John Payne-Rozdział 12

Godzinami przeglądałem stertę papierów dotyczących, kto by pomyślał, że intensywne praca zdolna jest zniweczyć rok picia. Przecierając zmęczone oczy i mając w miejscu, gdzie światło nie dochodzi ludzi przechodzących za drzwiami, gapiłem się ciąg literek i cyfr. To, co mówił mi Hopkins, nie pasowało do faktów, owszem podejrzany przeszedł szkolenie wojskowe, ale tylko podstawowe, miał na pieńku ze swoim poprzednim dowódcom, trudno się dziwić, zważywszy na despotyczne i seksistowskie podejście zmarłego do podwładnych. Jego informatorem były pierwsza ofiara, skąd funkcjonariusz mógł wiedzieć, że ma do czynienia z człowiekiem mafii? Nawet dla mnie ten szczurek wyglądał na zwykłego pionka z biedą w kieszeni. Jedynymi niewiadomymi były jego niechęć do kolegów, przeradzająca się w skrajne unikanie ich oraz kontakty z ciemną stroną miasta.      Musiałem sam zobaczyć, o co tak naprawdę chodzi z sierżantem, wziąwszy płaszcz, opuściłem swoje przytulne policyjne gniazdko, czas ruszyć tę sprawę.
     Podjechałem swoim gruchotem pod bramy wiezienia z papierosem w ustach, było to jedyne ogrzewanie w moim super cacku. Dlaczego przyjechałem tutaj, a nie do aresztu WW.? Otóż nasi funkcjonariusze, będąc, aż tak bardzo przekonani o winie podejrzanego, wywieźli go do zakładu karnego, nie czekając na wyrok sądu. Cóż za pokaz poziomu inteligencji i pracy policyjnej... Miałem tylko nadzieję, że chłopak jeszcze żyje.
     Zajęło mi kilka zgrzytnięć krat i innego metalu, by dostać się do środka. Niestety nie wystarczyło to, by natychmiast zobaczyć się z więźniem, prawie godzinę zajęło mi przekonanie naczelnika, choć miałem przeczucie, że gra na czas. Wszystko się wyjaśniło, gdy zasiadłem z Larsonem w oddzielnym pomieszczeniu na piętrze, blisko cel. Chłopak wyglądał, jakby utopili go w mące, widać więzienni strażnicy próbowali na szybko zamaskować jego straszny stan, co w ogóle nie udało się. Z odległości widać było, że inni więźniowie zrobili sobie z policjanta worek treningowy, siniaki błyszczały fioletowym blaskiem spod jakiegoś białego proszku, a sam poszkodowany nie widział przez zapuchnięte jedno oko.
– Wszystko dobrze? – Payne jesteś mistrzem zawiązywania przyjaźni. To tak, jakbym widział potrącenie człowieka przez ciężarówkę i spytał się, czy karetka jest potrzebna.
– Pan żartuje, czy udaje głupiego? Policjant w celi to najlepsze mięsko do bicia, jak oni nazywają.
– Cóż... Nie jestem orłem, jeśli chodzi o kontakty miedzy ludzkie, wole trupy, są one o wiele mniej skomplikowane od żywych. – Na pobitej twarzy zagościł uśmiech.
– W tym jesteśmy zgodni detektywie Payne. Jednak co pana tu sprowadza? Przecież wyrok jest jasny.
– Nie dla mnie. Prokurator dał ciała, żeby nie powiedzieć dupy przy konstruowaniu oskarżenia, byle adwokacina jest w stanie cię stąd wyciągnąć. Dowody w żaden sposób nie wskazują na ciebie, a poszlaki można by przypasować do wielu innych ludzi. Zanim przejdziemy do ważnego pytania, chce poruszyć jeszcze jedną kwestię. O co chodzi z tymi powiązaniami przestępczymi? – Nie mogłem niczego wyczytać ze zmasakrowanej twarzy Larsona.
– Miałem nie mówić, jednak teraz mi wszystko jedno. Brat mojej kochanej żony Ruby od jakiegoś czasu nęka ją i wyłudza od niej pieniądze. Musiałem użyć kilka razy argumentu siły, by to bydlę odczepiło się od niej. Ta sytuacja zbiegła się z tajnym śledztwem wewnętrznych, a niestety prócz Hopkinsa, próżno tam szukać inteligentnych i błyskotliwych policjantów. Wykreowali swoją wersję, dołożyli do niej resztę i proszę bardzo... Mają podejrzanego.
– I tu właśnie pojawia się pewne pytanie, komu tak naprawdę zalazłeś za skórę, że stałeś się kozłem ofiarnym?
– Wiesz detektywie. – Larson odchylił się na krześle, wlepiając we mnie swoje oczy. – Wbrew opinii o pijaku i kobieciarzu, jesteś naprawdę bystry. Widzisz, to nie z powodu kłótni z komendantem przeniosłem się na wasz posterunek. Tamci świetni „policjanci” molestowali pracownice i zgwałcili moją żonę. – Tego się nie spodziewałem, mogę wiele powiedzieć o posterunku zmarłego, ale że dopuścili się do takiego czynu? Z drugiej strony będąc pod takim przywództwem i przykładem, czego się tu spodziewać.
– Powiedziałeś o tym komuś?
– Nie, nie. Poskarżenie się nic by nie dało. Chwyciłem sprawy w swoje ręce i udając głupiego, nie reagując na podteksty, spiłem ich do nieprzytomności, a następnie przywiązałem do ściany w opuszczonym budynku. Byłem bardzo wystraszony, gdy tyle czasu zajęło mi to, w każdej chwili mógł mnie ktoś nakryć. Ale udało się, gdy się ocknęli, odegrałem rolę szaleńca. Wiesz, pokazałem różne narzędzia i aluzjami nawiązywałem, jaką krzywdę mogę im wyrządzić, wykorzystałem również wspaniale pasujące gesty. Te dwa lata szkoły teatralnej wreszcie się przydały, zostawiłem ich na dole, informując centrale o moim "kawale". Cała komenda się śmiała, a oni nic nie mogli zrobić, za bardzo się mnie bali. Żaden komentarz o mojej żonie już więcej nie padł, jednak zrobiłem sobie wrogów, to wszystko. Resztę sobie dopisz. – Jego historia zrobiła na mnie wrażenie, spodziewałem się standardowego obicia mordy, a tu wyrafinowany plan, stworzony na szybko.
– Dlaczego miałbym cię nie uznać za sprawcę, po tym, co usłyszałem? – Norweg nachylił się i powiedział.
– Nadal tu siedzisz...
– Masz rację, wierzę, że jesteś normalnym policjantem, świr zabiłby gwałcicieli i to w okrutny sposób.
– Może mam coś z wariata, bo ledwo się od tego powstrzymałem. – Gorzki uśmiech zawitał na jego twarzy.
– Gdyby coś takiego przydarzyłoby się mojej siostrze, myślałbym podobnie. Postaram się wyciągnąć cię stąd.
– Przysporzysz sobie wiele wrogów.
– A kto ich nie ma? Lepiej mieć groźne wilki obok siebie niż tępe barany przeciwko sobie. Trzymaj się Larson, pobij największego, a reszta się odczepi.
– Postaram się, choć z wielkiego Boba jest kawał skurczysyna.
– Postaraj się być większym skurwielem od niego. Im większe jaja, tym łatwiej w nie kopnąć. – Klepnąłem w plecy biednego podejrzanego i wyszedłem. Czas zatrząść tym małpim gajem, nikt z nikogo nie będzie robił kozła ofiarnego, a tym bardziej skorumpowani policjanci... Zapaliłem papierosa i z mocnym postanowieniem ruszyłem do prokuratury.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Almach99 · 17 gru 2018

    Uwielbiam Payna, troche popija, ale to prawdziwy, inteligentny glina. Do tego z zasadami.