Loki - jedenasty rozdział

Loki - jedenasty rozdział- Wciąż nie mogę uwierzyć, że się zdecydowałeś — powiedziała cicho.
- Cóż... Czasami swoim zachowaniem naprawdę poważnie mnie irytujesz, ale nie chcę odchodzić. Dotarło do mnie, że wtedy straciłbym zbyt wiele. Po raz kolejny.
- A tego przecież najbardziej się boisz. Bólu, jaki to ze sobą niesie.
- Tak, Izydo. Boję się — kiwnął głową. - Nie wiem, dlaczego bogowie tak chcieli i odebrali mi ich, i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, ani się z tym nie pogodzę, ale ty... Ty dajesz mi swoisty spokój. Nie wiem jak, ale tak jest. Nie rozumiem...
- Czego? - tym razem to ona pogładziła go po policzku. Na moment przymknął oczy.
- Tego, czemu jesteś dla mnie taka dobra. Przecież tyle razy cię skrzywdziłem...
- Bo jesteś tego wart, książę. To nie twoja wina, że taki się stałeś, ale zasługujesz przecież na szczęście. Proszę, uwierz w to, Loki — w jej oczach zalśniły łzy.
- Nie płacz, Izydo — westchnął. - Proszę. Nie chcę, byś kolejny raz lała przeze mnie łzy. Powinnaś być szczęśliwa, a nie smutna.
- Jestem szczęśliwa, Loki, bo porodzę twe dziecko i chciałabym, abyś i ty kiedyś znów doznał tego wspaniałego uczucia, jakim jest radość z narodzin potomka... Nie musisz się bać. Twoja poprzednia rodzina zostanie w twej pamięci i sercu już na zawsze.
- Wiem to — chrypnął, całując ją w dłoń. - Mądra z ciebie kobieta, Izydo. Widać, że wiele się od ciebie jeszcze nauczę.
- I ja pewno od ciebie — uśmiechnęła się nieznacznie.
- Być może — kiwnął głową. - Powiedz mi. Tęsknisz za domem?
- Bardzo — przyznała stanowczo. - Chciałabym pomówić z braćmi, zapewnić ich, że nic mi nie jest. Podejrzewam, że mogą się o mnie niepokoić. Moi ludzie też pewno mocno odczuli mą nieobecność, winnam im to jakoś wynagrodzić.
- Powiedz mi zatem, czy czujesz się na siłach, by odwiedzić swych braci?
- Loki... Naprawdę mi pozwalasz? - w jej oczach rozbłysły iskierki radości.
- Nie jesteś moją własnością, bym za ciebie decydował. Pójdę tam jednak z tobą, nie chciałbym bowiem, byś w drodze zasłabła...
- Oh, Loki! - wykrzyknęła szczęśliwa, rzucając mu się na szyję. Przytulił ją niemrawo, zaskoczony jej gwałtowną reakcją.
- Więc jak? - mruknął cicho.
- Oczywiście! Chodźmy!
- Dobrze... Heimdallu, proszę, przenieś nas do królestwa, z którego pochodzi Izyda — powiedział brunet donośnie. Po chwili otoczyła ich tęczowa poświata. Złapał Izydę mocno za rękę, a gdy tęcza zniknęła, stali pośrodku sali tronowej Ozyrysa. On sam i Seth pochylali się właśnie nad jakimiś papierami rozłożonymi na stole. Gdy Bifrost zamknął się za dwójką przybyszów, zaskoczeni Egipcjanie spojrzeli na nich w ciszy.
- Izydo! - Seth pierwszy ruszył w jej stronę. Loki taktownie ustąpił im miejsca, wycofując się do najbliższego stołu. Bez pytania nalał sobie wina z kryształowej karafki i rozejrzał się po pomieszczeniu, siadając na krześle. Tymczasem szczęśliwe rodzeństwo wciąż trwało w uścisku.
- Bracie — powiedział w końcu Ozyrys, podchodząc do Lokiego. - Wielcem rad, żeś ją do nas sprowadził.
- Bracie? - bóg kłamstw popatrzył na niego, marszcząc brwi. - Czemu tak mnie nazywasz?
- Jak to? - zdziwił się Egipcjanin. - Przecie przez wasze małżeństwo...
- Nasz? Masz na myśli moje i Izydy? - brunet wszedł mu w słowo. Ozyrys przytaknął zdumiony, na co Asgardczyk wybuchnął szczerym śmiechem. - Ależ my nie jesteśmy małżeństwem.
- Doprawdy?
- Czyżby twa siostra co innego rzekła?
- Powiedziała nam, że u twego boku jest szczęśliwa. No i to przecie widać, jak wielkim uczuciem cię darzy. A ty ją...
- Nie kocham Izydy, Ozyrysie — Loki ponownie mu przerwał. Jego głos był zimny.
- Czyżby wciąż nie stała ci się miła? - Ozyrys usiadł ciężko na krześle dwa miejsca dalej. - Sądziłem, że...
- Pomyliłeś się. Zmieniłem swe nastawienie względem twej siostry i mego dziecka, ale to nie znaczy, że od razu ją umiłowałem. Będę u jej boku, lecz wątpię, by znalazła miejsce w mym sercu.
- W takim razie wielce mi żal to słyszeć, Loki, bowiem krzywdę jej tylko wyrządzisz, jeśli ona wciąż miłować cię będzie.
- Posłuchaj mnie, Ozyrysie... Ja się wcale nie prosiłem o zostanie ojcem i nie przeczę, długo mi zajęło pogodzenie się z tym faktem. Ale stało się i Izyda porodzi mi potomka, który w przyszłości, jeśli się uda, zostanie władcą Jotunheim. Twa siostra jest wielce dobrą kobietą, lecz ja już kiedyś kochałem i nie chcę więcej.
- Straciłeś ją...
- Tak. To koniec. Me serce pochowałem wraz z moją rodziną, więc nie proś mnie o coś, czego nigdy nie będę w stanie uczynić — powiedział cierpko czarnowłosy, popijając wino i oglądając się na Izydę. - A ta gdzie się podziała? - zmarszczył brwi, zrywając się na równe nogi, gdy spostrzegł, że ani kobiety, ani jej brata nie ma już w komnacie.
- Udała się wraz z Sethem do swych obowiązkow — wyjaśnił Ozyrys spokojnie.
- Niby jakich? - warknął Asgardczyk. - Jest brzemienna, jej jedynym obowiązkiem jest teraz odpoczywać i cieszyć się z faktu, że wkrótce porodzi Zaprowadź mnie do niej natychmiast!
- Nie powinieneś jej teraz przeszkadzać — odparł Ozyrys, nawet nie ruszając się z miejsca. - Izyda jest boginią płodności. Zbyt długo była oderwana od swego królestwa, musi nadrobić ten stracony czas.
- Więc co teraz robi?
- Wysłuchuje wszystkich modlitw, które wznosiły do niej zdesperowane kobiety, pragnące porodzić.
- Czy to aby nie wymaga zbliżenia? - prychnął Loki. - Cóż Izyda może na to poradzić?
- Niektóre niewiast nigdy nie porodziły. Inne znów powijają martwe dzieci, bądź nie są zdolne, by donosić do rozwiązania. Izyda naprawia ich ciała.
- A to, na pewno wymaga od niej energii — zauważył czarnowłosy, opierając się ciężko dłońmi o stół i patrząc surowo na swego rozmówcę. - Asgardzki medyk zabronił się jej przemęczać.
- A wtedy co jej zagrozi?
- Przedwczesny poród, matole! - syknął Loki. - Poród, który dla nich obojga może się skończyć tragicznie.
- Chodź za mną, Loki — powiedział natychmiast Ozyrys, wstając i wyprowadzając Asgardczyka z komnaty.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1153 słów i 6318 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    Jak do tej pory wspaniale. Tylko utrzymaj ten wspaniały poziom twojej opowieści.Najserdeczniejsze pozdrowienia, oraz duuużo zdrówka.

  • elenawest

    @emeryt heh, no postaram się go utrzymać ;-) dzięki pięknie i dla ciebie również :-D