnie dzwonić.  
-A jak będzie w tej rodzinie tak samo jak u mnie w domu? Będziecie mogli mnie stamtąd zabrać?  
-Spokojnie. Nic takie nie będzie miało miejsca. Co tydzień będzie przyjeżdżał ktoś z kontroli i będzie z tobą przeprowadzał wywiad i będziesz mogła wtedy opowiedzieć o wszystkich zastrzeżeniach.  
-No dobrze. – powiedziałam smutno i wstałam z łóżka. Mimo, że moje nadgarstki już się goiły, to i tak nadal mnie strasznie bolały. Szczególnie poczułam to wtedy, gdy podniosłam walizkę z ubraniami.  
-Daj to Lusi. Pomogę ci. – powiedział lekarz, który prowadził moją diagnostykę. Zanieśli mi wszystko do samochodu, i z panią opiekunką ruszyłam w podróż. Co prawda nie jechaliśmy zbyt długo, ale po drodze jeszcze wjechała ze mną na pizzę, by mi opowiedzieć o wszystkim. Prosiła mnie również o to, bym już nie miała prób samobójczych, bo dla rodzin zastępczych często jest to dramatyczne przeżycie. Oni czują się sto razy bardziej odpowiedzialni niż biologiczni rodzice. Po około piętnastu minutach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Miałam wrażenie, że ten dom już gdzieś widziałam. Nie mogłam tylko sobie przypomnieć skąd. Weszliśmy na podwórko, a ja miałam chwilę zwątpienia. Chciałam się cofnąć do samochodu i jechać gdziekolwiek indziej, ale nie do domu zastępczego. Ale nie było odwrotu. Weszłam na schody i zadzwoniłam dzwonkiem. Nagle drzwi się otworzyły, a w drzwiach stanął on… To jest niemożliwe. Przecież to Brian. Spojrzałam na niego, a on się tylko uśmiechnął. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Wywaliłam to co miałam w rękach i rzuciłam się na niego. Byłam tak szczęśliwa, że popłakałam się ze szczęścia. To było piękne. Cały ten czas który spędziłam na rozmysłach jak załatwić rodzinę zastępczą prysł. Przecież to był Brian.  
-Oooo. Widzę, że się już znacie.  
-Jestem Brian.  
-Esmeralda, miło mi. – powiedziała opiekunka i podali sobie ręce.  
-No tak się składa, że znamy się doskonale i cieszę się, że Lusi będzie u mnie.  
-Dziękuję. – powiedziałam i tym razem też przytuliłam opiekunkę. Czułam się znakomicie.  
-No to co? Może wejdziemy do domu?  
-No pewnie. – powiedziałam i poszłam za Brianem. Było cudownie. Teraz już wiem gdzie jestem . Jak byłam u niego nie zwracałam uwagi na to jak wygląda jego dom z zewnątrz. Byłam wtedy na niego zła i chciałam tylko jak najszybciej wracać do domu, co okazało się wielkim błędem.  
-Rozumiem Lusi, że twoje wszystkie wątpliwości prysły?  
-Tak. Oczywiście.  
-To bardzo się cieszę. A jak się poznaliście?  
-To jest długa historia. Wiem, że już teraz takie okoliczności się nie przytrafią, ale Brian to mój najlepszy przyjaciel. Codziennie był u mnie w szpitalu, tylko nie dzisiaj. A ja się bałam, że już go nigdy nie zobaczę. Ale cieszę się, że tu jestem.  
-No to świetnie. A do ciebie Brian mam prośbę. Spraw, by Lusi czuła się u ciebie dobrze i pomóż jej się u siebie rozgościć. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba zmieniać opiekuna, aż do osiemnastego roku życia.  
-Zapewniam panią, że nie będzie takiej potrzeby.  
-Cieszę się. Lusi, jestem jeszcze do czegoś potrzebna?  
-Myślę, że dam sobie ze wszystkim radę.  
-Super. To ja będę już zmykać. W razie pytań, lub jakichkolwiek problemów masz mój numer i możesz dzwonić o każdej porze dnia czy godziny. Będę zawsze dostępna, ale z tego co widzę, to dogadasz się z rodziną zastępczą. – gdy tylko pani Esmeralda wyszła z domu, Brian pokazał mi każdy kąt domu. Poprzednim razem jak tu byłam nie zwracałam na nic uwagi. Chciałam stąd jak najszybciej zwiać. Teraz cieszyłam się, że tu jestem. Byłam tylko ciekawa co się dzieje z moją mamą. Nie wiem jak poradziła sobie po samobójstwie ojca. Ale tak naprawdę, to nie powinno mnie to obchodzić. Ona też nie traktowała mnie poważnie. Byłam dla nich nikim. Tylko dziewczynką, która przyniesie pieniądze na alkohol nikim więcej. Stanęłam na balkonie i rozejrzałam się dookoła. Za podwórkiem był mały stawek. Już teraz wiedziałam, że to będzie miejsce do którego będę chodziła bardzo często.
-I jak się podoba?  
-Jest świetnie. Ale dlaczego mi nie powiedziałeś, że przyjadę do ciebie? Że będę tutaj. Ty sobie nie zdajesz sprawy ja się martwiłam, że już nigdy cię nie zobaczę. To było straszne. Miałam już nawet plan, że sobie coś zrobię, tylko po to żeby zostać w szpitalu i pobyć jeszcze z tobą kilka chwil.  
-Dziewczyno cudowna. Dobrze, że tego nie zrobiłaś, bo bym się załamał.  
-A skąd mogłam wiedzieć, że trafię do ciebie? Mogłam trafić do jeszcze gorszej rodziny niż moja i co bym miała wtedy zrobić? – mój głos zaczął się załamywać. A do oczy napłynęły zły.
-Ej, ej, ej. Popatrz na mnie. W tym domu nie ma płakania. Tu ci się nic nie stanie. Więc uśmiech proszę. – powiedział do mnie i przytulił do siebie. –Dzisiaj będzie trochę szalony dzień, bo ja nie za bardzo umiem gotować, a moja kucharka zachorowała i będzie dopiero za tydzień. Więc dzisiaj idziemy jeść na miasto, ale gdzie to już decyzja należy do ciebie. Pójdziemy tam gdzie będziesz chciała. Na stole leży twój nowy telefon. Masz w nim internet, więc możesz poszukać jakiejś knajpki. A po jedzeniu możemy gdzieś iść gdzie tylko chcesz.  
-Po co mi nowy telefon? Przecież ten też działa. Tylko nieraz się zacina, ale to nie zmienia faktu, że mogę go normalnie użytkować.
-W takim razie będziesz miała dwa telefony. Mi to wcale nie przeszkadza.  
-No dobrze mam nadzieję, że nie będziesz robił więcej żadnej niespodzianki, nie jestem do tego przyzwyczajona. Jestem raczej na poziomie zwykłego człowieka, któremu do szczęścia nie jest potrzebne za dużo.
-Zapewne będą niespodzianki, ale będę cię o nich informował kilka dni prędzej, żebyś się oswajała z tą informacją. – spojrzałam na niego z groźną miną. –Od teraz twoje życie będzie zupełnie inne niż dotychczas. Założę się, że będzie ci się podobało. A bynajmniej będę się starał, żeby tak było. Mogę cię zapewnić, że inaczej spojrzysz na świat. – zrobiłam jeszcze groźniejszą minę, a Brian na rozweselenie mnie zaczął mnie łaskotać. To było zabawne, ale naprawdę nie wiem czy moje standardy życiowe będę umiała podnieść tak wysoko. Cale życie żyłam biednie i musiałam odłożyć nawet na głupi długopis w szkole, a teraz będę mogła wszystko mieć na zawołanie. To chyba nie dla mnie. Będzie mi ciężko.  
-No dobrze. Nie będzie to proste, ale głodna to ja jestem. Mam jeszcze coś w reklamówce ze szpitala. Może jeszcze będzie coś zdatnego do jedzenia.  
-Halo, pobudka. Jedziemy do knajpy, nie będziesz jadła starego jedzenia. – spojrzałam na niego i zrobiło mi się głupio. W domu zawsze jadłam to co zostało.  
-Możemy jechać tam koło przystanku. Bardzo mi smakowała ta pizza którą zamówiłeś wtedy.  
-No. To się cieszę. To zabieraj co potrzebujesz i jedziemy. Całą drogę gadaliśmy o tym co będziemy robić w najbliższym czasie. Planował dosyć dużo wycieczek, ale nie wiem czy to jest dobry pomysł. Nie lubiłam takich klimatów, chyba, że mnie do nich przekona, to nie mam nic przeciwko. Ten dzień jest cudowny. Po pizzy pojechaliśmy do sklepu z odzieżą i po raz pierwszy od kilku lat kupiłam sobie coś z normalnego sklepu, a nie ze szmateksu. To było super. Ale trochę ciężko mi było patrzeć, jak Brian na moje ubrania wydaje prawie czterysta złotych. Zgodziłam się tylko na jedne spodnie i bluzkę, a on trochę przesadził i wziął wszystkiego za dużo. Gdy już wracaliśmy do domu byłam bardzo zmęczona. Mino, że w szpitalu nic nie robiłam pobyt tam był bardzo męczący. Brian zabrał moje zakupy, a mi kazał otworzyć drzwi. Weszliśmy do środka. Pierwsze co zrobiłam to napiłam się kranówki, za co zostałam wyzwana, bo woda była w butelce obok. Ale już nie zwracałam na to uwagi później poszłam do salonu i usiadłam na sofie. Znużenie brało górę nade mną. Nie byłam w stanie już nawet utrzymać powiek.
***Oczami Briana***
Lusi siedziała na sofie i walczyła z powiekami. Była wykończona, ale nic dziwnego. Dopiero dzisiaj wyszła ze szpitala, a tu jeszcze zakupy, pewnie to wszystko ją wykończyło. Ale najważniejsze, że się najadła. To było dla mnie priorytetem, żeby nie chodziła głodna. Czekałem, aż zaśnie. Mimo, że cieszyła się, że do mnie trafiła, a nie do innej rodziny zastępczej, to i tak nie czuła się u mnie pewnie. Gdy już zasnęła, zaniosłem ją do jej pokoju. Myślę, że fioletowy kolor ścian i pościeli będzie jej się podobał. Z tego co się zdążyłem zorientować w jej domu, bardzo ciała mieć swoje wielkie łoże, bo u niej w pokoju stało, ale pewnie było robione, albo przerabiane przez nią, bo było w trochę strasznym stanie, a rodzice pewnie woleli chlać, niż kupić dziecku łóżko. Wziąłem Lusi ostrożnie na ręce, żeby się nie obudziła i zaniosłem ją do pokoju. Ściągnąłem jej buty i przykryłem kołdrą. Miałem nadzieję, że nie będzie na mnie za to zła, ale nie chciałem, żeby obudziła się połamana na sofie, jak ma swoje duże wygodne łoże. Ja natomiast nie mogłem spać. Cały czas sprawdzałem, czy Lusi śpi, bałem się, że może sobie coś zrobić, że coś jej może tutaj nie odpowiadać… muszę z nią o tym jutro porozmawiać.  
***  

***

1 411 czyt.
100%195
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2102 słów i 11216 znaków ·

Komentarze (5)

 
  • Panda

    Panda 24 stycznia ip:9540238

    Błagam sprawdź w słowniku słowo "bynajmniej", to nie to samo co "przynajmniej" praktycznie przeciwieństwo. Historia bardzo fajna ale nie pisz słów, których znaczenia nie znasz.

  • Nataliiia

    Nataliiia 16 gru 2016

    To opowiadanie jest w kategorii dramat ale może zrobisz z tego miłosne??

  • Czekoladowytorcik

    Czekoladowytorcik 16 gru 2016

    Podoba mi się to coraz bardziej czekam na c.d. pozdrawiam, Czekoladka

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 16 gru 2016

    Super ;D

  • gubernator

    gubernator 16 gru 2016

    O.o czekamy już na kolejną część xd