Pamiętnik Rosie Jenner | [Rozdział 12]

Pamiętnik Rosie Jenner | [Rozdział 12]~~~~~~Rozdział 12~~~~~~




Jestem lekko zdezorientowana. Nie mogę zrozumieć, co w rzeczach ojca robi zdjęcie innej kobiety i to tak ukryte. Czyżby tata... zdradzał...mamę? Nieee, nie możliwe. Co mi odbija? Za dużo filmów i seriali się naoglądałam i teraz mam w głowie głupie myśli. Kobieta na fotografii wygląda bardzo młodo, dałabym jej około dwudziestki. Zdjęcie jednak wygląda na trochę stare. Więc ta kobieta może być jakąś starą znajomą taty. Ale dlaczego tak łudząco mnie przypomina? Nie daje mi to spokoju. Bardzo bym chciała się dowiedzieć kim ona jest, ale pytając wprost Elijah na pewno usłyszę jakąś wynikającą odpowiedź. Więc mimo, iż nie jestem osobą, która szpera w czyiś rzeczach. Tym razem jakiś głos w mojej głowie każe mi to zrobić. A więc otwieram po kolei książki. Pierwsza z nim i następną i kolejną... były poświęcone medycynie. Przegladam dalej, a tam stara okładka książki pt."Dzieje Tristana i Izoldy". Niby nic, zwykła lektura, ale ciekawość chciała, abym dowiedziała się w jakim roku ją wydrukowano. Otwieram zatem i na pierwszej stronie widnieje wpis:  


"Dla najcudowniejszej kobiety na świecie, która roztopiła moje kiedyś lodowate serce.
  
Dla najinteligentniejszej kobiety, która uratowała mi życie i, dla której od teraz żyję.
  
Dla najpiękniejszej małżonki, z którą łączy mnie miłość tak wielka jak Tristana i Izoldy.

Dla najukochańszej matki mojego dziecka, które oboje bez końca pokochaliśmy.

Dla mojej Amelie Rosmarie Jenner
Twój Elijah. "




Jestem w takim szoku jakbym była zamrożona. Ta kobieta nie tylko była jego kochanką, ale także jego ŻONĄ?! A do tego mają dziecko ?! Co tu się dzieje? Powracam na stronę, na której widnieje data wydrukuku tej książki i to co widzę jest jeszcze bardziej szokujące. 1999, czyli rok moich narodzin. Nic już nie rozumiem. Nic zupełnie. Teraz Elijah musi ze mną porozmawiać.  

Nic więcej nie przykuło mojej uwagi. Zaczęłam, więc układać książki na swoje miejsce, gdy nagle drzwi od domu się otworzyły, a ja nie miałam nawet czasu zatuszować to, co przed chwilą robiłam wpadłam w panikę i z pośpiechu urwałam półkę ze wszystkimi książkami, a w drzwiach jak wryty pojawił się Elijah. Wyraz jego twarzy był taki jakiego jeszcze nigdy nie widziałam. Zły? Nie. Wściekły! Ale przerażony. Nie wiem nawet jak to opisać. Elijah wyglądał jakby odebrano mu najcenniejszą rzecz na świecie.

-Co tu robisz?!! - wykrzyczał. A ja zdałam sobie sprawę, że jeszcze nigdy mój tata na mnie nie krzyknął
-J..ja.. - mój głos był cichy i się zacinał
-Kto ci pozwolił tu wchodzić?!
-...

Tym razem nic nie odpowiedziałam. Cała drżąc patrzyłam się w podłogę. Nastąpiła chwila ciszy, która mnie zabijała. Elijah nie ruszał się z miejsca, ale nie widziałam jego wyrazu twarzy. Nie miałam odwagi, aby spojrzeć. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Próbowałam je powstrzymać, ale gdy nie dałam rady, a gorzka łza skapnęłam na podłogę, wstałam i wymijajac w progu Elijah pobiegłam na górę do swojego pokoju. A tam wciskając twarz w poduszkę zaczęłam płakać. Nie byłam nawet pewna dlaczego płaczę. Dlatego, że Elijah na mnie krzyknął? Z tego szoku? Czy może z powodu zdjęcia tej kobiety i wpisu Elijah? Jestem rozdarta...


Po godzinie nieustająco płaczu postanowiłam, że muszę wziąść się w garść. Chwyciłam mój szkicownik i zestaw ołówków i po cichu zeszłam ze schodów, aby nie zostać zauważona. Na kanapie siedział Elijah pijąc alkohol. Nie wiem co to jest dokładnie, było poustawiane wiele butelek. Rum chyba. Pomimo, że naprzeciwko niego stał telewizor, to był wyłączony. Siedział w ciszy. O co on był taki zły? O to, że zajrzałam w jego rzeczy? O to zrobił taki szum? Nie wydaje mi się. Jego gniew oznacza, że coś ukrywa, a tym czymś, albo raczej kimś jest Amelia Rosmarie Jenner. Chciałabym bardzo się dowiedzieć wszystkiego o tej kobiecie, ale wytrzymam jeszcze chwilę. Dam mu czas żeby się uspokoił. Nie będę się póki, co narażać. Szłam ku wyjściu delikatnie stąpając. Gdy już otworzyłam drzwi wejściowe, Elijah mnie usłyszał

-Rosie?-spojrzałam się tylko i wyszłam- Rosie! Rosalie!!.  

Pobiegłam czym prędzej do parku. A w mojej głowie jedna myśl:, , Co Elijah ode mnie chciał?". Nie żałowałam, że się nie odwróciłam, był piany, a ja chciałam z nim porozmawiać poważnie i na trzeźwo. A teraz nie chciałam wracać do domu, nie dzisiaj. Nie miałam odwagi na konfrontacje z Elijah. Nina, Nina... Jest jedyną osobą, u której mogłam się zatrzymać, ale co jej mogłam powiedzieć? Nie wiem dlaczego, ale po raz pierwszy nie miałam ochoty, a wręcz nie chciałam jej powiedzieć, co znalazłam u ojca. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć i ufam jej bezgranicznie, ale tą jedną rzecz chciałam zachować dla siebie i najpierw dowiedzieć się wszystkiego. Może właśnie, gdybym dowiedziała się już całej prawdy to nie miałabym skrupułów, aby się zwierzyć. Ciekawe, czy pozwoliłaby mi dzisiaj u siebie przenocować. Zadzwonię do niej.

-Rosie ! - Nina odebrała po trzecim sygnale - Co tam, piękna?
-Haha.. A tak dzwonię, zapytać się, co porabiasz.
-No jak to co? Przeszukuję internet.
-Po co?
-No na tą pracę karną te powstania, co miałyśmy zrobić. Nie gadaj, że już zrobiłaś?!
-Boże! Kompletnie o tym zapomniałam!
-No nie żartuj! To rób szybko!
-Ym.. Nina, a co ty na to żebyśmy to razem zrobiły u ciebie?
-Nie da rady Rosie.. Nie dzisiaj, mama ze swoim kochasiem i jego posranym synkiem przyjechali i mam pełną chatę ludzi. Przepraszam.
-No coś ty, nie ma sprawy. Okej, Nina to papa, nie przeszkadzam.

No to teraz zostałam na lodzie. Nie miałam zupełnie dokąd pójść. Nie miałam przy sobie też wystarczająco pieniędzy, żeby gdzieś przenocować. A do tego jutro na historii będę martwa. Chyba nie mam wyjścia, muszę wrócić do domu, ale poczekam, aż wszyscy pójdą spać jest wtedy mniejsze ryzyko spotkania Elijah. Aaahhhh...! Mam dość myślenia o tym bałaganie. Jak siedzę w miejscu wszystko te myśli napływają mi do głowy i jeszcze mój rysunek. Narysowałam kobietę ze zdjęcia. Muszę się przejść, może dzięki temu trochę zapomnę, bo zaczynam czuć tępy ból w mojej głowie.  

Idę przez park jest już ciemno, ale ciepło, pomimo tego że jest już grubo po 21. Ciekawe, na którą godzinę bym doszła piechotą do domu. Chcąc się tego przekonać mijam park i wyruszam w stronę domu. Idę dalej, wchodzę w jakąś dzielnicę. I już wtedy zaczynam żałować swojej decyzji. Jak w parku było pełno ludzi, to już wychodząc z niego była zaledwie garstka, a wchodząc w pierwszą lepszą nowojorską dzielnicę nie jest dobrym pomysłem. Nie ma tu żywej duszy, wszystko wygląda strasznie, widać nawet palący się kosz. Jest ciemno, nie ma ani jednej działającej lampy, z kamienic dobiegają wrzaski, płacz kobiety i dziecka. Chcę jak najszybciej się stąd wydostać. Oglądam się za siebie, a tam zakapturzona, ubrana w czerń postać idzie za mną, mężczyzna. Moje serce przyspiesza coraz szybciej, a ja zaczynam panikować i uciekać. Biegnę, krzyczę i co chwilę oglądam się za siebie. Mężczyzna w czerni biegnie za mną, w ręce trzymając nóż, skręcam w uliczki nawet nie wiedząc gdzie, nie wiem już nic, biegnę na oślep, potykam się o coś, przewracam, moja prawa kostka panicznie boli, ale wstaje i kuśtykając biegnę dalej. Nagle ktoś mnie łapie, obejmuje mnie, a ja puszczę, próbuję się wyrwać, puszczę, krzyczę, wołam o pomoc o litości.

-Nieeeee....! Nieeeeee...! Błagam!Aaaaa.....!!! Pomocy! Pomocy! Proszę......!
-Rosalie! Rosalie, spójrz na mnie! - i dopiero wtedy usłyszałam znajomy głos. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Aidena.Rozglądam się na wszystkie strony, nawet nie byłam już w tej dzielnicy, tego mężczyzny też już nigdzie nie było.
-C.co.. tu robisz?
-Mm.. Jechałem akurat do domu i zobaczyłem jak wchodzisz w tamtą uliczkę, więc podjechałem od strony wyjścia, a ty wybieglaś prosto na ulicę, więc cię złapałem.  
-Ktoś mnie gonił, ktoś biegł za mną z nożem! Rozumiesz?! Proszę, zabierz mnie stąd.
-Chodź -pociągnął mnie za rękę
-Auuaaa! Moja kostka.. Musiałam ją zwichnąć jak biegłam i się przewróciłam. - Aiden podniósł mnie na księżniczkę, oczywiście, a ja zalałam się rumiencem - No ale, co ty robisz? Nie możesz normalnie potrzymać mnie jak każdy inny, by to zrobił? Musisz się wygłupiać i robić przedstawienie ? Spójrz, każdy się na nas patrzy!
-Hahaha! Ale jak inaczej mam traktować księżniczkę, jak nie jak księżniczkę? Niech patrzą i niech wiedzą, że jesteś moja.
-Tsss.. Twoja? No chyba nie.
-Jesteś moja, Rosalie - pocałował mnie w czoło mówiąc to, a ja czuję jak gorąco oblewa wszystkie miejsca, których dotyka Aiden.

Chwila, w której mnie niósł do samochodu była bardzo krótka, ale jakże cudowna. Z tak bliska widziałam jego wyrysowaną twarz, tą kwadratową jakże męską szczękę, długie czarne rzęsy i te oczy.. Rozmarzyłam się. Posadził mnie na siedzeniu pasażera i wyruszyliśmy przed siebie.

-Gdzie jedziemy? -Zapytałam po pięciu minutach ciszy
-Coś zjeść.
-Nie jestem głodna
-Ale ja jestem - spojrzałam się na niego, bo szczerze trochę mnie to zdziwiło, sama dokładnie nie wiem, co ale zazwyczaj jak mówiłam do chłopaków coś w stylu "nie jestem głodna", jak on zaproponował, żeby coś zjeść, to mój partner wybierał, aby pojechać w inne miejsce. Aiden taki nie jest. Powiedział, że jedziemy coś zjeść to jedziemy coś zjeść. Ta jego stanowczość.. podoba mi się.  
-Okej -Aiden spojrzał na mnie, ale ja na niego nie, tylko przed siebie na drogę - Pojedźmy coś zjeść, ale pizzę.  
-Pizzę? - kącik ust Aidena się podnosi - Jakie to typowe. Mogę cię zebrać do najlepszej restauracji w Nowym Jorku, a ty chcesz pizzę? Haahaha
-Nie byle jaką pizzę..
-Oo.. A jaką?
-Z kurczakiem! Bo wiesz.. Uwielbiam kurczaka..  
-Hahahahaa.. No cóż. Co ja mogę. No to na pizzę.
-Jej! -Aiden całkowicie poprawił mi humor. Zapomniałam już o wszystkim, co było w domu.

Pojechaliśmy do najlepszej pizzerii w mieście oraz chyba jedynej otwartej jeszcze, ale wszystkie stoliki były pozajmowane jak zresztą zawsze w godzinach wieczornych.

-To, co Rosalie ? Czekamy? Bierzemy na wynos? Czy jedziemy gdzieś indziej? Chociaż nie sądzę, żeby gdzieś jeszcze była otwarta pizzeria o tej porze. Ty decyduj, księżniczko.

Chwilę pomyślałam i za chwile odpaliłam - Na wynos!

-Spoko, ale gdzie ją zjemy?

-Um, może u ciebie?

Aiden od razu odwrócił swoją twarz na mnie i patrzył się na mnie tymi zielonymi pięknymi oczami, wielkimi ze zdziwienia.

Czułam już gorąco na twarzy przez zażenowanie, ale nie mogłam ustąp. hgić - Nie możemy?

-Ty serio? - nie pozwoliłam sobie, żeby Aiden zobaczył na mojej twarzy zażenowanie. Zrobiłam minę bardzo pewnej swoich słów. - M..mo, możemy!  

Tym razem ukrywałam uśmiech, spojrzałam się na Aiden, a on nie ukrywał uśmiechu, cieszył się.  



Przez 15 minut czekania na pizzę, Aiden był obiektem westchnień wszystkich kobiet w restauracji, a on natomiast nie pozbywał się tego uśmiechu i ciągle patrzył na mnie.  

-Zamówienie numer 43 ! - odezwała się kobieta za ladą  

-O to my! Wzięłam od kobiety pizzę. A Aiden w tej chwili chwil mnie w pasie i podniósł do góry.  

-No w końcu! Jedziemy do mnie!

Z lokalu nie wyszłam na własnych nogach, tylko na ramionach Aidena. Czulam na sobie ten zazdrosny wzrok wszystkich dziewczyn.

Sama sobie się dziwię, że pozwoliłam się nieść. Zazwyczaj nikomu nie pozwalam podnieść się z podłogi, ale teraz byłam szczęśliwa. Tak, byłam szczęśliwa, że spędzę wieczór z Aidenem.

Aiden wsadził mnie do czarnego Audi, usiadł obok mnie i pojechaliśmy do jego posiadłości.








_____________________________________________


Przepraszam, że tak długo czekaliście. Przez długi czas nie miałam pomysłu i pisałam dwa inne opowiadanka. Zanim je jednak wstawię, chcę je skończyć, żebyście nie musieli tak długo czekać na nowe rozdziały.

Dziękuję za waszą cierpliwość.

Dziękuję wszystkim komentującym i lajkujacym, dzięki wam wiem, że nie piszę opowiadań na darmo.  

Dużo buziaków i pozdrawiam ;******************************

2 komentarze

 
  • Starzec

    Karze od karać, każe od kazać.

  • blondeme99

    Bardzo dobry rozdział :) Interesujący i wciągający aż do samego końca :) tak trzymaj! ;)

  • Emily99

    @blondeme99 dziękuję  :redface: