Loki - dziesiąty rozdział

Loki - dziesiąty rozdział- Zostanę – mruknął, nie wypuszczając jej z silnych objęć. Ciepło jej ciała dawało mu ukojenie. Po chwili poczuł, jak młoda bogini się odpręża. Jej oddech stał się głębszy i spokojniejszy. W końcu nieco niezdarnie wyplątała się z jego objęć, starając się nie patrzeć na bruneta. Była mocno zarumieniona.
- Dziękuję – bąknęła nieśmiało, opierając się o poduszki. Kiwnął głową i podał jej tonik.
- Wypij to, proszę. Pomoże ci zasnąć i się uspokoić – powiedział łagodnie, przyglądając się jej uważnie. – Musisz być w pełni sił. Za kilka tygodni poród przecież…
- Wiem – wyszeptała, popijając delikatnie. – Dziękuję, że przyszedłeś. I że zostałeś…
- Cóż, nie miałem raczej wyjścia – mruknął. – Sif bywa niebywale uparta.
- No tak – przygryzła wargę, odstawiając kielich i obracając się do niego plecami na posłaniu. – Idź już, Loki…
- Nie – zaprotestował stanowczo. – Nie zamierzam tego uczynić. Zasłabłaś, więc będę tu siedzieć, dopóki nie poczujesz się dobrze i będę cię pilnować.

- Loki, przecież ja umiem chodzić! – syknęła wściekle zarumieniona, gdy niósł ją do ogrodu.
- Medyk orzekł, że coraz szybciej się męczysz, więc nie powinnaś zbyt wiele chodzić, bo puchną ci nogi, dlatego mam zamiar cię nosić tak długo i często, jak będzie to konieczne – powiedział beznamiętnie, niosąc ją wciąż w stronę głównego wejścia. Mijana po drodze straż pałacowa oraz służba zatrzymywała się zaskoczona tym widokiem i szeptała pomiędzy sobą. Od kilku dni wszyscy doskonale wiedzieli, kim naprawdę jest Loki i jak się tam znalazł i choć trudno to było wytłumaczyć, a co za tym idzie zrozumieć, mieszkańcy Asgardu przyjęli do wiadomości, że ten bóg kłamstwa nie jest tym, którego dotychczas znali i powszechnie lubili. A wiedzieli przecież o jego niechęci do zostania ojcem, więc tym bardziej byli teraz zaskoczeni.
- Proszę cię, postaw mnie, książę. Przecież to się nie godzi, byś mnie nosił… - wyszeptała, rumieniąc się coraz mocniej, gdy dostrzegła, jak służki szepczą między sobą gorączkowo. – Przecież jesteś księciem i…
- I ojcem twego dziecka, Izydo – przerwał jej, przystając przy drzwiach.
- Ale…
- Teraz to ty mnie posłuchaj – westchnął. – W tamtej rzeczywistości straciłem swych bliskich w najbardziej bolesny z możliwych sposobów i choć przed długi czas wzbraniałem się przed prawdą, iż powijesz moje dziecko, nie chcę teraz tracić swego potomka po raz kolejny, rozumiesz? Nie wiem, czy byłbym w stanie to znieść… Wiem, że nigdy nie przestanę ich kochać i wątpię, bym kiedykolwiek o nich zapomniał, ale teraz mam mieć kolejne dziecko i zrobię wszystko, żebyście obydwoje byli szczęśliwi i bezpieczni. Wszystko, wiesz?
- Tak – wyszeptała, opierając głowę o jego ramię i przymykając oczy. Jej naiwne, młode serce wciąż łudziło się, że kiedykolwiek obdarzy ją, choć częścią uczucia, jakie ona miała dla niego i choć czuła, że prawdopodobnie nigdy to nie nastąpi, wciąż miała nadzieję. – Dziękuję, Loki…
- No, a teraz rozchmurz się, Izydo – puścił jej oczko, podejmując na nowo marsz w stronę królewskich ogrodów. – Myślę, że czas, byśmy wybrali odpowiednie imię dla naszego syna.
- Doprawdy wciąż zdumiewa mnie twoja niezachwiana pewność, że powiję ci syna…
- Takie mam przeczucie – uśmiechnął się nieznacznie, układając ją ostrożnie na szerokim, wygodnym hamaku, który kazał dla niej rozwiesić między drzewami.
- Zdumiewające, że ja takiego nie posiadam, choć noszę nasze dziecko pod sercem…
Zerknął na nią ukradkiem kątem oka, lecz nie skomentował jej słów. Im bliżej porodu było, tym bardziej nerwowa była.
- Więc? – mruknął po dłuższej chwili, odbierając od służki misę pełną owoców. – Jakie imię jest ci miłe?
- Gdy mieszkałam jeszcze w swoim świecie, słyszałam, jak ludzie nazywali swoją córkę Constancja. To piękne i silne imię.
- Niebywale pospolite – wykrzywił usta w geście pogardy. – Jak również ludzkie. Osobiście wolałbym, by moja córka nosiła imię godne asgardzkiej księżniczki… Hildr na przykład, jeśli mam być szczery.
- A to w ogóle imię dla dziewczynki? – oburzyła się nieco. – Jest ordynarne i bez wyrazu. Może jest i silne, lecz niebywale mi się nie podoba…
- Izydo… - westchnął, delikatnie, gładząc ją po dłoni. – Nie denerwuj się, proszę.
- Dobrze, lecz obiecaj mi, że nie wybierzesz tego imienia… - mruknęła, wgryzając się w soczysty owoc.
- Dobrze. Ty wybierz imię dla córki, ja dla syna.
- Dziękuję – uśmiechnęła się, delikatnie gładząc się po brzuchu, gdy dziecko kopnęło mocno. – Jeśli chcesz, i ty możesz przecie dotknąć – powiedziała cicho, gdy spostrzegła, że przygląda się jej ruchom ukradkiem, by jej nie peszyć. Drgnął zaskoczony nieco i kiwnął lekko głową. Ostrożnie i jakby niepewnie dotknął palcami jej brzucha, uśmiechając się nieznacznie, gdy wyczuł ruchy dziecka. – Jest twoje, Loki… Zawsze będzie – uśmiechnęła się lekko, delikatnie gładząc go po włosach. Przekrzywił głowę, nieco wtulając się w jej ciepłą, drobną dłoń. – Chciałabym, byś wreszcie był szczęśliwy, bo w pełni na to zasługujesz. Nawet pomimo tego, co złego uczyniłeś…
Podniósł głowę, przez dłuższą chwilę patrząc jej w oczy. Uniósł dłoń, nieśmiało dotykając jej policzka. Wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy między nimi przeskoczyła iskra.
- Naprawdę? – wyszeptał, zapatrzony w jej łagodne spojrzenie.
- Tak, Loki – uśmiechnęła się czule. – Tak właśnie sądzę. Jesteś dobrym człowiekiem. Wiem, że nas nie skrzywdzisz… Jesteś czuły. Tak samo, jak tamtej nocy – przyznała cicho, spuszczając wzrok.
- Tęsknisz za takim dotykiem? – zapytał, nieco przekrzywiając głowę.
- Teraz już nie, bo poród blisko, ale… Owszem, brakuje mi czułości – wyszeptała.
- Przepraszam, że w ten sposób cię skrzywdziłem – westchnął, przeczesując dłonią włosy.
- Nie mam ci tego za złe, Loki. Już nie.
- Dziękuję. I wiesz… Ja również miło wspominam tamto spotkanie. Powiedz mi… Dlaczego się tam udałaś? Przecież to miejsce nie było cię godne…
- Cóż… Po prostu się nudziłam. Moje służki nieraz opowiadały, że można zaznać tam wielu uciech i radości. Musisz wiedzieć, że choć odpowiedzialna byłam jedynie za pewną grupę ludzi, moje życie wyglądało bardzo monotonnie i szukałam najzwyklejszej rozrywki.
- W takim razie muszę przyznać, że mocno mi zaimponowałaś. Powiedz, kim się opiekowałaś i dlaczego?
- W Egipcie każdy z nas odpowiedzialny był za co innego, za inny aspekt życia. Ja opiekowałam się domowym ogniskiem i płodnością kobiet – wyjaśniła.
- Czy to dlatego tak szybko udało ci się zajść w ciążę? – mruknął.
- Najwyraźniej tak – przytaknęła, rumieniąc się jeszcze mocniej. – Nie wiedziałam, że tak się stanie… Wybacz.
- Już dobrze, stało się. Była w tym również i moja wina, Izydo… Teraz przyszło nam jedynie stworzyć coś na podobieństwo rodziny…

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użyła 1274 słów i 7311 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    Dziękuję za kolejny odcinek, jaki jest piękny i romantyczny. Dla mnie wspaniały.     ŻyczęTobie dużo zdrowia, oraz szczęścia na codzień.

  • elenawest

    @emeryt a dziekuje bardzo :-D cieszę się że ci się spodobało ;-) mam nadzieję, że dotrzymam poziom do końca ;-) Tobie również wszystkiego dobrego