Loki - siedemnasty rozdział ostatni

Loki - siedemnasty rozdział ostatni- Witaj w Midgardzie — powiedział Loki, gdy stanęli nagle przed jednym z wieżowców.
- Tu mieszkasz? - zapytała cicho, zadzierając głowę, by dojrzeć koniec budynku.
- Nie, ale prawdziwy Thor owszem i chciałbym, żebyś go poznała — odparł spokojnie, otwierając jej drzwi i wpuszczając do środka.
- Nie boisz się? Że cię pojmą? - delikatnie się do niego przytuliła. Objął ją ramieniem i pokręcił głową.
- Jestem dziwnie spokojny, że tak się nie stanie — mruknął, naciskając przycisk windy.
- Co to? - zaciekawiona przyglądała się niewielkiemu pomieszczeniu, do którego weszli chwilę później.
- Midgardczycy mówią na to winda — wyjaśnił. - Są zbyt leniwi, by używać schodów, więc to urządzenie wynosi ich na odpowiednie piętro.
- Trochę to dziwne. Jesteś pewny, że przywyknę do tego? - zapytała niepewnie. - To zupełnie inny świat od tego, który znam.
- Wiem, najmilsza, ale nie zabawimy tu długo.
- Dlaczego?
- Zabiorę cię tam, gdzie mam prawo rządzić.
- Jotunheim?
- Nie — uśmiechnął się lekko. - Do Asgardu. Tam zamieszkamy.
- Ale przecież mówiłeś, że tam rządzi Odyn!
- Do czasu, moja królowo... Do czasu — mruknął, obejmując ją mocno ramieniem, gdy winda oznajmiła krótkim dzwonkiem właściwe piętro. - Trzymaj się blisko mnie — wyszeptał, gdy drzwi się rozsunęły, ukazując im salon wspólny wieży Starka. Zebrani tam Avengersi nieco zaintrygowani spojrzeli w kierunku windy, a widząc przybysza, zerwali się na równe nogi. Niektórzy z nich dobyli broni. Izyda mocniej przytuliła do siebie zawiniątko skrywające ich maleńkie dziecko.
- Loki! - warknął Tony, ruszając w jego stronę wściekły. Jego zbroja właśnie się na nim zamykała. - Przyszedłeś na swój własny pogrzeb!
- Nie zamierzam walczyć — odparł Loki godnie, zaciskając nieco mocniej dłoń na ramieniu żony.
- Więc po co ci ta kobieta? Puść zakładniczkę, bracie! - zagrzmiał Thor, występując natychmiast przed Starka. W dłoni dzierżył młot.
- To moja żona, a nie zakładniczka, kretynie — czarnowłosy pokręcił głową z politowaniem. - I powtarzam, nie przyszedłem tu, żeby z wami walczyć...
- Żona?! - blondyn wyglądał na naprawdę zdezorientowanego, obracając się do swoich kompanów z niemym pytaniem w oczach.
- Tak, żona. Izyda. Egipska bogini płodności. Jeszcze jakieś referencje? Aha, i jesteś wujkiem — wskazał na zawiniątko w ramionach kobiety. - Więc byłbym wdzięczny, gdybyście przestali celować z każdej dostępnej broni w mego syna...
- Ale przecież Sygin... - mruknął Thor, opuszczając młot i mrugając kilkakrotnie, kompletnie zdezorientowany.
- Nie żyje — warknął Loki. - Może zapomniałeś, że ją pochowałem wraz z nienarodzonym dzieckiem na kilka dni przed twą nieudaną koronacją?
- Ja... - Thor wyglądał na mocno zmieszanego.
- Nie pamiętasz, oczywiście... Mogłem się tego domyślić! - prychnął Loki. - Byłeś tak zajęty sprawą przejęcia władzy, że nawet nie zauważyłeś jej zniknięcia oraz mojego bólu!
- Dlaczego zmarła? - zapytała cicho Natasha, gdy zapadła niezręczna cisza po słowach bruneta.
Loki wzruszył ramionami, wciąż wpatrując się w "brata".
- Nie wiem, ale nie byłem w stanie jej uratować. Ani dziecka, które w sobie nosiła. Zmarła mi na rękach i sam ją pochowałem... - powiedział spokojnie. Izyda spojrzała na niego smutno, delikatnie przytulając policzek do jego ramienia. Pocałował ją w głowę.
- To dlatego zwariowałeś — mruknął Kapitan.
- Tak, można to tak ująć...
- I co dalej? - zapytał Thor. - Jesteś odpowiedzialny za zniszczenie tego miasta, za nasłanie na niego obcej armii...
- Wiem i odpowiem za to.
- Odpowiesz? - zapytał Tony. - Czy może znów uciekniesz? Przecież tylko na to cię stać...
- Mam rodzinę. Po co mam uciekać i narażać ich na ciągły pościg? Wróciłem, by ten kretyn wiedział, że wciąż żyję — podbródkiem wskazał na swego przyszywanego brata.
- Tobie na nim zależy! - stwierdziła naraz Nat, patrząc podejrzliwie na boga kłamstw. - Ewentualnie tak dobrze nas oszukujesz...
- Ja zawsze świetnie oszukuję, kobieto. Ale nie teraz.
- Skąd mamy ci wierzyć? Możesz kłamać — powiedział Steve.
- I na pewno to robi! - wtrącił Tony.
- Jesteś jeszcze głupszy, niż mój brat — westchnął Loki. - Cóż, było miło, ale nie zamierzam tu dłużej przebywać i narażać mojej rodziny...
- Gdzie pójdziesz? Asgard nie jest dobrym pomysłem — powiedział Thor.
- Odbiorę to, co mi się należy.
- "Nigdy nic ci się nie należało!" - powiedział naraz Odyn, pojawiając się znienacka koło nich. Loki zadziałał instynktownie. Przywdział iluzję swojej najlepszej zbroi i pchnął Izydę wprost w ramiona Thora.
- Chroń ich! - warknął, a w jego dłoniach błysnęły sztylety.
- Loki, nie! - pisnęła przerażona Izyda, stając za Thorem.
- A więc wróciłeś — powiedział Odyn, mierząc czarnowłosego kpiącym spojrzeniem. - Jestem bardzo zaskoczony, że wybrałeś akurat Midgard... Tutaj tak samo jesteś poszukiwany, jak w Asgardzie.
- Wiem to — syknął Loki. - Ale mam dość ucieczki...ojcze — dodał, a jego głos przepełniony był jadem.
- Doprawdy? To raczej do ciebie niepodobne. Zanim cię zabierzemy stąd, racz mi łaskawie powiedzieć, dlaczego zmieniłeś zdanie?
- Cóż, chciałem pokazać mojej żonie prawdziwy Asgard i wychować syna w prawdzie, a nie w kłamstwie — odparł Loki spokojnie, mierząc starcza i otaczających go strażników czujnym spojrzeniem. Wiedział doskonale, że bez walki najpewniej się nie obędzie... Tymczasem na twarzy Wszechojca odmalowało się zdumienie połączone ze strachem, lecz szybko zdołał się opanować.
- Chyba już do reszty postradałeś rozum, Loki. Twoja żona nie żyje...
- Sygin owszem, doskonale o tym pamiętam, lecz widzisz, gdy uciekłem, znalazłem się w innym świecie, gdzie poznałem kobietę, dzięki której mój ból po stracie najbliższych wreszcie zniknął i którą pokochałem. Poślubiłem ją, gdy urodziła mi syna.
- Syna? Ty nigdy nie powinieneś mieć dzieci! - zagrzmiał Odyn potężnie. Vali natychmiast zaczął płakać i dopiero wtedy starzec zwrócił uwagę na kobietę skrytą za swym starszym synem. Natasha ostrożnie objęła ją ramieniem i wraz z Clintem wyprowadziła z pomieszczenia, cały czas nie spuszczając czujnego spojrzenia z asgardzkich gości.
- Ojcze — odezwał się Thor, obracając młot w dłoni. - Kto powiedział, że Loki nie ma prawa do szczęścia i posiadania rodziny?
- Tak zostało zapisane...
- Przez kogo? - zainteresował się Rogers.
- Nie twój interes, nędzny ziemianinie! - syknął Odyn, unosząc dumnie głowę.
- Przypominam ci, ojcze, że znajdujesz się na mojej ukochanej Ziemi, dodatkowo w domu mego przyjaciela, więc nie waż się obrażać ich — syknął blondyn. - Jeśli im zagrozisz, wystąpię nawet przeciwko tobie. A teraz powiedz mi, kto spisał, że Loki nie może mieć dzieci?!
- Jak śmiesz odzywać się do mnie tym tonem?!
- Wydaje mi się, że zdecydowanie zbyt długo już zasiadasz na tronie naszego królestwa, ojcze... Ustąp, jeśli nie chcesz, by polała się krew.
- Nie odważysz się mnie zaatakować, synu — prychnął Odyn, po czym zwrócił się do strażników. - Przyprowadźcie do mnie tę dziewkę i jej bachora.
- Nie! - wrzasnął Loki. - Nie odbierzesz mi ich!
- Zdziwiłbyś się, co potrafię uczynić Jotunie...
- Jotunie? - zapytał wstrząśnięty Thor. - Twierdziłeś, że pochodzenie Lokiego nie ma znaczenia, bo zawsze był twoim synem.
- Nigdy nim nie był. Pokój z Jotunami utrzymywaliśmy jedynie dzięki obecności Lokiego w Asgardzie... - prychnął Odyn.
- Więc byłem twoim więźniem, czyż tak? - zapytał Loki jadowicie. - Trzymałeś mnie przy sobie, by w razie potrzeby móc mnie zabić...
- Po części tak...
- I zabiłeś Sygin. Bałeś się jej. Czyżby odkryła twoją tajemnicę?
- Ta głupia dziewka wtykała nos w nie swoje sprawy, lecz nie, nic nie wiedziała o twojej prawdziwej pozycji w Asgardzie. Lecz małżeństwo z nią dało ci zbyt wielką władzę. Twój syn odziedziczyłby zbyt wiele. Stałeś się zagrożeniem, Loki.
- Ona była niewinna! - wrzasnął Loki. - Kochałem ją!
- Jesteś potworem, ty nie możesz kochać, rozumiesz? I nigdy więcej nie będziesz! Spędzisz wieczność w lochach Asgardu! Brać go i przyprowadźcie mi tę dziwkę!
- Dość! - powiedział Thor, spokojnie, choć na zewnątrz rozszalała się potężna burza. - Ja Thor Odinson, pan piorunów i władca burz, następca tronu Asgardu, skazuję ciebie Odynie na wieczne wygnanie za popełnienie zbrodni morderstwa na niewinnych osobach...
- Nic nie możesz mi zrobić, chłopcze... Jesteś tak samo słaby, jak twoja matka... - przerwał mu Wszechojciec, śmiejąc się szyderczo.
- Nigdy więcej nie powrócisz do Asgardu, skazany na tułaczkę jako nędznik po wszelkich światach, bez mocy i rodziny — dokończył Thor spokojnie, a gdy skończył mówić, w Odyna uderzył potężny piorun. Strażnicy opuścili broń, rozstępując się na boki. - Odejdź stąd, Odynie. Twe imię zostanie zapomniane na wieki i nikt nigdy już nie wspomni o tobie i twych czynach!
Po chwili piorun zniknął, a wraz z nim Odyn. Thor spojrzał surowo na stojących nieopodal strażników. Ci natychmiast padli na kolana, kłaniając mu się.
- Wracajcie do Asgardu i przekażcie mej matce, że Odyn został uznany winnego śmierci księżnej Sygin i jej nienarodzonego dziecka i odesłany w niebyt oraz że wraz ze mną powróci do królestwa książę Loki wraz ze swoją małżonką Izydą i synem.
- Nie musiałeś tego robić, sam mogłem się nim zająć — burknął Loki, oddychając głęboko.
- Ty najpewniej byś go zabił, a chciałem uniknąć tej rzezi. Teraz wiem, że nie jesteś zły, bracie. Wszystko, co się spotkało strasznego, spowodowane zostało przez Odyna.
- Oraz kogoś o wiele potężniejszego niestety — powiedziała Frigga, przytulając niespodziewanie czarnowłosego. - Cieszę się, że wróciłeś i jesteś znów szczęśliwy, synku — powiedziała łagodnie, całując go w czoło.
- Nie jesteś na mnie zła? - zapytał cicho, patrząc na nią niepewnie.
- Nie. Odpokutowałeś swe winy.
- Kogo miałaś na myśli, mówiąc o kimś potężniejszym? - zapytał zaciekawiony Thor.
- Nawet my jesteśmy śmiertelni — odparła Frigga. - Można nas zgładzić. Lecz istnieją we wszechświecie istoty o wiele gorsze i dłużej żyjące. Jednym z nich jest tytan Thanos. Zbliża się, czuję to. To dzięki niemu Loki wszedł w posiadanie armii Chitauri.
- Da się z nim wygrać? - zapytał poważnie Tony.
- Oczywiście, lecz nie w pojedynkę.
- Więc zbierzemy więcej sił — stwierdził Rogers, wyciągając rękę do Lokiego...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1954 słów i 10911 znaków.

2 komentarze

 
  • emeryt

    @elenawest, ja nie mam takich przemyśleń jak mój przedmówca nefer. Przeczytałem wszystkie odcinki z pełną przyjemnością i dziękuję Tobie za nie. Masz talent iproszę Ciebie abyś nie przerywała swojej twórczości. Sredecznie pozdrawiam.

  • elenawest

    @emeryt ależ nie mam zamiaru jej przerywać :-D z przyjemnością wciąż piszę ;-)

  • nefer

    Wahałem się, czy wstawiać ten komentarz. Moja opinia będzie bowiem, jak każda, subiektywną, a Twoje opowiadanie przeznaczone zostało dla zupełnie innego typu czytelnika niż ja. Ale skoro przeczytałem, to wstawię. Przyciągnięty nawiązaniami do mitologii nordyckiej oraz egipskiej (lubię zwłaszcza wątki staroegipskie) sięgnąłem do Twojego tekstu spodziewając się rozwinięcia tych motywów oraz opowieści awanturniczo przygodowej, z ewentualnymi elementami romantyczno-erotycznymi. Tymczasem ta warstwa historyczno-mitologiczna, podobnie jak i akcenty przygodowe, zostały wkrótce zmarginalizowane i nie odegrały w opowieści żadnej istotnej roli. W sumie, równie dobrze mogłyby zostać całkowicie wyeliminowane, a opowiadaniu można by nadać sztafaż najzupełniej współczesny. Rozwinięty został natomiast wątek romansowo-sentymantalny, który wkrótce zdominował całość tekstu. Nie jestem szczególnym znawcą ani miłośnikiem tego rodzaju opowieści, moja opinia z pewnością nie pretenduje więc do miana miarodajnej, ale odebrałem ten aspekt utworu jako cokolwiek ckliwy i przesłodzony. Zauważę natomiast, iż zaszkodził on rozwojowi akcji, która z chwilą jego rozbudowy kompletnie siadła. Zakończenie, sztucznie dynamiczne, wypadło trochę na zasadzie „Deus ex machina”. Skoro Odyn był takim potworem, czego nawet specjalnie nie ukrywał, a zarazem okazał się tak słabym przeciwnikiem, że Thor pokonał go bez większego trudu, to jakim cudem pozwalano mu wcześniej władać wszechświatem (a przynajmniej jego częścią) i popełniać zbrodnie podobne tej, która dotknęła rodzinę Lokiego? Warstwa fabularna utworu przyniosła więc, przynajmniej dla mnie, pewne rozczarowanie i niedosyt. Nie mogło być jednak inaczej, gdyż, jak już zaznaczyłem, nie jest to opowiadanie przeznaczone dla czytelników mojego rodzaju. Po prostu, szukam w tekstach literackich czegoś innego. Pochwalę natomiast dobry język, pozbawiony trypowych raf, na które trafia wielu publikujących tu autorów (powtórzenia wyrazów, nadmiar czasownika „być”, nadużywanie przy każdej okazji zaimków – bywają też wpadki jeszcze gorsze, z ortografią na czele, ale to już zupełnie inny poziom niż Twoja twórczość). Widać spore obycie z piórem (klawiaturą). Życzę powodzenia w dalszych zabawach literackich, masz bowiem do tego zamiłowanie i dysponujesz wyrobionym warsztatem.
    Pozdrawiam.

  • elenawest

    @nefer dzięki za opinię