Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Przeklęty diament cz. 3

– Nie rozumiem.
– Pytał mnie, czy diament można przeszlifować.
– A można?
– Tak, tylko po co? Nie jest nigdzie skatalogowany, przecięcie spowoduje stratę, bo diamenty im większe tym więcej kosztują.
– To wygląda na bardzo ryzykowne.
– Oczywiście. Ja musiałbym zniknąć i ty ze swoją dziewczyną również. Mam kupca, Rosjanina. Także z gangu. Da mi sześć milionów.
– A co ja będę miał z tego? – zapytałem.
– Dam ci milion.
– Zanim sprzedasz, czy potem?
– Zanim.
Pomyślałem, że oferta jest niezwykle kusząca.  
– Czyli co, mam włamać się do jego domu i zabrać szkło ryzykując życie?
– Jeżeli się uda, nie będziesz musiał więcej kraść. Wspominałeś, że chcesz otworzyć kawiarnie lub restaurację. Ja będę podejrzany, nie ty, ale oczywiście będzie dla ciebie lepiej, jak po skoku znikniesz. Nawet chyba lepiej jeżeli ze Stanów. Europa, Meksyk, a może Polinezja.
– Sam nie wiem – odparłem szczerze.
Dzień później dałem mu odpowiedź, że w to wchodzę.

Tego dnia popełniłem największy błąd w moim życiu, ale oczywiście tego nie wiedziałem.

Godzinę po moim wyjściu Joe Magola zadzwonił do Emmanuela.
– Rybka połknęła haczyk.
Bezwiednie wpadłem sam w swoje sidła i to po czubek głowy.
W przeddzień planowanej wizyty Emmanuela zadzwoniłem do Joego.
– Dobra – powiedziałem tylko tyle.
Nawet nie odpowiedział. Szansa na to, że ktoś nas podsłuchuje, była minimalna, ale jego brak odpowiedzi uznałem za potwierdzenie poprzedniego planu.  
W środę wieczorem musiałem ukryć zdenerwowanie przed Brooke.  
– Coś nie tak, Luca?
– Wszystko dobrze. Dlaczego pytasz?
– Robisz wrażenie zdenerwowanego.
– Coś ty! Wydaje ci się skarbie.
– Może i tak.
Podeszła do mnie i przytuliła się do mojego torsu.
Następnego ranka ucałowałem ją czule, zanim poszła do pracy.
– Będę zajęty i mogę wrócić później – powiedziałem, zanim opuściła mieszkanie.
Uśmiechnęła się ślicznie
– Lecę, bo się spóźnię.
Ubrałem się, aby wyglądać jak Emanuel. Oczywiście pamiętałem o słonecznych okularach. Miałem dojście do internetu w swojej dziesięcioletniej Hondzie. To było nielegalne, bo tylko policja się tym posługiwała, ale ja robiłem wiele nielegalnych rzeczy. Zmieniłem tablice na fałszywe. Plan miałem taki. Wiedziałem, że odkryją, że było włamanie. Planowałem zostawić samochód na parkingu motelu Post Ranch inn. Był płatny dla gości i bezpłatny dla przejeżdżających turystów z możliwością parkowania od dziewiątej do piątej. Raczej nie mogłem liczyć, ze dom będzie pusty po zmroku, bo z uwagi na porę roku ciemno robiło się dopiero koło dziesiątej wieczór. Obserwowałem dom z odległości kilometra. Przed wyjściem napisałem list do Brooke. Napisałem tam, że gdybym nie wrócił, niech zabiera najpotrzebniejsze rzeczy i ucieka, jak najdalej może. Nienawidziłem się za to. Liczyłem, że po akcji i tak musimy wyjechać. Nie wiedziałem ile biżuterii znajdę poza diamentem. Czy Joe mógł mnie oszukać?
Oczywiście, że tak, ale znaliśmy się trzy lata i gdyby chciał, mógł to zrobić wiele razy. Poznałem go kilka miesięcy wcześniej niż Brooke. Miał podrobić diament, ale chciał dać dwa Emanuelowi,a sobie zostawić jeden. Young miał zanieść jeden do bankowego sejfu, a drugi oryginalny, do domu. Z tego co mówił Joe, w banku miał czekać certyfikowany rzeczoznawca. Miał potwierdzić prawdziwość diamentu i wycenić jego wartość. Zwykle jest cena umowna na diamenty, ale w wypadku bardzo dużych diamentów, tak już nie jest. Jest to podyktowane ceną. Diamenty powyżej kilkudziesięciu karatów powinny mieć niewspółmiernie wyższe ceny, ale nikt by tyle nie zapłacił. Cena diamentu rośnie wykładniczo. Dwa razy większy diament nie kosztuje dwa razy tyle tylko wiele razy więcej. Diament najlepszej czystości o doskonałym cięciu i oszlifowaniu i kolorze o wadze jednego karata kosztuje około siedmiu tysięcy dolarów. Trzynastokaratowy kamień, o tych samych parametrach, kosztuje trzy miliony. Diament, którego właścicielem był Emanuel Young, powinien kosztować z siedem lub osiem milionów. Czasami tak duże diamenty sprzedaje się na aukcji. Siedziałem w samochodzie i czekałem. Emanuel miał Czarnego Hammera i Mercedesa 6.3 podwójne turbo. Jego żona, Carmen, miała czerwone Ferrari 488 GTB z 2017 roku, którego cena nadal utrzymywała się na wysokości ponad ćwierć miliona dolarów.  
O godzinie piątej trzydzieści pod dom Emanuela podjechały dwa czarne Tahoe i dwóch rosłych, ogolonych na łyso osiłków w czarnych garniturach, wysiadło z wozu i poszło w kierunku wejścia do posiadłości. Za pięć minut wyjechał czarny Hammer H1. Czekałem dalej. Za piętnaście minut wyjechało czerwone Ferrari. Wiedziałem, że w domu nie ma służby, ani nikogo. Domy był okazały, ale nie jakiś zamek czy wielka rezydencja. Czekałem jeszcze pół godziny. W końcu po czterdziestu minutach dostałem wiadomość, że Emanuel Young odebrał od Joe oryginał i imitację i odjechał z obstawą. Zgodnie z tym, o czym wiedział Magona, Emanuel miał udać się do banku, by wycenić kamień, zabrać dokumenty i wstawić kamień do bankowego sejfu, w pomieszczeniu na skrytki. Z powodów mi bliżej nieznanych powodów, nie wiedziałem jeszcze, dlaczego tak naprawdę Emanuel to wszystko robił i jaki kamień zabierze ze sobą do domu, a jaki zostawi w banku. Pewnie nikomu z dwuosobowej komisji ustalającej wartość nie przyszło do głowy, że ich klient może wstawić do bankowego sejfu coś innego niż oryginał. Zastanawiałem się, dlaczego tym razem Emanuel nie zabrał ze sobą żony. Ze słów znajomego jubilera chciał go podarować żonie na szóstą rocznic ślubu, przypadającą za kilka dni. Siedziałem w aucie i wciąż myślałem, czy powinienem to zrobić. Człowiek powinien się słuchać głosu sumienia. Dochodziła siódma trzydzieści kiedy czerwone Ferrari wróciło. I znowu przyszła myśl skąd Carmen Young wie, o której ma wrócić mąż. I doznałem olśnienia. Musiała mieć informatora, bo skoro rzekomo spędzała czas z kochankiem, to raczej nie mogła w tym samym czasie go sama śledzić. Byłem może niedoświadczony i nie przyszło mi do głowy, że kiedy kobieta lub mężczyzna zdradza, nie zawsze wraca do domu, przed drugą połową małżeństwa. Olśnienie przychodziło za olśnieniem. Przecież Carmen mogła wiedzieć, że mąż coś podejrzewa. Dlatego wydawało się logiczne, że albo jej nie zależało czy on wie, czy nie, albo robiła to świadomie, dla innych celów niż przypuszczałem, albo, w co najmniej wierzyłem, była głupią i naiwną gąską i nie miała pojęcia, czym zajmuje się jej mąż. Siedziałem w aucie i jeszcze nie wiedziałem, że za kilka godzin dowiem się wszystkiego. Czarny Hammer wrócił tym razem z obstawą jednego Tahoe, piętnaście po ósmej. Słońce stało już nisko, ale do zachodu brakowało jeszcze co najmniej godzinę. Poczułem wibrację mojej komórki. To mogła być tylko Brooke. Nie chciałem z nią rozmawiać, bo czułem czego dotyczyć będzie nasza konwersacja. Jednak nie miałem zamiaru jej ignorować i dlatego odpisałem krótką wiadomość.
< To ostatnia moja praca, obiecuję. Proszę, nie dzwoń i nie wysyłaj wiadomości, bo muszę być niewykrywalny. Kocham cię i robię to dla nas>
Po chwili otrzymałem serduszko i smutne słoneczko. Poczułem dziwny, niemiły prąd. Odczułem ja i wiedziałem, że ma rację. Nie robiłem tego dla nas tylko dla siebie. Prawdopodobnie, a nawet na pewno Brooke kochałaby mnie i bez tego co robię, a nawet z pewnością byłaby bardziej spokojna. To była tylko i wyłącznie moja wina, że robiłem to co robiłem i skoro ja kochałem prawdziwie, a o tym przekonywałem ją co dnia, powinienem to skończyć i zacząć uczciwe życie. Niestety mimo ostatniego  ostrzeżenia, które wysłał mi wszechświat lub Bóg, zamierzałem jednak zrealizować mój, jak sądziłem, dobry plan.  
Czekałem i zastanawiałem się co mam zrobić. Oboje przyjechali do domu i mogli już nigdzie nie jechać i na to raczej wyglądało. Spędziłem cały dzień, siedząc w samochodzie i czekając nie wiadomo na co. Sprawdziłem czas, dochodziła dziewiąta i postanowiłem poczekać jeszcze pół godziny. Dlaczego, sam nie wiedziałem? Rzuciłem jeszcze raz okiem na komórkę, czy dostałem jeszcze jakąś wiadomość od kogokolwiek. Brooke nie odpisała, natomiast zrobił to Joe.
< E ma spotkanie o dziesiątej, prawdopodobnie C również wyjedzie >
Skąd wiedział?
Rzeczywiście za pięć minut wyjechał Hammer, tym razem nikt po niego nie przyjechał. Za dziesięć minut wyjechało Ferrari. Tym razem musiałem przełączyć lornetkę na podczerwień, bo zrobiło się ciemno. Czyżby wszechświat, bo z pewnością nie Bóg, zachęcał mnie do włamania się do czyjegoś domu? Czułem jak krew mi płynie szybciej z powodu wzrostu adrenaliny i testosteronu we krwi.
– Raz kozia smierć – powiedziałem do siebie.
Zapaliłem Hondę i zaparkowałem około pięćdziesięciu metrów od ich domu. Przez te kilka godzin przejechało może ze trzy samochody. Włączyłem mój laptop i wyłączyłem alarm i odłączyłem kamery w domu i na zewnątrz. Czy zapis obrazu ktoś obserwował? Szansa na to była niewielka. Dom Emanuela był tylko domem, a nie strzeżonym obiektem militarnym czy rządowym. Doszedłem z urządzeniem wielkości komórki i podszedłem pod garażowe drzwi i je otworzyłem. Dopiero potem pomyślałem, że i tak dojdą, że ktoś się włamał, ale upodobnienie do właściciela komplikowało będzie sprawę. Faktycznie z powodów bliżej nikomu nieznanych, sam Emanuel mógł sfingować kradzież. Odpowiedź na pytanie dlaczego miałby to zrobić, postanowiłem odsunąć w bliżej nieokreślona przyszłość. Zamierzałem spędzić w domu nie więcej niż dziesięć minut. Włączyłem kamery na zewnątrz, w ten sposób miałem szansę, żeby wiedzieć kiedy ewentualnie ktoś wróci. Oczywiście nie chciałem tego, ale brałem to pod uwagę.  
Po dwóch minutach znalazłem jej pokój. Poznałem salon, ich sypialnię, pokój wyglądający na jego pracownię, cokolwiek tam trzymał i robił. Dostrzegłem sejf. Nie chciałem kraść tylko diamentu, o ile tam się znajdował, dlatego postanowiłem znaleźć jej biżuterię najdalej w ciągu pięciu minut, a potem następne pięć minut poświęcić na otworzenie sejfu. Oczywiście wiedziałem, że jeżeli kod z jakichkolwiek powodów nie zadziała, to zaniecham jakiejkolwiek akcji. Na małej szafce znalazłem trzy pojemniki na biżuterię. Stały na wierzchu. Dwie z kryształu, jedna z drewna. Może miała gdzieś jeszcze jakieś schowki i prawdopodobnie tak było, ale nie miałem czasu szukać. Nie miałem czasu na nic, dlatego, zamiast przeglądać świecidełka, wsypałem zawartość pierwszego kryształu do woreczka. To samo zrobiłem z drugim kryształem w kształcie owalu i w końcu otworzyłem drewniane pudełko i wsypałem wszystko do woreczka. Pracowałem w gumowych rękawiczkach. Szybko wyszedłem z jej garderoby i wróciłem do jego pracowni. Wystukałem szyfr na srebrnej, stalowej obudowie, bo na środku znajdował się ekran wielkości komórki z cyframi. Nacisnąłem 7398835 i bez problemu otworzyłem drzwi. W sejfie, w małym drewnianym hebanowym pudełku wyścielonym fioletowym atłasem leżał diament. Wyjąłem go delikatnie i wrzuciłem do wewnętrznej kieszeni kurtki. Chciałem zamknąć drzwi sejfu, ale z jakichś nieznanych powodów, nie mogłem.  
– Cholera – zakląłem.
Rzuciłem automatycznie okiem na komórkę, gdzie zalogowałem obraz z kamer na zewnątrz.
– Kurwa – jęknąłem.
Zobaczyłem bowiem i Ferrari i Hammera, lecz żaden z wozów nie wjechał do garażu.  
Nie miałem czasu na myślenie. Wyglądało, że wrócili wcześniej, jednak nie koniecznie z mojego powodu. Droga głównym wejściem nie wchodziła w rachubę. Jedynym alternatywnym wyjściem ucieczki był szeroki balkon i potem stromy, lecz nie zagrażający życiu, spadający uskok. Niestety z jakiś bliżej niezrozumiałych powodów okno nie chciało się otworzyć. Byłem w pułapce. W życiu nie czułem się tak źle. Wskoczyłem za sofę, która stała jakieś pół metra od ściany. Na szczęście skórzaną kanapę pokrywał pled, prawdopodobnie z wełny albo czegoś zbliżonego. Trzy szkatułki z biżuterią, puste, niedomknięty sejf i okno zamknięte z nieznanych powodów. Gorzej być nie mogło. Czułem się cholernie źle, ale nie nazwałbym tego uczucia strachem. Nie próbowałem wyprzedzać i myśleć co może się stać. Miałem mniej niż jeden procent szans wyjść z tego cało. Zacząłem jednak myśleć. Panował mrok. Jeżeli będę siedział cicho, być może pójdą spać, a ja ucieknę przez garaż. Emanuel nie musi iść zaraz do swojego gabinety i odkryć, że sejf nie jest zamknięty. Carmen nie musi zaraz stwierdzić, że ukradziono jej biżuterię. Robiłem wszystko, by opanować oddech i szybkie bicie serca. Po chwili weszli do salonu i zapalili światło. Od razu się zorientowałem, że są w stanie kłótni.  
– Wiem, że z kimś byłaś. Myślisz, że nie wiem, że wyjeżdżasz zaraz po mnie? Sprawdzam na kamerach, poza tym ma swoich ludzi. I nawet wiem, z kim się spotykasz.
– Jesteś zaskoczony? Czemu się ze mną ożeniłeś? Czy w ogóle kiedyś mnie kochałeś? Może małżeństwo ze mną było ci potrzebne, by poznać wpływowych ludzi z otoczenia mojego ojca, co? Wiem, że masz więcej pieniędzy ode mnie, ale w takim razie weźmy rozwód i nie potrzebuję twoich zasranych, umazanych krwią pieniędzy!
– Nie jesteś ze mną szczęśliwa? Kupiłem ci Ferrari, masz piękny dom, w pięknej okolicy.
– Wiem, co robisz. Jesteś złym człowiekiem. Nie wiedziałam tego od razu, ale teraz mam pewność. Nie sypiasz ze mną w związku z tym, jestem więcej niż pewna, że robisz to z jedną ze swoich kurewek.
Usłyszałem uderzenie w policzek
– Jak śmiesz tak mówić! Sama się puszczasz od wielu miesięcy!
Teraz usłyszałem kolejne uderzenie w policzek, ale tym razem to ona jego uderzyła.
– Niewdzięczna ździra. A ja kupiłem dla ciebie brylant za kilka dobrych milionów, by ci dać pierścionek na naszą rocznicę, a ty mi się tak odpłacasz?
– Nie kochasz mnie, myślisz, że jak mam dom, samochód i nawet wielki brylant, tym zastąpisz tym uczucie? Masz mnie gdzieś, jedyne co cię interesuje to pomnażanie twoich brudnych pieniędzy. Pozwól mi odejść, nie potrzebuję niczego. Zabiorę tylko, co wniosłam w tę pomyłkową relację. Możesz sobie zabrać Ferrari, a brylantem się udław.
Nastąpiła cisza na kilka sekund.
– Dobrze więc. Jesteś niewdzięczna, ale dam ci to, co chcesz.
Usłyszałem oddalające się kroki, a Carmen usiadła na kanapie. Słyszałem, że płacze. Emanuel przyszedł z powrotem. Nie wiedziałem ani jego, ani jej, ale po chwili zrozumiałem, co się stało.
– Chcesz mnie zabić, potworze!
– Jesteś głupią, naiwną dziwką. Rok temu podniosłem ubezpieczenie na nasze życie, bo już wtedy zdecydowałem cię zabić, ale najgłupszy detektyw by znalazł motyw, gdybyś zginęła. W tej chwili moi ludzie topią ciało twojego Fryderyka. Co za imię, dobre dla jakiejś cioty. Ponoć skomlał jak dziecko, by go nie zabijać i nawet zgodził się już cię więcej nie zobaczyć. Wstawaj!
Widocznie Carmen nie chciała i szarpnął ją i rzucił jak piórkiem w stronę wielkiego okna z widokiem na ocean. Słyszałem szelest i po refleksach światła i cienia zrozumiałem, że wstała. Padł strzał, ale chyba dziwnym trafem, chybił. Następny już musiał być celny, bo usłyszałem jęk. W ułamku chwili pomyślałem, że powinienem ją ratować, chociaż, zanim bym wydostał się zza kanapy, pewnie ja zginąłbym pierwszy. Oczywiście musiałem brać pod uwagę solidne dowody, że jeżeli odkryje, że tu jestem, skończę tak samo. Trwała cisza, ale niezbyt długa. W końcu się odezwał i powiedział coś, czego bym się nie spodziewał w najczarniejszych snach.
– Gdzie się ukrywasz, Luca?
Może nie byłem geniuszem, na pewno nim nie byłem, bo gdybym nim był, nigdy nie dałbym się tak nabrać, ale idiotą też nie byłem, przynajmniej nie na tyle głupim, żeby nie powiązać znane mi fakty. Skoro znał moje imię, tylko jedna osoba mogła mu je powiedzieć. Joe. Dlatego chciał, bym znalazł się tu w teraz już w zupełnie wiadomym celu. Pochylił się za kanapę. To znaczy Joe, może nie wiedział, że Emanuel potrzebował martwego ciała, rzekomego zabójcy swojej żony. Bo o to tylko chodziło.
– Wyłaź – syknął.
Człowiek dziwnie reaguje. Wiedziałem, że zaraz i tak podzielę los Carmen. Mogłem zginąć w tym miejscu, ale jednak go posłuchałem. Wstałem i wyszedłem z boku kanapy i stanąłem grzecznie, na środku salonu.
– Grzeczny chłopiec, ale strasznie, ale to strasznie naiwny. Nie masz broni, prawda? Gdybyś miał, mogłoby być różnie.
Zobaczyłem ciało Carmen leżące pod oknem.  
– Dam ci szanse – nawet się uśmiechnął, lecz z pewnością nieszczerze.
Położył pistolet na podłodze i odszedł kilka kroków.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i przygodowe, użył 3084 słów i 17374 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • nefer

    Dobra historia sensacyjna, trzyma wnapięciu i nie brakuje zwrotów akcji. Tu i tam szwankuje trochę korekta.
    Pozdrawiam

  • AlexAthame

    @nefer Uzywam language tools ale wersję podstawową. Czyli moge napisać ze zamiast że, bo system nie widzi tego jako błędu.Pisze: Tam gdzie zachodzi slonce i Okami. W Okami akcja dopiero sie zacznie na koncu.Dziękuję za odwiedziny. :smile: Moze Ty wrzucisz swoje zdanie do postu na Hydeparku o zwiazkach?