GROŹNA BUNTOWNICZKA - CZĘŚĆ 1

16 MAJA
-Lusi popatrz na tego bruneta w długich włosach. Patrzy na ciebie już chyba z piętnaście minut.
-Lena nie przesadzaj. Spójrz na niego pewnie jest jakimś brutalem. Zobacz jak się ubrał. Te długie roztrzepane włosy, kolczyki… Nie sądzisz, że jestem jego przeciwieństwem? Skromnie ubrana, nieśmiała…On nie wygląda na takiego.  
-Lusi! Ty nigdy nie znajdziesz chłopaka. Nie ma takich chłopaków, jakich ty byś była w stanie zaakceptować. W jakim świecie ty żyjesz? Dziewczyno masz już 15 lat. Ja jak miałam czternaście lat to już spałam z chłopakiem, a ty co? Jak długo masz zamiar być cnotką?  
-Lena, nie przeginaj. Wiesz, że ja z byle kim do łóżka nie pójdę.  
-Lusi, Lusi…Jesteś wariatką. Tyle tutaj przystojnych facetów. Żaden by ci nie odmówił. Spójrz na siebie. Jesteś ładna, nie za wysoka i w dodatku nie masz makijażu, a nie to co inne malowane lale, które po zmyciu makijażu wyglądają jak potwory. Jesteś ich przeciwieństwem. I zobacz ile facetów się za tobą ogląda.  
-Ale oni są co najmniej kilka lat starsi od nas. Muszę ci przypomnieć, że weszłyśmy tutaj na fałszywe dowody i módl się, żebyśmy nie spotkały tutaj kogoś kogo znamy. Żeby nas nie wsypali, że na takiej imprezie bawią się małolaty i bez problemu kupują sobie alkohol.  
-Lusi, dziewczyno weź się w garść. Jesteś za sztywna. Całowałaś się już kiedyś z facetem?  
-Lena przecież mnie znasz. Oczywiście, że nie. – chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale nagle do moich ust przyssał się ktoś. Szybko go odepchnęłam. –Co ty robisz palancie?  
-Przepraszam panienkę, ale jesteś taka piękna, że nie mogłem się powstrzymać. – powiedział facet który patrzył na mnie przez pół imprezy. –A tak w ogóle to jestem Brian.  
-Nie obchodzi mnie to. Odwal się ode mnie. Nie kazałam ci mnie całować. Spadaj zboczeńcu. – powiedziałam, a po facecie było widać, że się wkurzył. Do mnie szybko podeszła Lena.  
-I jak Lusi? Dobrze całował?  
-Nie Lena. Ja wracam do domu.  
-Lusi, przecież impreza się jeszcze nie skończyła.  
-Nie obchodzi mnie to. Nie mam zamiaru zostać tutaj ani minuty dłużej. Nie podoba mi się tu, a jak chcesz, to możesz sobie zarywać do tego palanta. Ja wracam do domu. Wolę się męczyć z rodzicami niż mam się użerać z jakimiś zboczeńcami.  
-Wolisz, żeby rodzice cię lali, niż siedzieć na imprezie i się dobrze bawić?  
-Wcale nie bawię się dobrze jak zauważyłaś, a rodzice pewnie już śpię.  
-Lusi, ja jako twoja najlepsza przyjaciółka radzę tobie zostać na tej imprezie. Specjalnie wszystko załatwiała, a ty teraz chcesz mnie wystawić do wiatru?  
-Mówiłaś, że jak nie będzie mi się podobało, to będę mogła jechać do domu, a to właśnie mi się nie podoba więc postanowiłam pojechać do domu. Chyba mi nie zabronisz.
-Rób co chcesz. Ja mam zamiar wyrwać kogoś i się zajebiście bawić.  
-No to w takim razie, na razie Lena. – powiedziałam i wyszłam z clubu. Nie miałam ochoty tam siedzieć. Poszłam na przystanek autobusowy na którym oczywiście stał chłopak, który pocałował mnie na imprezie. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy?  
-Nie chciałem cię przestraszyć w tym clubie. Powiesz mi jak masz na imię?  
-Nie powiem to po pierwsze, po drugie nie przestraszyłam się, a po trzecie odpierdol się ode mnie.  
-Boże, dziewczyno. Skąd w tobie tyle agresji?  
-Nie ważne. Mam nadzieję, że nie jedziesz tym samym autobusem. Bo już nie chcę na ciebie patrzeć.  
-Pojadę innym autokarem, jeśli powiesz mi jak masz na imię.  
-Odwal się ode mnie. Czy w tym jest coś trudnego do zrozumienia? Ile razy jeszcze będę musiała ci to powiedzieć? Chyba chory umysłowo nie jesteś? Czy mam cię potraktować za jakiegoś pedofila?  
-Dobrze, to będę się trzymał z daleka. – powiedział i się uśmiechnął. Mi wcale nie było do śmiechu. Jechałam sama bez przyjaciółki i jeszcze miałam na głowie jakiegoś zboczeńca. Dlaczego ten dzień w ogóle się zaczął? Spojrzałam na zegarek i wiedziałam, że moje problemy tego dnia jeszcze się nie skończyły. Zamian dojadę do domu, to będzie prawie ranek, co oznaczało, że rodzice będą już w stanie nietrzeźwym. A na dworze było zimno. Strasznie zimno, a ja oczywiście nie pomyślałam, żeby się cieplej ubrać. A autobus będzie dopiero za dwie godziny. Usiadłam sobie na przystanku i zaczęłam rozmyślać, jak sobie ułatwić życie. Jak długo jeszcze dam radę z toksycznymi rodzicami. Czy czasami znowu nie przyjdą mi myśli samobójcze? Dlaczego to akurat mnie musiało spotkać. Gdy tak rozmyślałam było mi po prostu ciężko, ale za to robiło mi się ciepło ze złości na siebie, że jeszcze nie zareagowałam na skandaliczne zachowanie ojca. Ale nie dało się ukryć, że na dworze było coraz bardziej zimno. Podkurczyłam nogi przyciągając je do klatki piersiowej, żeby było mi choć trochę cieplej. Spojrzałam na zegarek i dopiero do mnie dotarło, że nie minęła godzina, tylko dopiero dziesięć minut. To było straszne, ale musiałam dać radę. Łezka spłynęła mi po policzku. Nagle poczułam na ramionach coś ciepłego. To była kurtka. Kurtka tego jak mu tam? Briana? Przez myśl przeszło mi w ciągu minuty tysiące myśli. Pożyczył mi swoją kurtkę? Co chciał w zamian?  
-Dziękuję, ale nie trzeba.
-Daj spokój. Przecież widzę, że się trzęsiesz z zimna. A powiesz mi chociaż jak masz na imię?  
-Lusi. – powiedziałam i spojrzałam na niego kątem oka.  
-Ty płaczesz? – przybliżył się do mnie i spojrzał mi prosto w oczy. Musiałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji, przecież mu nie powiem co się dzieje u mnie w domu, bo już się do mnie nie odezwie.
-To przez to że mi zimno. Tak po prostu mam, że łezki mi lecą jak mi jest zimno. – już zaczęłam plątać się w swojej wypowiedzi, ale nie pytał już o to.  
-To trzeba było mówić, to od razu bym dal ci kurtkę. A nie siedziałaś i marzłaś. Porozmawiasz ze mną, czy nie masz ochoty?  
-Raczej nie mam ochoty, ale nie mam nic innego do roboty, więc mogę porozmawiać, ale o czym?
-Może powiedz ile masz lat? Bo wyglądasz młodziej niż osiemnastolatka i się zastanawiam kto was wpuścił na imprezę, jak wam się to udało?  
-Weszłyśmy na fałszywe dowody osobiste. W tych czasach to nie jest problem. A z resztą kobiety nie pyta się o wiek.  
-Wiem, przepraszam, ale moja ciekawość mnie zje jak nie będę wiedział.  
-Mam piętnaście lat.  
-Naprawdę? Taka młodziutka? A co rodzice na to, że pojechałaś sobie na imprezę?  
-O tym akurat nie chcę rozmawiać. – powiedziałam i odruchowo spuściłam głowę w dół.
-Ale wszystko w porządku?
-Tak. Możemy zmienić temat? Nie chcę o tym rozmawiać.  
-Dobrze spokojnie. – powiedział i usiadł niedaleko mnie. Nie miała ochoty już rozmawiać. Było już po piątej rano. Nie miałam na nic siły, a moja senność nie dawała zapomnieć o sobie. W sumie mogłam siedzieć na tej imprezie. Pewnie już bym była w domu, bo byśmy jechały z Leną i z jej kuzynem, a ja wyszłam z imprezy tylko dlatego, że nie chciałam siedzieć z tym całym Brianem, a teraz siedzę z nim sam na sam na ciemnym przystanku autobusowym. To było straszne co zrobiłam. Czułam, że już długo tak nie wytrzymam. Przeszłam się kawałek, ale jak tylko usiadłam z powrotem to w ciągu kilku sekund zasnęłam jak dziecko.

2 235 czyt.
94%182
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1381 słów i 7441 znaków, zaktualizowała 10 gru 2016

Komentarze (2)

 
  • gubernator

    gubernator 8 gru 2016

    czekamy na dalszy rozwój historii !