John Payne-Rozdział 5

     Siedząc w fordzie, mknącym w strumieniach lejącego się deszczu, rozmyślałem nad swoim mizernym życiem. Bystry i skuteczny policjant stał się w ciągu roku rozpitym, emocjonalnym gratem, tylko z powodu jednej dziewczyny. Właśnie Mary, co ty miałaś w sobie, że niczym gwóźdź wbiłaś się w moje serce i nie chcesz wyjść? Od początku naszego związku miałem przeczucie, że mnie nie kochasz, twoje słowa pachniały kłamstwem, twoje czyny chwilowym pożądaniem, nigdy nie dotarłem do twojego serca, a twe oczy nie jarzyły się miłosnym blaskiem.
     Jednak jako głupiec, otępiały twoją urodą, barwą twojego głosu oraz słodkością ciała, nie chciałem, wręcz wzbraniałem się, by dopuścić rzeczywistość do siebie. Byłaś dziewczyną uważanego za geniusza policjanta, syna bogaczy, cóż innego taka materialistka, jak ty mogłabyś chcieć? A ja dureń nad durniami myślałem, że łączy nas czerwona nić przeznaczenia... Szczęściarz, farciarz, takie słowa pojawiały się w mojej głowie, gdy patrzyłem na śpiącą ciebie obok mnie. Miałem tyle planów, marzeń, ty rozwiałaś je jednym słowem o zerwaniu i połączeniu się z Royem, moim rodzonym bratem, któremu ufałem od małego, pomagałem w zdobywaniu dowodów niewinności klientów jego kancelarii, a on... Nie, nie, szkoda strzępić sobie języka.
— Halo ziemia do Johnna, od połowy przejechanej drogi próbuje się dowiedzieć, gdzie dokładnie mieszka świadek. — rzuciła Jess, próbując nie wpaść w poślizg na śliskiej drodze. Muszę przestać bujać w myślach, w tym zawodzie grozi to śmiercią.
— Przepraszam, straciłem na chwile poczucie rzeczywistości. — Jak inaczej nazwać monolog do samego siebie?
— Właśnie widzę, a po twojej zmieniającej się minie, wywnioskowałam, że chodzi o moją siostrę. W końcu raz się uśmiechałeś, następnie smuciłeś, by na końcu zgrzytać z gniewu zębami.
Jak strasznie trzeba uważać przy niej, jeszcze odgadnie moje tymczasowe fantazje erotyczne z jej udziałem. Sam nie wiem, o co chodzi z tą wyobraźnią, podsyła takie obrazy, jak tu się do nich odnieść.
— Sama wiesz, ile znaczyła dla mnie ta szalona dziewczyna.
— Jestem tego świadoma, w końcu cały czas patrzyłaś na nią przez te swoje różowe okulary miłości, zupełnie oddalony od prawdziwej formy jej „zakochania się” w tobie. — Czyżby z jej głosu biły żal i zazdrość? O mnie? Ty, amancie od siedmiu boleść, skończ snuć te pierdoły, a skup się na robocie.
— Świadek to sześćdziesięcioletni obywatel Meksyku, Chavez Martinez, od czterdziestu lat opiekuje się ogrodem Oswaldów, dzisiaj ma dzień wolny, więc znajdziemy go w miejscu zamieszkania na Brooklynie.
— Nie wjadę tam swoim autem, nie ma mowy.
Rozumiałem jej obawy, według statystyk komendy głównej to w tamtym regionie dochodzi najwięcej do kradzieży pojazdów, wizja spaceru pośród tłumów nie brzmiała dla mnie zachęcająco.
— No dobra weźmiemy mojego gruchota do zadań specjalnych.
Teraz to ona jęknęła, moje cacko, czyli zdezelowany, zardzewiały Ford Model A, śmierdzący myszami i wilgocią, „idealny” pojazd dla kobiety.
— No, chyba że pojedziemy twoim.
Perspektywa utraty swojego pojazdu, zmusiła moją towarzyszkę do obrania kierunku na garaż komisariatu.
— Wiesz, interesuję mnie jedna rzecz, mówiłeś, że brałeś udział w ostatnim roku I wojny światowej, jednak masz tylko dwadzieścia pięć lat... A według akt osobowych urodziłeś się w 1905, czyli musiałeś mieć dwanaście lat... Oszukujesz.
      Roześmiałem się w duchu, teoretycznie było to niemożliwe, jednak praktycznie... Aż moje myśli powędrowały do tego okresu – Jak to się stało, że gówniarz, który ledwo odrósł od ziem, biegał z karabinem po polu walki? Od małego odczuwałem potrzebę buntu wobec rodziców, zamiast się uczyć, dokuczałem dziewczynkom. Gdy dostałem lanie od brata jednej z dręczonych, stwierdziłem, że pora zyskać na sile, zacząłem bez wiedzy ojca pracować na budowie. Pierwsze tygodnie były harówką, lecz przetrwałem. Nie dość, że miałem ogromną siłę, to zyskałem tajne fundusze, niestety rodzice dowiedzieli się o tym i jak można było się spodziewać dali szlaban na wychodzenie z domu oraz nakazali skupić się na nauce. Wymknąłem się w nocy i błąkając się pośród ciemności, trafiłem na punkt werbunkowy czynny cały czas, zapisałem się, podając o wiele wcześniejszą datę urodzin. Dlaczego werbownik nie zauważył we mnie dziecka? No cóż, byłem wysoki w porównaniu do moich rówieśników, głos zmężniał mi ledwie tydzień temu, a dodatkowo moja rozwinięta masa mięśniowa stanowczo odrzucała tezę o dzieciaku, zresztą w tamtych czasach potrzebowano ludzi, więc nad czym się tu długo zastanawiać? Potem szkolenie i front, oczywiście pod koniec wojny rodzice znaleźli mnie i ściągnęli w trybie natychmiastowym do kraju, swoje jednak przeżyłem –. I właśnie to powiedziałem Jess.
— Żartujesz prawda? — Z wrażenia ledwo panowała nad kierownicą, podczas parkowania na parkingu.
— Nope, wojskowi dogadali się z moimi rodzicami, dostali symboliczne odszkodowanie, werbownik nie poniósł żadnej kary, zginął w jednej z krwawych bitew. —  Przesiedliśmy się do mojego cacuszka, teraz ja prowadziłem. Z głośnym hukiem odpaliłem silnik i pojechaliśmy na Brooklyn.
     Dzielnicę tą nazywają różnokolorową, mieszkali tu Latynosi, Czarnoskórzy, Azjaci i inni, żaden biały nie zapuszczał się w te rejony, jeśli nie musiał, w mocno rasistowskiej Ameryce główne urzędy należały do jednej rasy, inni co najwyżej mogli pracować, jako sprzątacze, albo innym mniej ważnym zawodzie. Ja jednak jestem detektywem wydziału zabójstw i muszę mieć kontakty w różnych częściach miasta, tam, gdzie diabeł nie może, tam policjanta pośle. Zaparkowałem przy zakładzie fryzjerskim Alberto, sympatycznego małego Włocha, który znał wszystkie plotki i ploteczki z całej dzielnicy, Jess udała się po hot doga, a ja skierowałem swe nogi, by się przywitać, gdybym zrobił to na końcu, mój przyjaciel Italiano byłby bardzo rozczarowany, a jak znam jego siatkę informacyjną, o mojej wizycie dowiedziałby się w ciągu kilku minut.
     Otworzyłem białe drzwi, a dzwonek nad nimi poinformował o moim przybyciu, była już dość późna godzina, dlatego Alberto oddawał się swojemu ulubionemu zajęciu, rozwiązywaniu krzyżówek.
— Witaj Italiano, widzę, że główka pracuję intensywnie, nie przegrzej mózgu.
— Ach mój przyjaciel jankes, jak miło, że wpadasz. Jak wiesz, mój kochany móżdżek skupia się głównie na gadaniu, więc myślenie nad hasłami idealnie go stymuluje. Co cię sprowadza w te niebezpieczne dla białego regiony, szczególnie o tak późnej porze? — Odłożył gazetę i złapał mnie w mocnym niedźwiedzim uścisku.
— Chodzi o pewną sprawę i mam przeczucie, że możesz mi pomóc... — Może wiele gadał, ale jest najbardziej zaufanym człowiekiem, jakiego znam. Jego pamieć zawierała tyle tajemnic, że spokojnie można by aresztować wszystkie gangi na Brooklynie, jednak jego gadulstwo opierało się na tym, o czym może mówić i kiedy. Nigdy w obecności rodziny nie wspominał o zdradach, któregokolwiek z członków. Gdy obsługuję dwóch przedstawicieli przeciwnych gangów, dba, by konflikt nie przeniósł się na jego podwórko. Żaden człowiek w tej dzielnicy nie podniósłby ręki na Alberto, ten pięćdziesięcioletni silny mężczyzn miał poważanie wśród tutejszych.
— Zanim jednak o tym, ta panienka co je hot doga jest z tobą?
— Tak, to Jess. – Nim zdążyłem spytać, o co chodzi, wyszedł, kuśtykając na zewnątrz i z pomocą różnych włoskich przekleństw zaczął krzyczeć:
— Jeremy, Lyon, zostawcie natychmiast tę panią i oddajcie jej portfel, jeśli tego nie zrobicie, już żaden z waszego gangu nie znajdzie schronienia w moim gabinecie. Ile razy uratowałem wam tyłki przed policją? No grzeczni chłopcy, jeszcze raz zobaczę was grożących bronią, to nogi z tyłka powyrywam. Dziesięciolatki, a już z rewolwerem biegają. Cóż za czasy, panienka niech wejdzie, póki nie jest pani w towarzystwie Johna to lepiej nie przebywać na ulicy. — Do zakładu wepchnął zdziwioną Jess, jeszcze nie mogła pojąć, że jej odznaka znaczy mniej od słowa Alberto. Ja natomiast zdążyłem w międzyczasie zapoznać się z nowinkami sportowymi.
— Możesz powiedzieć detektywie Payne, co właśnie przed chwilą się stało? Jem sobie grzecznie na zewnątrz, nagle dwóch chłystków kradnie mi portfel, a po zwróceniu uwagi wyjmują ze spodni małe Smith&Wessony, a po chwili wylatuje jakiś starszy Włoch, gromi ich jak gdyby nic. Ty za to zaczytujesz się w gazetce, nie martwiąc się o nic.
— Pani komisarz, kiedy ostatnio była pani w mniej bezpiecznych dzielnicach? Chyba dosyć dawno temu, pierwsza zasada przetrwania tutaj, zawsze miej fałszywy portfel. Lepiej stracić go, niż życie, a druga zasada to taka, że odznaka policyjna nic nie znaczy, dlatego warto mieć kontakty. Alberto to mistrz w gadaninie mógłby Niemców samą gadką przekonać do poddania się w czasie I wojny. Dobra, mój przyjacielu, podamy ci dwa nazwiska, sprawdź, czy kojarzysz. David Masterlof oraz Lady Oswald.
Twarz Włocha skrzywiła się, jakby właśnie zjadł cytrynę.
— Wdepnęliście, w niezłe gówno moi przyjaciele, jednak znając ciebie jankesie, to nie odpuścisz prawda? — Kuśtykając, wyszedł na zewnątrz, zaciągnął roletę na wystawę i zamknął drzwi na klucz, po czym zaprosił nas na zaplecze, czyli do swojego mieszkania. — Jako rodowity mieszkaniec mojego kraju powinienem, uraczyć was wykwitną kolacją, jednak od jedzenia preferujecie informacje. Jankesie, znasz najczarniejszy rynek?
Oczywiście, że znałem, był to termin określający miejsce, gdzie w obiegu były narkotyki i niewolnictwo.
— Mówisz, że Lady była zamieszana w handel ludźmi?
Jess zachłysnęła się resztką hot doga, poklepała się w plecy i wtrąciła się.
— Niewolnictwo? Przecież zniesiono je za czasów Lincolna i wygranej Unii.
— Masz rację panienko, jednak to ukryte w szczelinach państwa funkcjonuje nadal. Chcesz dziecko, młodą Azjatkę, murzynkę czy pięknego młodzieńca? Nic trudnego, idziesz do odpowiednich ludzi i dostajesz, co chcesz za odpowiednią kwotę. Najdroższa jest biała kobieta, w końcu policja na pewno będzie jej szukać.
— To obrzydliwe, dlaczego jeszcze tego nie zamknięto?
Łatwo było powiedzieć, ci ludzie byli, jak karaluchy, które są niesamowicie odporne na tępienie. Rozsiadłem się w krześle i wyjąwszy z kieszeni płaszcza papierosa, zapaliłem go. Zanosiło się na długą nocną rozmowę.

353 czyt.
100%31
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii kryminalne i obyczajowe, użył 1867 słów i 10888 znaków, zaktualizował 29 sty o 8:04. Tagi: #policja #śledztwo #detektyw #kryminał

1 komentarz

 
  • Almach99

    Almach99 · 4 gru 2018

    Sadzac po modelu Forda, lata 30😃 kolejny super odcinek. Bardzo podoba mi sie narracka pierwszoosobowa.
    Mam napiety grafik w tym tyg. Nadrobie czytanie przez weekend.