Tam się wszystko zaczęło - cz.13 EPILOG

Wydawałoby się, że Malwina z Krzysztofem osiągnęli szczyt szczęścia. Jednak oni z każdym dniem czuli, że wciąż wspinają się na wyżyny. Bo czegóż mogliby od życia jeszcze oczekiwać? Oboje mieli dobrą pracę. Krzysztof dostał zmieniony zakres. Ojciec postanowił bardziej go wciągnąć w prowadzenie firmy. Oczywiście, jeździł w trasy, ale były to najwyżej trzydniowe wyjazdy, i to rzadko. Malwina, poza początkowymi nudnościami, nie odczuwała żadnych  dolegliwości. Czuła się rewelacyjnie. W ogóle to miała czasem dość nadskakiwania , zarówno Krzysztofa jak i jego ojca. Nie było godziny, aby którykolwiek nie zaglądał do jej pokoju z pytaniem o samopoczucie. Koleżanki to śmiały się z tego, bo tak zaoferowanego szefa to jeszcze nie widziały. Raz nawet ktoś zażartował, że może to dziecko jest właśnie jego. Wszystkie te żarty to były jednak w dobrym tonie, bez zawiści. Zresztą mama Krzysztofa zachowywała się podobnie.  Gotowanie obiadów to miała w tygodniu z głowy. Jeśli wspomniała tylko o jakiejś pracy, którą chciałaby w domu zrobić, to zanim wróciła z firmy, to było to już zrobione. A broń Boże jeśli wspomniała o jakiejkolwiek zachciance. Kiedyś zdarzyło się, że w rozmowie telefonicznej z teściową wspomniała, że jak pojedzie do Chojnic, to kupi w INTER-MARCHE jakiś tam deser. Rozmowa toczyła się około 20.00, a kilka minut przed 21,00 przyjechał teść o owym deserem. Na Boże Narodzenie dostała najlepszy prezent, o jakim mogła sobie pomyśleć: orzeczenie o unieważnieniu małżeństwa z Robertem. Dzięki znajomości z księdzem Grzegorzem udało im się zorganizować ślub jeszcze w okresie karnawału. Teście chcieli zrobić duże wesele, jednak  tym razem oboje postawili na swoim i po okrojeniu i tak było to „przyjęcie” na 56 osób. Było to na początku lutego, a 23 lipca urodziła ślicznego chłopczyka, któremu dali na imię Patryk Jacek.  Dwa lata później na świat przyszła dziewczynka o imieniu Anna Izabela.
Robert tymczasem wyjechał do Stanów Zjednoczonych z Karolem. Oboje dostali pracę w siedzibie firmy i,  jak pisał w mailach, układało im się wspaniale. Utrzymywali stały kontakt, od samego rozwodu i unieważnienia małżeństwa. Wielokrotnie oboje byli gośćmi Malwiny. Krzysztof widząc obecne podejście Roberta do Malwiny nie miał nic przeciwko utrzymywaniu tej znajomości. Robert  dotrzymał słowa danego przy wyjeździe, że chciałby być „wujkiem” dla Patryka. Mały, a później także i Anulka, byli rozpieszczani przeróżnymi zabawkami i ciuszkami. Dom po rodzicach Malwina chciała sprzedać i spłacić część Robertowi, ale zrzekł się tego na rzecz dzieci Malwiny. Wspólnie zdecydowali wynająć go. Co do babci Malwiny, to zabrali ją do siebie, kiedy Malwina była w ciąży z Anią.
Co roku, w maju, w rocznicę poznania się udawali się na Jasną Górę, aby podziękować Pani Jasnogórskiej za opiekę i prosić o dalszą. Czyż mając wokół siebie tak serdecznych ludzi, a w niebie tak potężną Wspomożycielkę mogło im źle się powodzić? Zapewne nie, bo przecież po trudnych początkach Malwina otworzyła drzwi swego serca i ponownie zaufała. A Krzysiu potrafił ją nauczyć, że bez miłości każde życie jest jedynie udawaniem i mijaniem. I żaden człowiek nie jest tego wart.



     KONIEC

Minka227

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 592 słów i 3381 znaków.

1 komentarz

 
  • milenka25

    Boskie boskie :) pisz dalej czekam z niecierpliwoscia :)