John Payne-Rozdział 7

Lekko chwiejąc się, wysiadłem z samochodu, płacąc przedtem taksówkarzowi. Sprawdziłem, czy mój stalowy przyjaciel siedzi w kaburze, upewniwszy się o tym, sięgnąłem ręką po klucze, fala nagłej paniki zalała mój nietrzeźwy umysł, gdy trafiłem na pustkę. Pomyślałem no to, jak nic czeka mnie powrót do rodzinnego domu, już widzę ten wzrok matki, mówiący, że niepotrzebnie się przeprowadziłem. Niech nikt mnie źle nie zrozumie, kocham całym sercem tę drobną kobietę, która oddała mi wszystko, tylko po prostu mnie nieraz irytuje tak jak matka dziecko.
     W porę przypomniałem sobie, że przełożyłem metalowy pęk do wewnętrznej części płaszcza, klnąc na własną głupotę, skierowałem się po schodach, do drzwi mojego mieszkania, już z daleka widać było ich lśnienie. Czyżby moja siostra aż tak nie miała nic do roboty? Z łatwością otwarłem świeżo naoliwione zamki i moim oczom ukazało się błyszczące piekło, podłoga, szafki, łóżko, meble, wszystko raziło oczy, ze strachem wszedłem w ten nieskazitelny pokój, w piecu kaflowym delikatnie tlił się płomień, nawet o tym nie zapomniała.
     Dołożyłem trochę drewna, by ponownie rozgrzać mieszkanie i poczułem na sobie czyjąś dłoń, momentalnie podskoczyłem, jak oparzony, kładąc rękę na kolbie Colta.
– Eh stary przyjacielu, straszenie ciebie nigdy mi się nie znudzi. – Głos intruza rozwiał moje chwilowe przerażenie.
– Florian, nie po to człowiek delektuję się alkoholem z myślą o lepszym śnie, żeby przez durnego Hiszpana wytrzeźwieć w sekundę. – Nie wiedziałem, czy cieszyć się z wizyty tego pismaka, czy też zdzielić go w ten głupi łeb. Znałem się z nim już od mojego powrotu z wojska w 1918, doczepił się do mnie w szkole i tak pozostało.
– Gdybyś zmienił dwa z czterech swoich zamków, to miałbym problem z wejściem. – Jego umiejętności są dla mnie tajemnicą, potrafi otwierać każdy zamek, pokonać gościa dwa razy większego od niego, pilotować samolot, złożyć każdą dostępną broń w kilka sekund i płynnie włada ponad pięcioma językami. Ale skąd to zna? Nigdy mi nie powiedział, lecz z moich źródeł wynika, że może mieć powiązania z wywiadem wojskowym, w końcu stwierdziłem to mój przyjaciel i tyle potrzebuję wiedzieć.
– Przestań się wreszcie włamywać jak napalony nastolatek do ładnej sąsiadki. Co tam słychać w tej twojej gazetce? – Rozpaliłem ogień w piecyku i wstawiłem na niego czajnik z wodą.
– Nie wiem, skąd ty bierzesz te swoje dziwne porównania... Pracuję w największej gazecie w mieście, a ty mówisz, jakby była miesięcznikiem "Wspaniała Pani Domu". Mamy trochę przemiału, od kiedy w Niemczech poparcie zdobywają skrajne ugrupowania albo będziemy mieli kolejny czerwony kraj, albo odrodzenie państwa militarnego. Tak czy siak, z uwagą obserwujemy to, co się dzieje w Europie. Dodatkowo na naszym podwórku zaczynają rządzić ludzie mafii, nie mówię tu o działaniach skrytych, jak w ubiegłych latach, teraz działają bardziej jawnie. Przekupują wysokich urzędników, likwidują świadków, zbierają haracze i tak dalej... Niby policja prowadzi działania, ale większość tylko tak mówi, a pod stołem biorą w łapę. W skrócie codzienność, a co u ciebie? – Zasiadł w moim ulubionym fotelu i wpatrywał się we mnie.
– Mamy jakiegoś seryjniaka, dwa trupy, podobne okoliczności śmierci.
– Przerwę ci, trzy trupy, właśnie dajemy tę wiadomość w rannym wydaniu.
– Ja o niczym nie wiem, byłem w trasie. – Zaparzyłem nam gorącej herbaty z odrobiną rumu, po czym przyniosłem ją na stolik i sam zasiadłem w drugim, wygodnym meblu.
– Domyślam się, nasz informator jest policjantem, podał nam wszystkie informacje. Wierz mi, jutro na posterunku będziecie mieli młyn, a podejrzenia spadną na ciebie, w końcu jako pijak musisz za coś pić, a twój przyjaciel, czyli ja przyjmie z chęcią wszelkie gorące ploteczki. Trzecią ofiarą jest komisarz z posterunku głównego na Manhattanie, znaleziono go w radiowozie z kulą w sercu, a na masce leżał jego podwładny z dymiącą służbową bronią. Przekazałem ci wszystko, co wiem, a teraz wybacz jutro rano mam samolot do Niemiec, będę relacjonował wydarzenia na miejscu. – Wypił jednym haustem całą filiżankę gorącego naparu, po czym wybył z prędkością światła.
     Zamknąłem za nim wszystkie cztery zamki i zacząłem myśleć o śledztwie. Mamy już alfonsa, Lady oraz policjanta na wysokim stanowisku, zabójca jest niezwykle utalentowany, by wszystko zorganizować. Siła i specyfika uderzenia do ogłuszenia pozostawionego „napastnika” świadczy, że mógł zrobić to bokser, ale to mało, zbyt mało, by móc szacować podejrzanych. Musimy poruszać się na niezwykle trudnym terenie, czarny rynek to nie miejsce, które łatwo przeszukać, organizacje przestępcze prędzej kogoś zlikwidują, niż pozostawią wyraźny ślad... Jeszcze ta trzecia ofiara... Sami nie damy rady, żaden z kolegów zmarłego nie powie źle o nim, policja to zwarta grupa będą bronić się nawzajem. Cholera, to komplikuję sprawę, ale patrząc na Lady z pozorną nieposzlakowaną opinią, ostatni zabity musi kryć tak samo jakąś tajemnice. Dla zwykłego detektywa, czy nawet komisarz sprawdzenie tego będzie niemożliwe.
    Poczułem, jak oczy mi się zamykają, chyba pora spać, jeśli jutro czeka mnie ostra jazda na posterunku, to lepiej temu czoła będąc wypoczętym. Dowlokłem się do sypialni i mając gdzieś, jakie sceny i z kim wyprawiały się tu, zasnąłem kamiennym snem.
    Nad rankiem obudził mnie damski głos.
– Budzimy się panie Payne. – Z ledwością otworzyłem oczy, zalała mnie fala radość, myśląc, że to Mary wróciła, na szczęście nim zrobiłem coś głupiego, przetarłem twarz i spytałem.
– Która godzina?
– Szósta rano. – odpowiedziała Jess, kurcze była tak podobna do siostry...
– Mogę wiedzieć, w jaki sposób tu weszłaś i dlaczego robisz mi pobudkę dwie godziny przed pracą?
– Drzwi były otwarte i dziś ma przyjechać wkurzona osoba z komendy głównej. Nie mogę pozwolić, by zobaczył mojego detektywa, prowadzącego poważne i niezwykle ważne śledztwo w takim stanie, w jakim przychodzisz od ponad roku. Muszę dopilnować twojego stanu.
– Brzmisz, jakbyś była moją żoną. – To zdanie wyrwało ją z pewności siebie, nagle lekko się zaczerwieniła i wyszła z pokoju, mówiąc o robieniu śniadania. Usiadłem na trzeszczącym łóżku, ledwie panując, by ponownie nie zasnąć. Dopiero teraz dotarło do mnie, że zamykając zamki, nie sprawdziłem, czy drzwi są domknięte... Chyba pora trochę zastopować z alkoholem, o rzeczy się nie boję, ale wielu zboczeńców chodzi po ulicach. Wolałbym, by moje tylne cztery litery pozostały w takim stanie, jakim są. Wbijając sobie do głowy myśl o poprawnym zabezpieczeniu mieszkania, udałem się do toalety.
     Po wykonaniu odpowiednich rannych czynności zasiadłem do stołu, gdzie Jess podstawiła mi smażone jajka z bekonem, a obok nich szklankę z sokiem.
– Chcesz porozmawiać o tym trzecim trupie, prawda? – Gdybym za każde zszokowanie pani Lambert dostawał pięćdziesiąt dolarów, miałbym teraz stówę.
– Skąd to wiesz?
– Nasz wspólny znajomy odwiedził mnie wczoraj.
– Eh, więc wiesz, że dziś będzie, jak na wojnie w naszym posterunku?
– Domyślam się, zjem i wracamy do biura, muszę w nim posprzątać, jeszcze tej grubej rybie zachce się odwiedzić moje skromne robotnicze kąty... – Szybko zjadłem, to co miałem zjeść, zamknąłem mieszkanie, po czym wsiadłem do wypolerowanego, pachnącego auta Jess, ta spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem, powiedziała:
– Ani jednego słowa o stanie mojego auta. – I zapaliła silnik, w ciszy dziwnie wolną jazdą ruszyliśmy w kierunku miejsca pracy.

114 czyt.
100%21
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii kryminalne i obyczajowe, użył 1374 słów i 7958 znaków

Komentarze (1)

 
  • Almach99

    Almach99 6 gru 15:15

    Jak Payne sie uchowal Na swiecie? Z jednej strony ma kontakty z swiatkiem przestepczym, a z drugiej strony zostawia drzwi otwarte, kazdy wchodzi do mieszkania jak I kiedy chce 😃