Przeklęta - 28 | Epilog - Przeklęci

Jeszcze przed chwilą byłem w stanie wpływać na myśli tej głupiej dziewczyny. Mogłem przejąć władzę nad jej mięśniami, głosem, zachowaniem. Mogłem wpoić jej coś, czego normalnie by nie zrobiła. Dziewczyna była słaba, za co musiałem podziękować moim poddanym. Bardzo dobrze wykorzystali doświadczenie z ostatnich lat. W dodatku dopracowali pomysł utworzenia falsyfikatu sztyletu. Nie mogłem im tego okazać, lecz byłem z nich dumny. Był jednak jeszcze inny problem. Choć nie chciałem się do tego przyznać nawet przed samym sobą, obawiałem się, że mogę w pewnym momencie zniknąć. Tak, to był strach. Realny, paraliżujący. Przez długi czas byłem słaby i nie wiedziałem, na ile mocy mogę sobie pozwolić, by nie przesadzić. Musiałem być ostrożny, bo dziewczyna była chroniona mocą moich wrogów, która parzyła mnie jak ostre słońce w letni dzień. Na jakiś czas musiałem się odsunąć, odpuścić. Wolałem nie ryzykować.
Ale pewnego dnia słońce nagle przestało mnie parzyć. Zniknęło za chmurami jednym, gwałtownym ruchem. Mogłem wyjść z ukrycia. Nie do końca wiedziałem, jak to się stało, ale wiedziałem jedno – mogłem zacząć działać. Później poczułem krew. Poczułem ból dziewczyny. Czułem, jak jej stan się pogarsza, a jej dotychczasowa siła przechodziła we mnie. Tak prosty mechanizm, a zarazem tak skomplikowany. Nie mogłem nic poradzić na to, że przy okazji czerpania siły, uzdrawiałem ją. Na szczęście to był tylko skutek uboczny. Wreszcie mogłem odzyskać siły. Mogłem zacząć działać.
Dziewczyna zorientowała się, co się dzieje, czego się nie spodziewałem. Zaczęła wykorzystywać moją moc do własnych korzyści, ale nie przeszkadzało mi to, bo w końcu doszedłem do władzy nad nią. Nie zawsze, oczywiście. Wciąż byłem na to za słaby. Byłem tylko duszą uwięzioną w ciele. Marnie skończyłem, lecz wiedziałem, że taki stan rzeczy nie potrwa długo. Wiedziałem, że wkrótce będę znów wolny.
Przyszli do mojej siedziby. Mojej twierdzy. Gdy zobaczyłem moich poddanych leżących kompletnie bez ruchu… ogarnęła mnie furia. Okazało się to błędem. Zbyt szybko straciłem siły i dziewczyna odzyskała kontrolę nad swoim ciałem. Miałem mało czasu na regenerację, ale wkrótce poczułem, że chce mi się śmiać – poczułem, że wracam do życia. Znowu poczułem krew i słabość żywicielki. Tym razem odczuwałem to dużo silniej. Było wyczuwalne, że ona zaraz umrze… a ja będę mógł się wydostać. Nareszcie.  
Nagle jednak poczułem szarpnięcie, a zaraz potem ogromny ból. Ból? Ale jakim cudem? Nie żyłem już od tylu lat. Wiedziałem jednak, że pojawiło się we mnie – w nas – coś, co nie miało prawa tu być. Sekundę później zrobiło mi się gorąco, jakbym stanął w płomieniach. Próbowałem krzyczeć. Jak przez mgłę nagle zobaczyłem mojego brata. Stał przede mną – przed dziewczyną – z przerażeniem na twarzy. Ale nie bał się o mnie – bał się o nią. Co ona zrobiła?
Ból nie ustawał. Krwi było jeszcze więcej, ale nagle już nie dawała mi ona siły. Tym razem poczułem, że to ja słabnę. I że naprawdę… tym razem znikam…
***
Nie mogłem uwierzyć, że wbiła we mnie ten cholerny nóż. Dałem jej go do obrony, ale nie – Leslie jak zwykle musiała przekręcić moje polecenie i postawić na swoim. Zrobiła to tak szybko, że gdy zorientowałem się, co knuje, było już za późno. Nie mogłem nawet kiwnąć palcem. Nie spodziewałem się tego po niej i musiałem przyznać, że coś zakłuło mnie w moim od dawna niebijącym sercu.
Nie sądziłem, że będę musiał opowiadać jej historię mojej śmierci. To był po prostu zwykły zbieg fatalnych okoliczności, a ona przejęła się tym, jakby miało to znaczenie. Dla mnie nie miało. Po wydaniu pieniędzy na pogrzeb, rodzice nie musieli wydawać na mnie już więcej. Wszystko poszło na leki dla mamy. Polepszyło jej się. Miałem nadzieję, że jeszcze długo nie dołączy do mnie. Najgorsze były te momenty, gdy przychodziła na mój grób i płakała. Zawsze płakała, a ja nie mogłem się ujawnić. To było zabronione. Jonathan nigdy nie pozwolił mi się ujawnić… aż do momentu, kiedy pojawiła się Leslie i musiałem ją chronić. Próbowałem, ale nie udało mi się. Zresztą, jak wszystko w moim tak zwanym życiu.
Nie wiem, ile tak trwałem w zastygnięciu. Wreszcie uwolnił mnie Jonathan. Byłem wściekły. Zacząłem szukać Leslie, ale nigdzie jej nie było. Biegałem po całym pałacu, gubiąc się w nim coraz bardziej. Dotarłem do jakiejś dziwnej komnaty, do której coś mnie przyciągało. Z początku nie mogłem się do niej dostać. Normalnie machnąłbym na to ręką, ale miałem dziwne przeczucie, że powinienem tam wejść. Gdy udało mi się rozwalić zamek i drzwi ustąpiły, od razu zrozumiałem, dlaczego. Było tam ciało taty Leslie, które uprowadzili z grobu, by nie można było go odnaleźć. To pewnie dlatego Leslie miała sny, w których błagał ją o pomoc – ciało zostało ukryte, a wokół krążyły złe moce. Dusza nie mogła się odnaleźć. Zresztą po wyeliminowaniu Gordona na pewno jego pobratymcy robili wszystko, żeby dusza ojca Leslie nie zaznała spokoju. Przeklęte pośmiertne życie.
Nie pamiętam za bardzo tego, co było dalej. Ocknąłem się dopiero w momencie, gdy zobaczyłem Leslie. Widziałem, jak kryształ został zerwany z jej szyi i nagle wykwitły na niej wszystkie rany. Jej ręce nagle były pełne rozcięć, obficie krwawiła, a jej twarz wyrażała tylko cierpienie. Boże, jak ja chciałem jej pomóc. Pragnąłem tylko jednego – żeby przestało ją boleć. W momencie, gdy wbiła w siebie sztylet, nagle wszystko wokół mnie ucichło. Gdybym miał jeszcze bijące serce, na pewno by się zatrzymało. Gdybym był żywy, na pewno pociekłyby mi łzy. Tyle o nią walczyłem. Tyle czasu próbowałem ją chronić… żeby teraz wbiła w siebie przeklęty nóż, by wypędzić z siebie ducha. Cel szczytny… ale dla niej nie było już ratunku.
***
Czułem się trochę jak ojciec tracący córkę, choć ojcem nigdy nie zostałem. Mimo wszystko Leslie była dla mnie właśnie kimś takim. Adam się nią opiekował, ale byli w podobnym wieku. To nie było to samo. Główna odpowiedzialność należała do mnie. Poczułem, jak cała moja pewność siebie upada w chwili, gdy Leslie przebiła się sztyletem. Poczułem pustkę.  Zdałem sobie sprawę, że zrobiła to tylko po to, by wygnać z siebie mojego brata i to czyniło tę sytuację jeszcze bardziej bolesną. Gdyby nie on, Leslie mogłaby wciąż żyć. Żyć tak, jak powinna – w swoim domu, z mamą, z kimś, kto ją kochał i kto się o nią troszczył. Nie było jej to dane i już nigdy nie będzie… przez jednego, złego człowieka. Nie… on nigdy nie był człowiekiem. Nigdy nie było w nim krztyny człowieczeństwa.  
Mimo wszystko, choć właśnie opuszczał ten świat, czułem tęsknotę. W przeciwieństwie do niego, miałem uczucia. Być może aż za dużo. Z mocno ściśniętym gardłem przyglądałem się, jak dusza Gordona ulatywała do piekła – gdzie powinna się znaleźć już dawno temu.
***
Ból towarzyszył mi już od długiego czasu, ale ten był inny. Podobno do bólu można się przyzwyczaić. Ale czy można przyzwyczaić się do bólu, który ci towarzyszy, gdy umierasz?
Nie wiem, ile to trwało – długo, czy krótko… czas przestał dla mnie istnieć. Przez jedną, krótką chwilę poczułam, że jestem wolna. Duch ze mnie uciekł i w końcu miałam swoje ciało i swoją duszę tylko dla siebie. Nie na długo. Ból mnie obezwładniał. Tak jakbym drugi raz rzuciła się z okna na twardą ziemię. Bolało mnie całe ciało, ale jeszcze bardziej bolała mnie myśl, że to się kończy w taki sposób. Nie wiedziałam nawet, czy umieram honorowo, czy może w cieniu porażki. Przymknęłam oczy, nie chcąc patrzeć na setki duchów przede mną. Nagle przypomniało mi się, co kiedyś powiedział mi Adam – każdy w chwili śmierci ma wybór. Może zostać na ziemi… i może iść dalej. Czy ja też miałam wybór? Ale co miałam wybrać? Czego właściwie chciałam?
Chciałam być człowiekiem.
Nie chciałam żyć na ziemi w postaci, której już nic nie jest dane. Nie chciałam z ukrycia obserwować Jasona ani nie chciałam pałętać się po cmentarzu jako zagubiona dusza. Chciałam normalnego życia, którego już nie mogłam dostać. W żadnym innym wypadku nie chciałam tu zostawać.
Chciałam pójść dalej.
Coś szarpnęło moim ciałem i nagle ból zniknął. Gdy otworzyłam oczy, nadal widziałam ten sam obraz, ale już nie z tej perspektywy, co sekundę temu. Patrzyłam na wszystko z góry. Widziałam, jak Adam upada na ziemię i patrzy na moje martwe ciało. Martwe… uświadomiłam to sobie z całą mocą, gdy sama spojrzałam na moje kruche, pokrwawione zwłoki. Umarłam. I nie było już odwrotu.
Nagle jednak stało się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Ktoś złapał mnie za rękę. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam tatę. Uśmiechał się do mnie ze wzruszeniem.
- Umarłam – wyjąkałam, zanim zdążył coś powiedzieć. – Naprawdę umarłam.
- Tak – potwierdził tata, kiwając głową. Na jego twarz wstąpił smutek. – Naprawdę miałem nadzieję, że tak się nie stanie.
- Dlaczego tu jesteś? – szepnęłam.  
Tata wziął mnie w ramiona.
- Uwolniłaś mnie. Ty i Adam. A ty oczyściłaś ziemię z wielu złych duchów. Z Gordona też.
Miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam, czy się cieszyć, czy nie. Nic już nie wiedziałam. Spojrzałam na Adama, który patrzył teraz w górę. Nie wiedzieć czemu, byłam jednak pewna, że chociaż ja go widzę, to on nie widzi mnie.
- Trzymaj się – szepnęłam. – Może jeszcze kiedyś się spotkamy… po którejkolwiek stronie.
***
***
Zniknęła. Tak po prostu.
Obudziłem się, a jej nie było. Pierwsze co zrobiłem, to zadzwoniłem do niej. Nie odbierała. Po kilkunastu nieodebranych połączeniach poszedłem do jej domu. Mama Leslie wyglądała dziwnie, jak nie ona. Jakby dopiero co obudziła się z długiego snu. Też nie wiedziała, gdzie jest Leslie. Szukaliśmy jej, ale na próżno. Zgłosiliśmy zaginięcie na policji. Przypomniał mi się cały ten koszmar związany z zabiciem Diany. Też nikt nic nie wiedział. Tu było podobnie. Tym razem jednak przeżywałem to o stokroć bardziej. Nie zniknęła moja koleżanka, tylko moja dziewczyna. Miłość mojego życia.
Tak było przez kilka dni. Wszyscy jej szukali. I nagle dostałem telefon od mamy Leslie. Ledwo ją zrozumiałem, tak płakała. Z jej szlochów udało mi się wyłapać parę słów, tworzące zdanie, które zwaliło mnie z nóg. Myślałem, że się przesłyszałem.
Leslie nie żyje.
Tak po prostu.
Zwariowałem. Nie mogłem pojąć, jak to się stało. Nawet nie mogłem sobie przypomnieć ostatniego dnia, kiedy ją widziałem. Miałem tylko jakieś przebłyski. Nie mogłem pojąć, jak to się stało – co się stało i dlaczego nie było mnie przy niej. Nie widziałem w tym sensu. Jak zginęła? Kto jej to zrobił?
Widziałem ciało. Naciskałem na to, bo bez tego widoku dalej miałbym nadzieję, że przekazane mi zdanie było kłamstwem. Gdy zobaczyłem moją Leslie leżącą bez ruchu, bez oddechu, całą pokrwawioną… po raz pierwszy od dłuższego czasu rozpłakałem się jak dziecko i nie mogłem przestać. Policja nie była w stanie nic nam powiedzieć. Po prostu znaleźli jej ciało. Żadnych sprawców, żadnych podejrzeń. Sprawa równie niewyjaśniona, co w przypadku Diany.
Pochowali ją w grobie razem z tatą. Chodziłem do niej codziennie, tak jak ona niegdyś chodziła do taty. Po jakimś czasie zwróciłem uwagę na grób obok. Przyjrzałem się zdjęciu jakiegoś chłopaka, który, nie wiedzieć czemu, wydawał mi się znajomy. Tak jakbym już kiedyś go widział. Nie mogłem sobie jednak przypomnieć, gdzie. Zresztą, to było nieistotne. Liczyło się to, że zawsze obiecywałem Leslie, że jej nie zostawię… tymczasem to ona zostawiła mnie.
Być może kiedyś to przeboleję. Być może kiedyś będę w stanie przejść nad tym do porządku dziennego. Może któregoś dnia nadal będę o tym pamiętał, ale to stanie się jedynie wspomnieniem i nie będzie mi już przeszkadzało w życiu codziennym. Może kiedyś… ale na pewno nie dziś, nie jutro, nie za pół roku. Nie wiem, kiedy. Nie wiem, kiedy w końcu w tym przeklętym życiu będzie dobrze.  




No więc... Koniec. Nie zakończyłam do końca tak, jak tego chciałam, a może właśnie podświadomie chciałam to skończyć w ten sposób. Ukazałam w tym rozdziale parę perspektyw patrzenia na ostateczną "akcję". Mam nadzieję, że dosyć klarownie i że było widać, kto kiedy był narratorem.
Zakończyłam to w taki, a nie inny sposób, bo w końcu Leslie była przeklęta. Tutaj każdy z narratorów został w jakiś sposób przeklęty. Poprzez postać Gordona próbowałam przekazać, że niektórzy ludzie są po prostu źli... i nie wiadomo, dlaczego. Są tacy wśród nas - którzy mordują ludzi, którzy torturują zwierzęta, wydają się być kompletnie bez uczuć. Tacy zawsze byli i zawsze będą.
Jonathan miał pokazać ból, który odczuwamy, gdy przywiązujemy się do kogoś za mocno, nawet, jeśli nie powinniśmy, ale też, że często tęsknimy za tymi, którzy byli obecni w naszym życiu... nawet, jeśli nas zranili i to niejednokrotnie. Taka, cóż, ludzka natura.
Adam i Jason to symbole tego, że chociaż kogoś kochamy, czasem po prostu nie możemy go mieć - z różnych czynników. Czasem czyjeś wspomnienie zostaje z nami na parę lat, a niekiedy na całe życie. Potocznie mówi się na to "nieszczęśliwa miłość", a praktycznie... czasem jest tak, że nie ma dnia, kiedy się nie pomyśli o tej szczególnej osobie. Po prostu już zawsze zostaje w naszych sercach.
A Leslie... cóż. Poświęcenie dla ogółu. Chyba tak to można ująć. Czasem los nas nie rozpieszcza, choćbyśmy byli dobrzy. I czasem, mimo szczerych chęci, kończymy marnie.
Nie wiem, czy wyszło mi życiowo, nie wiem, czy wy odebraliście to tak, jak ja sobie to wyobrażałam, pisząc, ale chętnie przeczytam jakąś inną interpretację, jeśli ktoś takową ma. Trochę pesymizmu wprowadziłam... Ale tradycyjnie dziękuję za bycie ze mną i czytanie każdego rozdziału. Każdego ściskam z daleka i daję tabliczkę czekolady <3

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2732 słów i 14592 znaków.

7 komentarzy

 
  • AlexAthame

    Sandro. Obiecuję przeczytać. Zacząłem od końca i to wystarczyło. Zdaję się , że czytałem jeden kawałek na opowi. To trochę potrwa, bo czytam Strażników cienia, ale będę czytał równocześnie.

  • Malineczka2208

    ❤❤❤❤Mimo nieszczesliwego zakończenia, zakończyłaś to z klasą :-D

  • candy

    @Malineczka2208 dziękuję! Miło :3

  • Czytelnik2

    Ja jednak brak happy endu.

  • candy

    @Czytelnik2 nigdy nie mówiłam że będzie ;)

  • Saszka2208

    Bosko ale napisz co wybrala i czy sie spotkala z Adamem i wgl taki bonusik do przekletej❤❤❤❤❤

  • candy

    @Saszka2208 no napisane jest, że nie wybrała bycia duchem przyziemnym, tylko tak... że tak powiem... w górze :D dziękuję <3

  • Saszka2208

    @candy Ojejku przeoczylam to.. Ale ze mnie gapa

  • candy

    @Saszka2208 haha spoko <3 :)

  • karolciaaa4

    Na bieżąco czytałam to opowiadanie i naprawdę było jest i skończyło się niesamowicie <3 jesteś cudowna :* czekam na następne opowiadanie ^^

  • candy

    @karolciaaa4 dziękuję! <3

  • POKUSER

    Końcówka inna niż się spodziewałem, ale bardzo emocjonująca. Ciekawie prowadziłaś postacie, a zakończenie, hmm... zastawiające i dające do myślenia. DZIĘKUJEMY
    Czy mogę zamienić tabliczkę czekolady, na dodatkową serię uścisków?

  • candy

    @POKUSER a widzisz, bo ze mnie taki myśliciel, to niech i inni myślą :D oczywiście <3

  • Black

    Wzruszyłam się... Wszystko to, co przekazujesz w swoich opowiadaniach jest do bólu prawdziwe, bez względu na kategorię, do której należą.  Z resztą, co ja tam będę gadać. Idealne zakończenie.

  • candy

    @Black kochana <3 wielkie dzięki za komentarz. Cieplej mi aż na sercu. Dziękuję, że czytałaś chyba praktycznie wszystko co kiedykolwiek napisałam <3

  • Black

    @candy  To ja dziękuję za to, że w twych historiach odnajduję cząsteczki  swojego bólu i szczęścia <3  A tworzenie takich historii to prawdziwa sztuka. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz  będę miała przyjemność przeczytać coś napisanego przez ciebie :)

  • candy

    @Black a daj spokój, bo zaraz mi łzy polecą. A co do czytania to na pewno! Studia trochę mi poprzestawiały harmonogram życia i pisania, ale na pewno niedługo zacznę coś nowego, no bo innego robić na nudnych wykładach... przecież nie słuchać :D

  • Black

    @candy To doskonale, w takim razie ja będę miała co czytać na nudnych wykładach:D Słuchanie to ostatnia rzecz, jaką należy tam robić :D