GROŹNA BUNTOWNICZKA - CZĘŚĆ 4

30 maja

Pomału już miałam dosyć tego szpitala. Lekarze cały czas mnie męczyli, rzadko ktoś mnie odwiedzał, co źle wpływało na moją psychikę. Siedzenie w białym pokoju bez nikogo było naprawdę męczące. I jeszcze te wizyty psychologa pięć razy dziennie. Próbuje mi wmówić to co ja już wiem. Nie jestem głupia a miałam wrażenie, że każdy tutaj tak myśli. To było nie do zniesienia. Jedyna osoba która mnie rozumiała i szczerze chciała mi pomoc to był Brian, ale on też nie mógł wiecznie siedzieć u mnie w szpitalu, bo pewnie też miał swoje obowiązki i pracę. Co drugi dzień siedziała u mnie pani z opieki społecznej cały czas pytała mnie tylko o jedno: Jaka  była twoja sytuacja w rodzinie?: Ile razy można odpowiadać na to samo pytanie? Ojciec podobno już siedział w areszcie, a mama jest pod nadzorem jakiegoś kuratora czy coś. Nawet mnie to za bardzo nie obchodziło. Nie chciałam już tam wracać. Nadal nie rozumiem zachowania ojca. Jak można tak traktować własne dziecko? Czym ja zawiniłam? Już bym chciała o wszystkim zapomnieć, ale się nie dało. To wszystko przerosło mnie bardziej niż każda inna taka akcja. Czekałam teraz za Brianem. Miał już być dwie godziny temu, a nadal go nie ma. Pewnie mu coś wypadło i dzisiaj nie przyjedzie. Lekarz w międzyczasie był już u mnie chyba z piętnaście razy. Ale zlewałam go. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Z tego wszystkiego poszłam spać.  
Gdy się obudziłam była już pora obiadowa. Spojrzałam na ten talerz i o mało co nie zwróciłam śniadania. Nie lubiłam tego jedzenia. Było bez smaku i w zupie poza pływającą zieleniną nic innego nie było.  
-Co to za odruchy wymiotne?  
-O cześć Brian. – powiedziałam i zakryłam się kołdrą. Zrobiło mi się głupio. –Po prostu nie mam ochoty trzeci dzień z rzędy jeść tej samej zielonej wody.  
-To trzeba było pisać, to bym kupił coś w jakimś markecie. Chyba nie masz zakazu jedzenia czegoś innego niż szpitalne jedzenie.  
-Tak się składa, że nie mam na takie rzeczy pieniędzy, ani nie mam z czego zadzwonić, bo mam zablokowane konto.  
-No to wiele wyjaśnia, że nie miałaś z czego napisać. Ale na co masz ochotę?  
-Na nic.  
-Na co?  
-Na wyjście z tego przeklętego szpitala. Na nic więcej nie mam ochoty.  
-Sama sobie zawiniłaś, że tu jesteś. Nie trzeba było ciąć sobie żył, tylko na przykład zadzwonić na policję, albo chociażby do mnie.  
-Nie rozmawiam z tobą.  
-Dobrze, nie musisz, ale powiedz mi na co masz ochotę. – zapytał, a ja leżałam w milczeniu. –Skoro tak, to pa. Zaraz wracam. – powiedział i wyszedł z pokoju. Byłam na niego zła. Nie lubiłam jak ktoś tak bezinteresownie chce wszystko dać. To są te czasy, gdzie pieniądz gra główną rolę. Ludzie bez pieniędzy są dla tych bogaczy niczym. Więc dlaczego jego tak sumienie ruszyło? A może on jednak chce coś w zamian? A jak mnie wykorzysta? Albo zmusi do czegoś? Tak naprawdę do nie znam. Więc skąd mam wiedzieć jaki on jest? Zaczęłam się teraz go obawiać, przez to, że mój głupi mozg znowu zaczął sobie coś wmawiać. To było męczące. Nie chciałam go oczerniać, ale muszę się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Może dzisiaj to będzie doskonała okazja. Zrobimy sobie taki dzień szczerości. Poczekałam aż przyjdzie. Jak zobaczyłam ile on ma zakupów, to oniemiała. Przecież ja tego nie zjem przez rok.  
-Oszalałe?  
-Dlaczego?  
-Przecież to są zakupy na jakiś rok.  
-Spokojnie. Z tego co słyszałem dużo lubisz jeść.  
-Ciekawe od kogo słyszałeś?  
-Od twojej koleżanki.  
-Ja z nią sobie porozmawiam. Wpadłam na pewien pomysł. Mam do ciebie kilka pytań. Ty też będziesz mógł mi zadawać pytania. Zrobimy sobie taki dzień szczerości. Co ty na to?  
-Jestem za.  
-A więc siadaj. Ja mam pierwsze pytanie.  
-No dawaj. Jestem gotowy.
-Gdzie są twoi rodzice?  
-Nie wiem. Nie mam z nimi kontaktu, odkąd skończyłem dwanaście lat. Moi rodzice byli alkoholikami. Po prostu zostałem przez nich wygnany. Wychowała mnie ulica. Ale myślę, że na dobre mi to wyszło. Z tego co pamiętam miałem jakieś rodzeństwo, ale z nikim nie mam kontaktu. Tak jak zostałem wygnany, tak automatycznie o wszystkich zapomniałem.  
-To musiało być dla ciebie straszne. Byłeś jeszcze dzieckiem.  
-Jak ich nie było obok czułem się o wiele lepiej. Było kilka takich dni, gdzie tęskniłem. Brakowało mi matczynej miłości.  
-A teraz już nie tęsknisz? Nie chciał byś ich zobaczyć?  
-Nie, już nigdy bym ich nie chciał zobaczyć na oczy. Może troszkę swoje rodzeństwo, ale myślę, że teraz to nie poznał bym ani rodziców, ani żadnego z mojego rodzeństwa.  
-To przykre.  
-Już nie. Dorosłem i zrozumiałem, że samemu jest mi najlepiej.
-A gdzie zarobiłeś na taki samochód? On kosztuje majątek.  
-Skończyłem studia. Założyłem własną firmę. Teraz można powiedzieć, że siedzę i pierdzę w stołek, a całą robotę odwalają za mnie ludzie którym płacę. I tak naprawdę wiek nie robi tutaj różnicy. Trzeba po prostu umieć ryzykować w życiu. Tylko nie mam na myśli takiego ryzykowania jak twoje, że o mało życia nie straciłaś. Pamiętaj. Życie masz tylko jedno i wykorzystaj je w każdej sekundzie, a nie je skracaj. – jego słowa trochę mnie poruszyły. Zgadzam się zrobiłam lekką głupotę, ale już czasu nie cofnę. I dopiero teraz zaczęło to do mnie dochodzić. –I teraz powinnaś dostać porządnie na tyłek, bo te blizny już zostaną. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale nie da się już z nimi nic zrobić.  
-Wiem. – powiedziałam smutno.  
-To może teraz ty będziesz ze mną taka szczera?  
-A co chcesz wiedzieć?  
-Powiedz mi wszystko.
-A więc… Miałam też rodzeństwo, ale poszło do rodziny zastępczej, było dużo młodsze ode mnie. Ja nie umiałam się odnaleźć bez mamy i sąd postanowił, że mogę zostać z rodzicami, a im nałożył nadzór kuratora, który był znajomym rodziców, więc dlatego nic nie robił, jak działa mi się krzywda. Już kiedyś miałam kilka prób samobójczych, które nie skończyły się źle, bo jak widać jeszcze żyję. A to wszystko przez ojca, bo jak wiesz molestował mnie, gwałcił i bił, a matka na nic nie reagowała jedyne co to jeszcze dopingowała ojca. Zawalałam szkołę, bo bywały dni, gdzie zamiast do szkoły chodziłam kraść, bo jak nie miałam kasy dla rodziców to się źle kończyło. Uczyć mi się nie chce, bo szkoła nie jest mi do niczego potrzebna. No i szukałam chłopaka, który będzie w moim typie, to znaczy taki jakich już na tym świecie nie ma. Nie mam żadnej rodzimy. Coś jeszcze chcesz o mnie wiedzieć?
-No chyba dzisiaj to już się wszystkiego dowiedziałem. Nie będę cię męczył. Ale mam taką szczerą nadzieję, że już nigdy nie popełnisz tego błędu i nie sięgniesz po żyletkę, i że zaczniesz chodzić systematycznie do szkoły, i będziesz się uczyła.
-Nie wiem, czy będę w stanie wszystko zrobić. Bo nie wiem jak potoczy się dalsze moje życie.  
-Masz mnie. W każdej gorszej chwili możesz na mnie liczyć. Ja nigdy cię nie zostawię. I wiem, że myślisz, że jestem szalony, ale myślę, że poznaliśmy się już na tyle dobrze, że nie powinno cię to dziwić. Co ty na to?  
-Ja nic nie będę obiecywać, ale spróbować zawsze można.  
-No ja mam nadzieję, że już nigdy nie będziemy musieli się tutaj spotykać.
-Myślę, że tutaj już nie. Najprędzej na cmentarzu.  
-Ej, laleczko. Uważaj sobie. Nie podoba mi się twój czarny humor.
-No ok.
-Dobra. Ja już zmykam. Może jutro będę jak się wyrobię ze wszystkim. A ty jeszcze dzisiaj postaraj się porozmawiać z psychologiem. Dobrze ci zrobi taka rozmowa. Nie żeby coś, ale to jest konieczne.  
-Ok. Jutro mnie już tutaj nie będzie. – powiedziałam w sumie szeptem, ale oczywiście musiał mnie usłyszeć.  
-Jak to jutro cię tu nie będzie?  
-Nic takiego nie powiedziałam.
-Nie rób ze mnie kretyna. Słyszałem co powiedziałeś. Mam nadzieję, że nic nie kombinujesz. Jutro z rana będę tutaj.
-Nie ma takiej potrzeby.
-Owszem jest. – Brian poszedł a ja znowu zostałam sama. To było nie fair. On mógł sobie iść na spacer do sklepu, a ja musiałam tutaj leżeć i nic nie robić. Oczywiście konsekwencje tego co powiedziałam też były. Bo Brian musiał powiedzieć psychologowi o moim planie zmycia się z tego przeklętego miejsca. I co? Spędziłam na rozmowie o tym aż dwie godziny. Dlaczego los musiał ukarać właśnie mnie? Dosyć, że mi  się działa krzywda, to jeszcze każdy robił tak, żeby na mnie spadły wszystkie konsekwencje, a ojciec siedzi w areszcie i dostaje ciepłe jedzenie za darmo i do tego ma bezpłatną telewizje. Do czego ten świat zmierza? Tak naprawdę ci wszyscy lekarze mi nie pomagają, bo oni cały czas przypominają mi o tym co się ze mną działo nie dając mi o tym zapomnieć. A ja już bym chciała wszystko wymazać tak jak ołówek z kartki, ale nie wiedzieć czemu bóg tak nas tworzył, że nie jest to takie proste. Znając życie, nigdy o tym nie zapomnę i boję się jak to będzie jak już będę miała chłopaka, czy będę też w nim widziała takiego tyrana w sytuacji, gdy będzie się chciał ze mną zbliżyć. Co ja wtedy zrobię? Czy będę w stanie pokazać się mu w seksownej bieliźnie? Czy wtedy będę miała obraz mojego ojca jak ubierał mnie w bieliznę swoich kochanek. Czy jest sens dalszego życia? Czy może lepiej skończyć to już teraz? Miałam tyle wątpliwości, że nie wiedziałam od czego zacząć rozmyślenia. Tak naprawdę nie miałam po co żyć. Nie miałam nikogo oprócz dwojga przyjaciół. Leny i Briana. Ale nawet oni nie są w staniem mi pomóc. Choćby wiedzieli wszystko co mi się przytrafiło, nigdy nie będą wiedzieli jak to jest, bo tego nie przeżyli. Ale może warto spróbować? Zobaczę co przyniesie jutro i wtedy zdecyduje. Dzisiaj jak zwykle jestem wyczerpana. Położyłam się nie chcąc już o niczym myśleć. Chociaż moja głowa była zbyt zapełniona tym wszystkim. Oczywiście co? Jak już zachciało mi się spać, lekarze chodzili do mnie co pięć minut sprawdzając, czy wszystko ze mną jest w porządku. Ale po dwóch godzinach w końcu zasnęłam.  
***Sen Lusi***
-Lusi, chodź do mnie skarbie. Rozbieraj się.  
-Tatku, zostaw mnie.
-Chodź, pójdziesz się kąpać.  
-No dobrze tatusiu. – rozebrałam się i poszłam do tatka. Czekał na mnie w łazience.  
-Co miałaś dzisiaj przynieś tatusiowi ze szkoły?  
-Dwa telefony.  
-To gdzie one są?  
-Ale naprawdę nie było. Pani cały czas miała go przy sobie, a ja chodzę dopiero do drugiej klasy. Nikt jeszcze nie ma telefonów z moich koleżanek i kolegów.
-To trzeba było jej go zajebać! – tato na mnie krzyczał, a mama przyszła do łazienki trzymając w ręku butelkę z jakimś trunkiem. Ledwo trzymała się na nogach. Tato usiadł na toalecie i przełożył mnie sobie przez kolano. Zaczął mnie być tak mocno, że nie mogłam złapać oddechu. –I tak będzie codziennie ty rozwydrzony dzieciaku! A teraz poczuj jak to jest się topić kurwiszonie! – krzyknął w zanurzył mi głowę w pełnej wannie. Później szybko wyciągnął mi głowę i ciągnąc mnie za włosy zaprowadził mnie do pokoju. Mama spadła ze schodów i coś krzyczała do siebie klęcząc nad rozbitą butelką. Bałam się bardzo, ale nie było nikogo, kto mógł by mi pomóc. Tato rzucił mnie na łóżko i wtedy zaczął się rozbierać to było straszne. Chciała uciec, ale położył mnie na brzuch i wtedy…
***Koniec snu***
Obudziłam się cała spocona. Rozpłakałam się. Myślałam, że to nie jest sen. Serce waliło mi jak młot. Chciałam uciec schować się. Jak drzwi do pokoju się otworzyły niemal wrzasnęłam tak się przestraszyłam. Oczywiście lekarz zadał to samo pytanie.
-Wszystko w porządku? Słyszałem jak krzyczałaś.  
-Wszystko ok. – powiedziałam, ale nie dość przekonująco, bo lekarz postanowił zostać ze mną. Bałam się, że zobaczy moje łzy, albo może zacznie się do mnie dobierać. Dlatego nie spalam całą nic. Dopiero nad ranem zaczęłam odczuwać potrzebę snu, ale starałam się nie zasnąć. Teraz czekałam za Brianem, ale nie wiem, czy będę w stanie z nim rozmawiać.

***

1 387 czyt.
100%161
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2324 słów i 12316 znaków

Komentarze (1)

 
  • gubernator

    gubernator 13 gru 2016

    mocna końcówka