GROŹNA BUNTOWNICZKA - CZĘŚĆ 5

Noc była straszna. Ale jakoś jeszcze funkcjonowałam. Zjadłam to straszne śniadanie szpitalne i leżałam sobie. Było mi ciężko na sercu. Nie mogłam zapomnieć o śnie. Niespodziewanie w drzwiach pojawił się Brian. Tak się przestraszyłam, że aż podskoczyłam.  
-Hej. Jak się spało?  
-Nie za dobrze. - odpowiedziałam, a gdy podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, szybko się od niego odsunęłam. Jakoś emocje ze snu nadal we mnie siedziały. Zrobiło mi się trochę głupie, że tak zrobiłam, ale potrzebowałam trochę czasu na przyswojenie sobie tego wszystkiego. Cały czas się bałam, że gdzieś tutaj nagle pojawi się tato. Nie chciałam się już nigdy z nim widzieć.
-A co to się stało? Jesteś na mnie zła? Coś źle zrobiłem?
-Nic się nie stało. To nie twoja wina.  
-A dlaczego się nie wyspałaś?  
-Miałam zły sen, ale nie chcę o nim opowiadać. Lepiej powiedz co u ciebie?  
-A w miarę dobrze. Czekam dzisiaj na paczkę. Kupiłem sobie wielki obraz gitary elektrycznej. Bardzo mi się spodobał i postanowiłem, że będzie mój. No i też tak się stało. Pod samym szpitalem potrącił by mnie samochód. Ale na szczęście kierowcy, był to mój stary znajomy. I dlatego troszkę się spóźniłem.  
-Nie spóźniłeś się. Dobrze, że ci się nic nie stało.  
-A co lekarz mówił? Miałaś jakieś badania?  
-Nic nie mówił. Nie miałam żadnych badań i nie mam na nie dzisiaj chęci.  
-A co to się stało? Jeszcze niedawno chciałaś uciekać ze szpitala, a dzisiaj jesteś taka nastawiona na ,,nie,,.
-To wszystko przez ten sen.
-Opowiesz mi o tym?  
-Nie.  
-No opowiedz.  
-Nie i koniec. Jestem śpiąca. Chcę się chwilę zdrzemnąć.  
-Dobrze, to idź spać. Ja poczekam.  
-Pewnie masz coś do załatwienia.  
-Nie. Spokojnie. Jak będę musiał coś załatwić, to pójdę.  
***Oczami Briana***
Usiadłem sobie niedaleko Lusi. Widziałem dzisiaj w jej zachowaniu coś dziwnego. Ciekawe co jej się śniło. Patrzyłem na nią i wyglądała tak jak by się bała zasnąć. Co jakiś czas oglądał cały pokój. To było dosyć niepokojące. Dziewczyna, która jeszcze wczoraj śmiała się mimo tego co się z nią działo, dzisiaj stała się zupełnie inna. Nie do poznania. Taka przestraszona. Dopiero po około trzydziestu minutach przestała być czujna, co oznaczało, że zasnęła. Myślałem o tym wszystkim o czym mi opowiadała. To było straszne, co może robić ojciec własnej córce. To jest nie do pomyślenia, jak wtedy zachowywała się jej matka. Tylko dlaczego sąd pozwolił jej zostać z rodzicami. Podszedłem do niej bliżej. Tuż nad opatrunkiem świeżych ran były inne ślady starszych cięć. Jej życie musiało być straszne. Bardzo chciał bym zmienić jej życie. Chciałbym pokazać jej zalety życia. Nie tylko to co złe. Teraz gdy na nią patrzyłem jak spała łezka mi się zakręciła w oku. Jak ktoś mógł tak traktować tak drobną i bajeczną dziewczynę. Te brązowe włosy, drobniutkie ciało. Choćbym miał stanąć na rzęsach, sprawie, że będzie się czuła jak księżniczka. Obawiam się, że zaczynam się w niej zakochiwać. W czasie, gdy Lusi spała postanowiłem jeszcze raz porozmawiać z lekarzem i z psychologiem. Starałem się w tym wszystkim jej pomóc. Chociaż niektóre moje uwagi według niej były zbędne, według mnie były konieczne.  
***
Zaczęłam się budzić. Miałam nadzieję, że Briana już nie będzie. Pierwsze co zrobiłam, to spojrzałam na zegarek. Cudownie. Spalam trzy godziny. Później zerknęłam niżej i zobaczyłam, że niestety Brian jeszcze tutaj jest. Przykryłam się kołdrą, bo było mi zimno.  
-Dzień dobry śpiąca królewno.  
-Hej.  
-Wyspana?  
-Można powiedzieć, że pospałam.  
-Lekarz był, ale nie pozwoliłem mu cię budzić. Pewnie jeszcze trochę przyjdzie.  
-Po co? Przecież dobrze się czuje.  
-Nie wiem po co, ale pewnie nic takiego.  
-Nie ma potrzeby. – nie chciałam użerać się z lekarzami i nie ukrywam, nie chciałam dlatego, że się trochę boję. Ten sen wlazł mi trochę na psychikę. Zastanawiałam się tylko, czy opowiedzieć o nim Brianowi. Ale chyba nie. Nie chcę go tym zadręczać.  
-Boisz się czy co?  
-Tak. Boję się.
-Oj. Nie masz czego . Będę tutaj. Nic ci nie zrobią.  
-Ty nie masz pojęcia jak bolą zmiany opatrunku.
-Twarda dziewczyna jesteś. Dasz radę. Pewnie jeszcze trochę wyjdziesz ze szpitala.  
-Wyjdę i pójdę do rodziny zastępczej. A jak oni będę gorsi niż moja prawdziwa rodzina? Co wtedy ze mną będzie?  
-Nigdzie cię nie zabiorą.  
-Zabiorą. Już mi to mówiła jedna pani co się zajmuje tą sprawą.  
-A gdzie byś chciała iść?  
-Ja nie będę miała wyboru. Będę musiała iść tam gdzie mi powiedzą. Ja nie chcę. Boję się. A jak ta rodzina będzie miała jakieś dzieci? A jak będą starsi ode mnie? Nie chcę nigdzie iść. Już chyba nawet wolę to siedzenie w tym szpitalu.  
-Nic się nie bój.  
-Zabierz mnie do siebie.  
***Oczami Briana***
,,Zabierz mnie do siebie,, te słowa z jej ust brzmiały jak wołanie o pomoc. Nie mogę jej zostawić. Gdy spojrzałem w te jej smutne oczy poczułem, jak jest dla niej ważne, by poszła do osoby zaufane. Tylko czy u mnie będzie czuła się dobrze? Dzisiaj postaram się wszystkiego dowiedzieć. Będę się starał, by trafiła do mnie, by nie poszła do żadnej obcej rodziny. Miałem jeszcze jedną złą wiadomość dla niej, ale nie wiedziałem jak jej o tym powiedzieć. To był dosyć trudny temat.  
-Zrobię wszystko co w mojej mocy. Jeśli uważasz, że u mnie będzie ci dobrze, ale zaskoczyłaś mnie trochę. Nie spodziewałem się tego, a zwłaszcza po tym jak zachowałem się na imprezie.  
-Ale nie wiedziałeś nic o mnie.  
-No racja, ale i tak to było nie na miejscu. Mam do ciebie bardzo złą wiadomość. Wolisz, żebym ja ci to przekazał, czy lekarz?  
-Coś się stało?  
-Tak. – widziałem zmieszanie w jej oczach. –Chyba że chcesz, żebym ja tobie powiedział, ale poprosimy psychologa, żeby z mani był.  
-Ok. – powiedziała, a ja poszedłem po psychologa. Dosłownie po chwili już byliśmy u Lusi.  
-A więc, to jest wiadomość z przed dosłownie dziesięciu minut. Niestety nie jest to dobra wiadomość.  
-Przejdź do rzeczy. – powiedziałam do mnie ze złością. Usiadłem koło niej, chociaż widziałem, że się trochę obawiała.  
-Twój ojciec popełnił samobójstwo w celi więziennej. – jak już te słowa przeszły przez moje gardło, spojrzałem na Lusi. W jej oczach były łzy. Napływały bardzo szybko. Pomału zbliżyłem się do niej, by się do niej przytulić. Nie robiłem tego za szybko, bo nie chciałem jej przestraszyć. Przytuliłem ją i o dziwo, sama też odwzajemniła mój uścisk. Nagle usłyszałem, że się śmieje. –Wszystko w porządku?  
-Tak. – odpowiedziała śmiejąc się jeszcze bardziej. –Wiesz co w tym wszystkim jest najgorsze? Ze ten skurwysyn nie poniesie za to wszystko kary. Wybrał drogę na skróty. I to najbardziej boli.  
-Lusi zaskakujesz na każdym kroku, ale to chyba nie jest powód do radości.  
-To jest powód do radości. Bo skończył się mój największy koszmar. On się skończył. Już nie wróci. W końcu będę mogła o tym zapomnieć. – słuchałem co ona mówi. Owszem, miała rację, ale jej reakcja mnie przeraziła. W sumie będąc na jej miejscu, pewnie też bym się cieszył.  
-Lusi, możemy porozmawiać? – zapytał psycholog, a ona na niego spojrzała z uśmiechem. Nadal mnie przytulała. Czułem jak się trzęsie, ale już teraz nie wiedziałem od czego. Pogłaskałem ją po plecach. Była taka drobniutka. Po upływie kilku chwil puściła mnie.  
-Nie wiem. Nie ma takiej potrzeby.  
-Owszem jest. – wtrąciłem i spojrzałem na nią. –Ja muszę pozałatwiać kilka spraw, a ty zostań tutaj z panem psychologiem i błagam porozmawiaj z nim szczerze. Jak znajdę czas, to jeszcze dzisiaj przyjadę, a jak nie to jutro. Ok?  
-Musisz jechać?  
-Muszę naprawdę. Postaram się jeszcze dzisiaj tutaj zjawić. Ale nie jestem pewien ile mi to wszystko zajmie.  
-No dobrze. – powiedziała smutno. Przytuliłem ją jeszcze raz i pocałowałem w czoło po czym wyszedłem. Nie mogłem jej zawieść już dzisiaj musiałem się dowiedzieć, czy jest możliwość, by Lusi trafiła do mnie, a nie do ludzi, do których nie chce iść. Zrobię wszystko co w mojej mocy. Nawet jak by to był mur który ciężko przeskoczyć.  
***

***

853 czyt.
100%112
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1553 słów i 8409 znaków ·

Komentarze (2)

 
  • gubernator

    gubernator 16 gru 2016

    Suuper

  • oliva<3czylimilosc :*

    oliva<3czylimilosc :* 16 gru 2016 ip:4618647

    Cudo