Wszystko 1

Wszystko 1Patrycja czuła pustkę w sercu, nie czuła nic. Jakby za dotykiem magicznej różdżki przestała odczuwać jakiekolwiek emocje. Nie czuła już bólu dochodzącego z złamanego żebra czy krwawiącego dość obficie ramienia. Jeszcze nie nie doszły do niej wszystkie informacje z ostatnich pięciu minut. Ostatnie co jej umysł zdołał przyjąć to huk i pisk opon. Dwunastolatka nawet nie wiedziała kiedy na jej policzkach pojawiły się łzy, które skapywały na odłamki szkła, plastiku i skóry z siedzeń samochodowych. Jej rodzice nie żyją. Dziewczynka nie chciała doprowadzić tej informacji do umysłu. Starała się kurczowo trzymać wiarę, że to tylko żart, że oni zaraz okrzyknął na jej cześć: Sto lat!!! I zaczną wręczać jej prezenty. Niestety tak się nie stanie i ona to wie. Jej mam i tata nie żyją. Jej brat bliźniak... Właśnie?! On też nie żyję czy tylko leży z zamkniętymi oczami jak ona i modli się aby to był sen, a w zasadzie to koszmar. Patrycja zdobywa się na odwagę i patrzy na siedzenie obok. Siedzi tam i cicho pochlipuje. Co za ulga. Jednak nie została sama na tym okrutnym i pełnym nienawiści świecie. Jest z nią Patryk, jej brat bliźniak. Na jego dość dorosłej twarzy widać liczne siniaki i obtarcia. Na pewno u niej jest podobnie, ale dziewczyna nie przejmuje się tym. W końcu Patryk patrzy jej w oczy i przytula ją z całej siły, a ona syczy z bólu dochodzącego z złamanego żebra.
- Nic Ci nie jest? - pyta chłopiec
- Mam zapewne złamane żebro. Nie dam rady iść - żali się Pati
- Hej! Jest tam kto?! - dzieci słysząc odgłosy karetki zaczynają walić w drzwi i szybę krzycząc: Tu! Tu jesteśmy! Tuż po kilku sekundach drzwi samochodu zostają wyłamane, a do środka wchodzi ratownik. Najpierw wyjmuje dziewczynę, a potem młodego chłopaka. Patrycja dostrzega wszędzie migoczące światła reflektorów i latarń przy drodze. Jest w szoku, pełno tu osób trzecich. Tak zwanych gapiów. Najwyraźniej brat zauważył to samo, bo ma podobną do niej minę. Zaraz potem czuje, że nogi stają się jak z waty, a świat zaczyna w okół wirować i obraz staje się już tylko ledwie widoczną plamką w środku ciemności. Słyszy tylko jak przez wodę płacz brata i krzyczacych do siebie nawzajem ratowników i lekarzy.

Nagle z ciemności słyszy pikanie jakiejś maszyny. Po kilku dobrych chwilach ten dźwięk zaczyna doprowadzać ją do szału. Ma ochotę kopnąć to coś co zakłuca jej ten cudowny spokój i zacząć się wydzierać do rodziców aby to coś wyłączyli. W tej samej chwili jak strzała wystrzelona z łuku przypomina sobie wszystko. Wypadek. Rodzice nie żyją. Ma tylko brata.  To uczucie jest nie do zniesienia. Próbuje podnieść powieki i krzyknąć, ale tylko jej się udaje coś mruknąć mniej więcej w stylu ,, wyłączcie to dziadostwo albo sama to wyrzuce przez okno!" i lekko podnieść powieki, ale szybko je zamyka gdy widzi oślepiające światło. Potem wszystko działo się w zawrotnym tempie. Dość szybko zdołała wyjść ze szpitala razem z bratem. Mieli zamieszkać w najbliższym Domu Dziecka.  

Nawet teraz siedząc przy oknie Patrycja wspomina ten feralny wypadek. Minęły już cztery lata, a ona jeszcze nie zdołała się z powrotem nauczyć żyć.


***

I jak wrażenia? Bardzo złe? Piszcie czy mogę kontynuować i czy warto. Zapraszam do śledzenia moich wypocin :)

Koteczka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 622 słów i 3422 znaków.

3 komentarze

 
  • JuriJarimov

    "Patrycja czuła pustkę w sercu, nie czuła nic." To czuła coś, czy nic? Jeśli czuła pustkę, to jednak coś czuła. Zaczęłaś od sprzeczności.

  • to_nie_ja

    Fajne  ;)

  • Koteczka

    @to_nie_ja Dzięki

  • Barbie

    Kontynuuj ;) Podoba mi się

  • Koteczka

    @Barbie Bardzo się cieszę. Postaram się jeszcze dzisiaj coś napisać :D