Loki - trzynasty rozdział

Loki - trzynasty rozdziałOby nie był pechowy ;p


- W takim razie bardzo się cieszę z twojej postawy, Loki — Thor uśmiechnął się szeroko. - To znaczy, że wreszcie sobie zaufałeś. Robisz postępy.
- Wiem... A teraz wybacz, muszę już biec.

- Służki znów plotkują — powiedziała Izyda wieczorem, delikatnie przytulona do boku Lokiego.
- I co z tego? - wzruszył ramionami, czytając jakiś tekst i obejmując kobietę jedną ręką.
- Po prostu mówię...
- One również. W końcu przestaną zajmować się głupotami. Nie rozumiem tego, wiesz? - westchnął. - Jak można interesować się aż tak czyimś życiem?
- Zdaje się, że w każdej kulturze służba interesuje się życiem swych władców...
- Przyznam, że tego nie lubię... Pamiętam, jak nasza służba plotkowała o moim ślubie, jak czasami nawet złośliwie mówili o Sygin...
- Skąd pochodziła? - zainteresowała się.
- Z Asgardu. Była młodą boginią, młodszą ode mnie, gdy się poznaliśmy, ale to mi nie przeszkadzało. Gdy była przy mym boku, niemal wszystko mi się udawało, dawała potrzebną mi siłę — uśmiechnął się lekko na wspomnienie żony. - Dbała o mnie, pilnowała, bym nie popełniał głupstw. A przynajmniej nie aż tyle.
- Czego boginią była?
- Właściwie niczego, ale jak mówiłem, przy niej odnosiłem zwycięstwa...
Nie powiedziała już nic, tylko przytuliła się do niego mocno.

Tydzień później.
- Chciałabym być tak ważna dla Lokiego, jak Sygin była kiedyś — westchnęła Izyda, siedząc na tarasie razem z Sif. Młoda królowa spojrzała na nią smutno.
- A nie jesteś? Przecież wziął cię do swojej komnaty... Thor mówił, że był bardzo szczęśliwy... - powiedziała cicho.
- Owszem, ale... Czuję, że on nigdy nie przestanie jej kochać. Że zawsze będę tą drugą, gorszą.
- Izydo, nie wolno ci tak myśleć! To nie jest prawda i jestem zdania, że w końcu Loki zrozumie i przestanie o niej wspominać...
- Boję się, Sif... Boję, że jestem dla niego tylko marnym zastępstwem...
- Nie jesteś — odezwał się nagle Loki, stając w drzwiach prowadzących na taras. Obydwie kobiety pisnęły zaskoczone. Izyda spojrzała na niego niepewnie. Spojrzenie miał pochmurne, smutne. - Tak, wspominam swoją zmarłą żonę, bo była pierwszą osobą, która obdarzyła mnie tak wielkim uczuciem, kobietą, którą pokochałem, ale nigdy nie pomyślałbym, by brać cię za jej substytut, Izydo. Jesteś zupełnie inna, niż ona i nie umiałbym was nawet porównać. Zresztą nie lubię czegoś takiego. Odyn całe życie porównywał mnie do Thora. Była to nierówna walka, której nigdy nie wygrałem. Dlatego też i ciebie nie będę nigdy porównywać do Sygin — po tym odwrócił się na pięcie i odszedł w głąb pałacu.
- Loki! - zawołała za nim egipska bogini, wstając powoli i starając się ją dogonić. - Proszę cię, zwolnij!
Zatrzymał się gwałtownie. Stanął ze spuszczoną głową, oddychając szybko.
- Czego chcesz? - zapytał oschle. Jego głos był mocno schrypnięty. Zaciśnięte w pięści dłonie schował do kieszeni swej zielonej tuniki. Podeszła do niego po chwili, delikatnie kładąc mu dłoń na ramieniu. Wzdrygnął się, ale nie strącił jej ręki.
- Loki, wybacz mi... wyszeptała. Spojrzał na nią. W jego oczach lśniły łzy, a spojrzenie przepełnione było żalem i długo skrywanym bólem. - Książę mój...
- Izydo, przestań — poprosił cicho. - Po prostu przestań... Nie chcę o tym mówić. Nie chce rozdrapywać starych ran. Po prostu zapomnijmy o tej rozmowie, dobrze? Jakby nigdy jej nie było — pocałował ją w czoło i nie czekając na jej odpowiedź, ruszył przed siebie.

- Loki znów zamknął się w sobie — westchnął któregoś dnia Thor, kołysząc synka na rękach. - Nie wiem, co się między nimi wydarzyło, ale ni podoba mi się to. Termin porodu coraz bliżej, a tego nosi... Dzisiaj znów wziął konia i nie było go prawie cały dzień. Powiedział mi, że jest szczęśliwy, więc nagle co? Odwidziało mu się?
- Nie, Thorze, uspokój się, proszę — powiedziała spokojnie Sif, szybko streszczając mu, co wydarzyło się kilka dni wcześniej na tarasie. - Oboje popełnili błędy... - westchnął, gdy skończyła mówić. Porozmawiam z nim — zdecydował.
- Nie — zaprotestowała. - Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Już zbyt wiele razy wtrącaliśmy się do ich spraw. Oni muszą to załatwić między sobą...

- Dlaczego jeszcze nie śpisz? - zapytał Loki, wchodząc cicho do komnaty. Izyda leżała na łóżku, czytając jakiś zwój.
- Czekam na ciebie, książę — odparła natychmiast, podnosząc się lekko.
- Dzieje się co? - zmarszczył brwi, ściągając przez głowę tunikę i rzucając ją na wysoki fotel. - Masz skurcze?
- Nie — pokręciła przecząco głową. - Do rozwiązania zostało jeszcze trochę czasu, ale...
- Ale co? - minął ją, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem i wszedł do łazienki.
- Chcę z tobą pomówić, książę!
- Nie mamy o czym — mruknął, wychodząc z niej po chwili. Jego włosy były wilgotne. Kropelki wody spływały również po jego nagim torsie.
- Dlaczego tak się zachowujesz? - jęknęła.
- Niby jak? - szybko rozebrał się do naga i wsunął pod jedwabną kołdrę. - Jest dokładnie tak, jak wcześniej.
- Nie jest! - zaprotestowała. - Loki... Odsunąłeś się ode mnie. Uciekasz, jeździsz całymi dniami, a na mnie nawet nie spojrzysz! Powiedziałeś, że jestem ci miła!
- Bo jesteś... A teraz śpij już.
- Loki!
- Nie krzycz... Czego chcesz, Izydo? Jestem zmęczony...
- Spójrz na mnie... Proszę. Tak jak wcześniej. Czy nadal jestem dla ciebie ważna?
- Oczywiście, że tak — prychnął. - Cóż za niemądre pytania zadajesz, kobieto! Przecież porodzisz mi dziecko.
- Nie o to mi chodzi! Loki, spójrz na mnie!
Westchnął, otwierając oczy i spojrzał na nią poważnie.
- Gdybym chciał uciec, Izydo, już dawno by mnie tu nie było, rozumiesz? - powiedział chłodno. - Sama wychowałabyś dziecko. A ja do ciebie wracam. Każdego wieczoru. Co noc śpisz u mego boku. Jeszcze ci mało? A może winnym się z tobą po prostu zabawić? - syknął. - Brakuje ci zbliżenia? Powiedz, a wezmę cię tak, że na drugi dzień porodzisz...
- Loki! - chrypnęła przestraszona. W jej oczach natychmiast pojawiły się łzy, gdy odsunęła się od niego.
- Boisz się... - kiwnął głową. - Mówiłem ci, że jestem potworem, Izydo. Mówiłem ci, że nie potrafię kochać, że nie mam serca!
- To nie jest prawda! - załkała. - Masz serce! Masz je, bo inaczej zapewne byś mnie zabił, gdy dowiedziałeś się, że porodzę twe dziecko! Masz serce, bo wciąż kochasz swoją rodzinę! Żonę i dziecko! I choć mówisz, że nigdy mnie do niej nie porównałeś, tak właśnie jest, rozumiesz? Wiem, że mnie nigdy tak nie pokochasz, bo ona wciąż jest w twoim sercu i myślach! A teraz uciekasz, bo tak naprawdę nie chcesz ze mną być!
- Izydo, bardzo cię proszę, nie gadaj głupot!
- Tym właśnie dla ciebie jestem! Głupią dziewką, która kocha cię całym sercem! - wrzasnęła, zrywając się na równe nogi i trzymając kurczowo za brzuch. - kocham cię, Loki! Niech to do ciebie wreszcie dotrze! Zawsze będę, choćbyś ranił mnie jeszcze mocniej!
- Izydo... - westchnął, okrążając łóżko i podchodząc do niej. Cała się trzęsła, a po jej policzkach spływały obficie łzy.
- Może kiedyś myślałem o tobie, jako o gorszej istocie, ale teraz tak nie jest — wyszeptał, klękając u jej stóp. - Ja też cię kocham. I przenigdy nie porównam cię do Sygin. Jeśli tak się stało, to przepraszam... Ale... Wtedy, gdy usłyszałem waszą rozmowę... Poczułem się tak, jakbyś wbiła mi szpilę prosto w serce i ... Przypomniałem sobie wszystkie słowa Odyna. To, jak mówił, że adoptował mnie z litości, bo nikt inny mnie nie chciał. Że jestem wyrzutkiem, niegodnym, by zasiąść na asgardzkim tronie...
- Ale to nie jest prawda, Loki... - wyszeptała, gładząc go po włosach, gdy oparł czoło o jej brzuch.
- Całe życie słyszałem tylko te słowa. Nigdy nie powiedział, że jest ze mnie dumny, choć tak bardzo się starałem. Gdy brałem ślub z Sygin, jego nawet nie było w pałacu. Gdy oznajmiłem mu, że moja żona spodziewa się dziecka, kazał mi mu nie zawracać głowy błahymi sprawami, a gdy zmarła, w dzień, w którym złożyłem ją do grobu, powiedział, że mam zająć się przyjęciem koronacyjnym Thora. Nigdy nie był mi prawdziwym ojcem, choć mnie wychował, darował mi życie, choć mógł wtedy zostawić mnie w Jotunheim, bym zmarł z głodu, gdy moi prawdziwi rodzice mnie porzucili... Ale... To po prostu wciąż boli. Frigga uczyła mnie magii i tego, że powinienem być łagodny dla kobiet, ale on wszystko niszczył...
- Spokojnie... Jestem tu — chrypnęła.
- Wiem — kiwnął głową, po czym zamarł. Przekrzywił głowę, wpatrując się w podłogę.- Izydo...
- Tak? - zapytała. - Co się dzieje?
- Dobrze się czujesz? - zapytał, wstając powoli i patrząc na nią poważnie.
- Tak, dziecko tylko mocno kopie...
- Jesteś pewna, że to kopnięcia, a nie skurcze? Bo mnie się wydaje, że właśnie odeszły ci wody...
- Loki... Do rozwiązania jeszcze miesiąc, nie bądź niemądry... Aaaaah! - jęknęła, skulając się, gdy przeszył ją mocny skurcz. - Zaczęło się!
- Wiem! - syknął, łapiąc ją na ręce i wybiegając z nią z komnaty.

- Musisz wyjść, loki! - powiedziała Sif stanowczo, wypychając go z komnaty królewskiego medyka. - Nie wolno ci tu teraz być!
- Powinienem...
- Nie! Poradzimy sobie! - syknęła, zatrzaskując drzwi.
Zbulwersowany, zdenerwowany i przerażony jednocześnie zajął miejsce na jednym z szerokich parapetów. Podkurczył kolana, opierając na nich brodę. I czekał...

Wzdrygnął się gwałtownie, gdy szczęknęły cicho zamykane drzwi. Podniósł głowę, patrząc na wpół przytomnie na Thora, który właśnie wyszedł z komnaty.
- Co się dzieje? - chrypnął. Zauważył, że wzdłuż korytarza płoną liczne pochodnie, a za oknem jest ciemna noc. Najwyraźniej przespał kilka godzin. Pamiętał, że czuwał...
- Poród jest długi i Izyda jest zmęczona, ale medyk jest dobrej myśli — powiedział Thor, siadając przy nim. - Powinieneś położyć się w komnacie, a nie koczować tutaj...
- Nie, zostanę.
- Wiesz, że to może potrwać jeszcze wiele godzin?
- Wiem, ale nie ruszę się stąd, rozumiesz? Chcę być tutaj, kiedy porodzi, lub...
- Nawet o tym nie myśl! - fuknął bóg piorunów. - Izyda to młoda, silna kobieta i poradzi sobie. Zobaczysz, że rankiem będziesz cieszyć się z oczekiwanego potomka.
- Chciałbym, aby tak było...
- I będzie. Zaufaj mi.

- "Zbudź się, Loki!"
Poderwał się gwałtownie, gdy Sif potrząsnęła mocno jego ramieniem. Zmrużył natychmiast oczy, oślepiony blaskiem wpadającego przez wysokie okno słońca. A więc był już dzień...
- Co się dzieje? - zapytał, patrząc na nią niepewnie.
- Izyda cię oczekuje.... Możesz się z nimi zobaczyć — uśmiechnęła się do niego delikatnie. Zauważył, że pod oczami miała cienie i wyglądała na bardzo zmęczoną.
- Czy to znaczy?...
- Porodziła zdrowe dziecko — przytaknęła. - Idź, Loki.
- Dziękuję! - wyszeptał, przytulając ją mocno i ruszając nieco chwiejnym krokiem do drzwi. Odetchnął głęboko, zatrzymując dłoń nad klamką. Czy będzie ich wart? Czy okaże się dobrym ojcem? A co, jeśli ich skrzywdzi?...
Naraz jednak usłyszał zza drzwi cichutkie kwilenie i nieomal upadł, gdy dotarło do niego, że to jego dziecko. Ostrożnie nacisnął klamkę, wślizgując się do komnaty. Natychmiast uderzyła w niego ostra, metaliczna woń krwi oraz gorąco panujące wewnątrz. Zatrzymał się przy drzwiach. Izyda leżała na szerokim łożu, wsparta na poduszkach. Oczy miała zamknięte, a twarz i włosy mokre od potu. Na palcach zbliżył się do niej kilka kroków. Czyżby spała? Nie chciał jej teraz budzić. Musiała być przecież śmiertelnie zmęczona...
Nagle jednak otworzyła oczy, uśmiechając się do niego delikatnie.
- Loki... - wyszeptała. - Chodź...
Nie odzywając się ani słowem, stanął przy niej, dopiero wtedy zauważając, że kobieta trzyma w ramionach maleńkie zawiniątko.
- Czy... - chrypnął, wpatrując się w nią w napięciu.
- To twój syn, książę — uśmiechnęła się czule, podając mu chłopca. Wziął go niepewnie na ręce.
- Syn... - ze wzruszenia ledwo wymówił to słowo. - Mój syn...
- Tak, książę... Twój następca — kiwnęła głową. W jej oczach zalśniły łzy, gdy dojrzała, z jaką miłością Loki wpatruje się w synka.
- Dziękuję — kiwnął głowa. W tym momencie maluch ziewnął uroczo, ukazując dziąsełka i otworzył jasne oczka. W następnej chwili jego skóra zmieniła kolor na niebieski...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2397 słów i 12915 znaków, zaktualizowała 11 lut o 11:46.

2 komentarze

 
  • HeheheCO

    O matko jedyną...
    Ale dla czemu ten bahor się zrobił niebieski

    >to jest bardzo konstruktywna opinia by moja skromna osoba>

  • elenawest

    @HeheheCO taaa, właśnie widzę :-\

  • HeheheCO

    @elenawest super, że widzisz >×~

  • nefer

    Przyciągnęły mnie obecne w opowieści motywy staroegipskie, które sam również lubię. Okazały się w ciekawy sposób powiązane z mitologią nordycką, co daje nader interesujący efekt. W dalszym toku utwór przechylił się bardziej w kierunku romansu, na czym ucierpiała, moim zdaniem, nośność dramatyczna fabuły. Nadal nie wiemy, kim jest naprawdę Loki w tym świecie, w jaki sposób został doń przerzucony, gdzie podział się jego „pierwowzór” i ogólnie, który z tych światów jest bardziej rzeczywisty oraz w jakich pozostają interakcjach. Upłynął już dłuższy czas, a Loki (który miał chyba do wykonania jakąś misję – tak to odebrałem czytając prolog, ugrzązł w problemach emocjonalno- rodzinnych. Liczę, że obecnie, gdy nastąpiło rozwiązanie Izydy, tamte wątki powrócą (przynajmniej częściowo).
         Zaletą utworu są wyraziste postaci bohaterów, przeżywających radości i dramaty które potrafimy odczuć i zrozumieć. Posiadają też wcale liczne, jak najbardziej ludzkie słabostki.
         Opowieść czyta się płynnie, posiadasz umiejętność konstruowania potoczystych, naturalnych dialogów, w których przekazujesz większość informacji oraz posuwasz akcję do przodu, to znakomicie uatrakcyjnia lekturę. Może przesadzasz trochę z archaizacją języka postaci, a ponieważ nie trzymasz się tej konwencji konsekwentnie (bohaterowie raz wypowiadają się w stylu współczesnym, a przy innych okazjach archaicznym), wypada to momentami sztucznie, niekiedy odrobinę komicznie. Zwróciłbym też uwagę na nadmiar czasownika „być”, który często występuje w kolejnych (a nawet tych samych) zdaniach. Warto zastępować to „być” innymi czasownikami zawsze, gdy to możliwe, nawet jeżeli należy w tym celu zdanie przebudować.
         Ogólnie utwór bardziej niż udany, preferowałbym może więcej akcji i dramatyzmu fabuły, kosztem elementów romansowych, ale to zapewne rezultat osobistych preferencji.
    Pozdrwaiam

  • elenawest

    @nefer super, dziękuję bardzo za wspaniały komentarz, który dał mi wiele radości ;-) cieszę się, że opowiadanie się mimo wypisanych przez ciebie błędów spodobało, bo właśnie o to chodziło :-D

  • nefer

    @elenawest Mam nadzieję, zę nie weźmiesz tych uwag za złe. Ogólnie opowiadanie uznaję za udane.

  • elenawest

    @nefer nie nie, nie biorę ich za złe, tylko za bardzo konstruktywne i pomocne i zamierzam je sobie wziąć głęboko do serca ;-)