Loki - piętnasty rozdział

Loki - piętnasty rozdział- Nie będzie takiej potrzeby — powiedział Ozyrys, wlepiając w Jotuna przenikliwe spojrzenie. - Zabieraj sześcian.
- Nie! - krzyknął wzburzony Seth, robiąc ruch, jakby chciał rzucić się na Lokiego, ale w tym samym momencie ten wyciągnął przed siebie dłoń, a Tesseract po prostu zmaterializował się w jego dłoni. Egipcjanie wymienili zaskoczone spojrzenia, na powrót przybierając swoje ludzkie postaci.
- Nie rozumiem... To wszystko? Przez cały czas wiedziałeś, jak zdobyć tę broń? - zapytał Ozyrys.
- Oczywiście — Loki uśmiechnął się cwanie, zaciskając palce na pożądanym przedmiocie. - Poznałem go lepiej, niż moglibyście przypuszczać...
- Dobrze... Rozumiem. Proszę tylko, żebyś nie odważył się oszukać mojej siostry.
- Inaczej cię zabiję! - warknął Seth, a jego oczy zalśniły czerwonym blaskiem. Loki spojrzał na niego krótko i westchnął.
- Nie mam takiego zamiaru, zrozum to wreszcie! Mało tego! Kiedy tylko Izyda powróci do pełni sił, urządzimy biesiadę na cześć mego syna, na którą was serdecznie zapraszam.

- Musimy porozmawiać! - syknął Loki, łapiąc "brata" za kołnierz tuniki i zaciągając go za róg korytarza.
- Coś się stało? - bóg piorunów spojrzał na niego niepewnie. - Rozmawiałem...
- Tamto może poczekać, jest coś zdecydowanie ważniejszego! - przerwał mu niecierpliwie Loki.
- Tak? A cóż takiego? Czyżbyś znów był przez kogoś ścigany? - na twarzy blondyna wykwitł wredny uśmieszek.
- O, widzę, że się uczysz — zaśmiał się brunet, poklepując drugiego mężczyznę po ramieniu. - Ale nie, nie jestem ścigany. Chodzi o coś przyjemniejszego. Musimy wydać biesiadę na cześć mego syna.
- Sądziłem, że już nigdy o tym nie wspomnisz — Thor wyszczerzył się radośnie. - Oczywiście, że tak uczynimy, Loki, nie musisz się niczym martwić.
- Wiem, lecz chodzi o to, że mam plany co do tego wieczoru.
- Jakie? - Loki nachylił się do niej i wyszeptał mu kilka słów. - Doprawdy? Wspaniale. W takim razie wszystko zorganizuję.
- Dziękuję.
- Po prostu cieszę się, że jesteś znów szczęśliwy.
- O tak. Udało się...

- Gdzie byłeś? - Izyda spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, gdy wrócił cicho do komnaty. Karmiła synka, siedząc przy wysokim oknie.
- U twych braci, moja miła — odparł, podchodząc do nich i całując ją czule. Westchnęła mu w usta szczęśliwa.
- I jak było? - mruknęła, gdy wreszcie się od niej oderwał.
- Ciekawie — zachichotał. - Mieliśmy małą sprzeczkę połączoną z pokazem naszych sił, ale spokojnie, nikt z nas nie został ranny — wyszczerzył się głupkowato, ściągając tunikę. Światło zagrało na delikatnie wyrzeźbionych mięśniach jego brzucha. Bogini przygryzła wargę, patrząc na niego z płomieniem w oczach. Uśmiechnął się zwycięsko. - Musisz jeszcze nieco poczekać, moja droga — puścił jej oczko, od czego zarumieniła się wściekle, a uśmiech na jego ustach jeszcze się powiększył. - Ale obiecuję, że gdy w końcu znów cię posiądę, przez wszystkie lata naszego życia będziesz wspominać tę noc — powiedział nisko. Jęknęła, czując, jak reaguje na jego słowa.
- Wiem, że to jeszcze nie czas — wyszeptała, gładząc synka po główce. Asgardzki książę uśmiechnął się czule, siadając przy nich i złożył głowę na jej kolanach.
- Wkrótce — wyszeptał, wpatrzony w swego następcę. - Mówiłem z Thorem i uzgodniliśmy, że za dwa tygodnie urządzimy biesiadę, na której oficjalnie powitamy naszego syna, Izydo... Twoi bracia otrzymali już ode mnie ustne zaproszenie na tę uroczystość.
- Naprawdę? - zdziwiła się, a kiedy kiwnął lekko głową, uśmiechnęła się szeroko. - Dziękuję ci, mój książę.
- Wszystko dla pani mego serca...

Dwa tygodnie później.
- Wszystko gotowe? - zapytał Loki, patrząc na Thora niespokojnie. Ten jedynie kiwnął głową, popijając miód. - Ale jesteś pewny?
- Loki, spokojnie — zaśmiała się Izyda. - Jestem pewny, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Nie martw się tak... I daj nam w spokoju zjeść posiłek.
W odpowiedzi jedynie westchnął przeciągle, a po chwili zerwał się z krzesła tak gwałtownie, że nieomal je przewrócił i pognał gdzieś.
- Jesteś pewna, że on jest sprawny umysłowo? - zapytał Seth, uśmiechając się wrednie. - Bo wygląda, jakby stracił rozum, chociaż nie jestem pewny, czy w ogóle go miał...
- Zamilknij! - syknęła, obrzucając go takim spojrzeniem, że uśmiech natychmiast spełzł mu z twarzy. - Jesteś tu tylko gościem...
- Spokojnie, siostro — Ozyrys łagodnie ścisnął ją za rękę. - Wiesz przecież, że nasz brat zwykle mówi to, co ślina mu na język przyniesie.
- Wiem, ale ja naprawdę darzę Lokiego głębokim uczuciem i nie będę tolerować głupich odzywek pod jego adresem! A teraz wybaczcie, winnam wreszcie zacząć się szykować do biesiady...
Gdy ruszyła do drzwi, usłyszała tylko głuche plaśnięcie i zduszony jęk Seth'a, gdy oberwał od starszego brata. Zachichotała pod nosem i w o wiele lepszym nastroju udała się do komnaty. Na miejscu zastała zestresowanego Lokiego.
- Obawiasz się tej biesiady? - zapytała cicho, gdy odwrócił się do niej.
- Owszem — mruknął, biorąc ją natychmiast w czułe, silne objęcia i zanurzył nos w jej upojnie pachnących włosach. - Ale to pozytywny stres...
- Którego ja nie rozumiem — odparła, przechylając nieco głowę, gdy zaczął sunąć ustami po jej szyi. Jęknęła, gdy docisnął ją mocniej do siebie.
- Ciii, spokojnie — szepnął. - Jesteś taka urodziwa, Izydo... Nie mogę się wprost doczekać, gdy znów się w ciebie wsunę.
- Loki... - zarumieniła się mocno, drżąc coraz wyraźniej, gdy jego pocałunki umiejscowiły się na jej dekolcie. - Mamy czas, więc jeśli chcesz ukoić swe nerwy...
- Nie — odparł stanowczo, wciąż nie odrywając ust od jej skóry. - Nie teraz... Później.

Wieczorem.
- Widzę, że Loki naprawdę postarał się, urządzając biesiadę. Jadła ani napitku nie brakuje. I sprowadził też nasze potrawy — Ozyrys uśmiechnął się zadowolony, obserwując bawiących się gości.
- Tak, też jestem mile zaskoczona.
- Jesteś z nim szczęśliwa, siostrzyczko? Nie chcę, byś w jakikolwiek sposób cierpiała przez niego.
- Jestem szczęśliwa — odparła natychmiast.
- Na pewno? - spojrzał na nią uważniej. Delikatnie przygryzła wargę. - Więc jednak nie — westchnął. - Możesz mi powiedzieć dlaczego? Czyżby kłamał, twierdząc, że cię kocha?
- Nie... Wierzę mu, gdy mówi, że jestem dla niego ważna.
- A więc? Proszę, powiedz mi, co się dzieje, bo będę teraz umierał ze strachu o ciebie...
Spuściła wzrok, oddychając głęboko, a gdy się w końcu odezwała, głos nieco jej drżał.
- Miałam nadzieję, że kiedy już pojawi się dziecko, weźmie mnie na swą ślubną, lecz myślę, że on nadal mocniej kocha swą zmarłą żonę, niż mnie — wyznała cicho.
- Może powinnaś z nim o tym porozmawiać? - zasugerował Ozyrys.
- Bracie! - pisnęła. - Cóż ty mówisz, przecież to nie wypada!
- Może i nie, ale...
- Nie ma potrzeby, by ze mną o tym rozmawiała — powiedział Loki, stając naraz tuż za Izydą. Położył jej dłonie na ramionach i schylił się, by pocałować ją w lśniące włosy. - Pamiętasz dzisiejszy poranek, moja miła? Gdy powiedziałem ci, że posiądę cię znów, tyle że później? - zapytał poważnie. Skinęła głową, rumieniąc się jak świeżo dojrzały pomidor, a Ozyrys wytrzeszczył na nich oczy. - To wspaniale. Powiedziałem tak dlatego, iż chcę, byś oddała mi się, będąc moją ślubną.
Zaskoczona bogini pisnęła cicho, zakrywając sobie usta ręką, a Ozyrys i Seth, który przed chwilą do nich dołączył, zaniemówili, otwierając szeroko usta. Loki padł przed nią na kolana i wziął jej ręce w swoje dłonie. Dopiero wtedy dojrzała, że miał na sobie swoją najlepszą zbroję, czyli kompletnie inny strój, niż ten, w którym pojawił się na początku biesiady.
- Loki... - wyszeptała wzruszona.
- Nie chcę być wciąż sam, Izydo. Mamy syna, więc myślę, że to najlepszy moment, byśmy stali się jednością. Thor udzieli nam ślubu, tylko proszę, zgódź się. Inaczej moje życie nie będzie kompletne...
Nachyliła się, całując go namiętnie...

Miesiąc później.
- Czy ty w ogóle sypiasz? - zagadnął go Thor, gdy wracali wspólnie z objazdu Asgardu. Loki coraz bardziej pochylał się w siodle.
- Nie bardzo — mruknął, walcząc z sennym otępieniem.
- Dlaczego? Co się dzieje?
- Koszmary — odparł niechętnie, potrząsając głową, by choć nieco się rozbudzić. Wolne tempo jazdy w tym nie pomagało.
- Jakie? Coś się dzieje? Sądziłem, że jesteś szczęśliwy z Izydą.
- Bo tak jest — przytaknął czarnowłosy. - Ale co noc w snach widzę umierającą Sygin. Moje ręce są w jej krwi, a ja nie mogę jej uratować. I zawsze powtarza, że to moja wina...
- Rozmawiałeś o tym z kimś?
- Po co? Przecież i tak nikt mi nie pomoże... To tylko moja porąbana psychika.
- Wiem, ale to nie jest normalne, prawda? Loki... Martwię się. Naprawdę kiepsko wyglądasz.
- A dziwisz mi się? - warknął, nieco pospieszając ogiera. Po chwili Thor dołączył do niego, a straż została w tyle, by mogli swobodnie pomówić.
- Nie, nie dziwię ci się, ale przecież nie miałeś już żadnych takich snów, prawda? Więc co się zmieniło?
- Tego nie wiem.
- Powiedz o tym Izydzie...
- Nie!
- Czemu nie? Powinna wiedzieć, co się dzieje. W końcu nie będziesz już w stanie utrzymać żadnej iluzji ze zmęczenia i cała sprawa i tak wyjdzie na jaw.
- Izyda zajęta jest naszym dzieckiem i niech tak pozostanie. Moje sny, to wyłącznie moja sprawa. Nie chcę jej ranić, mówiąc jej, kto mi się śni, rozumiesz? Jest szczęśliwa i ja też, więc czemu miałbym to psuć? Nie, Thorze, nie powiem jej i tobie też zabraniam, rozumiesz?
- Wpędzisz się w kłopoty, Loki... Nie powinieneś mieć przed żoną żadnych sekretów...
- Oh, przymknij się! - warknął i spiął ostro konia do galopu. Wkrótce reszta jeźdźców pozostała daleko w tyle. A galop otrzeźwił go na tyle, by w końcu nawet się uśmiechnął.

Obudziła się gwałtownie, gdy Loki jęknął przez sen. Leżał na plecach, a jego czoło było zroszone potem.
- Loki, obudź się, najmilszy — potrząsnęła nim za ramię, lecz to nic nie dało. Koszmar senny najwyraźniej trwał nadal, bo wkrótce po jego policzkach spłynęły łzy. - Loki...
- Nie! - załkał przez sen. - Proszę, nie odchodź! Sygin, zostań ze mną!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1944 słów i 10700 znaków.

2 komentarze

 
  • nefer

    Loki próbuje się ustatkować, ale przeszłośc mu na to nie pozwala. Okazuje się zbyt słaby, by się z nią zmierzyć, a jednocześnie zbyt dumny, by skorzystać z pomocy. Zaciekawiła mnie wzmianka wpoprzednim rozdziale o "prawdziwym" Lokim, własciwym dla tego świata. Aktualnie przebywa gdzie indziej (gdzie?), ale możliwy jest jego powrót. Zakładam, że to nastąpi i czekam, co z tego wyniknie.

  • elenawest

    @nefer Loki z tego innego wymiaru jest podróżnikiem i zwiedza sobie inne swiaty po prostu ;-)

  • emeryt

    @elenawest, ten odcinek to coś wspaniałego. Zresztą jak cała pozostała reszta. Przesyłam Tobie najserdeczniejsze życzenia dużo, dużo zdrowia, oraz aby wszelkie kłopoty omijały Ciebie bardzo szerojim łukiem.

  • elenawest

    @emeryt dziękuję bardzo :-D