Loki - pierwszy rozdział

Jęknął przeciągle, siadając niemrawo na ziemi i rozcierając sobie obolały kark. Otworzył powoli oczy, mrużąc je przed oślepiającym blaskiem słońca. Spojrzał przytomniej i ogarnął go szał. Stał się więźniem! Jak to możliwe? Zgrzytnął zębami, podchodząc do masywnych krat zamykających celę lochu, w którym siedział i szarpnął za nie potężnie. Ani drgnęły, a przecież nie był jakimś wypierdkiem! Może i był wyjątkowo szczupły, ale dysponował siłą lodowych olbrzymów!- Wypuśćcie mnie! – wrzasnął na całe gardło. Nie zauważył jednak żadnego ruchu, nie było też straży, po prostu więzienne cele. – Gdzie ja jestem? – zastanowił się na głos, przyglądając się nieznanym sobie symbolom i zdobieniom na suficie i dalej na ścianach. No i kim, na bogów, były te przedziwne istoty, które zauważył tuż przed utratą przytomności? Pół-ludzie, pół-ptaki... Brrr, okropieństwo! Aż wzdrygnął się, przypominając sobie ich wygląd. CO prawda w swym życiu widział już wiele potworów, sam niedawno dowodził wspaniałą armią kosmitów, no i przyznajmy szczerze, w swym naturalnym wydaniu, nie wyglądał jakoś super pięknie, ale jeszcze nigdy nie spotkał się z czymś takim! Czyżby byli wynikami jakichś pokręconych eksperymentów? Aż go to zbrzydziło...
Westchnął, przeczesując dłonią włosy i siadając na niezbyt wygodnej leżance. Co robić, przecież był uwięziony! W świecie, którego nie znał i bynajmniej wcale nie miał zamiaru poznawać! Warknął po chwili z irytacji spowodowanej własną głupotą i sięgnął po Tesseract. Przecież to właśnie było jego wybawienie! Ale, gdy spróbował go użyć, artefakt nie zadziałał. Po raz pierwszy w życiu zawiódł, a Loki kompletnie nie miał pojęcia dlaczego. Potrząsnął nim raz, drugi, trzeci, w końcu nawet rzucił nim o ścianę. Fakt, sześcian nadal świecił błękitnym światłem, ale poza tym nic. Tak jakby się zepsuł. Ale to było przecież niemożliwe! Nie był jakimś kosmicznym śmieciem, których we wszechświecie całe mnóstwo, tylko starożytnych obiektem o niezbadanej dotąd mocy! Jakże więc mógłby ulec zepsuciu? No więc, co się stało?
- Oh, co za bezużyteczny szmelc! – syknął, spoglądając złowrogo na porzuconą pod ścianą kostkę. Czuł się osobiście obrażony! Przecież nie po to zwiał tym przygłupim Avengersom, jak sami się nazywali, by teraz siedzieć w jakiejś zapyziałej budzie! Cóż innego miał do roboty?
- Wypuśćcie mnie stąd! – ryknął, nieomal zdzierając sobie gardło. Nic, żadnego odzewu. – Jestem asgardzkim księciem i nie godzę się na takie traktowanie!

Ale gdy po kilku dniach ciągłych krzyków, wyzwisk, przekleństw i najróżniejszych klątw oraz wymyślnych gróźb, nikt nawet nie przejął się jego słowami, skapitulował i dał sobie spokój. To było cokolwiek ponad jego siły. Czuł się brudny i upokorzony. Co prawda karmili go, nawet całkiem nieźle i co rano mógł liczyć na misę ciepłej wody, by się obmyć, lecz i tak był ciężko obrażony na swój los. Przecież niczym nie zasłużył na takie traktowanie! Czyż nie był księciem? Czyż nie należały mu się wszelkie wygody? Nie przywykł przecież do tak spartańskich warunków!

Pewnego jednak dnia, gdy już stracił całkowitą nadzieję na ucieczkę i właściwie stał się cieniem samego siebie, obudził się poirytowany nagłym hałasem. Miarowe stukanie prawie doprowadziło go do szaleństwa! Zerknął na drzwi celi. To one, wprawione w ruch delikatnym przeciągiem, obijały się o futrynę. Przez chwilę przyglądał im się zaskoczony, przecież nigdy nie były otwarte! Jak to więc możliwe? Doskoczył do nich jednak, by się nie zatrzasnęły i przytrzymał je lekko nogą. Skoro zyskał już taką szansę, to nie byłby przecież sobą, gdyby nie spróbował ucieczki! Ostrożnie wyjrzał na zewnątrz, by mieć pewność, że to nie żadna sprytna pułapka, mająca na celu jeszcze większe upodlenie go. Ale w zasięgu jego wzroku nie dostrzegł nikogo. Korytarz był kompletnie pusty. Rozejrzał się uważnie raz jeszcze, dokładnie przyglądając się zdobieniom, a nuż kryły one coś tajemniczego, ale nie dostrzegł nic, co mogłoby wzbudzić jego niepokój i wyszedł tuż za próg. Znów nic, zero ruchu.
Westchnął i wrócił po Tesseract, który natychmiast ukrył starannie, po czym mając szczerą nadzieję nie zostać znów złapanym, za pomocą sprytnej iluzji zmienił swój zwykły strój na to coś, co dotychczas oglądał jedynie na ściennych malowidłach. Gdy tylko nowe odzienie pojawiło się na jego ciele, jęknął, widząc, jak bardzo jest obnażony. Nie miał jednak wyjścia, musiał dostosować się do warunków! Przecież nie chciał znów zostać złapanym, prawda?
Po raz drugi wyszedł poza celę i po raz kolejny nic się nie wydarzyło. Wokół panowała wręcz martwa cisza, lecz wiedział, że gdzieś wyżej musi coś być, skoro przynoszono mu żywność, a wąskie okno jego celi znajdowało się niemal pod sufitem...
Ruszył więc ostrożnie długim korytarzem, uważając na każdy swój ruch i nasłuchując.
Ku jego ogromnemu zdziwieniu, po dotarciu na wyższy poziom, wciąż nikt go nie złapał, no i nikogo nie spotkał. Czyżby w tak dziwny sposób pilnowano tu więźniów? I dlaczego właściwie otwarto drzwi jego celi? Co prawda dość szybko doszedł do wniosku, że pewnie zrobiono to nieumyślnie, przez zwykłe roztargnienie, ale mimo wszystko... Nie był to czas na takie rozmyślanie, trzeba było wiać i to, czym prędzej!
Naraz jednak spostrzegł, że budynek, w którym się znajdował, stawał się coraz bardziej zdobny. Na ścianach oprócz niesamowitych kolorów farb, odnajdywał też kamienie szlachetne i złoto. Co prawda miejscu daleko było do wspaniałości Asgardu, ale i tak poczuł się tu jakoś pewniej. Wyjrzał przez najbliższe okno. Aż po horyzont roztaczały swe piękno ogromne tarasowe ogrody, których urody nie pogardzono by w Asgardzie! Niemal poczuł się jak w domu i uśmiechnął błogo, z przyjemnością wciągając go płuc słodki zapach kwiatów.
Naraz jednak odwrócił się gwałtownie, gdy gdzieś za sobą usłyszał piskliwy śmiech kilku kobiet. Zmarszył lekko brwi, podchodząc do lekko uchylonych drzwi. Zaciekawiony płynącymi zza nich odgłosami, zajrzał cichaczem do środka. W momencie zrobiło mu się gorąco! Ileż tam było kobiet! Najróżniejszego koloru skóry, wszystkie zgrabne i nagie! Aż ślinka sama ciekła! Już miał wparować do środka w swej pełnej krasie, gdy nagle jeden bardzo ważny szczegół przykuł jego uwagę. Panie zabawiały się jedynie między sobą! Nie było tam również żadnego dziecka ani mężczyzny, jak to często widział w midgardzkich haremach. Widząc to, zrobiło mu się jeszcze goręcej. Uśmiechnął się cwanie i szybko przybrał inną postać. Z zadowoleniem spojrzał na swój pokaźny biust i odważnie pchnął drzwi. Żadna z pań nawet nie zwróciła na niego uwagi. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, wkrótce zanurzając się we wszelakich przyjemnościach, jakie ofiarował ten przybytek.

480 czyt.
100%73
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1271 słów i 7226 znaków.

3 komentarze

 
  • RobertoNiecarlos

    RobertoNiecarlos · 1 października

    No no ... oby dalszy ciąg nie był zwykłym tłuczonym seryjnie slizgaczem, bo nieźle się zapowiada moja Pani ...

  • AnonimS

    AnonimS · 28 września ·

    Zmienił się  w kobietę.. masz pomysły.  Pozdrawiam

  • Duygu

    Duygu · 27 września

    Bardzo intrygująca część. Czekałam niecierpliwie    Warto było    Końcówka mnie zaskoczyła. Jest dreszczyk emocji. Ciekawa jestem, co będzie dalej... To miejsce wydaje się być bardzo tajemnicze.